W czwartą rocznicę rosyjskiej inwazji na pełną skalę, ordynariusz diecezji kijowsko-żytomierskiej, biskup Witalij Krywycki SDB, w rozmowie z ukraińskim portalem katolickim rkc.org dzieli się wspomnieniami z początku wojny na pełną skalę i opowiada, jak zmieniła go ona osobiście. Ordynariusz nakreśla również strategiczne zadania dla tych na tyłach i udziela praktycznych rad, jak lepiej przygotować się do obchodów uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego.
Rkc.org: Czy pamięta Ksiądz Biskup poranek 24 lutego 2022 roku? Skąd Ekscelencja dowiedział się o początku wojny na pełną skalę? Jakie były pierwsze myśli i decyzje?
Bp Witalij Krywycki: Byłem w domu i rano obudziłem się, słysząc pierwsze eksplozje i niepokój. Wtedy zdałem sobie sprawę: jednak wojna się rozpoczęła. Już kilka dni wcześniej wiedzieliśmy, że wojna najprawdopodobniej wybuchnie, ale zawsze mieliśmy nadzieję, że do tego nie dojdzie.
Tego ranka zdałem sobie sprawę, że na pewno nie wrócimy do poprzedniego trybu życia i działania. Zrozumiałem, że otwiera się zupełnie nowy rozdział w naszym życiu i musimy się w nim odnaleźć. Ten dzień był pełen rozeznania: musieliśmy postawić pierwsze kroki, przekazać informacje księżom, powiedzieć im, co robić w razie utraty kontaktu. Nawet wtedy biskup Ołeksandr Jazłowiecki nie mógł wrócić do Kijowa i stało się jasne, że musimy podzielić się obowiązkami: kto będzie w Kijowie, a kto w Żytomierzu, aby zapewnić działalność diecezji.
Wspominając dziś te dni, powiem, że dla mnie były one jak pogrążone w ciemności lub mgle. Wtedy zaczęło się zupełnie nowe życie, ale nawet w tym trudnym czasie staraliśmy się nie tracić kontaktu z Panem i Jego Słowem na modlitwie.
Czyli nie było chaosu?
Chaos próbował wtedy wniknąć w każde serce i powiedziałbym, że to była walka z nim. Problem pojawiłby się, gdyby chaos zapanował nad nami. Czy był w pobliżu? Tak. Wielu znajomych nie wiedziało, co robić. Wielu przedstawicieli władz zniknęło, a dotychczas aktywne telefony i kontakty stały się przeszłością. Pojawili się jednak inni ludzie. Ci, których nawet się nie spodziewaliśmy. Na przykład nasi obrońcy. Trzeba było nawiązać z nimi relacje i zbudować nową rzeczywistość z Panem.
Minęły cztery lata od wybuchu wojny na pełną skalę. Jak te wydarzenia wpłynęły na Księdza Biskupa osobiście – jako biskupa i jako człowieka?
Podobnie jak w przypadku wielu innych księży, wojna zmieniła moje podejście do czytania i głoszenia Słowa Bożego. Wiele fragmentów Pisma Świętego otworzyło się na nowo, stało się bardziej realnych. Odeszliśmy od wygodnego pacyfizmu, który nam towarzyszył wcześniej.
Z drugiej strony pojawiły się wyzwania. Jak często powtarzam: ważne jest, abyśmy sami nie „zachorowali na wojnę”, abyśmy nie zaczęli myśleć jak nasz wróg. Zarówno ja, jak i księża zrozumieliśmy, że nie da się tego zrobić samemu – z pewnością wpadniemy w otchłań. Naszym powołaniem jako duszpasterzy, w tak trudnych czasach jest prowadzenie ludzi, którzy stracili orientację. Podczas wojny dzieje się to szybko, człowiek zdaje się zapadać w stan „ciemnej nocy”. Duchowni są dziś powołani, by prowadzić przez tę noc, mimo że sami mogą być zdezorientowani i muszą szukać światła u Pana. To czas, w którym głosimy to, czego sami doświadczamy.
Wiemy, że na polach bitewnych istnieją strategiczne plany i terytoria, których zachowanie jest niezwykle ważne, ponieważ przebieg wojny od nich zależy. Jakie jest dziś „zadanie strategiczne” dla nas – ludzi na tyłach?
W sensie duchowym – to nasze serce. Nie powinno myśleć kategoriami wojny. Pomimo swojego okrucieństwa, musi być wrażliwe: na Boga, na Jego Słowo, na przejawy Jego woli – ponieważ od tego zależy nasza droga do zbawienia. Wrażliwe na bliską osobę, ponieważ wokół nas jest coraz więcej potrzebujących.
Nasze sumienie jest miejscem strategicznym. Niektórzy uważają, że z powodu trudnej sytuacji wolno nam więcej: złe słowa, czyny czy wybory są nam wybaczane. Jestem przekonany: nasze sumienie potrzebuje jeszcze większego wysubtelnienia, bo w przeciwnym razie grozi nam, że staniemy się jak najeźdźcy i będziemy chcieli odpłacić złem bliskim. Sumienie jest narzędziem oceny własnego serca.
Wiara i nadzieja są również niezwykle ważne. W czasie wojny przestają być teoretyczne, a stają się bardzo praktyczne. Poziom wiary powinien tylko wzrastać. Jeśli ktoś widzi, że wiara i nadzieja słabną – to znaczy, że ktoś inny zajmuje już tę „strategiczną pozycję”.
Nasze wspólnoty są bardzo ważne: wspólnoty parafialne, wspólnoty osób konsekrowanych. Wojna daje wiele powodów, by unikać Kościoła. Proszę was: trzymajcie się wspólnoty, która daje zbawienie. Proszę was również: módlcie się za szafarzy Kościoła – kapłanów, osoby konsekrowane. Oni również mogą popaść w wyczerpanie, depresję lub wypalenie. Wspierajcie ich, abyście pod ich kierownictwem mogli iść naprzód.
Co oznacza dla Ekscelencji okres Wielkiego Postu w obecnych warunkach? Udzielcie rad, jak lepiej przygotować się na Zmartwychwstanie Pańskie.
Kilka lat temu, w czasie pandemii, nauczyliśmy się nie tracić kontaktu z Panem w nowych warunkach. Wiele osób mówiło wtedy, że ich wiara się umocniła, nigdy nie doświadczyło Wielkanocy tak dogłębnie, jak podczas COVID-19, kiedy nawet nie było możliwości swobodnego pójścia do kościoła.
Sytuacja jest podobna dzisiaj. Wiele osób umocniło swoją wiarę lub nawróciło się właśnie w czasie wojny. Dlatego czas Wielkiego Postu to czas łaski. Pan może zmienić naszą wiarę, ale musimy zrobić krok. Zaplanujcie „święty czas” spotkania na modlitwie rodzinnej. Nauczcie tego swoje dzieci: dziś nasza rodzina rozpaczliwie potrzebuje słuchać Słowa Bożego, uklęknąć i modlić się na różańcu. Wprowadźcie to jako pewien porządek dla siebie.
Wielki Post to czas oczyszczenia. W codziennym życiu serce pokrywa się kurzem, a podczas wojny tego pyłu i sadzy jest mnóstwo. Dla dzisiejszych chrześcijan nie jest to już tylko przepis z kalendarza, ale coś absolutnie niezbędnego, by żyć jutro i funkcjonować. Zachęcam wszystkich do poczucia wagi tego zatrzymania się. Niech wypełni on wasz dzień krótkimi chwilami spotkań, które uczynią z nas prawdziwych uczniów Jezusa.