1989.06.18 – Rzym – Jan Paweł II, Zawierzyli obietnicom Chrystusa. Homilia z okazji beatyfikacji Biskupa Antoniego Lucciego OFMConv i Matki Elżbiety Renzi

 

Jan Paweł II

ZAWIERZYLI OBIETNICOM CHRYSTUSA. HOMILIA Z OKAZJI BEATYFIKACJI BISKUPA ANTONIEGO LUCCIEGO OFMConv I MATKI ELŻBIETY RENZI

Rzym, Bazylika Św. Piotra, 18 czerwca 1989 r.

 

 

1. „Z Królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię” (Mk 4, 26).

Liturgia tej niedzieli, w której zostali ogłoszeni błogosławionymi słudzy Boży Antoni Lucci, biskup Bovino i siostra Elżbieta Renzi, założycielka Pobożnych Nauczycielek Matki Bożej Bolesnej, zaprasza nas do refleksji nad życiem Kościoła, rozważanego w jego tajemniczym i nieprzewidywalnym rozwoju w czasie i pośród ludzi; tego Kościoła, który, jeszcze pielgrzymujący na ziemi, idąc śladami Chrystusa w pokorze, ucisku i prześladowaniu, pełni swoją misję z hojną ufnością „i ze wszystkich sił żywi nadzieję i pragnienie zjednoczenia się ze swoim Królem w chwale” (Lumen gentium, 5).

Nasieniem, w języku Ewangelii, jest Słowo Boże. Jak pokorne ziarno wrzucone w ziemię, Słowo działa z mocą samego Boga w duszy tego, kto go słucha. Bóg jest Tym, który sieje i który zbiera, a równocześnie jest Tym, który sprawia nieprzewidywalny wzrost ziarna.

On powierzył swoje Słowo ziemi, naszej ziemi, to znaczy konkretnej i historycznej ludzkości, do której i my należymy. Spotkanie między Bożym ziarnem a ziemią już się dokonało. Teraz można oczekiwać owoców, ponieważ sam Bóg kieruje wzrostem swego Słowa i określa jego skuteczność. Chodzi bowiem o słowo stwórcze, przeznaczone do osiągnięcia celu, to znaczy do stania się „pełnym ziarnem w kłosie”. Drogami, których człowiek nie zawsze może kontrolować, w sposób, którego człowiek „nie zna”, to Bóg sprawia wzrost i doprowadza go do pełni.

2. Dzisiejszy fragment Ewangelii mówi nam o „ziarnku gorczycy”, najmniejszym, które z natury wskazuje na ubóstwo początków Królestwa Bożego. Istotnie, głoszenie Królestwa zaczęło się właśnie tak, od pokornych kroków, w ubóstwie i prześladowaniu, ponieważ Syn Boży, stając się człowiekiem, przyjął „postać sługi” (Flp 2, 7), zgodził się na uniżenie Krzyża; także Kościół, jako „mała trzódka”, rozpoczął swoją tajemniczą drogę świadka zbawienia pośród ludzi. Jemu, ukrytemu w ziemi, Bóg powierzył zadanie, by stał się „mieszkaniem” dla wszystkich ludzi, znakiem i widzialnym sakramentem ich zbawienia: „Zasadzę go na wysokiej górze Izraela. Wypuści gałęzie i wyda owoc, i stanie się cedrem wspaniałym. Pod nim zamieszkają ptaki, wszelkie ptactwo będzie mieszkać w cieniu jego gałęzi” (Ez 17, 23). Kościół, to małe ziarno, ta pokorna gałązka, przez miłość, prawdę i wierność Słowu stanowi na ziemi zalążek i początek Królestwa, w którym człowiek znajduje zbawienie.

3. Biskup Antoni Lucci i siostra Elżbieta Renzi zawierzyli obietnicom Chrystusa. W swojej wierze zrozumieli, że przyjąć Słowo Chrystusa znaczy zawierzyć prorockiej zapowiedzi i nieodpartej mocy wzrostu Królestwa Bożego w miłości.

Równocześnie doświadczyli, że Bóg wzywa ich do współdzielenia misji służby, do otwierania ramion wobec braci w ich potrzebach, do oddawania się dla nich, do pochylania się nad ich potrzebami, aby móc przekazywać im owoce zbawienia, jakby na nowo przechodząc drogę Chrystusa w ubóstwie, trudnościach, poprzez Krzyż i złożenie w ziemi, aby stamtąd, z ukrycia i pokory, wyrosła bujna roślina, kłos pełen ziarna. Sam Bóg miał dać wzrost ich służbie, prowadząc ich drogami nieprzewidywalnymi, właśnie tak, jak dzieje się z ziarnem.

Posłani do świata jak apostołowie, Antoni Lucci i Elżbieta Renzi byli otwarci na znaki czasu, to znaczy na wezwanie, które rodziło się dla nich z mocy wydarzeń i z warunków ich społeczeństwa. To właśnie było miejsce, gdzie ziarno miało zostać wrzucone i ukryte, aby małe nasienie otworzyło się i stało się rośliną. Wspólnota ludzka stanowi właśnie ten zespół problemów, trudności, prób, oporów i wyzwań, wewnątrz których zawsze, w każdej epoce bez wyjątku, nieodparte działanie Boga nadal dokonuje się, by doprowadzić Królestwo do pełni.

4. Każdy wierzący, otwarty na orędzie Ewangelii, jest dziś wezwany, by „pojąć” (Mk 4, 33) znaczenie kontrastu między ubóstwem początków głoszenia a wspaniałą przyszłością misji.

Nikt nie powinien dać się zaskoczyć ani przygnębić tajemnicą Krzyża czy uniżeniem rodzącego się Kościoła, ponieważ to Bóg doprowadza do końca to, co rozpoczął: On wskrzesza, On daje wzrost, On panuje nad historią i nią kieruje. Wydarzenie zbawienia, niegdyś obiecane wszystkim ludziom, ukazanym jako ptaki niebieskie, zostało już postanowione w sposób darmowy i nieodparty wraz z historycznym przyjściem Jezusa. W tajemnicy Chrystusa umarłego i zmartwychwstałego ta obietnica osiągnęła swoją pełnię.

„Spraw, Panie, aby wzrastało w nas ziarno Twojego słowa”. To jest wezwanie, które wspólnie śpiewaliśmy, zwracając się do Boga ze zdumieniem i wdzięcznością, z odwagą i radością, wezwani wszyscy do doświadczania hojności Boga, który daje „najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie” (Mk 4, 28). Wszyscy jesteśmy wezwani do uznania Jego bezgranicznego miłosierdzia, które daje schronienie dalekim, rozproszonym, ludom „jak owce bez pasterza” (Mk 6, 34). „Wszelkie ptactwo będzie mieszkać w cieniu jego gałęzi” (Ez 17, 23).

5. „Jak ziarnko gorczycy, które (…) jest najmniejsze ze wszystkich nasion (…), lecz zasiane, wyrasta” (Mk 4, 31): ewangeliczna przypowieść w wymowny sposób odzwierciedla życie biskupa Antoniego Lucciego.

Jako pokorny franciszkański zakonnik, oddany modlitwie jak kontemplatyk, student teologii i nauczyciel prawd wiary wśród braci Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych, wychowawca i znawca ascezy, Antoni został bardzo szybko wybrany do ważnych urzędów w swojej wspólnocie. Następnie sam mój poprzednik, papież Benedykt XIII, zapragnął mieć go wśród teologów dwóch synodów jako konsultora Świętego Oficjum, a wreszcie jako biskupa Bovino.

W tym mieście jego gorliwość rozwinęła się jak „cedr wspaniały” (Ez 17, 23), poprzez inicjatywy miłości nieznającej granic. Przede wszystkim miłości duchowej, aby doprowadzić duchowieństwo do życia duchowego i pasterskiego odpowiadającego wymaganiom święceń i posługi; następnie miłości społecznej i materialnej, dla obrony praw ludzi ubogich przywiązanych do ziemi i dla ochrony słabych, będących ofiarami nadużyć.

Dlatego stał się katechetą swego duchowieństwa i swego ludu, głosił Ewangelię z jasną prostotą franciszkanina, sam przygotowywał dzieci do sakramentów wtajemniczenia chrześcijańskiego; poświęcał się także ich podstawowemu wykształceniu, zakładając bezpłatne szkoły, troszcząc się nawet o to, by je ubrać i zapewnić im narzędzia pracy. Doszedł aż do całkowitego pozbawienia się dóbr stołu biskupiego, pragnąc dać konkretną odpowiedź na naglące i niewyczerpane wymagania miłości w środowisku dotkniętym endemiczną nędzą. Jak drzewo, które stało się wielkie, również on rozciągnął gałęzie swoich dzieł miłości, aby dać schronienie i wytchnienie wszystkim potrzebującym.

6. Idąc za zamysłem Boga, tajemniczym i po ludzku niewytłumaczalnym, Elżbieta Renzi doprowadziła do pełni swoje powołanie, jak ten, kto „wrzuca ziarno w ziemię (…), a ziarno kiełkuje i rośnie; sam nie wie jak” (Mk 4, 27).

W burzliwym okresie francuskiej inwazji, która nastąpiła po rewolucji, Elżbieta została niemal wyrwana z ukrycia klasztoru augustianek; jednak, na nowo włączona w świat, mogła lepiej poznać pilne potrzeby Kościoła swego czasu i uświadomić sobie, że otrzymała nowe wezwanie Pana. Sam Bóg jakby przesadził ją w środek problemów młodych kobiet swojej ziemi. Zrozumiała wówczas, że trzeba przygotować dziewczęta z ludu do stawienia czoła nowym warunkom życia, które czekały je w społeczeństwie zsekularyzowanym, w kontakcie z nowymi strukturami politycznymi i administracyjnymi, nierzadko wrogimi wierze. Elżbieta dostrzegła, z proroczą intuicją, że nadchodzi epoka, w której kobieta podejmie nową odpowiedzialność społeczną.

Można powiedzieć, że Elżbieta Renzi stała się założycielką nie tyle z wyboru, ile dlatego, że szereg okoliczności skłonił ją, a niemal zmusił do zrealizowania organicznego i trwałego dzieła dla dobra młodych na swojej ziemi Romanii. Musiała jednak zmierzyć się z ogromnymi trudnościami i walczyła z oświeconym rozeznaniem, by przezwyciężyć przeszkody, które pokusa często przedstawiała jej jako nie do pokonania. Jej regułą życia stało się właśnie zawierzenie Bogu, aby to On rozporządzał jej krokami i tempem rozwoju dzieła, tak jak Jemu się podobało.

Niekiedy trudności rodziły się wewnątrz samej wspólnoty kościelnej, nie zawsze otwartej na uznanie nieodwracalnych przemian, jakie zaszły w społeczeństwie, a być może jeszcze przywiązanej w niektórych osobach do nostalgii za przeszłością, która już bezpowrotnie minęła.

Jak ziarno złożone w ziemi, Elżbieta znosiła swoje próby z czynną nadzieją. Pisała: „Kiedy wszystko się plątało, kiedy teraźniejszość była dla mnie tak bolesna, a przyszłość jawiła mi się jeszcze bardziej mroczna, zamykałam oczy i oddawałam się jak małe stworzenie w ramiona Ojca, który jest w niebie” (Ex epistula fratri Giancarlo missa).

7. Oto, drodzy bracia i siostry, dwie postacie błogosławionych, po ludzku tak różne ze względu na odpowiedzialności kościelne, misję, czasy i miejsca, w których żyli; a przecież tak bliskie przez swoją czynną i ufną odpowiedź na powołanie do miłości, realizowaną w zgodzie ze znakami ich czasu.

Oboje zrozumieli, że są jakby „na wygnaniu” (2 Kor 1,6-10) i dlatego służą pielgrzymującemu Ludowi Bożemu. Szli więc „w wierze”, otwarci na poruszenia łaski i na głos Boga, aby być autentycznymi prorokami w swojej wspólnocie. Byli „pełni ufności” i dlatego znosili wielkie próby, przekonani, że powinni zniknąć w ziemi jak ukryte ziarno, ale równie pewni, że celem całej ich niestrudzonej pracy będzie „mieszkanie u Pana”.

Dlatego zarówno w pracowitym życiu, jak i w chwili odejścia z tego świata, to znaczy „czy to przebywając w ciele, czy z niego wychodząc”, starali się „podobać Bogu” przez hojną odpowiedź na otrzymane powołanie.

8. Patrząc na ich przykład, spontanicznie cisną się na usta słowa Psalmu: „Dobrze jest śpiewać Tobie, Panie (…), głosić z rana Twoją łaskawość (…), a nocą Twoją wierność” (Ps 91, 2-3). Miłość i wierność Boga objawiają się właśnie w dziełach Jego wybranych, wiernych uczniów, którzy przyjęli orędzie Chrystusowego Słowa i umieli stać się jego świadkami. Zostali oni „zasadzeni w domu Pańskim” (Ps 91, 14) i zaczerpnęli ze źródeł Jego łaski, tak że mogli zakwitnąć i wzrastać z nadzwyczajną płodnością w wypełnianiu misji powierzonej im przez Chrystusa.

Ich życie nie zna zachodu, ponieważ ich inicjatywy znalazły w Kościele ciągłość i rozwój. Dlatego my, dziś, wdzięczni Bogu, głosimy „jak prawy jest Pan” (Ps 91, 16), uznając, że w swoich wiernych sługach działa On z miłosierdziem i miłością, ze sprawiedliwością i świętością.

Kościół wielbi dziś Pana za wywyższenie nowych błogosławionych. Nic bowiem bardziej nie wywyższa i nie ukazuje „jak prawy jest Pan” niż świętość synów i córek ludzkich, na których Bóg odcisnął swoją pieczęć i objawił swoje tajemnicze i nieustanne działanie, „we dnie i w nocy”, aby dać kiełkowanie i wzrost ziarnu Jego Słowa.

Za wstawiennictwem błogosławionych Antoniego i Elżbiety, „spraw, Panie, aby wzrastało w nas – także w nas, Twoich pokornych sługach – ziarno Twego słowa”. Amen!

 

Tłumaczenie OKM
Za: www.vatican.va


Copyright © Dykasterium ds. Komunikacji – Libreria Editrice Vaticana

 

 

 

Wpisy powiązane

2004.10.04 – Rzym – Jan Paweł II, Przemówienie do pielgrzymów przybyłych na beatyfikację: ks. Piotra Vigne’a; o. Józefa Marii Cassanta, Anny Katarzyny Emmerick, s. Marii Ludwiki De Angelis oraz cesarza Austro-Węgier Karola I

2004.10.03 – Rzym – Jan Paweł II, Dobrzy i wierni słudzy Ewangelii. Homilia na beatyfikację ks. Piotra Vigne’a; o. Józefa Marii Cassanta, Anny Katarzyny Emmerick, s. Marii Ludwiki De Angelis oraz cesarza Austro-Węgier Karola I.

2004.09.05 – Loreto – Jan Paweł II, Kontemplacja, komunia, misja. Rozważanie przed modlitwą Anioł Pański po Mszy św. beatyfikacyjnej ks. Piotra Tarrésa y Clareta, Alberta Marvellego, s. Józefiny Suriano