Witam was bardzo serdecznie. Na początku chciałbym wam moi drodzy złożyć spóźnione życzenia na Nowy Rok. I tym razem wchodzimy z nadzieją, że dla ludzi ten rok będzie lepszy. Niestety i na początku tego roku ludzie wciąż odczuwają efekty zeszłego roku – czyli ceny, które wzrosły o 400%. Ludziom żyje się dzisiaj dużo gorzej, sprawiając że na liście najbiedniejszych państw, Sudan Południowy zajmuje PIERWSZE miejsce.
Dla mnie ten nowy rok to pierwsze kroki w administracji i ekonomii Prowincji, jednak praca pastoralna musi być. Chciałbym wam przedstawić dzisiaj miejsce, w które zacząłem się angażować i które jest dla mnie odskocznią od pracy za biurkiem.
Sierociniec Miłosierdzia Bożego (DMA) został założony w 2017 roku przez ojca Paolino Tipo, kombonianina i Yasmin Khamis, osobę świecką. Na początku zaczęło się od kilkoro dzieci, które żyjąc na ulicy stolicy Sudanu Południowego, Dżubie nie miały się gdzie podziać. W ciągu ostatnich lat liczba dzieci wzrosła do 75. Są one w wieku od 4 do18 lat.
Dzieci pochodzą z różnych środowisk. Niektóre dzieci zostały zabrane prosto z ulicy, niektóre zostały przysłane przez państwową organizację GBV, Gender Based Violence (tłum. Przemoc ze względu na płeć), niektóre zostały przysłane przez policję inne trafiły z więzienia, gdzie matka odsiaduje wyrok albo oczekuje na karę śmierci.
Dzieci obecnie znajdują się na terenie, który należy do rodziny ojca Paolino. Opuszczony teren i pustostan. Mieszkają w generalnie złych warunkach. Dzieci śpią po dwie osoby na jednym materacu, jedzą raz dziennie, mieszkają w pomieszczeniu bez drzwi i okien. Jako misjonarze kombonianie staramy się wywalczyć ziemię od rządu, aby móc wybudować sierociniec, który dałby dzieciom godne warunki do życia. Mamy nadzieję, że sprawa się zakończy w ciągu najbliższych miesiącach i będziemy mogli zacząć prace.
Dzięki dobroczyńcom, połowa dzieci w ciągu roku chodzi do szkoły z internatem, reszta chodzi do pobliskich szkół, przedszkolaki uczą się na miejscu w ośrodku.
Początek roku jest ciężki, ponieważ ośrodek musi zobaczyć, ile dzieci będzie w stanie wysłać do szkoły i ile będzie potrzebował, aby je wszystkie wyżywić. Szkoły z internatem generalnie są drogie. Rocznie na jedno dziecko przypada około 1.200usd. Niektóre dzieci są wysyłane do Ugandy gdzie internaty są tańsze. Dodatkowo ośrodek potrzebowałby zatrudnić pracownika socjalnego i psychologa, ponieważ dzieci przychodzą z przeróżnych środowisk i potrzebują profesjonalnego wsparcia.
Młodzież kończąca 18 lat powinna opuścić ośrodek i stać się osobami niezależnymi, jednak sytuacja państwa sprawia, że młodym ludziom opuszczając ośrodek wciąż grozi bezdomność. Aby pomóc młodym stać się niezależnymi potrzebne są fundusze, aby mogli zacząć mały osobisty biznes. W ten sposób mogliby prowadzić spokojne życie po opuszczeniu ośrodka. W momencie, kiedy młody człowiek opuszcza ośrodek robi miejsce na kolejne bezdomne dziecko, a w Dżubie jest ich bardzo dużo.
Obecnie ośrodek nie może sobie pozwolić na większą liczbę dzieci, ze względu na brak personelu, brak miejsca i funduszy.
Oto kilka zdjęć z naszego Bożego Narodzenia, wycieczka do Terekeka na rybę i świętowanie nowego roku.
Pozdrawiam.