Leon XIV: konsystorz wielkim aktem miłości

Konsystorz nie jest miejscem tworzenia strategii czy planów działania, lecz wielkim aktem miłości – względem Boga, Kościoła oraz mężczyzn i kobiet na całym świecie –  powiedział papież podczas porannej Mszy św. z kardynałami przy ołtarzu św. Piotra w bazylice watykańskiej.

„Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga” (1 J 4, 7). Liturgia proponuje nam tę zachętę podczas celebracji Nadzwyczajnego Konsystorza, będącego wydarzeniem łaski, w którym wyraża się nasza jedność w służbie Kościołowi.

Jak wiemy, słowo „konsystorz”, łac. consistorium, „zgromadzenie”, można odczytać w świetle rdzenia czasownika consistere, czyli „zatrzymać się”. I rzeczywiście, wszyscy „zatrzymaliśmy się”, aby być tutaj: zawiesiliśmy na pewien czas nasze działania i zrezygnowaliśmy z ważnych zobowiązań, aby spotkać się wspólnie i rozeznać, czego Pan od nas oczekuje dla dobra swojego Ludu. Jest to już sam w sobie gest bardzo znaczący, profetyczny, szczególnie w kontekście szaleńczo pędzącego społeczeństwa, w jakim żyjemy. Przypomina bowiem o tym, jak ważne na każdej drodze życia jest zatrzymanie się, aby się pomodlić, słuchać, rozważać, i w ten sposób coraz lepiej skupiać spojrzenie na celu, kierując ku niemu wszelkie wysiłki i zasoby, aby nie groziło nam biegnięcie na oślep lub zadawanie ciosów w próżnię, jak przestrzega Paweł Apostoł (por. 1 Kor 9, 26). Nie jesteśmy tu bowiem po to, aby promować „plany działania” – osobiste lub grupowe – ale aby powierzyć nasze projekty i inspiracje ocenie rozeznania, które nas przewyższa, „jak niebiosa górują nad ziemią” (Iz 55, 9), i które może pochodzić jedynie od Pana.

Dlatego ważne jest, abyśmy teraz, w Eucharystii, złożyli wszystkie nasze pragnienia i myśli na ołtarzu, wraz z darem naszego życia, ofiarowując je Ojcu w jedności z Ofiarą Chrystusa, aby otrzymać je na nowo oczyszczone, oświecone, przetopione i przemienione, dzięki łasce, w jeden Chleb. Tylko w ten sposób będziemy umieli naprawdę słuchać Jego głosu, przyjmując go w darze, jakim jesteśmy dla siebie nawzajem: zebraliśmy się właśnie z tego powodu.

Nasze Kolegium, choć bogate w wiele kompetencji i znaczących talentów, nie jest bowiem powołane, do tego, aby było przede wszystkim zespołem ekspertów, lecz wspólnotą wiary, w której dary, jakie każdy wnosi, ofiarowane Panu i przez Niego dane na nowo, przynoszą, zgodnie z Jego Opatrznością, największe owoce.

Zresztą, miłość Boga, której jesteśmy uczniami i apostołami, jest miłością „trynitarną”, „relacyjną”, jest źródłem tej duchowości komunii, którą żyje Oblubienica Chrystusa i której chce być domem i szkołą (por. List apost. Novo millennio ineunte, 6 stycznia 2001, 43). Św. Jan Paweł II, pragnąc jej rozwoju na początku trzeciego tysiąclecia, określił ją jako „spojrzenie utkwione w tajemnicy Trójcy Świętej, która zamieszkuje w nas i której blask należy dostrzegać także w obliczach braci żyjących wokół nas” (tamże).

Nasze „zatrzymanie się” jest zatem przede wszystkim wielkim aktem miłości – względem Boga, Kościoła oraz mężczyzn i kobiet na całym świecie – poprzez który pozwalamy się kształtować Duchowi: nade wszystko w modlitwie i milczeniu, ale ponadto także w patrzeniu sobie w twarz, w słuchaniu siebie nawzajem i w stawaniu się głosem, poprzez dzielenie się, wszystkich tych, których Pan powierzył naszej trosce jako pasterzom w różnorodnych częściach świata. Jest to akt, który mamy przeżywać z sercem pokornym i wielkodusznym, mając świadomość, że jesteśmy tutaj dzięki łasce oraz że nie ma nic z tego, co niesiemy, czego byśmy nie otrzymali jako dar i talent – nie po to, by pozwolić mu się zmarnować, lecz by z roztropnością i odwagą go pomnażać (por. Mt 25, 14-30).

Św. Leon Wielki nauczał, że „wielką i bezcenną w oczach Pańskich jest rzeczą, gdy cały lud Chrystusowy naraz tych samych przypilnuje obowiązków, gdy wszyscy ludzie […]  różnych stanów i stanowisk społecznych współdziałać będą w tym samym duchu […]. Kiedy – mówił – nakarmią głodnych, przyodzieją nagich, nawiedzą chorych i ubrani będą nadzy, odwiedzani będą chorzy, a nikt nie szuka własnego dobra, lecz dobra bliźniego” (Sermones, 88, 4)[1]. W tym duchu pragniemy razem pracować: w duchu tych, którzy pragną, żeby w mistycznym Ciele Chrystusa każdy członek współpracował w sposób uporządkowany dla dobra wszystkich (por. Ef 4, 11-13), wykonując z godnością i w pełni swoją posługę pod przewodnictwem Ducha Świętego, ciesząc się z ofiarowania i dojrzewania owoców swej pracy, jak również z przyjmowania i wzrostu owoców pracy innych (por. Św. Leon Wielki, Sermones, 88, 5).

Od dwóch tysięcy lat Kościół ucieleśnia tę tajemnicę w jej wielowymiarowym (dosł. wielościennym) pięknie (por. Franciszek, Enc. Fratelli tutti, 280). Samo obecne zgromadzenie jest tego świadectwem, w różnorodności pochodzenia i wieku oraz w jedności łaski i wiary, która nas gromadzi i czyni braćmi.

Oczywiście, również my, stojąc przed „wielkim tłumem” ludzkości spragnionej dobra i pokoju, w świecie, w którym sytość i głód, dostatek i nędza, walka o przetrwanie i rozpaczliwa egzystencjalna pustka nadal dzielą i ranią ludzi, narody i wspólnoty, słysząc słowa Nauczyciela: „Wy dajcie im jeść” (Mk 6, 37), możemy czuć się jak uczniowie: niezdolni i pozbawieni środków. Jezus powtarza nam jednak: „Ile macie chlebów? Idźcie, zobaczcie!” (Mk 6, 38), a to możemy uczynić razem. Nie zawsze bowiem uda nam się znaleźć niezwłoczne rozwiązania problemów, z którymi musimy się zmierzyć. Zawsze jednak, w każdym miejscu i w każdej sytuacji, możemy pomagać sobie nawzajem – a w szczególności pomagać Papieżowi – by odnaleźć „pięć chlebów i dwie ryby”, których Opatrzność nigdy nie szczędzi tam, gdzie jej dzieci proszą o pomoc; i by przyjąć je, podać, otrzymać i rozdzielić, ubogacone błogosławieństwem Bożym oraz wiarą i miłością wszystkich, tak aby nikomu nie zabrakło tego, co niezbędne (por. Mk 6, 42).

Najmilsi, to, co ofiarujecie Kościołowi w waszej służbie, na wszystkich poziomach, jest czymś wielkim i niezwykle osobistym i głębokim, wyjątkowym dla każdego i cennym dla wszystkich; a odpowiedzialność, którą dzielicie z Następcą Piotra, jest poważna i brzemienna.

Dlatego z całego serca dziękuję wam i chciałbym zakończyć, powierzając nasze dzieła i naszą misję Panu słowami św. Augustyna: „Wiele nam zsyłasz łask w odpowiedzi na nasze modlitwy, a wszystkie w ogóle rzeczy dobre, jakie otrzymaliśmy, zanim prosiliśmy o nie, od Ciebie otrzymaliśmy. To zaś, że potem w nich rozpoznajemy Twoje dary, także Twoim jest darem. […] Lecz pamiętaj, Panie, o tym, że prochem jesteśmy, że z prochu uczyniłeś człowieka” (Confessiones, 10, 31)[2]. Dlatego mówimy do Ciebie: „Udziel tego, co nakazujesz, i nakazuj, co chcesz

[1] Św. Leon Wielki, Mowy, tłum. bp Kazimierz Tomczak, Poznań 1958, s. 407.

[2] Św. Augustyn, Wyznania, 10, 31, tłum. Zygmunt Kubiak, Kraków 2007, s. 311.

st/KAI

Wpisy powiązane

Papież do dyplomatów: pomimo trudności pokój można realnie osiągnąć

Leon XIV: racją bytu Kościoła jest głoszenie Ewangelii

Ponad 33 miliony „pielgrzymów nadziei”: dane dotyczące Jubileuszu 2025 w Rzymie