Ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz od samego początku darzył Radio Maryja wielką życzliwością. Cały czas był tym, który to Radio wspierał. Spotykaliśmy się wiele razy. Był biskupem, ojcem, bratem, przyjacielem. Stawał w obronie Radia Maryja. To była dla nas niezwykle cenna pomoc, zwłaszcza w tych chwilach najtrudniejszych – mówił o. dr Tadeusz Rydzyk CSsR, dyrektor Radia Maryja, w rozmowie z dziennikarzem „Naszego Dziennika”.
Małgorzata Bochenek: Ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz odważnie bronił katolickich mediów: Radia Maryja i Telewizji Trwam. W jakich okolicznościach miało miejsce pierwsze spotkanie Ojca z ks. bp. Antonim Pacyfikiem Dydyczem?
O. dr Tadeusz Rydzyk CSsR: Poznałem go niedługo po tym, jak otrzymał sakrę biskupią. Spotkaliśmy się w Duszpasterskim Ośrodku dla Pielgrzymów Polskich „Corda Cordi” w Rzymie u o. Konrada Hejmy.
Od samego początku darzył Radio Maryja wielką życzliwością. Cały czas był tym, który to Radio wspierał. Spotykaliśmy się wiele razy. Był biskupem, ojcem, bratem, przyjacielem. Stawał w obronie Radia Maryja. To była dla nas niezwykle cenna pomoc, zwłaszcza w tych chwilach najtrudniejszych.
Kochał Pana Boga, Kościół, Ojczyznę. Tej jego ojcowskiej i braterskiej miłości doświadczały nieustannie Radio Maryja i Telewizja Trwam. Stał się naszym wielkim sprzymierzeńcem, stawał w obronie Radia Maryja zawsze. Bo przecież chwile trudne były od początku i są nadal.
Nie wszyscy mieli dobre i prawdziwe informacje o Radiu Maryja, przez co też nie byli nam przychylni. A on zawsze stawał odważnie w prawdzie, broniąc tej katolickiej rozgłośni. Przy tym był doskonałym dyplomatą, wyjaśniał rolę i misję Radia Maryja.
Wielką życzliwością darzył też całą Rodzinę Radia Maryja…
Tak. Głosił często katechezy w Radiu. Dopóki tylko mógł, uczestniczył w naszych dorocznych pielgrzymkach na Jasnej Górze, nieraz im przewodnicząc. Nawet wtedy, gdy nie mógł przybyć fizycznie, łączył się z nami duchowo, poprzez transmisję. Dlatego można stwierdzić, że zawsze z nami był, wspierał też swoją modlitwą.
Rozpoczęcie działalności Telewizji Trwam związane jest właśnie z Drohiczynem.
Zainaugurowaliśmy działalność Telewizji Trwam 10 czerwca 2003 r. właśnie w Drohiczynie. Pierwszą uroczystością, jaką transmitowaliśmy w Telewizji Trwam, było 750-lecie Zjazdu Drohiczyńskiego. Poświęcony został też wówczas pierwszy wóz transmisyjny Telewizji Trwam.
Czy to, że ks. bp Dydycz zmarł w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, niesie ze sobą jakieś szczególne przesłanie?
Wymowne jest to, że ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz odszedł w niedzielę, w święto Podwyższenia Krzyża Świętego. W taki dzień zakończył swoją ziemską wędrówkę pasterz znany ze swojego wielkiego patriotyzmu, który upominał się o prawdziwą wolność, która wypływa z krzyża Chrystusa.
Kiedy ostatni raz miał Ojciec możliwość spotkania z ks. bp. Antonim Pacyfikiem Dydyczem?
Bardzo często bywałem w Drohiczynie. Odbywały się tam też ważne spotkania z różnymi ludźmi ważnymi dla Kościoła, Ojczyzny. W Drohiczynie m.in. miały także miejsce dni skupienia dla ojców posługujących w Radiu Maryja i Telewizji Trwam.
Do każdego podchodził z wielką życzliwością. Wiele osób, w tym kapłanów, korzystało z jego gościnności. To był tytan pracy, jeździł do parafii, do szkół.
Bardzo często dzwoniłem do ks. bp. Antoniego Pacyfika Dydycza. Ostatni raz byłem u niego z okazji urodzin, które obchodził 24 sierpnia. Nie mogłem przybyć w ten dzień, dlatego odwiedziłem go kilka dni temu we wrześniu. Nasze spotkanie przebiegało w rodzinnej atmosferze, ale pełnej troski o Kościół i Polskę. Mówiliśmy na tematy dotyczące naszej posługi. Cały czas bardzo żywo interesował się wszystkimi sprawami, choć pogarszał się jego stan zdrowia. Wiem, że był wiernym widzem Telewizji Trwam i słuchaczem Radia Maryja. Pan Bóg zawsze dawał nam ludzi także wśród pasterzy, którzy byli z Radiem Maryja. Jednym z nich był właśnie ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz. I za jego życie dziś wyrażam Panu Bogu wielką wdzięczność. Obdarzony wieloma talentami. Wychowany w religijnej rodzinie rolników na Podlasiu, miał żywą wiarę, którą dzielił się z innymi, a jako pasterz prowadził ludzi do Pana Boga.
Od dłuższego czasu chorował. Trafił do szpitala na OIOM, nie dało się już uratować jego życia, umarł w szpitalu w Siemiatyczach. Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że był dla Radia Maryja i dla mnie osobiście biskupem, ojcem, bratem, przyjacielem. Takim pozostanie w naszych sercach i w modlitewnej pamięci.
Dziękuję za rozmowę.