Gdzie tu cel i sens?

Elita czy fanatycy?

W Polsce mamy ok. 32 tys. osób konsekrowanych na ok 30 mln. wszystkich dorosłych Polaków? Więc zaledwie 0,1% ludzi w naszym kraju wybiera życie konsekrowane. Można by zapytać czy jest to swego rodzaju elita czy może grupa fanatyków? Czemu służy życie konsekrowane? Po co młodzi (lub niekoniecznie młodzi) ludzie zamykają się w klasztorach za klauzurą lub składają śluby Bogu, zobowiązując się jednocześnie do pewnego ideału?

No właśnie, czemu to ma służyć?

Przed-kryzys wieku średniego

Mając 12 lat (tylko!) stażu życia zakonnego, a więc od momentu złożenia pierwszych ślubów na zakończenie nowicjatu, przyszły mi ostatnio przemyślenia na temat celowości tego kroku. Czy żałuję? Nie, nie w tym rzecz. Zbliżając się do połowy swego życia coraz bardziej dręczy mnie myśl o założeniu rodziny. Patrząc na swoich znajomych i przyjaciół żyjących w małżeństwach i otaczających się „trzódką” dzieci, rodzi się we mnie pragnienie bycia ojcem, takim z krwi i kości.

Czy więc to są stracone lata? Absolutnie nie! Będąc coraz bardziej świadomym takich pragnień chyba bardziej jeszcze udaje mi się dostrzegać sens życia konsekrowanego. W końcu słowo łacińskie consecratio oznacza „poświęcenie”, nie tylko w znaczeniu uświęcania czy wyłączenia ze standardowego użytku. To też oddanie swego życia w ofierze, czyli jak najbardziej świadomy wybór.

Głupi ruch

Życie oddane na wyłączność Bogu ma w sobie dość wyraźny element straty. Można by to porównać do gry w szachy. Niekiedy w tej grze robi się pozornie głupie ruchy, np. wystawia się jakąś figurą na zabicie, ale jest to celowe posunięcie, skutkujące większą korzyścią. Wybór zakonu i życia oddanego w maksymalnym stopniu Bogu też może się wydawać głupim posunięciem… W końcu odcinam się od naturalnej możliwości znalezienia drugiej połówki, budowania z nią pięknego związku, a następnie możliwości posiadania i wychowywania własnych dzieci.

Ten ruch to pewna strata, ale nie po to, by żyć w wykrzywiony sposób. Ta decyzja ma przynieść mi więcej niż tracę – większe szczęście niż własna rodzina. I tu dochodzimy do drugiego elementu życia konsekrowanego, czyli do zysku, który może nie tak wyraźnie rzuca się w oczy.

Między niebem a ziemią

Zostawiając za sobą jak najbardziej naturalne pragnienia, człowiek oddaje się do 100-procentowej dyspozycji Bogu. Ma być Jego. Konsekracja jest jak pieczęć na człowieku, choć nie jest sakramentem. Mówi sama za siebie, że dany człowiek ma stawać się miejscem szczególnego spotkania z Bogiem; miejscem, gdzie ziemia styka się z niebem. Jest to więc zysk największej Miłości, której odbicie mam przekazywać wspólnocie Kościoła.

Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną (Mt 19, 21).

To chodzenie za Jezusem, może niekiedy włóczenie się za Nim, ma właśnie wymiar szukania szczęścia w doskonałości życia. Nigdy nie będziemy w tym perfekcyjni, ale czy to oznacza by być byle jakim?

W tym szaleństwie jest metoda

Jak wyćwiczyć się, aby być doskonałym? Ma ktoś na to szybki, skuteczny i niewiele kosztujący sposób? Skoro sprawa tyczy się doskonałości życia wewnętrznego, to nie znajdziemy lepszego eksperta od Jezusa. Każdy kontakt z Nim pomaga nam przybliżać się do ideału. Długa, żmudna i konsekwentna współpraca z Jezusem daje efekty. Nie pomniejszając wartości żadnego z sakramentów, trzeba jednak przyznać, że życie konsekrowane buduje się szczególnie na Eucharystii. Jak to ujął bp Jacek Kiciński (Przewodniczący Komisji Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego KEP) w liście na tegoroczny Dzień Życia Konsekrowanego:

Eucharystia buduje wspólnotę – w niej uczymy się miłości i ofiary. Eucharystia uczy nas miłości i ofiary; miłości do Boga i drugiego człowieka. To w NIEJ Bóg w Trójcy Jedyny czyni nas wspólnotą i dzięki NIEJ stajemy się prawdziwą ŚWIĄTYNIĄ BOŻĄ.

Komunia z Jezusem pomaga nam tak naprawdę dostrzegać sedno ponoszenia ofiary, stawiania sobie wymagań. Nic nie tracąc tak naprawdę nie robię miejsca dla zysku. A samo życie pokazuje nam, że tych różnych ofiar w naszym życiu jest wiele: tracimy najbliższych, tracimy zdrowie, tracimy pracę… Zawsze taka strata sprowadza nas na ziemię. Bez bólu straty nie zbudujemy nigdy ofiarnej miłości. I to tutaj Jezus jest najlepszym trenerem personalnym, choć działa we wspólnocie.

Nastawiamy budziki

Bp Jacek Kiciński wspomina jeszcze w tym liście, że osoby konsekrowane powołane są do tego, by budzić współczesny świat z „letargu doczesności”. Ich życie ma być znakiem przyszłego świata, za którym przecież wszyscy tęsknimy.

Nie wiem czy moja postawa jako zakonnika była zawsze i dla wszystkich napotkanych osób takim budzikiem, który wyrywał z letargu. Szczerze powiedziawszy – wątpię. Ale widzę, że nie wolno nam nigdy zrzucać z siebie tej odpowiedzialności, by być dla innych pewnym znakiem, który ma wskazywać na Miłość Boga.

Za: www.bernardyni.pl