Nieznane zdjęcia św. Faustyny i bł. ks. Sopoćki

Nieznane zdjęcie św. Faustyny z bratem Stanisławem, a także zdjęcie jej rodziców oraz jej spowiednika, ks. Michała Sopoćki od lat spoczywają w archiwum parafii księży marianów pw. Matki Bożej Królowej Polski w Warszawie. 

Przy porządkowaniu archiwów na stare fotografie zwrócił uwagę proboszcz ks. Marcin Jurak MIC i podzielił się informacją ze swoją parafianką, dziennikarką KAI. 5 października Kościół wspomina św. Faustynę – apostołkę Bożego Miłosierdzia. KAI pierwsza publikuje nieznane dotychczas zdjęcia św. Faustyny i bł. Michała Sopoćki.

– To rewelacja, te zdjęcia nie były dotychczas znane – stwierdziła po obejrzeniu fotografii w rozmowie z KAI s. Elżbieta Siepak, historyk Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia, do którego należała św. Faustyna, autorka studiów, długoletnia rzeczniczka prasowa Zgromadzenia. Jej zdaniem są one tak cenne, gdyż ukazują nieznany fragment „sesji” zdjęciowej zorganizowaną przez rodzinę Kowalskich, pragnących upamiętnić pobyt córki w domu rodzinnym, jak również ukazują rodziców świętej z okresu życia, w którym nie byli fotografowani.

Zdjęcie zakonnicy z bratem zostało zrobione w lutym 1935 roku. Siostra Faustyna przyjechała do rodzinnego Głogowca, gdyż jej matka Marianna Kowalska, ciężko zachorowała. Dla rodziny wizyta krewnej była tak wielkim wydarzeniem, że zamówili fotografa, który zrobił pamiątkowej zdjęcia świętej z rodziną. – To niezwykłe, że oni zaprosili fotografa do takiej wioski! – mówi s. Siepak. – Jeszcze do lat 80. prowadziła do niej ubita droga. – Fotograf jednak dojechał i wykonał zamówienie.

Zdjęcie grupowe całej familii oraz św. Faustyny, siostrą i siostrzeńcem są znane od lat. Jak się okazuje, fotograf uwiecznił na kliszy także s. Faustynę z siedem lat od niej młodszym bratem Stasiem stojących na progu rodzinnego domu. Dlaczego właśnie z nim?

– Stasia miłowała szczególnie – tłumaczy s. Siepak. Był bardzo pobożny, a w czasie jej pobytu w Głogowcu „Stasio codziennie mi towarzyszył do kościoła. Czułam, że ta duszyczka jest bardzo miła Bogu. W ostatnim dniu, kiedy już nikogo nie było w kościele, poszłam z nim przed Najświętszy Sakrament i wspólnie zmówiliśmy „Te Deum”. Po chwili milczenia ofiarowałam tę duszyczkę najsłodszemu Sercu Jezusa” – notowała w „Dzienniczku” św. Faustyna.

Pożegnanie z córką – zakonnicą było bardzo trudne dla wszystkich członków rodziny, ale dla brata chyba szczególnie. „Stasio odprowadził mnie do auta; mówiłam mu, jak bardzo Bóg kocha dusze czyste, upewniłam go, że Bóg jest z niego zadowolony. Kiedy mu mówiłam o dobroci Bożej i jak o nas [Bóg] myśli, rozpłakał się jak małe dziecko, i nie dziwiłam się jemu, bo jest to duszyczka czysta, więc łatwo poznaje Boga”.

Dwa lata później, we wrześniu 1937 r. św. Faustyna napisała: „Dziś odwiedził mnie brat rodzony Stasio. Ucieszyłam się niezmiernie tą piękną duszyczką, która zamierza także oddać się na służbę Bogu, czyli Bóg sam ją pociąga do swej miłości. Długo rozmawialiśmy o Bogu, o Jego dobroci. Podczas rozmowy z nim poznałam, jak bardzo miła Bogu jest ta duszyczka. Otrzymałam od Mateczki Przełożonej pozwolenie na częstsze widzenie się z nim. Kiedy mnie pytał o radę co do wstąpienia – odpowiedziałam mu: „Przecież ty najlepiej wiesz, co Pan od ciebie żąda”. Wskazałam mu zakon jezuitów – ale wstąp, gdzie ci się podoba. Obiecałam, że będę się modlić za niego, i postanowiłam odprawić nowennę do Serca Bożego za przyczyną ks. Piotra Skargi, z obietnicą ogłoszenia w „Posłańcu Serca Jezusowego”, ponieważ ma wielkie trudności w tej sprawie. Zrozumiałam, że w tej sprawie pożyteczniejsza jest modlitwa niżeli rada…”.

Dotychczas nie było także szerzej znane wykonane w 1924 r. zdjęcie ks. Michała Sopoćki w otoczeniu chórzystów. Jak podaje najstarsza kronika parafialna spowiednik świętej założył na Marymoncie chór, składający się z wojskowych i świeckich.

– I właśnie osoba ks. Sopoćki tłumaczy obecność pamiątek po Apostołce Miłosierdzia – podkreśla proboszcz parafii na Marymoncie. Po tylu latach nie sposób wyjaśnić w jakich okolicznościach zdjęcia świętych – zakonnicy i jej spowiednika – znalazły się w parafialnych archiwach. Na początku lat 20. ks. Sopoćko był kapelanem 1. Pułku Saperów na Marymoncie i po powrocie do Warszawy z wojny przeciw bolszewikom doprowadził do rozbudowy niewielkiej kaplicy, która została wzniesiona w miejscu nieistniejącego już dworku łowieckiego królowej Marysieńki. Korzystali z niej zarówno żołnierze jak i świeccy mieszkańcy dzielnicy. Ks. Sopoćko powołał Komitet Rozbudowy Świątyni. Tak powstał kościół zwany do dziś kościołem „na Górce”, który został konsekrowany 16 listopada 1924 r. i przez lata był filią parafii, prowadzonej przez księży marianów w pokamedulskim kościele w Lesie Bielańskim. – To jedyny kościół, wzniesiony przez błogosławionego – podkreśla ks. Jurak.

W czasie swojego pobytu w Stolicy, gdzie studiował teologię, ks. Sopoćko bardzo zaprzyjaźnił się z księżmi marianami, m.in. z odnowicielem Zgromadzenia bp Jerzym Matulewiczem oraz z proboszczem nowego kościoła ks. Zygmuntem Trószyńskim. Przyjaźń obu kapłanów trwała długie lata, ks. Sopoćko zapewne opowiadał o kulcie Bożego Miłosierdzia swojemu przyjacielowi, gdyż jeszcze przed wybuchem wojny stał się gorliwym głosicielem orędzia, przekazanego przez św. Faustynę. Szerzenie tego orędzie uważał za misję życia. To ks. Sopoćko przyczynił się do namalowania obrazu zgodnie ze wskazówkami św. Faustyny przez wileńskiego malarza Eugeniusza Kazimirskiego, wydrukował tekst Koronki do Bożego Miłosierdzia i uzasadniał teologicznie znaczenie kultu.

Nadal nie wiadomo jednak w jaki sposób zdjęcia świętej znalazły się w posiadaniu któregoś z księży posługujących na Marymoncie. Kto mógł przekazać rodzinną fotografię Apostołki Miłosierdzia? – Siostra Siepak uważa, że mało prawdopodobne jest żeby spowiednik prosił św. Faustynę o taką pamiątkę, gdyż wobec swej penitentki zachowywał się powściągliwie, zgodnie z radami, udzielanymi spowiednikom przez św. Jana od Krzyża. Rodzinne zdjęcie Kowalskich poszło jednak „w świat”, więc ks. Sopoćko musiał być jego dysponentem by przekazać je później swojemu przyjacielowi z Marymontu.

Ważnym świadectwem szybkiego rozprzestrzeniania się kultu Bożego Miłosierdzia w czasie okupacji jest także obraz Jezusa Miłosiernego, który wisi w kościele Matki Bożej Królowej Polski. Na odwrocie długiego 130,5 cm i szerokiego 75,5 cm płótna widnieje napis: Malował Aleksander Ludwik Maj, Żoliborz 1941. – Był to uczeń profesora Stawrowskiego, nie należał do pierwszej ligi, ale wykonywał sporo zamówień – mówi historyk sztuki, który niedawno płótno oglądał.

Z daty wynika, że jest to jedna z najstarszych, czczonych publicznie w kościele kopii obrazu Pana Jezusa Miłosiernego. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że został zamówiony przez ks. Trószyńskiego, choć nie jest to pewne – w czasie okupacji Kronika Parafialna nie była prowadzona. Obraz wisiał do wybuchu Powstania w sierpniu 1944 roku po prawej stronie ołtarza i ocalał, choć spłonęło niemal całe wnętrze kościoła. Wraz ze zdjęciami jest pamiątką i świadectwem posługi bł. Michała Sopoćki, którego relikwie, obok relikwii jego świętej penitentki, czczone są w kościele pw. wezwaniem Matki Bożej Królowej Polski „na Górce”.

Zdjęcia św. Faustyny, jej rodziców i bł. Ks. Michała Sopoćki można zobaczyć na stronie ekai.pl

KAI/slo

Za: www.deon.pl