Oblaci NMP: „W życiu nie chciałbym być księdzem” – święto patronalne braci zakonnych. To nasi święci Józefowie…

Uroczystość świętego Józefa w tradycji oblackiej jest jednocześnie świętem patronalnym oblatów-braci. W Zgromadzeniu Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej – w odróżnieniu od innych zgromadzeń zakonnych – nie używa się skrótu “ojcowie oblaci” na określenie instytutu życia konsekrowanego. Chociaż jesteśmy zgromadzeniem kleryckim, to jednak pośród nas są zarówno oblaci-ojcowie jak i oblaci-bracia. Najpierw jesteśmy oblatami, a potem dopiero prezbiterami czy braćmi zakonnymi.

W życiu nie chciałbym być księdzem – zdradza br. Wiesław Ratajczak OMI, asystent ekonoma prowincjalnego w Poznaniu.

Podkreśla, że posługa brata zakonnego jest posługą cichą, ale jednocześnie zbliżającą oblatów do ludzi. Bracia wypełniają często czynności, które nie są obce dla ludzi świeckich. Ksiądz kojarzy się bardziej ze sprawami duchowymi i sprawowanymi sakramentami.

est to powołanie specyficzne… To nie jest tak, że jak nie wyjdzie mi marzenie bycia księdzem, to zostanę bratem. Tak się nie da. To powołanie bez zaszczytów, glorii, chwały, a bardziej w ukryciu – dzieli się brat Wiesław.

Jednocześnie bracia zakonni pomagają w zdrowym i ludzkim funkcjonowaniu wspólnot, ukazując pełniej cel życia wspólnotowego – mamy być wobec siebie współ-braćmi. Życie to nie tylko ciągła teologia, ale również proza dnia codziennego. Niekiedy czynności domowe, ogrodowe, które trzeba wykonywać razem – bez względu na przyjęte święcenia.

To także czytelne świadectwo dla świata. Jesteśmy razem dla Jezusa, każdy z nas jest inny, z innymi talentami i zdolnościami, a jednak tworzymy jedną rodzinę. To świadectwo dla świata jest najbardziej czytelne. Chciałoby się wręcz przywołać tutaj świadectwo, jakie wprawiało w zachwyt świat pogański, gdy spoglądał na pierwsze wspólnoty chrześcijan: “Zobaczcie, jak oni się miłują”.

Być może dlatego święty Eugeniusz de Mazenod pozostawił oblatom wymowne słowa duchowego testamentu: “Dobrze praktykujcie między sobą miłość, miłość, miłość, a na zewnątrz gorliwość o zbawienie dusz”. Miłość praktykować “dobrze”… bo bez niej trudno zrozumieć sens życia wspólnotowego, a tym bardziej chrześcijaństwo. Eugeniusz był realistą, dlatego potrójnie zaczyna od miłości… bo bez niej nie ma ewangelizacji. Jeśli nie żylibyśmy Bożą miłością w naszych wspólnotach, nie mamy z czym wychodzić do świata.

Bo miłość jest niekochana…

Brat Mariusz Wojdowski OMI jest dyrektorem kuchni w Domu Pielgrzyma w Kodniu.

Często jesteśmy powiernikami takich rzeczy, których ludzie nie powiedzą nikomu, a łatwiej im otworzyć się przed nami – wyjaśnia.

Posługa brata zakonnego to łamanie swojego życia, czasu, uwagi dla drugiego człowieka. Czasem człowiek nie pójdzie do kapłana… z różnych względów. Brat jest bardziej swojski, życiowy. Czasem wystarczy wysłuchać… W dzisiejszym zabieganym świecie to bardzo wiele znaczy…

Cieszę się, że mogę służyć drugiemu człowiekowi, a przez to Panu Bogu – dodaje brat Mariusz.

Modlitwa i pokora

Brat Adam Petelczyc OMI posługuje w domu zakonnym w Warszawie. Większość jego współbraci to wykładowcy akademiccy. Wszyscy członkowie wspólnoty żyją jak jedna rodzina – każdy jest po prostu, albo aż – oblatem.

Będąc bratem, tak na prawdę nie jesteś na świeczniku, nikt cię zbytnio nie chwali, tylko sobie po cichu pracujesz… i to jest fajne – z rozbrajającą szczerością wyznaje zakonnik.

To tak jak w rodzinie… każdy w niej jest potrzebny, ale działa i podejmuje decyzje z miłości. Dzięki tej miłości rodzina żyje. Także ta zakonna…

Pracuję z więźniami…

Można go zobaczyć w różnych sytuacjach, które odbiegają od stereotypowego wyobrażenia zakonnika… w zasadzie jest złotą rączką…

Dużo czasu spędza także z więźniami, którzy w Kokotku mają okazję wykonywać drobne prace.

Możemy rozmawiać troszeczkę po ludzku, po chrześcijańsku, podejść do nich, porozmawiać, pomóc w jakiejś sytuacji, wysłuchać pewnych rzeczy. Też tak wspomóc duchowo. I to jest moja duża radość, moje powołanie, które realizuję jako brat zakonny – wyznaje brat Hubert.

Praca z drugim i ludzka wrażliwość powodują, że szybko nawiązuje się relacje. Bo brat to normalny człowiek… chociaż w sensie duchowym trochę inny…

Bieszczadzki anioł

Bycie bratem zakonnym to przede wszystkim bycie dla ludzi, bycie otwartym na wszystko, co Pan Bóg nam daje każdego dnia. To jest dla mnie taka posługa najważniejsza – być otwartym dla drugiego człowieka i posługiwać mu, jak można najbardziej – tłumaczy brat Krzysztof Kalaczyński OMI ze wspólnoty zakonnej w Zahutyniu koło Sanoka.

Znają go wszyscy mieszkańcy, nie tylko dlatego, że robi podstawowe zakupy, gotuje w klasztorze. Nie tylko spotykają go w sklepie, ale również przy ołtarzu, kiedy wraz z całą wspólnotą przeżywa Eucharystię. Brat Krzysztof mocno angażuje się także w życie lokalnej społeczności. Dzięki zdolnościom informatycznym wielokrotnie pomaga zbliżać ludzi do życia Kościoła, wspomagając w duszpasterstwie proboszcza. Każde spotkanie rodzi okazję do rozmowy… dzielenia człowieczeństwa…

Nie sposób wymienić tutaj posługi wszystkich braci zakonnych. Część z nich posługuje w zakrystiach, część wyjechała na misje zagraniczne, niektórzy opiekują się chorymi współbraćmi… Wszędzie ewangelizują przede wszystkim przez swoje człowieczeństwo.

Dziękuję Bratu Jackowi z kościoła św Józefa w Gdańsku za Jego uśmiech, miłe słowa i dużo empatii – napisała dziś na profilu prowincji Internautka.

My też Wam Współbracia dziękujemy, za to, że jesteście…

(pg)

Za: www.oblaci.pl