Uroczystość św. Daniela Comboniego

Uroczystość św. Daniela Comboniego27. listopada 1880 roku Comboni wyrusza w swoją ostatnią już podróż na kontynent, któremu oddał swoje serce. Po przybyciu do Kairu udziela święceń kapłańskich Janowi Dichtlowi oraz Józefowi Ohrwalderowi, chrzci kilkoro Afrykańczyków spośród podopiecznych swoich misjonarzy i święci kamień węgielny pod Kościół Najświętszego Serca Jezusowego.

Były to kolejne znaki rozwoju misji wg. jego Planu dla odrodzenia Afryki. Po zreorganizowaniu personelu w kairskich wspólnotach wyruszył w dalszą podróż w kierunku Sudanu, oczywiście nie sam, lecz jak zwykle wraz z grupą towarzyszących mu misjonarzy. Po miesięcznej podróży dotarli do Chartumu, gdzie zostali radośnie przyjęci i przez współtowarzyszy misji i przez konsuli Włoch i Austrii. Comboni już wkrótce planował wyruszyć do pozostałych misji w El Obeid, Malbes i Gebel Nuba, ale rozliczne zajęcia i niedomagania zdrowotne misjonarzy pozwoliły mu wyruszyć dopiero po swoich 50 urodzinach, które obchodził 15 marca: „Mój Boże! Stajemy się starzy a mi przybywa zmartwień i krzyży. Ale ponieważ wszystkie te krzyże są od Boga, od Niego też wyczekuję pomocy: Bądź pozdrowiony, o Krzyżu, Nadziejo jedyna”. Pod koniec miesiąca wreszcie udaje mu się wyruszyć w kierunku El Obeid, gdzie zostaje przyjęty z radością.

Nie omieszkał również odwiedzić chrześcijańskiej wioski w Malbes, gdzie mieszkało już kilkanaście rodzin, nad którymi opiekę duszpasterską sprawował sudański ksiądz Antonio Dubale. W maju przyszła kolej na wyprawę do misji w Delen w Górach Nubijskich. Po powrocie do Chartumu Comboni osłabiony trudami i ciągłymi nawrotami gorączki prawie nie jest w stanie funkcjonować normalnie i codzienną Mszę Świętą sprawuje w swoim pokoju. Jeszcze po śmierci księdza Fraccaro wstaje z łóżka, by pocieszyć swoich misjonarzy, ale wkrótce i sam 10 października odchodzi do domu Ojca, z przekonaniem wyrażonym na krótko przed śmiercią: „ Ja umieram, ale moje dzieło przetrwa”. I ma rację, gdyż jego misjonarze, umocnieni przykładem ofiary z życia założyciela, nie zniechęceni kontynuowali misję. Comboni pozostał obecny w Afryce w osobach swoich misjonarzy.

Tekst: o. Maciej Miąsik, mccj

Za: www.kombonianie.pl.