Mija pół roku od porwania jezuity w Syrii

Mija sześć miesięcy od dnia, w którym jezuita, o. Paolo Dall’Oglio zaginął w miejscowości Raqqa.

Ten niespełna sześćdziesięcioletni jezuita, nazywany abuna Paolo (ojciec Paolo), zakochał się w Syrii, będąc jeszcze studentem, a po latach formacji zakonnej wrócił do tego kraju, by na miejscu oddać się budowaniu pojednania między muzułmanami a chrześcijanami.

Spędził tam przeszło trzy dekady, prowadząc dialog z chrześcijanami różnych wyznań, sunnitami, szyitami i alawitami, których uczył, że nie wystarczy się tolerować, ale trzeba kochać. Chrześcijanom powtarzał, by traktowali islam jako zobowiązanie w swoich modlitwach.

Cieszył się ogromnym autorytetem wśród Syryjczyków, do klasztoru Mar Musa przyjeżdżali młodzi z całego kraju. Najczęstszymi gośćmi byli muzułmanie. OjciecPaolo tak to tłumaczył w jednej z naszych rozmów: „Jest to nawiązanie do miejscowej tradycji, w której życie monastyczne było częścią symbolicznego świata islamu, prorok Mahomet i jego wyznawcy szanowali i ochraniali chrześcijańskie klasztory. Dlatego podążamy tą drogą, obserwując, jak wielkie znaczenie ma pielgrzymowanie do naszego klasztoru dla okolicznych mieszkańców, chrześcijan i muzułmanów. Oznacza to, że życie jest czymś więcej niż pieniądze i władza, że jest coś głębszego. I symbolem tego jest klasztor”.

W swojej najnowszej książce „La rage et la lumière” pisał o marzeniu, by w niedalekiej przyszłości żydzi, chrześcijanie i muzułmanie rozpoznali się wzajemnie i sprzymierzyli ze sobą: „Głęboko wierzę, że pewnego dnia Jerozolima stanie się namiotem naszego barterstwa w Abrahamie jako błogosławieństwo dla świata”. Kiedy z nim rozmawiałem przed czterema laty, marzyła mu się piesza pielgrzymka z Mar Musa do Jerozolimy.

Gdy wiosną 2011 r. zaczęły się demonstracje przeciw dyktatorowi Baszarowi al-Asadowi, Dall’Oglio opowiedział się po stronie pokojowych demonstrantów. Potem, gdy rewolucja zamieniła się w zbrojne powstanie, wzywał, aby konflikt nie stał się wojną religijnoetniczną.

W końcu w 2012 roku został zmuszony przez władze do opuszczenia Syrii (nie przedłużono mu wizy) i rozpoczął kampanię informacyjną na temat wojny domowej w ramach licznych podróży i spotkań. Jego postawa kontrastowała ze stanowiskiem

zwierzchników kościołów chrześcijańskich w Syrii, zwykle popierających reżim, a swoimi poglądami niekiedy budził kontrowersje (jak w przypadku wezwania Zachodu do interwencji zbrojnej podczas wystąpienia na forum ONZ).

W 2013 kilkakrotnie wracał do Syrii i zatrzymywał się w zajętej przez powstańców północnej części kraju. Zaangażował się w mediacje pomiędzy zwalczającymi się grupami opozycjonistów. Raz brał udział w wiecu Wolnej Armii Syryjskiej, innym razem negocjował zwolnienie więźniów politycznych czy lobbował na rzecz Kurdów prześladowanych przez reżim. Podczas tej akcji widziano go po raz ostatni. Przez kolejne miesiące docierały do mediów sprzeczne informacje, zarówno o tym, kim są jego porywacze, jak i o tym, czy jeszcze żyje. Nie potwierdzono żadnych informacji.

Dzisiaj z inicjatywy wspólnoty ojca Paolo Al-Kahil oraz Stowarzyszenia Relief and Reconciliation for Syria w kilkunastu miastach na świecie, a także w klasztorach w Mar Musa oraz w Sulejmanii, mają miejsce modliwy w intencji o. Paolo oraz wszystkich tych, którzy przetrzymywani są w syryjskich więzieniach. Również dwaj prawosławni biskupi porwani w kwietniu ubiegłego roku w okolicach Aleppo, Boulos Yazigi et Youhanna Ibrahim, wciąż nie zostali uwolnieni i po dziś dzień nie wiadomo, co się z nimi dzieje.

Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że zanoszą oni teraz swą modlitwę do Boga Abrahama o pokój dla Syrii.

Jakub Gałęziowski

Za: www.deon.pl