Portret: Abp Hoser – człowiek Kościoła powszechnego

Człowiek Kościoła Afryki, Francji, Belgii i Polski – otwarty na ludzi, niezależnie od ich kondycji, wyważony i ciepły, ale także mistrz ciętej riposty i baczny obserwator na pozór drobnych szczegółów, a przy tym niezłomnie broniący kościelnej ortodoksji – taki obraz abp. Henryka Hosera, biskupa warszawsko-praskiego, wyłania się z opinii wielu osób, które spotkały go i współpracowały z nim w różnych dziedzinach i okresach jego posługi.

Człowiek wiary

– Pamiętam, gdy przyszedł do seminarium, już jako lekarz, szybko okazało się, ku naszemu zaskoczeniu, że jest jednym z nas, choć jego język, zachowanie już wtedy wskazywało na większądojrzałość. W tamtych czasach matura była bardzo ważna, bo bez niej nie można było kontynuować studiów w seminarium. Ktoś napisał w gazetce seminaryjnej, że matura jest kluczem do kapłaństwa. A on w odpowiedzi na to odpisał, że matura jest potrzebna, ale to powołanie jest kluczem do kapłaństwa; ustawił nas i miał rację – wspomina seminaryjny kolega ks. Zbigniew Pawłowski, obecnie rektor sanktuarium Matki Bożej w Kibeho w Rwandzie. – To był człowiek Boży, który żył wiarą, założył w seminarium koło misyjne, i to wypływało z jego głębokiej wewnętrznej potrzeby oraz wiary, którą wyniósł z rodziny – dodaje.

Ród Hoserów wywodzi się z Augsburga, skąd przeniósł się do Czech, a potem do Warszawy. Tutaj, na przełomie XIX i XX wieku, przodkowie abp. Hosera, założyli jedno z największych i znanych przedsiębiorstw ogrodniczych. Wspomina nawet o nim Bolesław Prus w „Lalce”: „Mój poczciwy Wokulski daje fontannę, sztuczne śpiewające ptaszki, pozytywkę, która będzie grała same poważne kawałki i mnóstwo dywanów. Hoser dostarcza kwiatów…”. W biskupi herb arcybiskupa wpisana jest m.in. rodzinna historia – obok gwiazdy betlejemskiej z herbu pallotynów widnieją na nim trzy języki ognia, widoczne również w herbie rodzinnym, gdyż przodek abp. Hosera, burmistrz Augsburga, walczył z pożarem miasta.

Podczas Powstania Warszawskiego, dwuletni wtedy Henryk, stracił ojca i dziadka. Jego matka była głęboko wierzącą osobą i w duchu tej wiary wychowała córkę i syna. Przyszły arcybiskup służył jako ministrant do Mszy św., którą odprawiali w pobliskich Duchnicach księża pallotyni. Nie bez wpływu na decyzję o kapłaństwie miał także jego ówczesny katecheta ks. Aleksander Kamiński, zaprzyjaźniony z domem Hoserów. Ta decyzja przybrała konkretny kształt w dwa lata po studiach medycznych wraz ze wstąpieniem do Wyższego Seminarium Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego w Ołtarzewie.

Bliski człowiekowi

– Oddanie i dzielenie się tym, co mam, z potrzeby serca, to było obecne cały czas we wszystkim, co robił – podkreśla ks. Pawłowski. – Razem przyjechaliśmy do Rwandy w 1975 r. Pracowaliśmy i mieszkaliśmy w jednym domu przez 13 lat. On, jako lekarz, zakładał w Kigali w Rwandzie Ośrodek Medyczno-Socjalny oraz Centrum Formacji Rodzinnej, a ja tworzyłem parafię, byłem proboszczem. Teraz żartobliwie mówi, że był moim wikarym, bo bardzo dużo mi pomagał. Wzajemnie sobie pomagaliśmy – nie było nas stać na zatrudnienie kierowcy karetki, więc przez jeden tydzień on woził chorych, a przez drugi ja. Nie widziałem lekarza, który sam nosiłby chorych na noszach do karetki i tyle razy wstawał w nocy, żeby pomagać ludziom – mówi ks. Pawłowski. – Noc zapadała o godzinie szóstej po południu, siadaliśmy i gadaliśmy, nie było przecież internetu i tak łatwo dostępnego telefonu. Bardzo dużo mi pomógł, przez doradzanie, rozmowy. Choć nigdy nie nazywaliśmy naszej relacji przyjaźnią, po prostu nią była – dodaje.

Do ośrodka, którym abp Hoser kierował 17 lat, przyjeżdżali ludzie z całej Rwandy. Sprowadzał tam lekarzy różnych specjalności, z którymi współpracował. W tym czasie pełnił też wiele innych funkcji. Był duszpasterzem, proboszczem, pełnił też funkcję sekretarza Komisji Episkopatu ds. Służby Zdrowia, a potem Komisji Episkopatu ds. Rodziny. Przez kilka lat był też przewodniczącym Związku Stowarzyszonych Ośrodków Medycznych w Kigali (BUFMAR), kierownikiem Centrum Monitoringu Epidemii AIDS i programu opieki psycho-medycznej i socjalnej chorych na AIDS.

Był także przez kilka lat delegatem prowincjała Polskiej Prowincji Księży Pallotynów, a przez 10 lat pełnił funkcję przełożonego Regii Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego. Poza tym był przełożonym Konferencji Wyższych Przełożonych Instytutów Zakonnych i Stowarzyszeń Życia Konsekrowanego w Rwandze (COSUMA).

– Z tego okresu w Kigali pamiętam, że byłam pełna podziwu dla pracy i charyzmy abp. Hosera. Był świetnie zorganizowany, ośrodek był zawsze pełen ludzi, którzy dostawali tam nie tylko poradę lekarską, ale też leki, co było ogromnie ważne, widziałam, że on wkłada w to serce – wspomina Danuta Pilecka, dr nauk ekonomicznych i socjologicznych, która w połowie lat 80-tych wraz ze swoim mężem lekarzem, wysłannikiem Światowej Organizacji Zdrowia i przedstawicielem ministerstwa zdrowia, spędziła w Rwandzie dwa lata. Opowiada, że to były stosunki przyjacielskie – wspólne posiłki, spędzane święta.

– Siedzieliśmy wielokrotnie przy tym samym stole. To był człowiek pełen humoru i żartów, słuchaliśmy muzyki, rozmawiali, grali w karty, był niezwykle otwarty. Pamiętam też jego Msze, które były pełne życia, ludzie żywo reagowali na jego słowa, klaskali, jeśli coś im się podobało – dodaje Pilecka. Wspomina, że po ponad 20 latach spotkała Księdza Arcybiskupa w Warszawie; rozpoznał ją i pamiętał jej imię. – Ostatnio, gdy widzieliśmy się, byłam ze swoją córką, która opowiadała, m.in. o swoich kłopotach, na co Ksiądz Arcybiskup mówi: „Madziu, to jedziemy na tym samym koniu, Twoje kłopoty to nic w porównaniu z moimi” – opowiada Pilecka.

Za życiem

– Jak ważny jest dla abp. Hosera człowiek widać właściwie w każdym przejawie jego działalności. – Gdy w Rwandzie uczył naturalnych metod planowania rodziny, było to niechętnie przyjmowane przez rząd i międzynarodowe organizacje, które promowały antykoncepcję. Natomiast bardzo dobrze było to przyjęte przez samych Afrykańczyków, gdyż rodzina jest dla nich świętością. A on był w tym bardzo konsekwentny, zresztą zawsze był człowiekiem bardzo integralnym, odpowiedzialnym za to, co rozpoczął. Jego ówczesna przeciwniczka ideologiczna w kwestiach kontroli urodzeń po wojnie straciła wszystko i przyszła do mnie z prośbą o pomoc. I wtedy pomyślałem, że Hoser by jej pomógł, więc pomogłem – mówi ks. Pawłowski.

Abp Hoser w swoim nauczaniu i działaniu podkreśla, że wartość każdej kultury czy cywilizacji mierzy się stosunkiem do człowieka w tych momentach jego życia, które wymagają zależności i opieki ze strony otoczenia. Życie jest dla niego wartością bezwzględną, bezdyskusyjną i niezbywalną jako wartość absolutnie podstawowa i najwyższa. Chrześcijaństwo zaś jest religią życia a nie śmierci i postawa człowieka w tym względzie winna być zdecydowana. To zdecydowanie wielokrotnie okazuje w całej swojej działalności duszpasterskiej.

Konflikt pomiędzy Hutu i Tutsi w Rwandzie narastał latami, w 1990 r. wybuchła wojna domowa, podczas której Kościół próbował łagodzić konflikt. Biskupi powołali komisję, w której byli, m.in. abp Hoser i ks. Pawłowski. – Przygotowaliśmy cztery listy pasterskie, oparte na Piśmie Świętym, aby uspokoić ludzi. My ich nie etykietowaliśmy w żaden sposób, dla nas nie miało znaczenia z jakiego są plemienia, mało tego, często tego nie wiedzieliśmy.

Dopiero po wojnie dowiedziałem się, że przewodniczący komitetu parafialnego, którego zabito, był Tutsi – mówi ks. Pawłowski. Podkreśla, że abp Hoser, pomimo swojej łagodności i siły spokoju, zawsze umiał powiedzieć ‚nie’, jeśli chodziło o obronę prawdy. – Dlatego uważam za ogromnie krzywdzące mówienie o nim, że był stronniczy. Jeśli ktoś tak mówi, powinien ponieść karę, chyba że świadomie chce zniszczyć to, co piękne i prawdziwe – konstatuje ks. Pawłowski. Dodaje, że Kościół organizował też sesje, na których szkolono ludzi, jak pokojowo rozwiązywać konflikty, nie reagować przemocą na przemoc. Mediował także pomiędzy poróżnionymi stronami, organizował spotkania młodzieży z Hutu i Tutsi, aby mogli nawiązać pokojowe kontakty.

Gdy abp Hoser wyjeżdżał z Rwandy na początku września 1993 r. nikt jeszcze nie przewidywał ludobójstwa, które wybuchło w kwietniu 1994 r. i trwało do lipca tego roku. W tym czasie Ksiądz Arcybiskup odbywał swój rok formacyjny w Jerozolimie, potem na stażu ultrasonografii w warszawskim Szpitalu Bródnowskim oraz w Rzymie. Tam został mianowany ekspertem na pierwsze zgromadzenie Synodu Biskupów dla Afryki, który zbiegł się w czasie z masowymi mordami w Rwandzie. Na Synodzie był jedynym przedstawicielem tego kraju, gdyż żaden inny biskup nie mógł dojechać na jego obrady. Gdy zaś na początku sierpnia 1994 r. wrócił do Rwandy, zaczął jako wizytator apostolski ciężką pracę organizacyjną, odbudowując tamtejszy Kościół przez najbliższe półtora roku.

– Gdy abp Hoser przyjechał do Rwandy zaczął podnosić tamtejszy Kościół od podstaw, bo biskupi byli na uchodźstwie, zostało sześciu księży, którzy dopiero zaczęli się ujawniać gdy przyjechaliśmy, nie było Nuncjatury Apostolskiej. On zaczął to wszystko organizować od nowa, od samego początku. Pomógł zorganizować pierwsze zebranie episkopatu, wspierał ludzi duchowo, spowiadał, rozmawiał, pomagał też materialnie, bo oni nie mieli nic. Wykonał wówczas ogromną robotę ojcowską, po prostu okazywał serce każdemu, kto tego potrzebował. Jeździł też po całym kraju, od nowa organizował parafie, odbudowywał diecezje – opowiada ks. Pawłowski. – Jako wysłannik Ojca Świętego miał nawet większe uprawnienia niż nuncjusz, ale nie korzystał ze wszystkich, bo jest człowiekiem niebywale skromnym – dodaje. Podkreśla, że Rwandyjczycy, którzy uczestniczyli we wspólnotach podstawowych, tworzonych w parafiach przez misjonarzy na wzór wspólnot z Ameryki Płd. czy Brazylii, nie brali udziału w ludobójstwie.

Dzięki pomocy abp. Hosera udało się uruchomić Nuncjaturę. Ks. Pawłowski wspomina, jak po raz pierwszy sekretarz w Nuncjaturze telefonował, podczas gdy on trzymał kable w rękach, by to w ogóle było możliwe.

Okres francuski

Latem 1996 r. ks. Hoser został przełożonym pallotyńskiej Regii (regionu) Miłosierdzia Bożego we Francji. Był nim do 2003 r., początkowo jako kurator (mianowany przez generała), a potem już jako superior (wybrany przez zakonników należących do regii).

Kończyło już wtedy swą działalność istniejące od 1966 r. pallotyńskie wydawnictwo Éditions du Dialogue, kierowane przez księży: Józefa Sadzika i Zenona Modzelewskiego, niezwykle zasłużone dla polskiej kultury i Kościoła w czasach PRL. Jego głównym zadaniem w czasach komunizmu było wydawanie i dostarczanie do kraju wartościowej literatury religijnej. Opublikowało ono m.in. 56 tomów teologicznej serii „Znaki czasu”, dokumenty Soboru Watykańskiego II, przekłady biblijne Czesława Miłosza, książki kardynałów Karola Wojtyły i Stefana Wyszyńskiego itd. Szacuje się, że do Polski przekazało ok. 14 mln egzemplarzy swych publikacji.

Związane z nim było, działające od 1973 r., Centrum Dialogu – polonijny ośrodek kulturalny prowadzony przez pallotynów w ich klasztorze przy ulicy Surcouf w Paryżu. Poeta Adam Zagajewski uważa, że „na ulicy Surcouf księża pallotyni stworzyli coś niezwykłego: model polskiego Kościoła otwartego”; w dodatku „stało się to jakby mimochodem, jakby bez planowania, bez podkreślania: my jesteśmy inni”. „Tu toczyły się dyskusje i spory intelektualne na najwyższym poziomie, na tematy nurtujące współczesnego człowieka. Centre du Dialogue zawsze było otwarte na dialog, na ścieranie się bardzo różnych poglądów i racji. Tu można było dyskutować w duchu mądrze pojętej tolerancji, w obronie prawdziwych wartości” – pisała Teresa Błażejewska na łamach internetowego pisma „Recogito”.

Oprócz odczytów i dyskusji odbywały się tam również wystawy, dlatego u pallotynów gościli zarówno hierarchowie kościelni, jak też pisarze, artyści, naukowcy – wierzący i niewierzący. Prelegentami byli m.in.: ks. Janusz Pasierb, Czesław Miłosz, Stefan Kisielewski, Zygmunt Kubiak, Andrzej Wajda, Krzysztof Zanussi, Andrzej Seweryn, Józef Czapski, Gustaw Herling-Grudziński, Sławomir Mrożek, Zbigniew Herbert, a także Lech Wałęsa.

Za czasów ks. Hosera w Centrum Dialogu odbyło się (w 1997 r.) m.in. spotkanie z Jerzym Giedroyciem. Uczczono nim 50-lecie miesięcznika „Kultura” i ukazanie się jego 600. numeru. Miało ono charakter dialogu między Giedroyciem i prof. Jerzym Kłoczowskim, dyrektorem Instytutu Europy Środkowowschodniej KUL.

Kontakty z Jerzym Giedroyciem

Ks. Hoser nawiązał bliższe kontakty z Giedroyciem, a w 2000 r. przewodniczył jego pogrzebowi. Ujawnił wówczas, że redaktor z Maisons-Laffitte pragnął pogrzebu „w Kościele katolickim, który tak bezlitośnie krytykował”. Tłumaczył, że wiara zmarłego pozostanie tajemnicą jego serca. Zewnętrznym jej przejawem były dwa wizerunki Matki Bożej w gabinecie redaktora „Kultury”. W ostatnich latach życia Giedroyć prosił ks. Hosera o przysyłanie mu materiałów nt. kultu maryjnego. Dlatego Maryja „zapewne wyciąga do niego ręce”, a on z paszportem „Kultury” w ręku mówi Jej, że zrobił dla ojczyzny coś dobrego – powiedział ks. Hoser. Dodał, że Giedroyć robił to kosztem życia osobistego, którego właściwie nie miał. Toteż zakończył swe kazanie słowami Chrystusa: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”.

W rozmowie z francuską rozgłośnią RFI ks. Hoser nie zgodził się z opinią, jakoby linia „Kultury” była ateistyczna lub ateizująca w swych podstawach. Zaznaczył, że „była ona mimo wszystko nacechowana tymi samymi wartościami, którym służą katolickie ośrodki”. Przypomniał, że pallotyńskie Centrum Dialogu służyło przez długie lata jako miejsce odczytów autorom publikującym w „Kulturze” i w „Zeszytach Historycznych”, szczególnie przed rokiem 1989. Mimo innego profilu i różnic światopoglądowych, oba ośrodki łączyła służba kulturze i historii polskiej. „Zainteresowanie «Kultury» Kościołem było stałe, ciągłe, a wszystkie krytyczne wypowiedzi były w pewnej mierze wyrazem pojmowania roli Kościoła i doceniania jego wagi” – uznał ks. Hoser.

Dom Studencki im. Jana Pawła II

Oprócz Centrum Dialogu, ks. Hoser czuwał jako przełożony Regii również nad działalnością Pallotyńskiego Apostolatu Miłosierdzia Bożego, który stara się propagować we Francji orędzie św. Faustyny, m.in. poprzez wydawanie pisma w języku francuskim „Messager de la Miséricorde Divine” (Posłaniec Bożego Miłosierdzia) i organizowanie Kongresów Miłosierdzia Bożego.

Trwałym owocem działalności ks. Hosera w okresie paryskim jest międzynarodowy dom akademicki, przeznaczony głównie dla młodzieży z Europy Środkowo-Wschodniej. Otwarty w 2000 r. Dom Studencki im. Jana Pawła II w podparyskim Arcueil jest kontynuacją, w poszerzonej formule, działalności Foyer Jean Paul II – domu dla studentów z Polski, który powstał w Paryżu w 1980 r. z inicjatywy grupy ludzi dobrej woli, a wśród nich ks. Tadeusza Tomasińskiego SAC, ks. prał. Zdzisława Bernackiego – ówczesnego rektora Polskiej Misji Katolickiej i Teresy Skawińskiej, późniejszej dyrektorki tej placówki. Od 1992 r. na jej czele stał ks. Marian Faleńczyk SAC, który objął także kierownictwo domu w Arcueil. Jest on jednocześnie siedzibą pallotyńskiego duszpasterstwa akademickiego, mającego w Paryżu wieloletnią tradycję. Posiada 130 pokoi o powierzchni od 15 do 30 m kw., z małą kuchenką, prysznicem i łazienką.

Rekolekcje dla biskupów

W 1998 r. ks. Hoser poprowadził – jako pierwszy od wielu lat nie-biskup – tradycyjne, czterodniowerekolekcje adwentowe dla episkopatu Polski na Jasnej Górze. – Zgodziłem się na głoszenie tych rekolekcji dopiero, gdy sobie uświadomiłem, że to Duch Święty jest tym prawdziwym rekolekcjonistą – powiedział wówczas KAI.

Ówczesny prymas Polski, kard. Józef Glemp podkreślił, że ogromna wartość tych rekolekcji wynikała nie tylko z tego, co mówił rekolekcjonista, ale także z bogactwa osobowości ks. Hosera, który jest teologiem, lekarzem i misjonarzem oraz zna problematykę innych Kościołów lokalnych, zwłaszcza francuskiego, więc może na sprawy polskie spojrzeć z innej perspektywy.

Podczas pracy w Paryżu ks. Hoser wchodził w skład Rady Misyjnej Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonnych we Francji. W latach 1996-2003 z ramienia Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów odbył kilka wizytacji apostolskich w Wyższych Seminariach Duchownych w krajach misyjnych. Był też współzałożycielem w 2001 r. Afrykańskiej Federacji Akcji Rodzinnej i został jej sekretarzem. Opracował także, we współpracy z Georgetown University w Waszyngtonie, poszerzoną metodę regulacji poczęć LAM-9, opartą na naturalnej, czasowej, poporodowej bezpłodności, która występuje, gdy kobieta nie miesiączkuje i karmi wyłącznie piersią.

W 2004 r. został na krótko przełożonym Pallotyńskiej Prokury Misyjnej w Brukseli i duszpasterzem w strukturach Unii Europejskiej. To na tym stanowisku zastała go na początku 2005 r. nominacja biskupia, związana z wezwaniem do pracy w Watykanie.

Mistrz ciętej riposty i człowiek środka

– Gdy zachorowałem po kilku latach na malarię, biorąc kolejne lekarstwa, które nie skutkowały, i w końcu leżałem pod kroplówką, przyszedł abp Hoser i mówi: „Wziąłeś ostatnie lekarstwo i dalej masz malarię, teraz odmów trzy „Zdrowaś Mario” i jak to Ci nie pomoże, to już nic Ci nie pomoże” – śmieje się ks. Pawłowski. – Niektórzy mogą uważać go za wyniosłego, bo faktycznie jest człowiekiem poważnym, po prostu taki ma „apparence” jak mówią Francuzi – dodaje. Nie oznacza to jednak, że nie ma poczucia humoru, bo wielokrotnie dał się poznać jako mistrz ciętej i błyskotliwej riposty. – Zaczęły padać oskarżycielskie pytania od kilku członków Zespołu, co do zachowania i postawy pewnej osoby. Broniąc jej, próbowałem im powiedzieć, że to z pewnością osoba wierząca. „Ale nie wierzy w Kościół” – ściszonym głosem pełnym smutku powiedział natychmiast Ksiądz Arcybiskup. A mnie ciarki przeszły po plecach, po tej przeszywającej opinii doświadczonego człowieka. Uświadomiłem sobie bowiem, że wydał ją były sekretarz Kongregacji Ewangelizacji Narodów, który uczestniczył w mianowaniu połowy biskupów w całym Kościele – tych posługujących na terenach misyjnych – opowiada ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier.

Abp Hoser jako przewodniczący Zespołu KEP ds. Bioetycznych dał się poznać jako ten, który umie słuchać i szanuje innych oraz ich opinię. – Prawdziwy człowiek środka, który dostrzega wieloaspektowość zagadnienia i stara się godzić różne racje. Jest mi w tym bardzo bliski i chyba dlatego tak dobrze się nam współpracuje. Doskonale wiem, że – jak każdy człowiek środka – bywa w trudnej sytuacji: jednych stara się przekonywać do tego, co zdaje się cenne w punkcie widzenia drugich i odwrotnie. Często nie spotyka się ze zrozumieniem. Łatwiej być zdecydowanie po jednej ze stron. A tu jedni i drudzy miewają do niego pretensje. On zaś jest zawsze spokojny, co bardzo mi imponuje – mówi ks. profesor.

Racje zaś w zakresie kwestii bioetycznych są bardzo różne i za swoje przekonania Ksiądz Arcybiskup często jest atakowany. On jednak jest konsekwentny w swoich poglądach, np. wypowiadając się w trudnych kwestiach, takich jak metoda in vitro. Podkreśla, że nie jest przeciwko ludziom poczętym tą metodą, ale przeciwko metodzie jako takiej. Zaznacza niejednokrotnie kwestie, którymi media niechętnie się zajmują, jak to np. że integralnym elementem tej metody jest selekcja embrionów, co zakłada śmierć programowaną tych mniej „wartościowych” oraz to, że nie uwzględnia się w niej praw dziecka, traktując je przedmiotowo. Niechętnie też mówi się o tym, że in vitro kilkakrotnie zwiększa możliwość wad genetycznych oraz nie leczy niepłodności. – Jedną z ciemnych stron jest fakt, że ujawniająca się w naszych czasach niepłodność jest często skutkiem długotrwałej, systematycznej walki z płodnością poprzez np. antykoncepcję systemową, hormonalną – mówił w jednym ze swoich wywiadów ks. abp Hoser.

– Jak bardzo pesymistycznie nie brzmiałyby diagnozy dotyczące przemian społecznych, kultury i gender, agresywności permisywizmu bioetycznego, które są przedmiotem obrad Zespołu, abp Hoser zawsze okazuje niezłomny optymizm i pewność interwencji Boga. Tak jakby swoimi gestami potwierdzał, że „Bóg jest większy” – konkluduje ks. prof. Longchamps de Bérier.

Według Michała Królikowskiego, podsekretarza stanu w ministerstwie sprawiedliwości, którego współpraca z abp. Hoserem rozpoczęła się od kwestii bioetycznych, znacznie bardziej rozlicza się on ze swojego działania przed Panem Jezusem niż przed opinią zewnętrzną. – Jest gotów zrezygnować z udziału w debacie medialnej, która narusza jego dobre imię, bo musiałby przekroczyć to, do czego jako biskup nie jest gotowy, czy też wypowiedzieć publicznie słowa skierowane przeciwko jego adwersarzowi – mówi minister. Jeszcze w tym roku ukaże się przygotowywany właśnie wywiad-rzeka ministra Królikowskiego z abp. Hoserem.

Według ministra, Ksiądz Arcybiskup jest przekonany, że dzisiejsza kultura buduje fikcję, że życie może obejść się bez cierpienia i stąd konstruuje wiele nowoczesnych uprawnień jednostek. Arcybiskup podkreśla często, że jest takie cierpienie w życiu człowieka, którego usunąć w sposób godziwy się nie da. – Sam zresztą jest poważnie chory, stąd jak sądzę, mówi również o sobie – konkluduje.

Umiejętność współpracy

Ksiądz abp Hoser ufa swoim współpracownikom, słucha ich i wierzy ich kompetencjom. Nie jest możliwe „załatwienie” sobie czegoś jeśli brakuje kompetencji. Potrafi dzielić się z nimi odpowiedzialnością za podejmowane decyzje. – Szanuje pracę swoich współpracowników i ufa im, trzeba się bardzo „postarać”, by utracić jego zaufanie. Mówi do pracowników kurii: po co ja Was mam. Nie do pomyślenia jest, że ktoś przeskoczy jakiś szczebel kompetencji i ustali coś bezpośrednio z Księdzem Arcybiskupem – mówi ks. Mateusz Matuszewski, ceremoniarz biskupi i referent ds. Jedności Chrześcijan w diecezji warszawsko-praskiej oraz konsultor Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów KEP.

Styl zarządzania abp. Hosera Kościołem lokalnym oparty jest na współpracy, harmonii i odpowiedzialności. – Wielokrotnie powtarzał, że biskup winien pełnić rolę podobną do dyrygenta orkiestry symfonicznej: różne talenty, różne osobowości, różne charyzmaty, różne warunki pracy, ale ostatecznie dajemy jako diecezja jedno piękne brzmienie. Jawią się słabe miejsca tego modelu symfonicznego – niektórzy wolą grać solo, cały aplauz dla nich, tak jak potrafią, bez nut i nowego repertuaru – mówi ks. Wojciech Lipka, kanclerz kurii warszawsko-praskiej. – Jestem przekonany, że kto z kapłanów i świeckich poznał bliżej Księdza Arcybiskupa, ten jest gotów pójść za nim w przysłowiowy „ogień” – dodaje.

Ksiądz kanclerz mówi o sobie, że jest kurialnym weteranem, bo mija już trzynaście lat jego pracy i każdy z biskupów był opatrznościowy, najlepszy na dany czas, ale to właśnie abp Hoser wniósł do diecezji całe swe bogate doświadczenie – lekarskie, zakonne, misyjne, zachodnioeuropejskie, watykańskie. – Dzięki doświadczeniu misyjnemu i odwadze Księdza Arcybiskupa rozpoczęliśmy 11 lutego 2011 r. stałą obecność diecezji (personalną i finansową) w Sierra Leone w Afryce Zachodniej, najbiedniejszym państwie świata. Trójka naszych misjonarzy pracuje w parafii św. Augustyna w Kambii gdzie jest ok. 300 tys. mieszkańców i ok. 300 wiernych – zaznacza kanclerz.

Często dla współpracowników jest za łagodny. – Mówię mu to wprost. Może czasami dobrze jest uderzyć w stół i powiedzieć – tak ma być. On nie potrafi okazać mocniejszej ręki. Odpowiada mi, że ktoś sam ma do czegoś dojść, a nie robić coś pod wpływem jego nakazu – mówi ks. Matuszewski.

Wśród innych opinii pojawia się też taka, że jest on tak lojalny wobec swoich najbliższych współpracowników, że ci, nawet wbrew jego woli, „chronią” go przed istotnymi dla diecezji problemami.

Marek Solarczyk, biskup pomocniczy w diecezji warszawsko-praskiej, wspomina przygotowania do ingresu Księdza Arcybiskupa. – Miał bardzo skromne wymagania, ale jednym z najważniejszych była otwarta koncelebra, czyli to, że każdy ksiądz, który przyszedł na ingres, musiał mieć zapewniony udział w koncelebrowaniu Mszy św. – Myślę, że to piękny symbol szacunku dla współbraci w kapłaństwie i wspólnoty w modlitwie – opowiada biskup. – Gdy poprosił mnie na rozmowę, powierzając probostwo w katedrze, doświadczyłem jego wielkiej troski duszpasterskiej o to, aby wszystko, co dzieje się w Kościele, było żywe. Jest wielkim fanem systematyczności, a nie akcyjności – dodaje.

Podobnie bp Solarczyk wspomina drugi istotny moment, gdy dostał nominację biskupią. – Powiedział mi wtedy, że obaj będziemy następcami apostołów i obaj odpowiemy przed Panem. Dał dowód swojej wielkiej troski i odpowiedzialności, za to, co zostało nam powierzone – podsumowuje biskup. Wyrazem tej troski jest m.in. szczególne wsparcie dla księży, którzy budują nowe kościoły w diecezji; abp Hoser odwiedza ich dwa razy w roku.

Arcybiskup sam często podkreśla, że praktycznie całe swe kapłańskie życie spędził poza ojczyzną. Dlatego rozpoczynając pracę na warszawskiej Pradze potrzebował czasu na rozpoznanie aktualnej sytuacji kościelnej i społecznej. – Pamiętam radość, że przyjdzie do nas doświadczony misjonarz. Po latach widzę cechy dojrzałej postawy misyjnej: wielką zdolność akomodacji do osób, okoliczności miejsca i czasu; odwaga wobec wyzwań ewangelizacji; realizacja wszelkiego możliwego do osiągnięcia dobra, służba i wszelka pomoc napotkanym i potrzebującym, trwałe relacje ze współpracownikami – wylicza ks. Lipka.

Człowiek modlitwy i dialogu

Bp Solarczyk wspomina cały dzień spędzony na modlitwie ramię w ramię z abp. Hoserem na Stadionie Narodowym podczas rekolekcji z o. Bashoborą jako niezwykłe doświadczenie głębokiej modlitwy. – Przy przygotowywaniu oprawy liturgicznej różnych wydarzeń, obecnie np. „Dziedzińca dialogu” czy przy wielu innych okazjach, uderza mnie ogromna wiedza liturgiczna Arcybiskupa. Rzadko kiedy się zdarza, by ktoś był tak świetnie zorientowany w tej dziedzinie, jeśli nie jest liturgistą. Na jego półkach widziałem same dobre francuskie książki z tej dziedziny. Zresztą sam sposób celebrowania liturgii przez niego świadczy o jego głębokiej wierze, jest w tym bardzo wiarygodny – mówi ks. Matuszewski. – Nawet jeśli ja popełnię błąd, co przecież się zdarza, on nigdy nie wytknie tego, tylko po jakimś czasie zapyta po prostu, dlaczego to było tak czy tak. Jest bardzo taktowny. Zawsze też samym sobą wskazuje na to, że to Bóg jest w centrum liturgii, a nie biskup czy papież – dodaje.

– Dziękuję Bogu, że codziennie w gronie sześciorga domowników, mogę słuchać homilii abp. Hosera. Myślę, że wielu doświadczyło jego kunsztu homiletycznego, za czym stoją godziny pracy i modlitwy – dodaje ks. Lipka.

W parze z tym idzie skromność Księdza Arcybiskupa, podkreślana przez wszystkich rozmówców. – Gdy został biskupem diecezji warszawsko-praskiej i zobaczył elegancką limuzynę, nawet do niej nie wsiadł, powiedział „wstydziłbym się jeździć tym samochodem, proszę to sprzedać, ja jestem misjonarzem”. I tak kupiono skodę – opowiada ks. Matuszewski. Abp Hoser przyznaje też, że nie lubi odznaczeń i nie rozumie tej idei.

Podczas ingresu do katedry warszawsko-praskiej nie chciał fajerwerków, uważał, że jest to przede wszystkim przyjęcie biskupa przez diecezjan.

– Ta skromność powoduje też dyscyplinę finansową w diecezji. Sam oddaje do kasy kurii wszystko, co dostaje za wizytacje, mocno wspiera misje. Od jego przyjścia nie było podwyżek, co oczywiście nie podoba się wielu księżom. A on mówi „Ma ksiądz co jeść? Ma.”- dodaje. – Również przy okazji różnych wydarzeń, świąt, gdy jest poczęstunek, siada za stołem z wiernymi, rozmawia z nimi, idzie do księży. Nigdy nie stawia się w roli najważniejszego. Robi to po prostu naturalnie – opowiada ks. Matuszewski.

Ksiądz Arcybiskup mieszka w dawnej plebanii parafialnej, dzieląc ją z dwoma księżmi i trzema siostrami pallotynkami. – Za jeden z największych przysmaków uważa zsiadłe mleko z okraszonymi ziemniakami. Poza tym jako lekarz jada niewiele, gdyż ma świadomość licznych chorób spowodowanych otyłością i nadwagą – mówi ks. Lipka.

Ks. Zenon Hanas, wiceprowincjał Prowincji Chrystusa Króla Wszechświata Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego w Warszawie, który był sąsiadem abp. Hosera przez sześć lat w Rzymie, wspomina jego przyjazd do Wiecznego Miasta. – W 2005 r. przyjechał do Rzymu z Brukseli i zamieszkał w wielkim pałacu na placu Hiszpańskim i do tego olbrzymiego apartamentu z marmurowymi schodami wnieśliśmy kilka kartonów z książkami i parę rzeczy osobistych. Pamiętam ten niezapomniany wieczór i rozmowę, gdy siedzieliśmy na jakichś prostych krzesełkach w prawie pustym mieszkaniu. On po prostu nie miał potrzeby gromadzenia rzeczy. Ta sytuacja dobrze pokazuje jego nastawienie do życia i potrzeby – opowiada wiceprowincjał. W jego odbiorze Arcybiskup jest człowiekiem o ogromnej, wszechstronnej wiedzy i kulturze. – Cytuje z pamięci całe fragmenty z Sienkiewicza, każda rozmowa z nim jest niezwykle inspirująca. To człowiek dialogu, ma przyjaciół z bardzo różnych środowisk – dodaje.

Danuta Baszkowska, założycielka i prezes Ekumenicznego Stowarzyszenia Pokoju i Pojednania „EFFATHA” przyznaje, że spotkała się z życzliwym usposobieniem abp. Hosera do spraw związanych z ekumenią. – Jest bardzo przychylny tym działaniom i niewątpliwie je popiera – mówi.

Ks. Piotr Gaś, proboszcz ewangelicko-augsburskiej parafii Św. Trójcy w Warszawie już samo zaproszenie na ingres abp. Hosera przyjął jako potwierdzenie woli ze strony diecezji warszawsko-praskiej do dalszego budowania kontaktów ekumenicznych. – Miałem okazję spotykać Księdza Arcybiskupa na nabożeństwach odbywających się w ramach Tygodni Modlitw o Jedność Chrześcijan. Mieliśmy też okazję gościć go w naszym ewangelickim kościele w Warszawie i słuchać jego homilii. Wszystkie te spotkania wspominam dobrze, a niektóre bardzo dobrze. Odnosiłem wrażenie, że słucha i słyszy. W trakcie spotkań przy stole chętnie podejmował braterską rozmowę – mówi ks. Gaś. Przyznaje, że nie zawsze mógł zgodzić się z każdym stwierdzeniem abp. Hosera, i na odwrót. – Ale nie jest tajemnicą, że spotkania ekumeniczne nie zawsze prowadzą do pełnej zgodności słów i poglądów. Bywa, że stają się okazją do spisania protokołu rozbieżności lub potwierdzenia, iż spisany kiedyś protokół rozbieżności nadal jest aktualny. Odnosiłem wrażenie, że Ksiądz Arcybiskup szanował taki protokół rozbieżności i także oczekiwał szacunku. Jednocześnie odnosiłem wrażenie, że przywiązuje wagę do potrzeby spotkań ekumenicznych – dodaje. Ks. Gaś podkreśla, że ostatni czas żywych dyskusji na tematy bioetyczne, przyniósł wspólną z abp. Hoserem refleksję, że światu potrzebne jest wspólne świadectwo chrześcijan.

– Dla nas chrześcijan ewangelickiej tradycji spójność nie wyklucza jednak zróżnicowania. Przecież wielość i zróżnicowanie ukształtował sam Stwórca, którego wyznajemy. O tym też powinniśmy rozmawiać i rozmawiamy. Nie sądzę, że nastąpił radykalny przełom w ekumenicznych relacjach z diecezją warszawsko-praską. Ale trzeba też powiedzieć, że nie obserwujemy takiego radykalnego przełomu pomiędzy Kościołami w Polsce i na świecie. Ważne, żebyśmy nie ustawali w szukaniu jedności w kościelnej wielości i zróżnicowaniu. Odnosiłem wrażenie, że tego jesteśmy świadomi i wspólnie takie poszukiwania podejmujemy. Miałem i mam wrażenie, że takie jest też rozumienie ekumenicznych kontaktów ze strony Księdza Arcybiskupa – konkluduje ks. Gaś.

– Muszę przyznać, że Ksiądz Arcybiskup ma kilka nałogów: jest uzależniony od czytania (gazety, internet, książki itp.) oraz od pracy. Nie wyjeżdża na wakacje, zdarza się, że raz w roku jedzie na tydzień lub dwa – ale to tylko zmiana miejsca pracy. Sam przyznaje, że zajęcia biskupie są bardzo zaborcze, nie pozostawiają czasu na hobby, upodobania osobiste. Trzeba dość mocno walczyć o czas na konieczny odpoczynek, na spotkania z przyjaciółmi, ze znajomymi będącymi akurat w Warszawie – mówi kanclerz. Ks. Pawłowski dodaje, że wciąż powtarza abp. Hoserowi, że pracuje za dużo i wciąż nie odnosi to skutku.

Miłość cierpliwa jest

Cierpliwość to cecha, którą zauważają wszyscy współpracujący z Księdzem Arcybiskupem. Podziw ks. prof. Longchamps de Bérier budzi rozwaga, umiarkowanie i wstrzemięźliwość we wdawaniu się w spory inne niż merytoryczne. Ks. Lipka zaś dodaje, że wyjątkowo trudno jest zdenerwować abp. Hosera. – Mnie się to jeszcze nie udało, a przynajmniej o tym nie wiem – mówi. A przecież powodów przy tak trudnych tematach, którymi zajmuje się abp Hoser nie brakuje. – Jest osobą bardzo wrażliwą, widzi różne niełatwe zachowania, ale nigdy w zdenerwowaniu nie podejmie decyzji i nie wybucha – mówi ks. Matuszewski.

– We wszystkich zamieszaniach medialnych, które dotyczyły Zespołu, konkretnych członków i samego Księdza Arcybiskupa okazywał dużą wstrzemięźliwość, by wchodzić w dialog z mediami nieprzychylnymi Kościołowi, licząc się z tym, że jego osobisty wizerunek może na tym ucierpieć. Skupiał się wówczas na tym, by podnosić nas na duchu, utwierdzać w przekonaniu, że dobrze, że jesteśmy prześladowani, i kierować naszą uwagę nie ku sobie, ale ku Panu Jezusowi. Myślę, że wiele wycierpiał przez ostatnie miesiące, słysząc dotkliwe oskarżenia o udział w ludobójstwie, o antysemityzm, porównania do kard. O’Briana. Jest w końcu normalnym człowiekiem. Nie ugiął się jednak pod zrozumiałą potrzebą obrony swojego wizerunku, która wymagałaby jednak publicznego zaatakowania własnego księdza, do czego – jak wiemy – nie chciał się posunąć – komentuje ks. prof. Longchamps de Bérier.

Cierpliwość abp. Hosera przekładała się na skuteczność jego działań. – W Rwandzie, pomimo, że w większości jest to kraj katolicki, czasami ludzie korzystali z porad szamanów. Stosowali oni niejednokrotnie bardzo drastyczne formy pomocy, np. rozcinali skórę, w efekcie czego pojawiało się zakażenie. Ks. Hoser zawsze pomagał tym ludziom, ale przede wszystkim tłumaczył im, dlaczego to jest niebezpieczne – wspomina Danuta Pilecka.

Nigdy nie uchylał się od trudnych zadań, czy tych w Rwandzie po ludobójstwie, gdzie odbudowywał struktury miejscowego Kościoła, czy też potem we Francji, gdzie został wysłany do wspólnoty pallotyńskiej z dużymi wewnętrznymi napięciami. – Nie bał się , podjął to zadanie i doprowadził je do końca z dużym realizmem i sprawnością – mówi ks. Zenon Hanas. – Zawsze miał bardzo jasną wizję bycia pallotynem – eklezjalną, otwartą, używał pallotyńskiego powiedzenia, że mamy być ewangeliczną trąbą, która zwraca uwagę – dodaje.

Pasterz diecezji

Jasna wizja abp. Hosera odnosi się nie tylko do bycia pallotynem, ale także do bycia duszpasterzem. Sam arcybiskup podkreśla, że ważne jest rozwinięcie działań skierowanych do człowieka, zaś realizacje materialne ważne są o tyle, o ile służą właśnie konkretnemu człowiekowi. Do takich niewątpliwie należy w ciągu pięciu lat zarządzania diecezją warszawsko-praską przywrócenie świetności katedrze św. Michała Archanioła i św. Floriana poprzez generalny remont.

Innym przykładem jest odkrycie przez Księdza Arcybiskupa domu Lipszyców w Ostrówku koło Klembowa, gdzie w latach 1924-1925 pracowała jako pomoc domowa s. Faustyna, przygotowując się do życia zakonnego. Bardzo ważne dla abp. Hosera było gruntowne odnowienie tego domu, by stał się miejscem pielgrzymowania i ośrodkiem szerzenia kultu Bożego Miłosierdzia. – Bardzo znaczące było w tym całym wydarzeniu to, że Ksiądz Arcybiskup podszedł z wielką pieczołowitością do grobów żydowskich znajdujących się na posesji. Pojawiła się kwestia, czy nie przenieść ich w inne miejsce. Abp Hoser nie chciał tego; chciał, by pozostały tam, gdzie są, podkreślając, że ludzie nie dzielą się przecież na Żydów i Polaków. Z wielkim szacunkiem podszedł do tej kwestii – mówi ks. Matuszewski.

– Bardzo mocno wpłynął na ożywienie i dowartościowanie struktury dekanatów poprzez ogłoszenie w Roku Wiary peregrynacji figury Matki Bożej Loretańskiej – mówi kanclerz kurii. Sanktuarium Matki Bożej Loretańskiej w podwarszawskim Loretto, było miejscem rekolekcji abp. Hosera przed rozpoczęciem posługi biskupiej, a potem stało się pierwszą stacją obchodzonego Roku Wiary. Kult Matki Bożej Loretańskiej stale wzrasta, przybywają tam pielgrzymi z całej Polski. Dlatego też konieczne stało się rozbudowanie sanktuarium, by wyjść naprzeciw potrzebie wiernych, chcących uczcić Matkę Bożą i relikwie bł. ks. Ignacego Kłopotowskiego, założyciela sióstr loretanek, który marzył, by Loretto stało się ośrodkiem kultu Maryi. Po wielu latach to marzenie błogosławionego właśnie się spełnia.

Głęboko sprzeciwia się wszelkiej ideologii negującej naturę ludzką do jakich należy m.in. ideologia gender. W przedmowie do książki Marguerite A. Peeters „Gender – światowa norma polityczna i kulturowa” pisze:

„Początkowo istniejąc jako teoria czy hipoteza, gender stała się wiodącą ideologią politycznego i zglobalizowanego działania, czyli przełożenia na praktykę życiową. Oparta na fałszywych założeniach absolutnej kultury i negacji natury ludzkiej, absurdalna w zastosowaniach, już wykazuje objawy przedwczesnego starzenia; jest «kolosem na glinianych nogach» i «domem zbudowanym na piasku»”.

Abp Hoser uważa, że promowanej ideologii gender brak dwóch właściwości: sensu i zdrowego rozsądku. Książkę bliskiej mu w poglądach autorki, rekomenduje ludziom myślącym oraz doceniającym rozum i logiczną myśl.

W opozycji do gender stoją wszelkie działania, które zmierzają do umocnienia i rozwoju wartości rodziny, jako tej, która najmocniej kształtuje człowieka i wpływa na jego rozwój. To do nich Arcybiskup przykłada wielką wagę, począwszy od spraw formalnych – jak powołanie w diecezji warszawsko-praskiej dwóch referatów – do spraw młodzieży i do spraw duszpasterstwa, a skończywszy na własnej aktywności w zakresie formacji i duszpasterstwa małżonków i rodzin. – Wobec tak niebezpiecznych zjawisk społecznych jak wzrastająca liczbarozwodów, separacji, kohabitacji, wskazał pilną potrzebę podjęcia systemowej pracy formacyjnej z małżeństwami. Osobiście zaangażował się w nauczanie i przygotowanie nowej kadry formatorów rodzinnych. Raz lub dwa razy w miesiącu prowadzi zajęcia w Duszpasterstwie Rodzin, dzieląc się ogromną wiedzą i swoim wieloletnim doświadczeniem.

Autorski program „Ewangelizacja intymności małżeńskiej” ma pomóc małżonkom w zrozumieniu, czym jest niezwykła relacja małżeńska, jak ją budować, by żyć szczęśliwie, jak dobrze wychowywać dzieci, tworząc ład społeczny i stawać się świadkami Chrystusa. Szczególną uwagę poświęca w programie sferze intymności małżeńskiej, aby małżonkowie mogli odkryć dar swojej seksualności, zrozumieli jej sens, zdobyli umiejętność korzystania w pełni z tego daru – budując prawdziwą jedność małżeńską i jednocześnie uświęcając się. Zakładanym efektem pracy formacyjnej jest pomoc małżonkom w zintegrowaniu ich płciowości z płodnością, płodności cielesnej z duchową – opowiada Małgorzata Walaszczyk, dyrektor specjalistycznej Diecezjalnej Poradni Rodzinnej oraz diecezjalny Doradca Życia Rodzinnego i Formator Rodzin. Do tej pory uruchomiono 10 Parafialnych Ośrodków Formacji Rodziny, w najbliższym czasie powstaną kolejne cztery, a planowane są już następne.

Walaszczyk wspomina pierwsze spotkanie z Arcybiskupem. – Kilka dni przed swoim ingresem odwiedzał on wszystkie diecezjalne instytucje, aby zapoznać się ze specyfiką ich pracy i osobiście spotkać z pracującymi w nich ludźmi. Czułam respekt i ogromny szacunek przed nieznanym arcybiskupem ze świata. Spotkałam człowieka skromnego, bezpośredniego, dowcipnego, potrafiącego słuchać, szczerze zainteresowanego naszą pracą, doskonale zorientowanego w problematyce rodzinnej. Rozmowa była przyjemnością, napawała nadzieją na przyszłą współpracę – opowiada. Po pięciu latach Walaszczyk określa abp. Hosera „mistrzem” w znaczeniu renesansowym, jako połączenie mądrości i piękna duchowego. – Prawdziwy mistrz, który nie tylko imponuje swoją erudycją, wszechstronnością, ale nauczyciel, który wyzwala kreatywność uczniów, stymuluje ich do wzrostu i dobra. W miarę jak rozwijała się nasza współpraca, wzrastał mój podziw dla Księdza Arcybiskupa – za dar obecności wśród nas, głębię i precyzję wypowiedzi, piękny język, umiejętność nauczania i odkrywania przed nami piękna Bożego zamysłu wobec małżeństwa i rodziny, syntetycznego ujęcia trudnych, złożonych zagadnień, wierność nauce Jana Pawła II. To jest autorytet zbudowany nie na lęku, kontroli i poczuciu zagrożenia, lecz na autentyczności, delikatności, pokładaniu wiary w dobro tkwiące w każdym człowieku – konkluduje.

Współpraca ze Wspólnotą Chemin Neuf skupia trzy istotne dla abp. Hosera kwestie – młodzieży, rodziny i ekumenizmu. – Na pierwszym spotkaniu nie musieliśmy za dużo opowiadać o Wspólnocie, bo okazało się, że jej działanie jest mu doskonale znane z Francji. Zostaliśmy przyjęci po ojcowsku i szybko okazało się, że mówimy tym samym językiem – opowiada Zbigniew Słup, odpowiedzialny za Wspólnotę Chemin Neuf w Polsce.

Obecnie gromadzi ona w Polsce 80 członków: małżeństwa, kapłanów, osoby konsekrowane, osoby stanu wolnego, organizując m.in. sesje dla małżeństw oraz rekolekcje. Prowadzi też dwie parafie na terenie diecezji warszawsko-praskiej – pw. Matki Bożej Fatimskiej w Mistowie (od 2009 r.) i pw. Opatrzności Bożej w Warszawie-Wesołej (od 2011 r.)

– Przekazanie nam odpowiedzialności za dwie parafie, to była nowość. Wizja duszpasterska abp. Hosera ws. pracy z młodzieżą, rodzinami i ekumenizmu, w duchu posoborowym jest zbieżna z naszą wizją. Arcybiskup zawsze jest nam bardzo życzliwy i autentycznie zainteresowany tym, co robimy. Z prawdziwą troską zawsze pyta, jak nam idzie, jest po prostu zwyczajnie, po ludzku życzliwy – mówi Zbigniew Słup.

Inne wspólnoty także znajdują w diecezji warszawsko-praskiej serdeczne przyjęcie jak np. siostry ze Zgromadzenia Soeur de la Charite de Never, które zamieszkały tam w 2012 r. Ich misją jest m.in. świadczenie o Bożym Miłosierdziu.

Abp Hoser erygował także katolickie stowarzyszenie publiczne wiernych Zakon Rycerzy Jana Pawła II, który jest nowo powstałą wspólnotą ludzi świeckich. Rozwijają się także Koła Żywego Różańca wraz z szerzeniem kultu Sługi Bożej Pauliny Jaricot.

– Miłować to przede wszystkim żyć dla drugiego człowieka, a nie dla siebie – powiedział abp Henryk Hoser we wspomnienie bł. Matki Teresy z Kalkuty w domu sióstr Misjonarek Miłości, które posługują najbardziej zapomnianym chorym i ubogim na warszawskiej Pradze. – Bóg upomina się o każdego biednego, cierpiącego i zapomnianego dlatego, że On nie widzi tłumów, ale dostrzega nas pojedynczo – powiedział, streszczając tymi słowami także i swoje podejście do człowieka.

KAI/mh

Za: www.deon.pl