Jasna Góra: Matka Boska Tułaczka

Obraz Matki Bożej Częstochowskiej z Podola, który w latach drugiej wojny światowej towarzyszył w tułaczej drodze Polakom deportowanym na Syberię zostanie dzisiaj tj. 12 września przekazany Jasnej Górze.
Uroczystość rozpocznie się o godz. 20.00 Mszą św. w Kaplicy Matki Bożej. Natomiast podczas Apelu Jasnogórskiego nastąpi przekazanie obrazu, który w przyszłości zostanie na stałe umieszczony w Kaplicy Golgoty Wschodu na Jasnej Górze.

Fundatorem wizerunku był Piotr Jakieła, mieszkaniec Miłowa na Podolu. On również zabrał ze sobą obraz na Syberię i przez całą tułaczą drogę strzegł jak największego skarbu. Obraz odnalazła po 50 latach jego córka – Michalina Walewska, mieszkająca obecnie w USA.

BPJG



Podole, Syberia, Indie, Afryka – obraz Matki Bożej Tułaczy szedł razem z Polakami szlakiem Golgoty Wschodu

Pod Jej spojrzeniem

Maria Gabiniewicz

Tułacze Dzieci 12 września 2011 roku przekażą na Jasną Górę, do kaplicy Golgoty Wschodu, obraz Matki Bożej Częstochowskiej z Podola, który w latach II wojny światowej towarzyszył Polakom deportowanym na Syberię – do archangielskiej tajgi, skąd przez Kazachstan, Uzbekistan, Iran, Indie trafił do polskiego osiedla Bwana M´Kubwa w Afryce.

Spośród wielu tysięcy wywiezionych Polaków jedynie niewielkiej grupie (40 tysiącom cywilów) udało się wyrwać z Sowietów z Armią Andersa do Persji. Teheran stał się bramą, skąd wysyłano nas grupami na różne kontynenty: na Bliski Wschód – do Libanu i Palestyny, do Indii, Afryki, Ameryki Północnej – Meksyku, i Oceanii – Nowej Zelandii.

Wszędzie byliśmy jakby w przelocie do Polski. Każda podróż w warunkach wojennych była ryzykiem. Z Indii – z Karaczi, po 12 dniach rejsu przez zaminowany Ocean Indyjski zawinęliśmy do portu Beira w Mozambiku u wybrzeży Czarnego Lądu. Jak długo tu będziemy? – zastanawiali się dorośli. A my cieszyliśmy się, że czeka nas przygoda spotkania z egzotyką tego kontynentu.

Nie byliśmy tu pierwsi. W Afryce Brytyjskiej, od Kenii, Ugandy, Tanganiki, Rodezji Północnej i Południowej, aż po Kraj Przylądkowy, w 22 osiedlach dla uchodźców przebywali już nasi rodacy (około 18 tysięcy), którzy jak my przeszli przez różne miejsca zesłania w ZSRS.

Nasza codzienność

Przybyłam z mamą i bratem do Bwany M´Kubwy już w marcu 1943 roku. Potem witaliśmy następne grupy. Nasze osiedle liczyło około 1400 mieszkańców. Nazwa Bwana M´Kubwa w narzeczu bemba oznacza "Wielki Pan", a nam kojarzyła się z Sienkiewiczowską powieścią "W pustyni i w puszczy".

Tęsknota za Ojczyzną sprawiła, że troska dorosłych o akcenty polskie w dekoracji osiedla była ogromna. Nie tylko w ogródkach kwitły polskie kwiaty, na maszcie powiewała flaga narodowa, ale przy bramie wjazdowej do osiedla Józef Piller wybudował pomnik Orła Białego. W rodzinnej kronice napisał: "Bwana M´Kubwa (N´Dola, Zambia), wybudowałem pomnik Orła Polskiego razem z ogrodzeniem 12 m x 12 m. Wybudowałem go z własnej inicjatywy, własnym pomysłem i całkowicie własnoręcznie".

Znak Orła pozostał do dziś i woła wśród buszu w sercu Afryki, że tędy szła Polska. Na piersi Orła znajduje się napis: "Boże, zbaw Polskę", wokół godła: "Bóg, Honor, Ojczyzna", na tablicach z boku widnieją zdania w języku polskim i angielskim: "Wygnańcy polscy wielkiej wojny światowej lat 1939-1945 w przejściu ku wolnej Ojczyźnie. Bwana M´Kubwa. N. Rhodesia". To tu w narodowe święta przychodziliśmy z pochodniami w szyku harcerskim. Po zachodzie słońca wszystko było takie tajemnicze. Uśpiony busz niósł echem piosenki harcerskie i pieśni patriotyczne. "O Panie, któryś jest na niebie, wyciągnij sprawiedliwą dłoń…" – wołaliśmy w błagalnym śpiewie. Modlitwa harcerska brzmiała wtedy jak wyznanie wzlatujące pod rozgwieżdżone tropikalne niebo: "Wszak Ciebie i Ojczyznę miłując, chcemy żyć". Na zakończenie splecione dłonie w harcerskim kręgu i melodia: "Idzie noc… Bóg jest tuż…".

Prawdziwy nurt życia w osiedlu wyznaczały dzieciom i młodzieży: szkoła, harcerstwo i duszpasterstwo. Wielu ludzi rozumnych i szlachetnych wspierało nasze mamy w trudzie wychowania, wpajało te wartości, które nasz Naród od pokoleń cenił najbardziej. Życie kulturalne, ogarnięcie nim całej społeczności, miało pomóc ludziom w powrocie do równowagi po bolesnych przeżyciach na zesłaniu. Posiadanie radia w tamtych warunkach było komfortem. Wszyscy przez jedyny głośnik słuchaliśmy wiadomości przekazywanych z Londynu i wspólna była rozpacz, gdy upadło Powstanie Warszawskie. Zrozumieliśmy, że nie mamy dokąd wracać. Czekaliśmy na listy, wieści od bliskich z frontu. Dla jednych były radosne, dla innych z czarną przepaską, zwiastujące stratę ojca, męża, syna, brata…

Najboleśniejsze były po bitwie o Monte Cassino. W trudnych momentach znajdowaliśmy ukojenie i oparcie w modlitwie do Boga i Matki Najświętszej.

Eucharystia pod figowcem

Po naszym przyjeździe do Bwany M´Kubwy troską duchową otoczył nas ojciec Artur Staroborski, franciszkanin. Niezapomniana była pierwsza Msza Święta sprawowana pod rozłożystym figowcem w centrum osiedla. Pod koniec Najświętszej Ofiary runął z drzewa na ołtarz dwumetrowy wąż mamba. Powstał popłoch. Mężczyźni natychmiast chwycili kije i uśmiercili niebezpiecznego węża. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Było to pierwsze silne afrykańskie przeżycie.

Ojciec Artur zamieszkał w domku, który nazywaliśmy "plebanią". Nabożeństwa sprawowane były w maleńkiej kapliczce, a wierni zajmowali miejsca na bambusowych ławkach pod lianami. Trudno było się skupić, zwłaszcza dzieciom, bo w przedziwny sposób to miejsce upodobały sobie małpy; siadały na ławkach lub skakały po drzewach.

Wspólnota widziała konieczność wybudowania kościoła. Prace rozpoczęto na przełomie 1943/1944 roku. Powstał budynek ulepiony przez Murzynów z niewypalonej cegły, pokryty trawą słoniową tak, jak nasze domki.

Wówczas zgłosił się do o. Artura mieszkaniec osiedla, Piotr Jakieła. Przyniósł w zawiniątku zniszczony obraz Matki Bożej Częstochowskiej i opowiedział jego niezwykłą historię.

Tułaczka przez kontynenty

Piotr Jakieła wraz z liczną rodziną mieszkał na Podolu, w osadzie Miłów. Osada powstała na zakupionej w latach dwudziestych XX wieku ziemi i liczyła 22 zagrody. Pracowite życie mieszkańców Miłowa toczyło się spokojnie wśród ukraińskich wiosek. Między Polakami i Rusinami nie było żadnych konfliktów. Polską społeczność jednoczyły żywa wiara w Boga i umiłowanie Ojczyzny. Na krańcach Rzeczypospolitej, jakby na szańcu, trzeba było formować postawę patriotyczną. Kresy wnosiły w dzieje Rzeczypospolitej gorącą miłość do Polski.

Wkrótce w osadzie powstał Dom Ludowy. Piotr Jakieła ufundował dwa obrazy: Serca Pana Jezusa i Matki Bożej Częstochowskiej, które zostały umieszczone na centralnej ścianie. Tutaj osadnicy spotykali się na uroczystościach, a w wieczory majowe, czerwcowe, październikowe gromadzili na nabożeństwach, gdyż najbliższy kościół w miasteczku Chorostków był odległy o cztery kilometry.

Zawierucha wojenna 1939 r. przetoczyła się również przez tę spokojną osadę. Od 17 września grasowały w okolicy bandy, rabowały i niszczyły wszystko. Do niedawna łagodna ludność ukraińska dołączyła do napastników. Trwoga i lęk o życie przepełniały serca Polaków.

Jesienią 1939 r. zostały zrabowane zagrody w Miłowie. Ofiarą padł również Dom Ludowy, a ponieważ napastnicy nie znaleźli oczekiwanego łupu dla siebie, zdewastowali budynek, wyrwali z ozdobnych ram święte obrazy i podarli je na kawałki – wykrzykiwali, że ramy przydadzą się do portretu Stalina.

Zagroda Piotra Jakieły sąsiadowała z Domem Ludowym. Cała rodzina była świadkiem zbezczeszczenia obrazu. Piotr wraz z synami pozbierał rozrzucone i podeptane kawałki, oczyścił je z błota, starannie owinął i przechowywał jak świętą relikwię.

Aż przyszło to, co najstraszniejsze. W nocy 10 lutego 1940 r. wszyscy mieszkańcy Miłowa zostali wywiezieni do archangielskiej tajgi. Był straszny mróz, zima stulecia. Przed każdy dom zajechały sanie. Wtargnęli enkawudziści. Powtarzali niezmiennie: "Sobirajties s wieszczami". W pośpiechu zgarniano niezbędne rzeczy. Piotr Jakieła zabrał na tułaczkę największy skarb – zawiniątko zawierające strzępy obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Zniszczony wizerunek przemierzał bezkresne, zaśnieżone przestrzenie w zaryglowanym, towarowym wagonie wśród stłoczonych, sponiewieranych polskich rodzin: osób starszych, mężczyzn, kobiet, dzieci i niemowląt. Matka Boża Częstochowska w swoim poszarpanym obrazie przez cały czas na wygnaniu była świadkiem bólu, męki, cierpień i wznoszonych modlitw.

Nastąpiła tzw. amnestia, po zawarciu układu Sikorski – Majski w lipcu 1941 r. Polacy zwolnieni z łagrów i zsyłek spływali strumieniami do południowych republik ZSRS, tam, gdzie gen. Władysław Anders tworzył polską armię. Piotr Jakieła wyruszył również na południe. W drodze utracił żonę Barbarę i najmłodszego synka. Umarli z wycieńczenia i chorób. Trzej synowie wstąpili do polskiego wojska. Piotr został z córką Michaliną. Tułając się z miejsca na miejsce, pieczołowicie strzegł swego skarbu – zawiniątka z obrazem. Uchronił go nawet wtedy, gdy na brzegu Morza Kaspijskiego rosły stosy tobołków porzuconych przez tych szczęśliwców – rodziny wojskowych, którym udało się wyrwać z Sowietów statkiem z Krasnowodska do perskiego portu w Pahlevi.

Piotr Jakieła z córką z Teheranu przez Indie trafił do Afryki, do naszego osiedla Bwana M´Kubwa (w Rodezji Północnej) w 1944 r., wraz z nim przybyła Matka Boża Częstochowska.

Staraniem właściciela, Piotra Jakieły, i o. Artura Staroborskiego obraz został odrestaurowany, sklejony, uzupełniony o brakujące części oraz ozdobiony przez Romana Czarnego, artystę malarza. Następnie został oprawiony w ramy z afrykańskiego drewna. Wszyscy byliśmy zaangażowani w przygotowanie uroczystości: dorośli, młodzież szkolna, harcerze i zuchy.

Poświęcenia kościoła i obrazu dokonał administrator apostolski ks. bp Franciszek? Mazzieri z N´Doli. W procesji wokół kościoła dzieci niosły naręcza kwiatów. Piotr Jakieła dźwigał odnowiony, przystrojony kwiatami i kolorowymi ozdobami obraz. Był bardzo wzruszony. Łzy szczęścia spływały mu po twarzy, że uratowany wizerunek Matki Bożej z Podola znalazł właściwe miejsce i będzie odbierać należną cześć. Od pamiętnego dnia poświęcenia kościoła Matka Boża królowała w głównym ołtarzu. Pod Jej spojrzeniem dorastaliśmy. Ona słuchała cierpliwie dziecięcych zwierzeń o naszych porażkach i sukcesach. A dorośli błagali za przyczyną naszej Królowej: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie…".

Wdzięczni za ocalenie

Po zakończeniu wojny rozpoczęła się stopniowa likwidacja osiedli polskich na terenie Afryki – Bwana M´Kubwa w połowie 1948 roku również przestało istnieć.

Piotr Jakieła już tego momentu nie doczekał. Zmarł 3 lutego 1947 roku i spoczął na cmentarzu w Bwanie M´Kubwie. Pod koniec 1947 r. jego córka Michalina opuściła Afrykę. Wyjechała do starszego rodzeństwa do Anglii. Pragnęła zabrać ze sobą obraz Matki Bożej. Zostawiła go na prośbę o. Artura, aż do czasu, gdy ostatnia grupa Polaków opuści Bwanę M´Kubwę. Ojciec Artur zapewnił, że zaopiekuje się obrazem i przekaże go do pobliskiej misji. Gdy opuścił Zambię, obraz umieszczony został w zakrystii kościoła Ojców Franciszkanów w N´Doli (12 km od Bwany M´Kubwy).

Jednak myśl o świętym wizerunku nie opuszczała Michaliny Walewskiej, córki Piotra Jakieły. Mieszkając z rodziną w Stanach Zjednoczonych, po 50 latach odnalazła rodzinną "relikwię", otrzymała z N´Doli od Ojców Franciszkanów fotografię Matki Bożej i rozesłała ją dawnym mieszkańcom Miłowa, obecnie rozproszonym po całym świecie: do Anglii, Kanady, Ameryki, Australii – na Tasmanię, do Polski, nawet do Rosji, na daleką Syberię.

W 1998 r., wędrując śladami moich afrykańskich dróg przez Zimbabwe i Zambię, odnalazłam w N´Doli obraz Matki Bożej. Był to ten sam obraz z Bwany M´Kubwy, lecz bardzo zniszczony. Zatopiłam się w spojrzeniu Maryi. Ogarnęła mnie fala wspomnień. Gdy podniosłam się z klęczek, zobaczyłam, że wszyscy obecni również klęczeli. A potem na cmentarzu w Bwanie modliłam się za śp. Piotra Jakiełę, a na jego grobie zostawiłam kwiaty.

25 kwietnia 2009 roku obraz był obecny na uroczystej Mszy Świętej przy pomniku Orła Białego w Bwanie M´Kubwie. Maria Rosalia Ogonowska-Wiśniewska, konsul honorowy RP w Zambii, wręczyła naszej koleżance Halinie Ravensdale przyznany przez prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego Złoty Krzyż Zasługi za troskę o ten pomnik.

Oglądając relację filmową z uroczystości, dostrzegliśmy, że obraz niszczeje. Dowiedzieliśmy się również, że nie ma on żadnego przeznaczenia. Dlatego jako Tułacze Dzieci z Bwany M´Kubwy skierowaliśmy prośbę do pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego, aby spowodował powrót obrazu z Afryki do Polski. I tak się stało. Obraz przywiozła do Polski z Zambii pani konsul Maria Rosalia Ogonowska-Wiśniewska 21 września 2010 roku.

Został on poddany gruntownej renowacji, której dokonały osoby niezwykle doświadczone w dziedzinie konserwacji zabytków, zostawiając nienaruszone afrykańskie ozdoby i ramy: mgr Magdalena Abramowska i mgr Marzena Chyrczakowska.

Dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że obraz powrócił do Polski i zostanie przyjęty do jasnogórskiego sanktuarium – do kaplicy Golgoty Wschodu, z opisem jego dramatycznych losów. Pragniemy, aby ten dar był znakiem wdzięczności za nasze ocalenie z doświadczeń wojennych – Matce i Królowej Polski, która wiernie towarzyszyła w tym wizerunku na całym naszym tułaczym szlaku.

artykuł w: „Nasz Dziennik”, 10-11 września 2011, nr 211 (4142), s. 22-23



12 września – w liturgii Kościoła rzymskokatolickiego dziś przypada wspomnienie IMIENIA MARYI

O imieniu Matki Bożej dowiadujemy się z Ewangelii św. Łukasza w jego relacji o zwiastowaniu: „Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja” (Łk 1,26-27). Św. Łukasz to imię wymienia jeszcze kilka razy w swojej Ewangelii. Również imię Matki Bożej podaje św. Mateusz w Ewangelii przez siebie napisanej. Etymologia imienia „Maryja” nie jest do końca rozpoznana. Powszechnie tłumaczy się znaczenie imienia Maryja jako Pani. Tak już uważał św. Hieronim, gdy pisał: „Wiedzieć należy, że Maryja w języki syryjskim znaczy Pani” (J. Drozd, Maryja w roku kościelnym, Warszawa, Kraków 1990). Piękną refleksję związaną z imieniem Matki Bożej znajdujemy w książce Życie Maryi Matki Bożej A. Nicolas, E. Dąbrowskiego:

„Cokolwiek by jednak powiedzieli filologowie, imię Maryja od czasu, gdy je nadano dziecięciu Joachima i Anny, wywołuje i będzie zawsze wywoływało wrażenie niezwykłe – to imię tak słodkie, czyste, wdzięczne i święte; imię najbardziej rozpowszechnione, a zarazem najbardziej pospolite; imię, co choć nadane tym, którzy je noszą, nigdy do nich nie przywiera, nigdy do nich właściwie nie należy, tak dalece jest ono wyłączną własnością Matki Chrystusa” (Warszawa 1954, s. 77). Trzeba wspomnieć, że imię Maryja cieszyło się w Polsce niezwykłą czcią. Już ks. Jan Długosz pisał o niestosowności nadawania dziewczynkom przy chrzcie imienia Matki Bożej. Również to podkreślano podczas reformacji, w wyniku której odrzucono kult Maryi i świętych. Stąd też w Polsce ze względu na cześć Matki Bożej nadawano dziewczynkom imię pochodne od imienia Maryi – Marianna. Było to jeszcze aktualne w niektórych parafiach do połowy ubiegłego stulecia. Tradycja ta jednak została przezwyciężona i dziewczynkom nadawano imię Maryja, a chłopcom – Marian. Wierzono bowiem, że w ten sposób przez nadanie tego świętego imienia uczci się Matkę Bożą i zyska się Jej przemożną opiekę.

Po raz pierwszy w liturgii zaczęto czcić imię Maryi w Hiszpanii, w diecezji Cienca, która otrzymała pozwolenie Stolicy Apostolskiej w roku 1513 na obchód święta poświęconego Imieniu Matki Zbawiciela. Największą jednak popularność miało to święto w Polsce, Austrii i Niemczech. Wiązało się to z wielkim wydarzeniem historycznym, mianowicie zwycięstwem króla polskiego Jana III Sobieskiego nad Turkami pod Wiedniem w 1683 r. Król Jan Sobieski był wielkim czcicielem Maryi. W drodze na odsiecz wiedeńską zatrzymał się na modlitwę w sanktuarium Maryjnym w Piekarach Śląskich. W dniu Narodzenia Maryi wojska polskie przybyły pod Wiedeń. 12 września król wraz z wojskiem polskim był na Mszy na Kahlenbergu, służył do Mszy, przyjął Komunię świętą i na chorągwiach rycerskich polecił wypisać imię Maryja. Z takim też okrzykiem wojska polskie ruszyły do bitwy z Turkami. Po zwycięskiej bitwie król napisał do papieża Innocentego XI: „Przyszliśmy, zobaczyliśmy. Bóg zwyciężył”. Innocenty XI, wdzięczny Bogu za zwycięstwo wiedeńskie przez przyczynę Matki Bożej, ogłosił dzień 12 września świętem Imienia Maryi w całym Kościele dla uczczenia zwycięskiej bitwy chrześcijan nad wyznawcami islamu. Początkowo święto to obchodzono w niedzielę po Narodzeniu Matki Bożej, papież Pius X w roku 1911 przeniósł je na 12 września. Obecnie (od 1960 r.) obchód Najświętszego Imienia Maryi ma rangę tylko wspomnienia dowolnego. W Archidiecezji Białostockiej dzień 12 września jest uroczystością tytułu kościoła w dwóch świątyniach: w kościele pomocniczym w Białymstoku – Starosielcach oraz w Zawykach (kaplica należąca do parafii Suraż).

Teksty liturgiczne pomagają nam uczcić, ale też i zrozumieć znaczenie imienia Matki Bożej. W kolekcie mszalnej wspominamy, że pod krzyżem Chrystus dał nam za Matkę Najświętszą Maryję Pannę, swoją Matkę. Prosimy, abyśmy ubiegając się pod Jej obronę i wzywając Jej imienia „nabrali otuchy”. Modlitwa nad darami przypomina nam, że we Mszy składamy Ofiarę uwielbienia i oddajemy cześć Matce Bożej. Wypowiadamy tu prośbę, aby przez udział nasz w zbawczej Ofierze wzrastała w nas łaska wiecznego odkupienia. W modlitwie po Komunii pokornie błagamy Boga, abyśmy za wstawiennictwem Matki Bożej „okazali stałość w wierze i wytrwałość w pełnieniu dobrych uczynków”. Liturgia Godzin (t. IV, s. 1145 – 1147) zawiera piękne hymny Maryjne na Godzinę Czytań, Jutrznię i Nieszpory.

Niech dzień 12 września da nam możliwość podziękowania za zwycięstwo nad Wiedniem i uratowanie chrześcijaństwa przed nawałą turecką. Przez wstawiennictwo Matki Bożej polecajmy także Bogu sprawy naszej Ojczyzny słowami hymnu z Godziny Czytań módlmy się również za nas:

„Ty jesteś Pani, piękną doliną,
Która rozkwita liliami cnoty;
W Tobie jest źródło wszelkiego dobra,
Przyjdź więc z pomocą ludziom znękanym.
O Maryjo!
A wiarę wzmocnił”.

Ks. Stanisław Hołodok

opr. ab/ab

Za: Biuro Prasowe Jasnej Góry.