Każda ma własną historię powołania. Żyją różnymi charyzmatami, pracują w odmiennych miejscach. Siostry zakonne to skarb Kościoła.
Anegdota mówi, że nawet św. Piotrowi trudno policzyć wszystkie zgromadzenia zakonne w kościele katolickim. To bynajmniej nie powód do zmartwienia, a przeciwnie do dumy. Bogactwo charyzmatów pokazuje, na jak wiele sposobów Pan Bóg działa w świecie. Jednym ze zgromadzeń jest Zgromadzenie Sióstr Rodziny Betańskiej obecne w wielu miejscach nie tylko w Polsce. W naszej diecezji siostry betanki można spotkać m.in. w Lublinie, Świdniku, czy Kazimierzu Dolnym.
Krok za krokiem w wierze
S. Salezja to rodowita Warszawianka. Jej zakonne imię pochodzi od św. Franciszka Salezego – człowieka pełnego ufności w wierze i radości. – Bardzo lubię swoje imię. Wiem, że jest niespotykane, ale w zgromadzeniu każda z nas może przybrać nowe imię. Jako młode siostry piszemy trzy propozycje imion na kartkach i przełożeni spośród nich wybierają to, którego będziemy używać w życiu zakonnym. W ten sposób z Jadwigi zostałam Salezją i bardzo się cieszę – mówi siostra.
Swoje powołanie zaczęła odkrywać jako młoda dziewczyna w szkole podstawowej. – W mojej parafii św. Kazimierza w Warszawie był zwyczaj, że dziewczęta tworzyły tzw. biel, czyli nosiły szarfy, poduszki sztandary, sypały kwiatki w Procesjach Eucharystycznych. Pamiętam, że w jednym z kościołów warszawskich było spotkanie tych wszystkich dziewcząt i składałyśmy ślubowanie, że będziemy się dobrze uczyć, słuchać rodziców, będziemy miłe, koleżeńskie i dobre. Do dziś pamiętam, że pomyślałam wtedy „Boże, co ja zrobiłam”. Uczyłam się średnio, nie zawsze słuchałam mamy i nie zawsze byłam grzeczna. Poczułam jednak radość ale i odpowiedzialność za złożoną obietnicę – wspomina s. Salezja.
Boża nauczycielka
Potem był czas, że uczyła swojego młodszego brata, Tomasza, który przygotowywał się do Pierwszej Komunii świętej, podstawowych modlitw z katechizmu. On ciągle się mylił i musieli powtarzać. – Wtedy pomyślałam sobie, że chciałabym tak o Bogu uczyć wszystkie dzieci, żeby mogły się dowiedzieć o Nim, o Jego dobroci i miłości. Nie wiedziałam, że można studiować teologię czy uczyć się o Panu Bogu gdzieś w szkole. Wtedy przyszła myśl, że w zakonie to chyba nauczą mnie więcej o Jezusie, wierze, kościele. To było pierwsze pragnienie – wspomina s. Salezja.
Od tego czasu widząc jakieś siostry na ulicy była przekonana, że kiedyś będzie taka jak one. Idąc w procesji Bożego Ciała, przyglądała się zakonnicom, czy mają ładny strój i czy są młode powołania – Tak wtedy myślałam, że chciałabym mieć ładny habit i być w młodej wspólnocie. W mojej rodzinnej parafii są siostry betanki. One właśnie pociągnęły mnie swoją prostotą, gościnnością i serdecznością. Miałam kontakt też z innymi zgromadzeniami, ale gdy zdałam maturę podjęłam decyzję, że wstąpię do sióstr betanek – wspomina s. Salezja.
Nie chodziło tylko o to, że siostry rzeczywiście ładnie się prezentowały, ale przede wszystkim młodą Jadwigę pociągnął charyzmat zgromadzenia. – Choć bardzo chciałam służyć Jezusowi w zakonie, to nie widziałam się jako siostra pracująca np. w szpitalu, czy tylko w edukacji. Całe życie w jednym miejscu wydawało mi się bardzo trudne. Chciałam być w duszpasterstwie czyli w różnych miejscach, gdzie są ludzie. Nasze siostry były wszędzie: w katechezie, w parafii, wśród dzieci, rodzin. Robiły tak wiele różnych rzeczy i ja tak chciałam – mówi s. Salezja.
Po wielu latach życia w Zgromadzeniu coraz bardziej uświadamiam sobie jak pięknym darem – Bóg obdarzył mnie łaską, powołując na swoją służbę, i czyniąc Swoją Oblubienicą przez złożenie ślubów zakonnych. Podobnie jak Maria z Betanii mogę każdego dnia adorować Jezusa Eucharystycznego, słuchać Jego słów zawartych w Piśmie św.
Każdego dnia jestem Mu wdzięczna za ten dar. Nieraz podczas modlitwy mówię: nie starczy mi wieczności, by Ci podziękować Panie, że mnie słabą, upadającą tak bardzo umiłowałeś i obdarzyłeś łaską powołania. Życie zakonne nie jest łatwe, ale jest piękne – mówi s. Salezja.
Będę zakonnicą
S. Emmanuela zapamiętała jak szła jako mała dziewczynka z mamą ulicą i zobaczyła siostrę zakonną. Zapytała wówczas, kto to jest. Mama jej wyjaśniła, że to ktoś, kto służy Panu Bogu. – Kiedy to usłyszałam przypomniała mi się moja babcia, która opowiadała mi różne legendy, z których wynikało, że Pan Bóg to taka wartość najważniejsza na świecie i w życiu człowieka. Kiedy to skojarzyłam pomyślałam, że ja bym też tak chciała, być blisko tego kogoś najważniejszego. Kiedy nauczycielka zapytała dzieci z mojej grupy przedszkolnej, kim chcemy być jak dorośniemy, jedna dziewczynka odpowiedziała, że siostrą zakonną. Ja wtedy się oburzyłam i powiedziałam, że to ja będę zakonnicą, a nie ona. Od tamtego momentu to pragnienie było we mnie obecne – opowiada s. Emmanuela.
Pewność w sercu
Kiedy przyszedł czas Pierwszej Komunii Świętej, miała w swoim sercu pewność, że zostanie siostrą zakonną, chociaż z żadnymi siostrami nie miała do czynienia. W szkole średniej zaczęła się zastanawiać nie czy rzeczywiście tego chce, ale do jakiego zgromadzenia Bóg ją powołuje. – Zbierałam ulotki dotyczące różnych zgromadzeń, ale betanek tam nie było. Całkiem przypadkiem mój tato przyniósł do domu jakieś katolickie czasopismo, w którym był adres sióstr betanek. To była informacja o zgromadzeniu, które żyje regułą franciszkańską, a św. Franciszek był mi bardzo bliski. Sama nazwa betanki bardzo mi się spodobała. Od razu skojarzyłam z Betanią, z przyjaciółmi Jezusa, Marią, Martą i Łazarzem z ich domem, gdzie Jezus odpoczywał. To sprawiło, że napisałam do sióstr. Tak zaczęła się nasza korespondencja, która trwała 3 lata, ale nigdy z siostrami się nie spotkałam. W końcu wybrałam się na pielgrzymkę pieszą do Częstochowy, a tam siostry mają swój dom i były planowane rekolekcje dla dziewcząt. Wtedy pierwszy raz spotkałam się na żywo z betankami. Rekolekcje zrobiły na mnie ogromne wrażenie, ale nie miałam pewności, że to jest moje miejsce. Wróciłam do domu i prosiłam, żeby Pan Bóg dał mi jakiś konkretny znak. Któregoś razu po modlitwie otworzyłam Pismo Święte i przeczytałam fragment Ewangelii: „A Jezus wyprowadził ich ku Betanii, podniósłszy ręce, błogosławił im”. Rozpłakałam się wtedy, bo lepszej odpowiedzi nie mogłam otrzymać. Rok później wstąpiłam do zgromadzenia – mówi s. Emmanuela.
Historia zgromadzenia
Jak bardzo księża potrzebują pomocy, zauważył na początku XX w. ks. Józef Małysiak, salwatorianin głoszący rekolekcje w różnych parafiach w Polsce. Odwiedzając plebanie, widział także zwykłą ludzką biedę, kiedy dom pozbawiony kobiecej ręki popadał w ruinę. Sam ksiądz nie dawał często rady zająć się w parafii dziećmi, chorymi, sprawami gospodarskimi i sprawowaniem sakramentów.
– Widząc powtarzające się sytuacje, nasz założyciel zaczął myśleć o założeniu zgromadzenia, które w swoim charyzmacie miałoby pomóc kapłanom. Idea była szczytna, ale bardzo nowatorska, jak na czasy międzywojenne. Kobiety zaangażowane w pomoc duszpasterską nie mieściły się w głowie nie tylko wielu księżom, ale i dużej części społeczeństwa. Zakonnice kojarzone były z zamknięciem w klasztorze albo pracą w szpitalach i sierocińcach – opowiadają siostry ze Zgromadzenia Sióstr Rodziny Betańskiej.
Boże działanie
Czas jednak pokazał, że pomysł ks. Małysiaka nie był jego fanaberią, ale Bożym planem. Podczas rekolekcji, które głosił dla panien, wspomniał o potrzebie pomocy kapłanom. Wówczas zgłosiła się do niego Irena Parasiewicz, katechetka z Zakopanego, która oddała się do dyspozycji tego dzieła. To ona stała się współzałożycielką nowego zgromadzenia. Szybko zaczęły do niej dołączać inne kobiety, które w służbie kapłanom i pomocy w ich duszpasterskiej pracy odnajdowały swoje powołanie.
– W Wielki Czwartek 1930 roku kard. August Hlond zatwierdził nowe zgromadzenie, które od spotkania Jezusa z siostrami Marią i Martą przyjęło nazwę Sióstr Rodziny Betańskiej – opowiadają siostry.
Dla tych, którzy odczytują w sercu głos powołania siostry mają prostą receptę: „Młody przyjacielu! Nie myśl, że życie konsekrowane jest czymś nudnym, bezbarwnym, niedzisiejszym, przeznaczonym dla tych, którzy nie są w stanie poradzić sobie w życiu. Nie ulegaj przewrotnej mentalności świata, według której sensem życia jest bogactwo i przyjemność. Jeśli słyszysz głos Mistrza, który Cię wzywa – odpowiedz hojnie i wielkodusznie, z radością i entuzjazmem. Życie konsekrowane jest piękną przygodą, której bohaterem jest On sam, Jezus Chrystus, Twój Zbawiciel. Tylko z Nim życie może być naprawdę spełnione”.