Protestanckie zakonnice bohaterkami roku

Szwedzkie mniszki nagrodzono za to, że przez 35 lat udzielały w swoim domu schronienia uchodźcom, którym odmówiono azylu.

Położony niedaleko Uppsali klasztor Alsike znalazł się na czołówkach szwedzkich gazet. To tam, w 1964 r., dwie Szwedki należące do ewangelicko-luterańskiego Kościoła Szwedzkiego, Marianne i Ella, postanowiły założyć wspólnotę żyjącą życiem zakonnym. Siostry od Ducha Świętego, bo takie imię wybrały, zamieszkały tuż obok kościoła, w budynku starej wiejskiej szkoły, który zaadaptowały na klasztor. Później dołączyła do nich trzecia Szwedka, Karin.

To właśnie ona, najmłodsza (56 lat), reprezentowała siostry w czasie gali, na której przyznano wyróżnienia dla „Szwedzkich bohaterów” – zwyczajnych ludzi, którzy dokonali czegoś niebywałego. Siostry nagrodzono w kategorii „Dokonanie życia”.  Od 1978 r. mniszki udzielają schronienia uchodźcom, którym odmówiono w Szwecji azylu: muzułmanom, chrześcijanom, niezależnie od wyznania.

– Pierwszą rodzinę przyjęłyśmy w sylwestra, 35 lat temu. Potem pojawiła się kolejna i tak się to potoczyło – powiedziała w jednym z wywiadów siostra Karin.

Siostra Karin odebrała statuetkę z rąk muzułmańskiej dziewczyny Malaki Abdo, która trafiła do sióstr, gdy miała 4 lata. Wyraźnie wzruszona powiedziała: – To dzięki Wam żyję. Dziękuję za to, co robicie!

Prowadzący galę konferansjer zapytał siostry, czy kiedykolwiek zostały wykorzystane przez ludzi, których przyjęły pod swój dach.

– Nie, nigdy – odpowiedziała bez wahania siostra.

– To może Bóg jednak istnieje? – zapytał konferansjer.

– Tak, jestem o tym przekonana. W przeciwnym razie nie stałabym tutaj – powiedziała uśmiechając się siostra Karin.

Dodała, że tymi, którzy powinni zostać nagrodzeni, są uchodźcy, którzy przez te wszystkie lata szukali schronienia w klasztorze. Ludzie, którym mimo traumatycznych doświadczeń, wspomnień związanych z wojną, śmiercią najbliższych, udało się przeżyć i odnaleźć w nowym państwie.

Poza statuetką siostry otrzymały też inną nagrodę. Jedna z sieci sklepów w Uppsali zaoferowała im, że przez pół roku mogą zupełnie za darmo robić u nich zakupy.

Nagroda dla sióstr ma też znaczenie symboliczne. Gdy siostry otworzyły drzwi swojego domu uchodźcom, policja dwukrotnie wtargnęła do klasztoru w poszukiwaniu imigrantów. Kilka osób zostało zabranych przez funkcjonariuszy. Obecnie działalność sióstr zyskała większą akceptację.

W Szwecji rośnie w siłę negatywnie nastawiona do imigrantów partia Szwedzkich Demokratów. We wrześniowych wyborach parlamentarnych zyskała ponad dwa razy więcej głosów niż 4 lata temu.

Zapytana o coraz chłodniejszy klimat wobec kwestii przyjmowania imigrantów, siostra Karin odpowiedziała: – Zazwyczaj wzdycham, gdy dowiaduję się, że kolejna rodzina szuka u nas schronienia. – Dom już jest przepełniony, ale gdy ludzie są zmuszeni do opuszczenia swojego kraju, bo grozi im śmierć, myślę sobie: kim ja jestem, żeby powiedzieć im „nie”?

Weronika Pomierna

Za: www.gosc.pl