Mieczysław Bednarz SJ
STRUKTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ PEŁNI, CZYLI JAK CHRZEŚCIJANIN DOJRZEWA DO NIEBA
Materiały Komisji ds. Życia Zakonnego KWPZM, Kraków 14 listopada1969 r.
Opracowano wg L. Boros SJ, zob. Strukturen christlicher Vollendung. w: Strukturen christlicher Existenz, Wurzburg, Echter-Verlag, 1968, s. 251-262/
Wprowadzenie:
Życie chrześcijanina jest dążeniem i dojrzewaniem do nieba. Z daru Ojca niebieskiego, przez Syna Bożego, w Duchu Świętym niebo staje się /Werden des Himmels/ w dzieciach Bożych. Dzięki jakim postawom /strukturom/ chrześcijanin dojrzewa do nieba? Co jest konieczne, żeby niebo stało się w nim rzeczywistością? Oto problem.
- Co to jest niebo?
Dwa razy rodzimy się do życia. Raz opuszczając łono matki, drugi raz opuszczając ten świat – przez śmierć. W obu wypadkach wpadamy w nowy sposób istnienia. W narodzinach staje przed nami cały ogrom świata doczesnego ze wszystkimi jego urokami, bólami i możliwościami do realizacji; w śmierci staje przed nami inny świat, duchowy, a wchodząc weń przenikamy do prawdziwych korzeni istnienia, idziemy na dno, toniemy w prawdziwej rzeczywistości bez pozorów i ułudy. Nie doświadczyliśmy jeszcze nieba, nie wiemy czym ono jest. Jedynie z Objawienia wiemy, a raczej wierzymy, że jest ono pełnią doskonałości, całkowitym dokonaniem losu człowieka, w bezgranicznym szczęściu, w Bogu, który jest miłością.
A jeżeli niebo jest pełnią doskonałości osiągniętej i zanurzonej w Bogu-Miłości, to już na ziemi musimy się do nieba przygotowywać, do nieba dojrzewać. I dlatego trzeba się pytać, w jakim kierunku, po jakiej linii rozwojowej ma się dokonywać to dojrzewanie. Jakie są struktury wzrostu ku pełni, ku doskonałości człowieczeństwa, ku niebu? Przez co doskonali się i dopełnia życie ludzkie, tak aby swój kres i szczyt mogło osiągnąć w niebie?
- Życie ludzkie dopełnia się /doskonali się/ w ubóstwie
Pozornie jest przeciwnie. Opanowanie i posiadanie świata materii, środków do życia i rozwoju jest konieczne. Bez posiadania pewnej ilości rzeczy człowiek nie może ani istnieć ani się rozwijać. Ale człowiek jako istota cielesna i duchowa zarazem, nie chcąc się zatracić w materii świata i rzeczy, musi swój pęd do posiadania przekształcić w ubóstwo. Pęd do posiadania to pęd do udziału w cudzym istnieniu. Wyciągam rękę po rzecz, po jakieś dobro, aby stało się moje, aby weszło w krąg mego istnienia, aby istniało ze mną i dla mnie. Ale cudze istnienie im jest wyższe w hierarchii wartości bytów, tym mniej daje się posiadać, zdobywać, kupować. Osoba ludzka – miłowana i miłująca – to w skali czysto ludzkiej najwyższa wartość. I ona właśnie wymyka się z pętli posiadania, bo jest z kategorii wolności, wolnego daru. Względem miłości drugiego człowieka musimy zająć postawę ubóstwa. Jesteśmy biedni, w potrzebie, a dobro, którego jesteśmy spragnieni, nie da się posiadać jak rzecz nabyta czy zdobyta. Bóg zaś, najwyższa absolutna wartość, przekracza całkowicie kategorie dóbr ziemskich, a będąc duchowy, niematerialny i w skali ocen wartości materialnych, bezwartościowy, jest Dawcą łaski i miłości, darmo się daje i żąda od człowieka całkowitego wydania się Mu. A zatem w stosunku do osób, ludzkich czy Boskich, które pragniemy wciągnąć w krąg naszego istnienia lub wejść w krąg ich istnienia, musimy zająć postawę ubóstwa; Jesteśmy spragnieni i pragnienie to może być zaspokojone jedynie darem ze strony tych osób. Wszelkie inne postawy są chybione, nieskuteczne.
Gratuitas amoris – bezinteresowność, darmowość miłości między osobami świadczy o naszym ubóstwie; bez tego ubóstwa nie ma możności dopełnienia się losu ludzkiego przez miłość. Względem miłości ludzkiej i boskiej, miłości doskonalącej i uszczęśliwiającej jesteśmy zawsze biedni, spragnieni, otwarci na przyjęcie daru. I tylko taka postawa umożliwia przyjęcie daru. Bo brak postawy ubóstwa, sytość, samozadowolenie, brak głodu miłości, wszelka postać bogactwa otłuszczającego serce, herezja materializmu, nie uznająca wartości duchowych, czyni nas zamkniętymi przed darem miłości – tak otrzymywanym jak i dawanym z naszej strony. Ale tym samym stajemy się ludźmi bez pełni, bez doskonałości, bez prawdziwego szczęścia. Brak ducha ubóstwa to brak wołania o pełnię. Nic dziwnego, że Królestwo Boże jest darem dla ubogich, że tylko ubodzy mają nadzieję dopełnienia w darmo dającej się miłości, przyjętej z pragnieniem.
- Życie ludzkie dopełnia się w czystości
Pozornie jest inaczej. Życie ludzkie dąży do pełni po linii miłości i zjednoczenia w miłości. Przecież sama postawa ubóstwa względem miłości świadczy o tym, jak bardzo potrzebujemy cudzej miłości. Ale kiedy miłość jest prawdziwa? Wtedy, gdy jest darem z siebie, oddaniem się drugiej osobie w zjednoczeniu z nią. Wtedy, kiedy jest bezinteresowna, życzliwym potwierdzeniem i przyjęciem cudzego istnienia, aprobatą, afirmacją i akceptacją drugiego „Ja”. Taki całkowity dar z siebie suponuje przyjęcie z drugiej strony. Dla większości ludzi ta pełnia przez dar miłości dokonuje się w miłości duchowo-cielesnej, w małżeństwie. Dla chrześcijan jest ona obrazem miłości Bożej, miłości Chrystusa i Kościoła, sakramentem miłości.
Ale nawet ta duchowo-cielesna miłość ludzka przeradza się na pewnym poziomie w postawę czystości. Przyjmując i aprobując całkowicie cudze istnienie, całą osobowość tego drugiego „Ty” wychodzi się poza sferę posiadania, używania, delektowania się drugim człowiekiem. Już nie pragnie się go mieć, ale mu służyć, czynić mu dobrze, być dlań czułym i pomocnym, niczego w zamian nie żądając. Spotyka się w małżeństwie postawy matki lub ojca względem współmałżonka. Miłość małżeńska, nawet ta cielesna, staje się czysta, wolna od samolubstwa. Na miejsce pożądania, brania, posiadania pojawia się czysta radość z faktu, że się sprzyja cudzemu istnieniu, że się pomaga do istnienia i do rozwoju. Odpadają aspekty samolubne, formy szukania siebie w miłości, miłość staje się czysta w sensie wolności od zanieczyszczeń samolubstwem. O ileż bardziej jest to prawdą w stosunku do miłości Bożej, która w sercu człowieka staje się darem otrzymanym i oddanym Bogu przez ślub czystości. Wtedy miłość osiąga swą pełnię, staje się gotowa do służby, do rezygnacji z siebie na rzecz Boga i tych, których Bóg daje nam do kochania, na rzecz wszystkich. Jak każde dopełnienie, jak każda pełnia jest to miłość trudna, dar „maioris aestimationis”. Ucieczka przed nim, np. wołanie kapłanów o zniesienie celibatu, jest ucieczką przed pełnią miłości wyzutej z szukania siebie, przed gotowością służby większej i powszechniejszej, ucieczką przed pierwszą linią frontu, gdzie trzeba być bez żony i dzieci, a chęcią pozostania w masie obywateli na tyłach frontu …
- Życie ludzkie dopełnia się w posłuszeństwie
Pełnia i doskonałość życia istot rozumnych dokonuje się po linii coraz większej wolności. Chodzi o wolność od przemocy ślepych popędów i odruchów, wolność przez świadome i celowe panowanie nad sobą, wolność przez samostanowienie i samowychowanie /samo-tworzenie/, wreszcie wolność w nawiązywaniu łączności i zjednoczenia z innymi osobami na zasadzie swobody, a nie przymusu. Wtedy jest człowiek prawdziwie wolny, kiedy jest tak niezależny, że nawet samego siebie nie czepia się kurczowo, nie będąc w niewoli samolubstwa szuka dobra nie tylko swego, ile innych, a dla radości i szczęścia innych może samego siebie złożyć w ofierze. Tak przeżyty dar z siebie jest najwyższym przeżyciem wolności. Tu miłość i wolność staje się jednym.
Ta wolność realizuje się w posłuszeństwie Bogu, który jest miłością, i którego wola jest wyrazem jego miłości. W posłuszeństwie wolność pragnie służyć, być do dyspozycji. Posłuszny mówi Bogu: „Tak bardzo chcę być z Tobą, tak bardzo Cię kocham, że chcę Ci służyć, być narzędziem Twojej miłości. Dlatego wiążę się z Tobą, z Twoją wolą więzią ślubu posłuszeństwa, by nigdy nie oddalić się od Ciebie, by nigdy nie sprzeciwić się miłości”. Takie posłuszeństwo jest darem serca poruszonego miłością bez cienia samolubstwa, objawiającego się głównie w arbitralnej samowoli. Takie posłuszeństwo jest czystą gotowością, „disponibilité perfaite”, gotowość na wszystko, co jest wolą Ukrzyżowanego, na wszystko, co nas może spotkać z jego woli; jest otwarciem się na to, co nowe i zaskakujące i dlatego broni przed sklerozą rutyny, przed skostnieniem nawyków i poglądów. Takie posłuszeństwo ugruntowane w woli Boga –Stwórcy i Zbawcy – jest zgodą na świat, na istnienie osób i rzeczy, jest sprzyjaniem istnieniu po bratersku, jak to czynił np. św. Franciszek z Asyżu. Przez takie posłuszeństwo człowiek staje się sługą wszystkich, chcąc być narzędziem Bożej dobroci i opatrzności względem innych. Wtedy Bóg może objawić się w takim człowieku, jak objawił się w Prorokach, jak objawił się w Słudze Jahwe. Bóg ma swobodny wstęp do świata przez ludzi posłusznych. A przeciwnie, człowiek samolubnie zamknięty w sobie, oporny, zbuntowany przeciw woli Boga, tarasuje w sobie Bogu drogę do świata, udaremnia działanie Bożej woli i miłości. Przez posłuszeństwo Bóg wchodzi do świata, a świat przychodzi do Boga, wola Stwórcy wnika w stworzenie, a wola Stworzenia jednoczy się z wolą Stwórcy i rodzi Ład, Zgodę, Pokój, a tym samym Boża chwała i dobro stworzenia. Voluntas Dei – pax nostra! Widzimy to na przykładzie Maryi. Ancilla Domini,posłuszna, całkowicie wydana woli Boga, stała się Bramą nieba, przez która Bóg wszedł w świat i przez którą świat otworzył się na przyjęcie Boga. Wolność Maryi mówiąca Bogu TAK stała się posłuszeństwem i współpracą z Bogiem w dziele stworzenia nowego świata, ocalonego świata, przenikniętego działaniem łaski i miłosierdzia Bożego, niszczącego grzech buntu, nieposłuszeństwa, a tworzącego dobro. Owocem tej wolności posłusznej stał się Syn Boży, stało się zbawienie świata, odradzające spotkanie świata z Bogiem, który przez Maryję posłuszną mógł dotrzeć do świata. To samo – a fortiori – dotyczy osoby Syna Bożego, który stał się z miłości ku Bogu i ludziom posłuszny aż do śmierci krzyżowej, uwielbiając Boga i ocalając człowieka. Ani Maryja, ani Jezus nie byli istotami zniewolonymi, umniejszonymi w swej wolności i godności człowieczeństwa. Było to człowieczeństwo najgodniejsze, bo w sposób wolny, dobrowolny i z pobudki miłości wydane na służbę Miłości zbawczej Tego, który darzy wolnością i miłością dla tworzenia dobra. A zatem …
- Pełnia i doskonałość ludzka dokonuje się w całkowitym darze miłości
Jeżeli pełnia życia ludzkiego dokonuje się w ubóstwie, czystości i posłuszeństwie, to są to władnie struktury, bez których nie można wejść do nieba, czyli do pełni miłości i radości. Dotyczy to wszystkich ludzi i dlatego wszystkim dana jest w miłosierdziu Bożym ostatnia szansa, jaką jest śmierć. Przez śmierć człowiek umiera światu rzeczy, opuszcza swe bogactwo, odchodzi od swego ciała, wyrwany jest z przywiązań i wszelkich form szukania siebie, wydany jest bez reszty, bezapelacyjnie Bogu, zdany na Jego łaskę i wolę. Jeszcze w śmierci można szczęśliwie pochwycić łaskę ubóstwa, czystości i posłuszeństwa, i dlatego trzeba się uczyć umierać /Quotide morior – św. Pawła/ przez ubóstwo, czystość i posłuszeństwo, aby śmierć nie była nieudaną improwizacją. Odrywając się od przywiązań do rzeczy, od szukania samolubnej satysfakcji w dogadzaniu sobie i swemu ciału, a przez posłuszeństwo odrywając się od samowoli przeciwstawiającej się woli Boga, umieramy powoli i dojrzewamy dla nieba, gdzie nie będzie kupowania i sprzedawania, gdzie nie będą się żenić ani za mąż wydawać, gdzie nie padnie słowo buntu: „non serviam!” … Wolni od posiadania – prócz jedynego skarbu, Boga, zanurzeni w czystej, bezinteresownej miłości, wydani bez reszty woli Boga, woli miłości, mówimy Bogu przez wieczność całą TAK, a więc żyjąc w ubóstwie, czystości i posłuszeństwie jesteśmy bez żadnych oporów, bez żadnego cienia padającego na miłość, zjednoczeni z Bogiem i ze wszystkimi współobywatelami Nieba, z całą rodziną Bożą. Niebo to miłość Boża w nas, definitywnie, raz na zawsze wypełniająca nas bez reszty, miłość nareszcie całkowicie uboga, czysta i posłuszna i dlatego tak jednoczącą i tak szczęśliwa. Jest to miłość od Ojca przyniesiona nam przez Syna i rozlana w naszych sercach przez Ducha Św.
Niebo to dopuszczenie do udziału w miłości Trójcy Św. Miłość ta w sercu istoty stworzonej musi być uboga, czysta i posłuszna. Nic dziwnego, że nawet w ludzkim Sercu Jezusa była taka, taka się nam objawiła przede wszystkim w Jego kenozie, w jego męce i śmierci krzyżowej. I dlatego postawa ubóstwa, czystości i posłuszeństwa nie jest czymś wyjątkowym i dla nielicznej garstki wybrańców. Przeciwnie, jest podstawowym prawem miłości i życia dla Boga, dla nieba. W przeciwnym razie Boże działanie w ludziach staje się niemożliwe, działanie mające na celu stworzenie nowego świata: Ecce nova facio omnia! Bez ubóstwa, czystości i posłuszeństwa świat jest wciąż stary, pogański, zmaterializowany przez trzy pożądliwości, wciąż daleki od Boga i Jego obietnic, wciąż obcy nadziei zbawienia. Te trzy śluby lub ich postawy u chrześcijan są wymownym i krzepiącym dowodem, że człowiek słaby, ale wsparty łaską, może wielkodusznie zdobyć się na odwagę przekroczenia granic doczesności i postawić wszystko na wieczność, na niebo, na Boga, który jest Bogiem ubogich, czystych i miłujących Jego wolę. Przez życie według tych rad ewangelicznych życie chrześcijańskie w ogóle, a zakonne w szczególności jest całe wychylone w kierunku eschatologicznym, napięte czy natężone w kierunku nieba. I dlatego jest świadectwem i fermentem. Cała Ewangelia, całe życie chrześcijańskie, całe życie zakonne zrodzone ze zbawczej woli Ojca, ze zbawczej misji Syna i Ducha Św., zamknięte jest w perspektywach ostatecznych, w perspektywach zbawienia czyli zjednoczenia z Bogiem w niebie
Należy się obawiać, czy przesadne podkreślenie wartości doczesnych w naszych czasach nie niesie z sobą osłabienia tego napięcia i tego świadectwa. Wołanie o upodobnienie się duchownych i zakonników do ludzi świeckich może jako produkt uboczny i niezamierzony wywołać zobojętnienie na perspektywy eschatologiczne; a przecież nie taki jest sens Konstytucji „Gaudium et spes”.
- Świadectwo miłości /Bożej i ludzkiej/ zawiera się w ubóstwie, czystości i posłuszeństwie
Miłość Boża zbawiająca i obdarzająca niebem jest nam sama w sobie nieznana, niewidzialna. Ale poprzez świadectwo staje się dostępna w naszym świecie. Jezus, „testes fidelis”, nie tylko słowem, ale zżyciem swoim, życiem ubogim, czystym i posłusznym aż do wyniszczenia się, zaświadczył o Bogu miłości, o Królestwie Ojca, o niebie, gdzie za cenę swej śmierci wysłużył nam i przygotował mieszkanie. Jego miłość i jego świadectwo przyjmują, podejmują ludzie ubodzy, czyści i posłuszni. Przez nich prześwieca niebo, tak jak przez Jezusa przeświecał Ojciec („Kto mnie widzi, widzi Ojca; kto mnie przyjmuje, przyjmuje tego, który mnie posłał”). Tacy ludzie są jakby szczelinami w grubym murze doczesności, przez nich pada na naszą smutną ziemię blask nieba, promyk nadziei. W świecie pełnym żądzy posiadania, używania, dominacji, okrucieństwa i pychy (a taki jest nasz świat) ludzie ubodzy czyści i posłuszni Bogu są jakby wierzchołkami gór sterczących ponad brudne fale deprawacji i zagubienia w materii i w samolubstwie. To przez nich nasz świat wyciąga ręce do Boga, woła o ratunek, wydaje się Bogu, otwierając się na przyjęcie miłości Bożej objawionej nam w Jezusie Chrystusie, który jest jedyną droga do Ojca, drogą wąską, stromą, droga ubóstwa, czystości i posłuszeństwa.
Ale tym samym należy z naciskiem podkreślić, że życie według rad ewangelicznych nie jest negacją świata, ale przeciwnie najgłębszą i najprawdziwszą, najrzetelniejszą miłością tego, co jest najgłębszą prawdą świata: że jest cały Boży, stworzony z miłości i powołany do miłości, by przemieniony stał się nowym światem, nową ziemią. Stworzony i odkupiony, z obu tych tytułów nasz świat jest Boży. To jest najprawdziwsza, najchlubniejsza i najradośniejsza jego prawda. Taki jest. Taki jest do przyjęcia, do afirmacji i do kochania. Tak Go przyjął Syn Boży, umierając za jego ocalenie w ogołoceniu, w czystości i w całkowitym posłuszeństwie zbawczej woli Ojca, który tak bardzo umiłował ten świat – owoc swojej ojcowskiej miłości. Przez krzyż i zmartwychwstanie Jezus Chrystus pociągnął cały świat w górę, aby go oddać pod stopy Ojca tak, by Bóg był wszystkim we wszystkim, a na końcu przezwyciężony był ostatni wróg – śmierć i nastało życie w Niebie. Jezus Chrystus nie jest NIE, negacją świata, ale jako jego Stwórca i zbawca jest wielkim TAK, afirmacją zbawczą świata, wyzwoleniem z marności i upodlenia trzech pożądliwości, wyzwoleniem przez ubóstwo, czystość i posłuszeństwo. Wiara w Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego, nadzieja w Nim pokładana, miłość naśladująca Go w Jego miłości ubogiej, czystej i posłusznej rodzi w nas nie tylko miłość do Boga i nadzieję nieba, ale i miłość do świata, to, co św. Franciszek nazwał braterstwem względem całego stworzenia /K. Rahner, „Weltfreudigheit”?. Śluby zakonne lub postawy ubóstwa, czystości i posłuszeństwa są przeniknięte duchem apostolstwa, są udziałem w misji zbawczej Syna Bożego, dążąc do wyzwolenia świata od marności i do jego ocalenia przez zanurzenie go w miłości Bożej objawionej w Synu Bożym ukrzyżowanym i zmartwychwstałym. Mówiąc misterium paschalnym a nie mówić o ubóstwie, czystości i posłuszeństwie, to mówić o płucach, nie wspominając o powietrzu … To mówić o Jezusie zwycięskim przez zmartwychwstanie, nie mówiąc nic o Jezusie wyniszczającym się /kenozis/ dla tego zwycięstwa /por. Łk 24,26/.
- Ubóstwo jest afirmacją świata
Ubogi tak mówi do świata: By dojść do pełni, do doskonałości, trzeba być więcej niż bogatym, trzeba być ubogim. Człowiek musi zabiegać o dobra doczesne dla utrzymania siebie i swoich bliskich, ale nie może związać swego serca z bogactwem. Mienie, posiadanie nie może się stać dla niego skarbem najdroższym. Musi być wolny od przemożnego nacisku materii przez ubóstwo duchowe, przez brak przywiązania. – Jak trudno zbawić się bogatemu – przestrzega Jezus ubogi. Traktowanie świata w duchu bogactwa i chciwości jest poniżaniem świata, podbijaniem go w niewolę, odbieraniem mu godności daru Bożego, pogardliwym redukowaniem go jedynie do rzeczowości wyzutej z funkcji znaku /res et signa/. Dla bogacza świat staje się płaski na miarę jego własnej płaskości; nie ma w nim nic z krzaku gorejącego, nic ze świętej góry Synaj. Spojrzenie na świat okiem kupca, zdobywcy, bankiera, buchaltera, nie ma w sobie nic z bezinteresownej postawy artysty i kontemplatyka.
Bóg dał ludziom świat, aby go używali zgodnie z wolą Stwórcy dla życia godnego w miłości, dla służby Bogu i ludziom. Sąd nad nami będzie sądem z miłości, jaką okazaliśmy Jezusowi w bliźnich przy pomocy dóbr tego świata, przy pomocy chleba, wody, odzieży, lekarstw, pieniędzy … /por. Mt 25/. Bo świat i jego dobra jako dary miłości Bożej mają służyć miłości. I wtedy świat ocalony jest od marności, bo wchodząc w dobre czyny dzieci Bożych idzie za nim i przed sąd Boga: opera enim illorum sequuntur illos /Ap 14,13/ … et gloria Dei plenum est opus eius /Syr 42,16/. Tak właśnie Jezus, Syn Boży ubogi, afirmował świat: słońce, obłoki, deszcze, wiatry, wodę, chleb, kwiaty, ptaki, swoje własne ciało i krew. Wszystko było dian darem Boga dla ludzi i darem ludzi oddanym Bogu, aż do daru z ciała i krwi. Natomiast człowiek skrępowany żądzą bogactwa, nie wyzwolony przez ducha ubóstwa, związany sercem z przemijalnością rzeczy znikomych i pokładający w nich nadzieję jest w gruncie rzeczy bez nadziei, bez przyszłości, bez nieba. Postęp ludzkości tak kulturalny /sztuka i nauka/ jak i duchowo-religijny /świętość/ dokonuje się przez ludzi, którzy nie ulegli bałwochwalstwu chciwości i dlatego są zdolni dźwigać świat wyżej w rejony ducha. Trzeba zatem ludziom światowym udowodnić – jak Jezus, jak św. Franciszek z Asyżu, że świat może być prawdziwie kochany tylko w duchu ubóstwa. Konkwistadorzy nie byli w stanie tego udowodnić. Oni podbijali świat, zamiast go w miłości wyzwalać. I dlatego tak bardzo zniszczyli świat, całe narody i kultury … Tylko ubodzy duchem mogą szukać Boga we wszystkim, także i w świecie, w jego wartościach doczesnych. Nikt tak nie miłował świata, jak Ten, który za niego umarł w ogołoceniu. Hoc sentite in vobis quod et in Christe Jezu, napomina nas św. Paweł /Flp 2,5/. Miejmy w sobie tę samą miłość do świata, jaka objawia się w Jezusie ubogim. Jeżeli ludzie światowi twierdzą, że miłują świat, to my możemy powiedzieć: Plus et ego! A ja jeszcze więcej! Jesteśmy ubodzy nie z braku sił do walki o byt i dobra doczesne, i nie dla osobistej tylko nagrody w niebie, ale przede wszystkim dlatego, żeśmy świat umiłowali miłością Bożą, Chrystusową, że objawiła się w nas miłość Syna Bożego do świata, że jesteśmy narzędziami Jego Zbawczej miłości. Nie chcemy świata zdobyć dla siebie, chcemy go oddać Bogu, bo Boży jest i tęskni za wyzwoleniem z niewoli marności. Kochamy świat, bo chcemy, by kiedyś był wolny od konkwistadora i lichwiarza. By choć w nas samych był wolny …
- Czystość jest afirmacją życia i miłości
Zakonnik wybiera życie w czystości nie dlatego, że nie ceni miłości, małżeństwa i rodziny, ale dlatego, że właśnie kochając życie chce mu służyć całkowicie, bezinteresownie, bez skrępowania ciasnym kręgiem miłości. Czystość jest aprobatą życia w miłości. Dzięki czystości miłość ludzka wyzwolona z brudu samolubstwa i zaślepienia żądzy może prawdziwie kochać. Człowiek nieczysty, pogrążony w szukaniu siebie i swego użycia, zabija w sobie zdolność miłowania. Nie zdobywa się na miłość. Człowiek czysty panuje nad sobą, nad tyranią popędów, zwłaszcza nad tyranią miłości własnej, nie dla samego panowania, nie dla auto tresury, ale żeby móc w sposób wolny, nieskrępowany i hojny służyć innym w miłości /multum servire ex puro amore/.
Nowy Testament mówi o prostocie serca /Ef 6,5; Kol 3,22/. Serce proste to serce niepodzielne, całe niepodzielne, oddane miłości Boga i tą miłością miłujące ludzi, tak jak Bóg ich kocha w sposób czysty, życzliwy, pomocny, cierpliwy. Człowiek czysty bierze w siebie miłość Serca Jezusowego, które pokochało ludzi w sposób czysty, służąc i dając się im, nie gardząc nikim, nie odrzucając nikogo z zasięgu swej miłości. Taką prostotę serca widzimy u Maryi, oddanej bez reszty miłowaniu Boga i ludzi, służebnicy Pańskiej służącej wszystkim, żyjącej w sposób całkowity i bezwarunkowy dla tego, który jest Bezwarunkowy, Absolutny, a który chciał się stać człowiekiem i wejść w ludzkie uwarunkowania czasu, przestrzeni, historii, narodzin i śmierci. Chrześcijanin, a tym bardziej zakonnik, oddany Bogu w czystej miłości świadczy przed światem o Bogu żywym i miłującym w nim bezinteresownie a pomocnie. Przez tę czystość Bóg objawia się światu, Bóg, którego widzą tylko ci, co mają czyste serce. Przez czystość objawia się niebo, do którego nie wejdą „rozpustnicy, rozwiąźli, masculorum concubitores” /1 Kor 6,9-10/. Chrześcijanin, zakonnik wybiera czystość nie z braku zdolności do kochania, nie z pogardy tego, co ziemskie, ale dlatego, że został pochwycony czystą miłością Jezusa Chrystusa, że ta miłość w nim chce ogarnąć cały świat i wszystkich ludzi, pomagając im w powrocie do Źródła miłości, do Boga. Czystość „propter Regnum Dei” jest aprobatą życia, istnienia, miłości, a zarazem objawieniem życia Bożego i miłości Bożej w naszym świecie; równocześnie jest antycypacja nieba, gdzie oprócz godów Baranka nie będzie żadnych innych godów /Mt 22,30/.
- Posłuszeństwo jest afirmacją wolności
Jezus posłuszny Ojcu aż do krzyża był tak wolny, że miał moc dać życie swoje, i miał moc znów je odzyskać /J 10,18/. Przyszedł pełnić wolę Ojca, ona była mu pokarmem, Jego radością i mocą w Ogrójcu, w obliczu udręki, męki i śmierci. Jezus nie miał nic, co by mógł i chciał woli Bożej przeciwstawić, czym by się mógł przez nią zasłonić, żadnych swoich planów, zamiarów. Był cały wolny, cały nieskrępowany, cały do dyspozycji Ojca … „Serce moje nie pyszni się, Panie. Wprowadziłem ład i pokój do mej duszy” – /przez posłuszeństwo/, mógł powtórzyć za Psalmistą /Ps 130,1-2/. Wydanie się przez posłuszeństwo Bogu, to wydanie się temu, który nas stworzył wolnymi i szanuje nasza wolność. Wola Boża, której się poddajemy, jest wolą naszego istnienia, naszego wyzwolenia od jarzma grzechu, naszego zbawienia. Niebo, ostateczny kres, ku któremu kieruje nas wola Boża, jest „kraina wolności Bożej” przenikającej dzieci Boże. W niebie najpełniej objawi się wolność i chwała dzieci Bożych /Rz 8,21/. W tę krainę wolności wprowadza nas Syn Boży przez swoje posłuszeństwo aż do krzyża, a jego chwała i wywyższenie za cenę tego wyniszczenia stanie się i naszym udziałem, bo On chce, byśmy z Nim współcierpieli i byli z Nim razem i oglądali Jego chwałę. Ale warunkiem jest udział w Jego posłuszeństwie „usque in finem”. Poddanie się woli Boga powołującego do bytu istoty wolne jest świadoma i wolna współpraca z Bogiem stwarzającym i zbawiającym, jest tym samym pomaganiem światu do postępu ku Bogu, ku niebu. Jest to odpowiedź na Bożą prośbę: „Synu, daj mi twe serce” /Ps 23,26/, czyli daj mi twa wolną nieprzymuszoną miłość, wejdź dobrowolnie w moją zbawczą wolę. Chciej, zgódź się, a ja przyjdę i będę w tobie mieszkał. Objawię w tobie moją miłość i wolność, jak objawiłem w Synu moim, który przez posłuszeństwo zasiadł po mojej prawicy w chwale. Zrób mi miejsce w sobie, abym uczynił w tobie niebo …
Każdy chrześcijanin powołany do zbawienia, powołany jest do tego posłuszeństwa, bo tylko z woli Bożej jest nasze zbawienie. Przez ślub posłuszeństwa zakonnik wchodzi głębiej w wole Bożą. Jest tak spragniony woli Bożej, że nawet w szczegółach dnia powszedniego chce nią żyć, nie chce niczego czynić samowolnie, poza ramami posłuszeństwa. Dlatego wybiera sobie człowieka za wyraziciela woli Bożej, człowieka, który moc i władzę obwieszczania woli Bożej czerpie ostatecznie z Boga, a bezpośrednio z misji Kościoła. Zakonnik tak bardzo chce oddać się Bogu w posłuszeństwie, że nie waha się zaufać Bogu w jego przedstawicielu i zastępcy, jakim jest przełożony. Na takie zupełne i pokorne oddanie się Bóg odpowiada wiernością w kierowaniu i prowadzeniu człowieka posłusznego, nawet poprzez braki i błędy przełożonego, uzupełniając niedoskonałość swego narzędzia. W ten sposób przez przełożonych i podwładnych w zakonach więcej wyraźnej, woli Bożej wnika w świat, więcej ludzi kocha wolę Bożą i słucha jej dla dobra nie tylko własnego, ale i świata.
Bóg wierny sobie i wierny tym, co mu zaufali, nie odmawia przełożonym swej bliskości, swej łaski i natchnienia, daru rozeznania woli Bożej, by mogli tę wolę objawiać i przez nie prowadzić podwładnych do Boga. Podwładny jest wdzięczny przełożonemu, że przez niego dociera doń wola Boża, a przełożony jest wdzięczny Bogu za cnotę i dar posłuszeństwa w podwładnych. Obaj zaś są narzędziami i świadkami wnikania woli Bożej w nasz świat. A jest to zawsze wola zbawcza, wiodąca do nieba.
Po czym można poznać, że Bóg ze swoją wolą jest bliski światu przez nasze posłuszeństwo? Kiedy rodzi ono radość i wyzwolenie. Wola Boga Ojca jest dobra, niesie pokój, wyzwala, wprowadza w Królestwo umiłowanego Syna. Złe natomiast rozkazywanie i złe słuchanie rodzi gorycz i niewolę. Jezus modlił się do Ojca: Aby byli jedno jako i my /J 17/. Można to zastosować do władzy i posłuszeństwa. Jak wola Ojca była miła Synowi, choć posłała go na krzyż, jak posłuszeństwo Syna było synowskie, płynące z miłości, tak samo winno być w relacji: przełożony – podwładny, bo jeden uczestniczy we władzy i woli Boga Ojca, drugi w posłuszeństwie Syna. Zakonnik jako świadek nieba słucha woli Boga, objawionej mu przez pośrednictwo przełożonego nie dlatego, że go nie stać na samostanowienie, że wolność jest dlań zbyt wielkim ciężarem, ale dlatego, że chce iść za Tym, którego ponad wszystko umiłował, że wola umiłowanego Boga stała się Jego wolą. „Ojcze, jesteś dla mnie wszystkim, a twoja wola naszego zbawienia jest dla mnie więcej niż skarbem, jest dla mnie pokarmem na co dzień!”. Posłuszeństwo Jezusa i Maryi – całe ubogie i czyste – sprowadziło Boga na świat, pojednało świat z Bogiem, i aż do skończenia świata jest dla nas drogą do Boga. Nie ma innej drogi.
Zakończenie:
Świadkowie nieba przez ubóstwo, czystość i posłuszeństwo żyją w atmosferze „naładowanej” Bogiem i przekazują ją światu. W nich i przez nich „zagęszcza się” obecność Boga i jego zbawczej woli w naszym świecie. W tej atmosferze jak w chmurze na Synaju, jak w obłoku nad arką przymierza kryje się moc Boża ku zbawieniu świata. Równocześnie ci ludzie ubodzy, czyści i posłuszni nie są dalecy od świata, bo wybrano ich, aby byli solidarni ze światem, aby wnosili weń Boga, Jego miłość i Jego wolę. Świat potrzebuje ich świadectwa o swym ostatecznym przeznaczeniu – o niebie. Ci ludzie torują światu drogę do nieba. Ich miłość uboga, czysta i posłuszna jest światu potrzebna jako nieustanna świadectwo o niebie.
Ubóstwo, czystość i posłuszeństwo – czy to jako ślub, czy jako postawa – niesie z sobą jasność, czystość, przejrzystość, odbijając w sobie jak czyste zwierciadło miłość Trójcy Św., objawionej ludzkości w Synu Bożym ubogim, czystym i posłusznym. Z tych rad ewangelicznych promieniuje szlachetność i wzniosłość, subtelność całego sposobu myślenia, oceniania i odczuwania, tak przeciwna gruboskórności i przyziemności ludzi omotanych pożądliwością oczu, ciała i pychą żywota. Z rad ewangelicznych promieniuje dobroć, miłosierdzie i nadzieja jako lek przeciw złości, okrucieństwu i rozpaczy. Zakony winny być oazami wzrostu i rozwoju, gdzie człowiek mógłby przy Bogu i w Jego woli rosnąć i owocować. Zakony na mocy rad ewangelicznych mogą i winny być naocznym dowodem, że człowiek, że świat ludzki może być bezwzględnie afirmowany, przyjmowany ze czcią i miłością i wraz z Chrystusem podwyższonym na krzyżu ciągnięty w ramiona Ojca, który jest „Deus spei”, Bogiem nadziei. „A nadzieja nie zawodzi” /Rz 5,5/.
Archiwum KWPZM