Z bloga „Krzysiek i misje”: Bezpieczny kąt

Po chwili mała główka wyłoniła się spoza moich drzwi. Małe, czarne oczka spoglądały na mnie, przyglądając się i czekając na moją reakcję. Spojrzałem na niego z uśmiechem, witając się; ku dual, rzekłem. Chłopiec dalej spoglądał na mnie nic nie odpowiadając. Nie jest mi on obcy, jest to syn naszego stróża. Jednak zawsze przychodził w odwiedziny ze starszą siostrą albo bratem, teraz przyszedł w odwiedziny sam. Tak to i ja nie zwracałem na niego uwagi kontynuując moją pracę. Byłem przekonany, że sobie pójdzie, bo przeważnie się mnie bał.

Jednak chłopiec małymi kroczkami przeszedł przez mój pokój i wczołgał się na łóżko. Posiedział na nim chwilę, cały czas mając wzrok utkwiony na mnie. Po chwili przeszedł na drugą stronę i zsunął się za łóżko na podłogę znajdując się prawie pod nim. Pomyślałem, no ładnie, teraz mu się zachciało bawić w chowanego.

Po chwili zaglądam pod łóżko, aby zobaczyć, co on tam robi. Leży skulony na cemencie i dalej patrzy się na mnie. Dziwny ten chłopiec pomyślałem, co mu przyszło do głowy, żeby leżeć za łóżkiem. Jednak jak najbardziej mi nie przeszkadzał. Obym nie zapomniał o nim i nie zamknął go w pokoju wychodząc, pomyślałem.

Po piętnastu minutach słyszę, że śpi. Może materac był niewygodny, że wolał spać na cemencie. Może szukał bezpieczne miejsce, gdzie by mógł się przespać. Może przyszedł, aby się schować przed dokuczliwymi kolegami. Któż to wie.

Po chwili zjawiła się siostra z bratem pytając o ich barata. Jak im pokazałem gdzie śpi, wybuchnęli śmiechem.

Drzwi do mojego pokoju są prawie zawsze otwarte. W pokoiku 5×7 metrów jest biuro, czasami dzieciaki sobie robią plac zabaw albo oglądają filmy, to przyjdą katechiści, czasami posiedzą ze mną młodzi albo ministranci. Oczywiście jak ktoś ma tylko jakiś problem to gdzie mają iść – do Krzyśka. Jestem głodny, nie mam butów, nie mam mydła, aby wyprać sobie ubranie, nie mogę iść do szkoły, bo nie mam pieniędzy, moja rodzina ma problemy, potrzebuję zeszyt czy długopis – to tylko niektóre z potrzeb.

Kilka dni temu przyszła do mnie Nyakim, dopiero co jej mleczaki wypadły, popatrzyła na mnie, uśmiechnęła się, postała przez chwilę przy moim biurku i się położyła na materacu, kaszlała i była cała rozpalona.

Oczywiście, kto chory to też do Krzyśka – muszę zaopatrzyć się teraz w dobra apteczkę. Jednak są i tacy, którzy przybiegną z zeszytem, aby się pochwalić, co się dzisiaj nauczyli w szkole i że nauczyciel napisał im w zeszycie v. good. Niektórzy w odwiedziny przyjeżdżają nawet własnym samochodem.

Chyba każdy, a tym bardziej dziecko pragnie być bezpieczne, pragnie mieć miejsce gdzie czuje się wysłuchane czy kogoś, kto okaże im dobroć i pomoc. Tutaj w Yirol słyszymy wiele razy; Krzysiek, ty jesteś naszym ojcem, do kogo mamy iść, ty zawszy nas przyjmiesz i wysłuchasz.

Nie jest łatwo patrzeć na cierpienie ludzi – kiedy są głodni, kiedy chorzy leżą pod drzewem bo nie stać ich na lekarstwa, kiedy dzieciom odbierane jest dzieciństwo bo muszą pracować, kiedy kręcą się bez celu bo ich nie stać na szkołę. Nie możemy być tylko sługami Boga i zapomnieć o tych, którzy nas otaczają. Nie na wszystkie potrzeby i problemy możemy znaleźć odpowiedź, nie wszystkim możemy pomóc. Jednak na ile tylko się da możemy każdego wysłuchać i wspomóc dobrym słowem czy modlitwą. Ludzie jednak nie przychodzą tylko z samego Yirol. Nasza parafia to teren 4.700km², na którym żyją tysiące ludzi w potrzebie, którzy chcą się z nami spotkać. Tutaj nie można mówić o dniach czy godzinach przyjmowania ludzi. Przychodzą, kiedy mogą i pragną być przyjęci, czy to poniedziałek, czy niedziela czy ósma rano, czy dziewiętnasta. Potrzeba wiele cierpliwości, zrozumienia i otwartości, aby za każdym razem, każdego przyjąć z miłością otwartością i uśmiechem.

Co do tej pory się u nas wydarzyło:

– mięliśmy spotkanie w Dżubie, wszystkich Misjonarzy Kombonianów pracujących w Południowym Sudanie, po nim spotkanie młodych kombonianów i kombonianek,

– rozpoczęliśmy nowy rok szkolny, rejestracja uczniów w szkołach i pierwsze lekcje,

– mięliśmy kurs dla kandydatów na katechistę,

– mięliśmy trzy dniowy kurs dla katechistów w Panakar i Matbar,

– rozpoczęliśmy katechumenat dla kandydatów do chrztu, pierwszej komunii i bierzmowania,

– wykonaliśmy szereg studni na terenie naszej parafii dzięki pomocy Mary’s Meal, Jackowi i jego rodzinie i ks. Henrykowi z Ciechocinka,

– i oczywiście rozpoczęliśmy Wielki Post.

Za: krzysiekimisje.pl