Pożegnanie ks. Jana Michała Hojnowskiego SCJ

12 sierpnia, na cmentarzu parafialnym w Stadnikach, pożegnano cenionego wykładowcę teologii dogmatycznej ks. Jana Hojnowskiego SCJ. Uroczystości pogrzebowe zgromadziły wiele pokoleń sercanów, którzy w czasach seminaryjnych byli jego studentami. Podkreślano jego benedyktynką pracowitość, życie duchowością Serca Jezusa i bogaty dorobek publikacji książkowych. Został pochowany obok swych współbraci.

– Uczył kleryków nieprzerwanie przez 38 lat. Większość obecnych tutaj księży pamięta go jako swego profesora. Jeszcze wczoraj jeden z młodszych księży wspominał, że był bardzo dobrym profesorem; wymagającym ale sprawiedliwym. Nigdy nie był w Zgromadzeniu przełożonym i chyba sobie tak przyrzekł – mówił w czasie homilii kolega rocznikowy ks. Stanisław Stańczyk. Kaznodzieja przypomniał drogę kapłańską i naukową Zmarłego i nieznany epizod związany z pragnieniem wyjazdu na misje do Indonezji. W rezultacie obronił pracę doktorską w 1970 r. na KUL i jeszcze w tym samym roku został profesorem w seminarium w Stadnikach, gdzie wykładał teologię dogmatyczną do 2008 r. Większość swego życia związał ze stadnickim seminarium, którego w latach 1984-190 był wicerektorem. Był także prefektem studiów, dyrektorem biblioteki, a poza wykładami lubił pracę w ogrodzie.

– Kiedy tak myślałem o Twoim życiu, pomyślałem, że może w 90 procentach byłeś sercaninem, a w pozostałych benedyktynem. Studiowaliśmy razem w Tyńcu, wykładowcami byli benedyktyni, graliśmy z nimi w piłkę, chodziliśmy do ich chóru, kościoła, obserwowaliśmy ich życie, które ma hasło: ora et labora. Jestem przekonany, że w jakimś stopniu wpłynęło to na Twoje życie. Nie uznawałeś wolnego czasu. Umiałeś pracować do końca i modliłeś się do końca. Byłeś wzorowym sercaninem, swoim życiem służyłeś Bożemu Sercu, ale też byłeś benedyktynem – zauważył ks. Stańczyk, przypominając wyrzucenie sercanów ze Stadnik i Płaszowa w czasach komunizmu i gościnne przyjęcie ich w tynieckim klasztorze.

Kaznodzieja wskazał, iż ks. Jan głosił miłość Bożego Serca przez wykłady, słowo pisane oraz przykładem życia zakonnego. Za charakterystyczną cechę swego rocznikowego kolegi uznał fakt, iż nigdy negatywnie nie mówił o swych przełożonych, współbraciach czy studentach. Wspomniał też o bogatej działalności pisarskiej Zmarłego (ukazały się 22 pozycje książkowe m.in. w Wydawnictwach: Spes, M, Dehon), ale również o nieznanym zajęciu w wolnych chwilach ks. Jana.

– Któregoś dnia zadzwonił do mnie mówiąc: mam teraz więcej czasu, zrobiłem trochę różańców, może weźmiesz i rozdasz parafianom w Węglówce. Zrobił ich ponad 120 własnoręcznie. Położyłem je w kościele, a ludziom powiedziałem, że wykonał je ksiądz profesor, który nic nie chciał za nie oprócz modlitwy – podsumował ks. Stańczyk.

Mszy św. żałobnej przewodniczył prowincjał sercanów ks. Artur Sanecki, a razem z nim był przy ołtarzy brat Zmarłego – ks. Franciszek Hojnowski. Wśród licznych współbraci z kraju i za granicy było też dwóch księży kuzynów: Kazimierz i Grzegorz Kubikowie oraz proboszcz rodzinnej parafii w Jadownikach ks. prałat Tadeusz Górka, z którym przyjechało wielu parafian i poczet sztandarowy Towarzystwa Ziemi Jadownickiej.

– Żegnamy Cię księże Janie w dniu wyjątkowym, w rocznicę śmierci założyciela sercanów ojca Jana Leona Dehona. Opatrzność zrządziła, że dziś jest dzień Twojego pożegnania na ziemi. Ojciec Dehon często mówił – dla niego żyłem dla Niego umieram. Ty również pokładałeś całą nadzieje w Boskim Sercu. Niech ono przyjmie Cię do siebie – powiedział na zakończenie liturgii żałobnej Ksiądz Prowincjał. Podziękował też wszystkim za modlitewną obecność a współbraciom z Bieżanowa i służbie zdrowia za towarzyszenie ks. Janowi w trudnych chwilach choroby. Słowa wdzięczności wyraził również wszystkim obecnym ks. Franciszek Hojnowski.

Pogrzebowy kondukt do grobu znajdującego się w kwaterze sercanów prowadził przełożony z Bieżanowa ks. Henryk Majkrzak. Po ostatnich modlitwach zgromadzeni współbracia zaśpiewali In te cor Jesu – pieśń, którą żegnają wszystkich odchodzących sercanów.

Ks. Andrzej Sawulski SCJ


Fragmenty z kazania ks. Stanisława Stańczyka SCJ

Drodzy kapłani, szczególnie witam kapłanów, którzy przyjechali z pięknych Jadownik na pogrzeb. Witam rodzinę ks. Jana Hojnowskiego, a właściwie Jana Michała. Kiedy rozpoczynaliśmy nowicjat wybieraliśmy sobie imię zakonne. Śp. Jan wybrał na patrona św. Michała. Był wierny temu imieniu do śmierci. Kiedy byliśmy klerykami posługiwaliśmy się tylko tym imieniem, nikt nie mówił inaczej do niego tylko Michał. (….) Urodził się w Jadownikach 5 maja 1937 r., a więc w tym roku w maju ukończył 77 lat. Postulat i nowicjat odbył w latach 1952-53. Pierwszą profesję zakonną złożył 3 grudnia 1953 r. Był to trudny czas dla naszego Zgromadzenia w Polsce, czasy rozkwitu komunizmu, gdzie zabrano nam Stadniki, klasztor w Krakowie. Przyjęli nas gościnnie na studia benedyktyni w Tyńcu, oddając nam pół klasztoru, byśmy mogli studiować. Wszyscy klerycy po nowicjacie schronili się w Tyńcu. Tam studiowaliśmy razem ze śp. Janem filozofię przez dwa lata, a później teologię w latach 1953-62. 18 lutego 1962 r. w kościele w Stadnikach trzynastu otrzymaliśmy święcenia kapłańskie z rąk bpa Juliana Groblickiego. Zaraz po studiach ks. Jan pracował kilka miesięcy w biurze, a potem został skierowany na studia na KUL, gdzie studiował od 1962 do 1965 r. gdzie zdobył tytuł magistra teologii.

Rok 1966 to czas ogromnej radości w naszej prowincji związanej z wyjazdem na misje zagraniczne. Wielu młodych księży zgłosiło chęć wyjazdu na misje, a wśród nich ks. Jan, który chciał pojechać na misje do Indonezji. Prowincjał nie mógł wszystkim pozwolić, choć był wielki entuzjazm. Niemal połowa młodych księży chciała wyjechać. Z rocznika pojechali ks. Lachoń i ks. Łukasik do Indonezji i ks. Szempliński do Zairu. Ks. Hojnowskiego przełożeni skierowali dalej na studia doktoranckie. Tytuł doktora teologii otrzymał w 1970 r. i w tym samym roku rozpoczął wykłady w seminarium w Stadnikach. Uczył kleryków nieprzerwanie przez 38 lat. (…) Gdy go odwiedziłem w szpitalu w Brzesku rok temu z rektorem seminarium rozmawialiśmy długo, wspominając nasze kleryckie życie. Pamiętał prawie wszystkich profesorów oprócz wykładowcy ze Starego Testamentu. Kiedy już wsiadaliśmy do windy, zawołał na nas mówiąc: przypomniałem sobie – ks. Stefaniak.

Pytałem go wtedy, ile napisał książek? Napisał ich 22. Przypomnę tylko dwa ważne tytuły: Słownik kultu Serca Jezusowego”, „Błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia”. Gdzieś napisał, że cała jego działalność jako kapłana, zakonnika, sercanina była skierowana ku większej czci Najśw. Serca Jezusa.

Drogi Janku, Michale!

Wielokrotnie w swoich książkach cytowałeś te znane nam słowa z Pisma św. „postanowiono człowiekowi raz umrzeć, a potem sąd”, a także inne: Miarą życia ludzkiego jest lat siedemdziesiąt, osiemdziesiąt gdy jesteśmy mocni”. Ty byłeś przygotowany na spotkanie z Jezusowym Sercem, kutemu poświęciłeś całe swe życie. Przeżywałeś bardzo uważnie odejście Ojca Św. Jana Pawła II, dziś już Świętego, kiedy obserwował cały świat jak pięknie odchodził. On bardzo cierpiał i ty szedłeś podobną drogą w ostatnich latach. Na pewno tam spotkaliście się w domu naszego wspólnego Ojca.

Jest powiedzenie, które mówi: verba docent, scripta manent, exempla trahun. Przez 38 lat uczyłeś swoich młodszych współbraci, którym wykładałeś teologię dogmatyczną, Wykształciłeś tylu młodych księży. Napisałeś 22 książki i to zostanie. Iluż ludzi będzie brało do ręki Twoje książki, które będą ich prowadzić na dobrą drogę do Boga. Wiele książek przysyłałeś z dedykacją, z których sam korzystałem przygotowując kazania. Dziś świat potrzebuje oprócz dobrych słów także przykładu. Ty swoim codziennym zakonnym życiem dawałeś nam dobry przykład. (…..)

Kiedy Ksiądz Prowincjał zaproponował mi dzisiejsze kazanie, poszedłem do kaplicy i myślałem, co powiedzieć. Każdy człowiek ma w sobie coś charakterystycznego, coś takiego, co go określa. Z całą pewnością tą cechą nie było to, że ks. Jan był człowiekiem mało mówiącym o sobie, spokojnym i nie to, że nie chciał być przełożonym. Charakterystyczną cechą ks. Jana było to, że nigdy nie mówił źle o przełożonych, współbraciach o swoich studentach. Kiedy dziś stanął już przed Bogiem na pewno nic złego nie powiedział o swoich przełożonych, na temat prowincjała, o bliskich z rodziny, bo nie mówił tego za swego życia. Jeżeli nie mówił dobrze, to nie mówił wcale. Bądźmy mu za to wdzięczni, za wszelkie dobro otrzymane przez niego. „Dobry Jezu a nasz Panie, daj mu wieczne spoczywanie”.

Więcej (zdjęcia) na: www.sercanie.pl