Wiele szkół, jeden duch

Za oknami zima… Tradycji stało się zadość.. Ferie zimowe stały się po raz kolejny okazją do integracji młodzieży ze szkół salezjańskich z Łodzi, Mińska Mazowieckiego oraz przedstawicieli Sokołowa Podlaskiego. Nieważne miejsce nauki – zwycięża duch salezjański.

Podobnie jak rok wcześniej autokar wyruszył z Mińska Mazowieckiego, by przez łódzką „Wodną” dotrzeć do Pusterwald w Austrii. Zwolennicy nart („boazerii”) i snowboardów („parapetów”) spragnieni śniegu oczyma wyobraźni przez całą drogę autokarowej podróży widzieli siebie na stoku obsypanym śniegiem (tym naturalnym). Zmęczeni, ale zadowoleni, dotarliśmy do miejsca naszego zamieszkania. Szybkie wypakowanie, przydzielenie do pokoi oraz czas na relaks, by po odpoczynku wybrać się na aklimatyzujący spacer (z bitwą śnieżną w tle). Tak rozpoczęła się nasza przygoda zimowego wypoczynku w duchu salezjańskim.

O radości jazdy na nartach i snowboardzie wiele by pisać, niemniej istotne było to, co działo się podczas wspólnego mieszkania. Tradycyjnie nastąpił podział na grupy, tak by przez wymieszanie środowisk szkolnych nauczyć współpracy. Dyżur w kuchni, pomoc przy obieraniu ziemniaków, zmywaniu, przygotowywaniu posiłków i sprzątaniu były okazją do oceny siebie i swojego przygotowania do ról, które czekają w dorosłym życiu. Cóż, kiedyś trzeba się nauczyć, do czego służy obierak do ziemniaków i że po obraniu ziemniak może zachować kształt owalny, a nie stać się kanciastą bryłą. W naszym przypadku zdarzały się jedne i drugie kształty ziemniaczane.

Pisanie kroniki utrzymywanej w konwencji misji oddziałów specjalnych było powodem wielu radości, gdy odnajdowało się swój pseudonim, cytat dnia itp. Wiele radości przyniosły także: śpiewanie karaoke, spotkanie z gitarą, karciane wieczory i długie nocne „Polaków rozmowy”.

Wyjazd narciarski był okazją do spotkania z przyrodą, górską ciszą i przyjaciółmi. Bycie dla innych stało się mottem postępowania uczestników wyjazdu. Wielu z nich starało się wprowadzać w czyn słowa „ w czym mogę pomóc?” nie patrząc na to, że swój dyżur odrobiłem. A ile radości i złości było przy segregowaniu śmieci i robieniu porządku w pokojach… Ten temat okryjemy milczeniem.

Wróciliśmy cali, zdrowi, wypoczęci. Narty nartami, warto było ten czas spędzić razem.

za: www.salezjanie.pl