Guarambaré: podarować lepszą przyszłość

Szkoła we franciszkańskiej misji w Guarambaré w Paragwaju już od ponad 50 lat kształci dzieci i młodzież dając im nie tylko wiedzę, ale przede wszystkim możliwość zmiany swojej dotychczasowej sytuacji. O działalności, sukcesach i planach zespołu szkół w Guarambaré opowiada o. Marek Wilk.

Misja w Guarambaré bardzo się kojarzy z prowadzoną tam szkołą parafialną. Co nowego słychać w tej szkole?
Prowadzimy szkołę, która została założona przez franciszkanów brązowych w 1956 roku. Była to wówczas jedyna szkoła średnia w ówczesnym systemie edukacyjnym. Naukę zaczynały tam 22 osoby. Aktualnie mamy prawie 1200 uczniów. Wielu z nich swoją edukację rozpoczyna już w przedszkolu, które działa w dwóch oddziałach, w systemie dwuzmianowym – rano i po południu. Ten schemat organizacji wygląda podobnie, od przedszkola aż do ostatniej klasy szkoły średniej. Na wyższych etapach szkoły – odpowiadającej polskiej szkole średniej prowadzimy klasy o profilu humanistycznym, dwie o profilu technicznym: księgowość i informatyka, oraz jedną o profilu chemicznym. W ubiegłym roku chyba pobiliśmy rekord – 115 osób ukończyło szkołę średnią. Myślę, że z roku na rok takich uczniów będzie coraz więcej. Aktualnie w szkole pracują 82 osoby, licząc nauczycieli i administrację.

Słyszałam, że również uniwersytet ma tam swoją filię.
Tak, to prawda. Kilka lat temu została podpisana umowa między szkołą parafialną a uniwersytetem katolickim w Asuncion, w stolicy Paragwaju. Na jej mocy stworzono w Guarambaré filię tej uczelni, głównie po to, żeby umożliwić kontynuowanie nauki młodzieży, która nie ma na nią środków. Studia w Paragwaju są bardzo kosztowne (zaledwie 2% ludzi ma wykształcenie wyższe, w kraju wciąż jest bardzo wielu analfabetów funkcjonalnych). Obecnie filia istnieje już piąty rok i kształci ponad 200 studentów. Młodzi ludzie mogą studiować na niej kierunki takie jak księgowość i informatyka, analiza systemów oraz prawo. Przygotowujemy się także do otwarcia nowego kierunku w przyszłym roku. Będzie to administracja.

Myślę, że filia uniwersytetu w Guarambaré daje naprawdę wielkie możliwości. Mówi się, że tam, gdzie przynajmniej przez 15 lat funkcjonuje uniwersytet, zmienia się też forma życia i myślenie ludzi. Miejmy nadzieję, że i w tym przypadku tak będzie, choć wcale nie jest to takie proste.

Który z tych kierunków młodzież wybiera najczęściej?
Najczęściej księgowość, przede wszystkim dlatego, że w Paragwaju wprowadzają obecnie nowoczesne systemy rachunkowe, księgowe i podatkowe. Młodzi z takim wykształceniem mają naprawdę duże szanse na zatrudnienie. Prawie wszyscy będący na trzecim roku studenci już pracują. Trzeba też wyraźnie powiedzieć, że uniwersytet katolicki ma jednak swoją markę, znaczenie. Uniwersytet państwowy oraz katolicki to dwie najlepsze szkoły w kraju.

To bardzo ciekawe, że zarówno przedszkolaki jak i studenci uczą się jakby w jednej szkole… Jak to wszystko funkcjonuje jako społeczność uczniowska?
To rzeczywiście jest skomplikowane (śmiech). Szkoła składa się z dwóch bloków – w jednym uczą się najmłodsze dzieciaki, tak jak wspomniałem na dwie zmiany, bo tak działa cała szkoła. Lekcje rozpoczynają się o 7:00 rano. Najmłodsze dzieci uczą się od 7:00 do 11:00, starsze – w zależności od podziału godzin – czasem do 12:00. Druga zmiana zaczyna się o 12:50 trwa nawet do 18:20. Uniwersytet zaczyna swoje zajęcia od 18:00 lub 17:30 i trwają aż do 22:00. Co ciekawe, w takim systemie pracuje większość uniwersytetów w Paragwaju. Tam studiuje się wieczorem. Tylko niewielka część ludzi posiada wystarczającą ilość środków ekonomicznych, żeby wysłać swoje dzieci na studia dzienne. Jednak większość młodych ludzi w dzień pracuje, zarabiając na swoje studia, a wieczorem idzie na zajęcia.

Planowanie zajęć w naszej szkole wymaga bardzo wielkiej elastyczności – zarówno koordynacji z dyrekcją szkoły jak i współpracy z odpowiedzialnymi, którzy kierują pracą uniwersytetu. Dzięki Bogu w ciągu tych 5 lat udało nam się to wszystko jakoś zorganizować. W końcu też zaczyna się doceniać to, że mamy uniwersytet. Na początku chyba nikt nie wierzył, że w naszej szkole może powstać taka filia. Na przestrzeni ubiegłego i tego roku, udało się oddać do użytku osiem nowych sal na potrzeby uniwersytetu. Mamy nadzieję, że kiedyś uniwersytet będzie miał swój oddzielny budynek.

Czym w Paragwaju różni się szkoła katolicka, parafialna od państwowej?
W Paragwaju istnieje ok. 500 szkół katolickich, zarówno prywatnych, prowadzonych najczęściej przez zakony żeńskie i męskie, jak i parafialnych. Większość parafii w Paragwaju posiada swoje szkoły, to jest przede wszystkim forma ewangelizacji, pewnej formacji duchowej. W szkołach państwowych nie ma katechezy. Szkoły katolickie, parafialne są otwarte na wszystkie dzieci i młodzież.

Są jakieś szczególne kryteria przyjęć do tej szkoły?
Nie, u nas nie ma. Szkoły prywatne mają swoje konkretne kryteria i wysokie czesne. Szkoły parafialne są otwarte, bo jest to niejako posługa Kościoła Katolickiego, prowadzona również po to, aby pomóc całemu systemowi edukacyjnemu kraju. Może w przyszłości będzie się to zmieniało, tak jak w Europie. Kościół kiedyś miał w rękach szkolnictwo, zaczynając od uniwersytetów w średniowieczu.

Obecnie w Paragwaju szkoła katolicka pełni ważną funkcję formacji: jest ona otwarta na ludzi z różnych wyznań i z różnych warstw społecznych. Trzeba jednak przyznać, że przede wszystkim korzystają z niej ludzie biedni. Nasza szkoła jest częściowo opłacana z czesnych, ale pensje nauczycieli płaci państwo. Aby ułatwić rodzicom dostęp do naszej szkoły wprowadziliśmy tzw. kwoty rodzinne: gdy uczy się u nas np. pięcioro dzieci z jednej rodziny, czesne płacone są tylko za troje z nich. To też jest dla rodziców konkretne wsparciem.

Cieszymy się, gdy inni o nas dobrze mówią: że u nas jest dyscyplina, wymagania, lepsze przygotowanie… Nie chwaląc się możemy przyznać, że jesteśmy jedną z najlepszych szkół w okolicy. Świadczy o tym fakt, że wielu naszych uczniów, kontynuuje swoją naukę, idzie na studia. Ludzie zwracają też uwagę na to, że tutaj jest konkretna formacja religijna. Większość młodzieży, która później działa w naszej parafii, pochodzi właśnie z naszej szkoły. To daje radość, bo widzimy, że nasza misja ma sens, że to działanie jest potrzebne.

Edukacja jest pewną formą podniesienia godności człowieka. Im człowiek jest bardziej wykształcony, więcej wie, tym mniej poddaje się manipulacjom. On sam może decydować o swoim przeznaczeniu, o tym co będzie robił, ma większe możliwości, aby coś w swoim życiu zdobyć, zmienić. Jest też bardziej zaradny w życiu, wzrasta jego poczucie wartości.

Działalność naszej szkoły i uniwersytetu, jest nie tylko walką z biedą, z ubóstwem, ale to również formą promocji osoby. W Paragwaju na stu uczniów, którzy zaczynają pierwszą klasę szkoły podstawowej, zaledwie trzydzieścioro dzieci kończy szkołę średnią. Jednak można już zauważyć, że to się trochę zmienia. Teraz wychowujemy już drugie pokolenie – do szkoły uczęszczają dzieci naszych pierwszych uczniów. Oni jako rodzice też już są bardziej wymagający w stosunku do nauczycieli i szkoły jako instytucji. To świadczy też o tym, że są bardziej świadomi wartości, jaką jest edukacja.

Odnosząc się do tego wychodzenia z biedy i uczenia zaradności to, słyszałam, że w szkole w Guarambaré organizowane są również kursy zawodowe…
Zgadza się. Mieliśmy takie kursy. To był pewien projekt, ponieważ były plany stworzenia szkoły zawodowej, ale ze względu na brak środków, nie jesteśmy w stanie go realizować. Teraz robimy to, co jest w naszym zasięgu, bo niestety utrzymanie szkoły jest naprawdę bardzo kosztowne.

Szkoła, jej budynki, cała infrastruktura służy nam nie tylko w edukacji, ale jest również miejscem, gdzie w sobotę i niedzielę odbywa się katecheza i przygotowanie do sakramentów. Prowadzimy katechezę rodzinną, co oznacza, że zarówno dzieci jak i rodzice mają swoje zajęcia, które rozłożone w czasie trwają dwa lata. To wszystko odbywa się w tych budynkach, bo nie mamy innych możliwości.

Warto wspomnieć o pięknej inicjatywie, które również znalazła swoje miejsce w murach naszej szkoły. Jakiś czas temu weszliśmy we współpracę z fundacją Sonidos de la Tierra, czyli dźwięki ziemi. Jest to fundacja założona przez Luisa Szarana, syna polskich emigrantów, którzy wyemigrowali i zamieszkali w Paragwaju w latach 30. ubiegłego wieku. Szaran urodził się już w Paragwaju, jest kompozytorem oraz dyrygentem orkiestry symfonicznej. W swoim życiu stara się stosować zasadę: „ktoś mi pomógł być tym, kim jestem, dlatego i ja pomogę w tym innym”. W myśl tej idei zdecydował się stworzyć projekt formacji muzycznej dla dzieci w Paragwaju. Kilka lat temu, przed wyjazdem na wakacje do Polski, rozmawiałem z panią, która jest śpiewaczką i zaproponowała, czy nie dałoby się takiego projektu zrealizować w Guarambare, w naszej szkole. Ta pani powiedziała, że skoro jest już miejsce, musimy jeszcze mieć instrumenty – dokładnie skrzypce – a ona postara się o profesorów i będzie można zrealizować ten projekt.

Dzięki pomocy otrzymanej z Polski udało się nam kupić 12 skrzypiec. Szukaliśmy później tych, którzy mieliby na nich się uczyć grać. Zaprosiliśmy kilkanaście osób będących w grupach muzycznych, (głównie tych działających przy naszych kaplicach). Te dzieci pierwszy raz w życiu widziały skrzypce. Aż ciężko uwierzyć w to, co stało się po tych pięciu latach… wyrośli nam wirtuozi! Naprawdę łza się w oku kręci, słuchając tych młodych ludzi. Luisa Szaran mówi że, ten, kto umie grać Mozarta, nigdy nie będzie rzucał kamieniem w okno, nigdy nie będzie nikogo niszczył, ani zabijał. Myślę, że coś w tym jest.

Przez kursy te przeszło już ok. 100 osób. Troje z tych, którzy zaczynali, studiuje obecnie muzykologię na uniwersytecie. Jak widać na tym przykładzie, szkoła jest też centrum promocji kultury. Również w niej odbywał się w ostatnich latach piękny, jeden z największych w Paragwaju, festiwal muzyki folklorystycznej. Nasza szkoła pełni więc kilka funkcji – jest centrum, edukacyjnym, centrum duchowym oraz kulturalnym.

Z tego, co Ojciec mówi, wynika, że szkoła musi być popularna, więc pewnie wielu uczniów chce się w niej uczyć. Czy szkoła ma limity miejsc? Bo przecież wszystkich się nie da przyjąć…. Czy są w ogóle takie sytuacje, kiedy borykacie się z tym, że jest za dużo chętnych?
Niestety tak. I rzeczywiście serce boli, bo rodzice nam już zaufali, proszą o przyjęcie ich dzieci, a my nie możemy przyjąć wszystkich… Aby przyjąć więcej osób, trzeba by było powiększyć szkołę, ale niestety nie mamy na to środków. Dlatego też przy przyjmowaniu istnieją pewne limity, to jest związane z nauczycielami, z pewnymi regułami, które istnieją. W szkole podstawowej, do najmniejszych klas możemy przyjąć maksymalnie 30 uczniów, ale i tak zdarza się, że przekraczamy ten limit…

I ilu uczniów liczy wówczas taka klasa?
35, niekiedy 37, ale to jest dużo. Czasami też nie jest to możliwe. Na przykład w szkole średniej, na kursach technicznych, mamy limit 30 osób, bo po prostu nie mamy więcej komputerów. Na kursach humanistycznych mamy 40 – 45 osób uczniów w sali, to dużo. Oczywiście świadczy to też o pewnej renomie szkoły, która jest otwarta nie tylko dla ludzi z naszej parafii, ale dla wszystkich, którzy chcą się w niej uczyć. Szukamy różnych sposobów, żeby odpowiedzieć na tę potrzebę: mamy na przykład wcześniejsze zapisy, ale to i tak nie rozwiązuje wszystkich spraw. Zawsze najtrudniejszymi chwilami w życiu szkoły są momenty zapisów, zwłaszcza na początku roku. Bardzo trudno jest mówić ludziom „nie”, to naprawdę przykre. Bo chociaż są przecież inne szkoły państwowe, to większość rodziców chce właśnie do nas posłać swoje dzieci. Doceniają wartość dyscypliny, wysokiego poziomu nauczania oraz formację religijną, o których już wspominałem.

W tym miejscu chciałem podziękować i wspomnieć o naszych przyjaciołach, tak zwanych padrinos z Polski, którzy nas sponsorują poprzez Sekretariat Misyjny, koordynujący adopcję na odległość. To wielka pomoc dla tych najbardziej potrzebujących dzieci. Mamy ponad 80 uczniów, objętych tą formą wsparcia. Licząc również te, którym pomagamy jako szkoła w tym naszym systemie prorodzinnym, jest ok. 200 dzieci, które chodzą do szkoły prawie za darmo. To także jest wielka pomoc dla rodziców.

Można by się dziwić, że franciszkanie, którzy na ogół nie prowadzą szkół, działają właśnie w ten sposób, ale słuchając Ojca nie można zaprzeczyć, że ta działalność edukacyjna jest naprawdę ściśle misyjna i ewangelizacyjna, właśnie dzięki formacji, o której Ojciec wspominał…
Na pewno. Nasza szkoła jest elementem promującym osobę, elementem który pomaga im być w życiu kimś. W Polsce tak na to się nie patrzy, może dlatego, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki. W Paragwaju jest inaczej. Często słyszy się, jak nauczyciele mówią do uczniów: „to przywilej, że chodzisz do szkoły. Popatrz, tyle dzieci nie może się uczyć… Podobnie zwracają na to uwagę studentom profesorowie. Tutaj patrzy się na edukację nie tylko przez pryzmat przyszłego zarobku, ale jako na możliwość rozwoju osobistego i bycia w życiu kimś.

Wspomniał ojciec, że wielu uczniów dochodziło tylko do trzeciej klasy i kończyło swoją edukację. Od czego to zależy?
Po pierwsze – od rodziców, którzy często nie chcą, aby ich dziecko się uczyło. Sami nie chodzili do szkoły, więc czasem nie widzą potrzeby, żeby ich dzieci się uczyły. To jest jeden z powodów, raczej mentalnościowy. Drugi powód to racje ekonomiczne – szkoła wymaga pewnego nakładu finansowego, inwestycji, na którą nie każdego stać. Rodzice zatem zamiast do szkoły wysyłali swoje dzieci do pracy. To trwa także obecnie, taka jest tutejsza rzeczywistość. Kilka lat temu w jednej w części naszej parafii widzieliśmy dwie dziewczynki w wieku szkolnym, które skończyły chyba szóstą klasę i zakończyły swoją edukację, bo rodzice zabronili im się uczyć. Jako dyrekcja i nauczyciele postanowiliśmy im pomóc – kupiliśmy im mundurki, książki, zeszyty… Daliśmy im taką możliwość, ale dziewczynki uczyły się tylko dwa miesiące i rodzice znowu zabrali je ze szkoły. To są przykre sytuacje, ale rodzice sami decydują o przyszłości swoich dzieci. Słyszy się, że państwo przygotowuje różnorodne projekty, które dofinansowywałyby rodziców wysyłających swoje dzieci do szkoły. W planach są tego typu programy motywujące, ale jednocześnie państwo nie chce na to przeznaczyć wielkich pieniędzy… Obecnie w Paragwaju zaledwie 3% budżetu państwa przeznacza się na edukację, chociaż powinno być to 7%. Władze świadomie oszczędzają na edukacji, bo wiedzą, że społeczeństwo im mniej wykształcone, tym łatwiej nim manipulować.

Jakie są plany i największe wyzwania tego wielkiego dzieła?
Jeśli chodzi o kwestie materialne to chcielibyśmy wybudować, specjalną salę dla najmniejszych dzieci, dla przedszkolaków, a nawet młodszych dzieci. W Paragwaju dzieci idą do szkoły już w wielu 5 lat. Zawsze ich pierwszy miesiąc nauki jest pełen żalu, łez i troski mam.

Szukamy także autonomii dla uniwersytetu, naszym marzeniem jest, aby mieć własny budynek. Władze miejskie podarowały już nam pewien teren pod budowę. Jesteśmy w tej chwili w trakcie ustalania spraw formalnych, przekazujemy go na własność uniwersytetu i oczywiście szukamy środków na to, żeby to dzieło kontynuować. To są główne kierunki naszych działań. Poza tym naszym głównym zadaniem jest kontynuowanie tego, co już mamy, bo przecież edukacja wciąż się zmienia, rozwija. Myślę, że to, co robimy jest pewnego rodzaju pracą u podstaw pracą pozytywną, podwalinami pod dalszą ewangelizację tych ludzi.

Rozmawiała Agnieszka Kozłowska

Ofiary pieniężne na rozbudowę szkoły mogą być wpłacane w złotówkach na konto

Pekao S.A.

31 1240 4432 1111 0000 4732 4970 PLN

PROWINCJA ŚW. ANTONIEGO I BŁ. JAKUBA

31-539 Kraków, ul Żółkiewskiego 14

z dopiskiem: „ZESPÓŁ SZKÓŁ W GUARAMBARE”

Za: misje.franciszkanie.pl.