W Ziemi Świętej widzę tylko cierpiących ludzi” – wyznał o. Nikodemus Schnabel, opat benedyktyńskiego opactwa Dormitio w Jerozolimie. W rozmowie z Radiem Watykańskim benedyktyn powiedział, że obecnie sprzeciwia się „narracji o zwycięzcach i przegranych, ponieważ patrząc na ostatnie tygodnie, nie widzę żadnych zwycięzców”. Nie może też się zgodzić z propagandą ze wszystkich stron: „Wystawianie własnego cierpienia na pokaz i marginalizowanie cierpienia innych”.
„Świętość życia ludzkiego zostaje całkowicie zniszczona”, stwierdził pochodzący z Niemiec zakonnik. „Z ludźmi obchodzi się tak, jakby nie mieli żadnej wartości; życie ludzkie jest dehumanizowane i demonizowane” – powiedział o. Schnabel. Twierdzi się, że drugi nie jest już człowiekiem, „ale zwierzęciem w ludzkiej postaci, potworem, karaluchem, szczurem”. Formułuje się to również w bardzo łagodny sposób: „Żołnierze giną, nie umierają; terroryści są neutralizowani. Stworzyliśmy niemal całkiem nowy słownik, aby ukryć, o co tak naprawdę chodzi: ludzie zabijają ludzi. Ludzie giną z rąk ludzi” – zwrócił uwagę zakonnik.
„Jestem otoczony oceanem cierpienia”, powiedział opat. Odniósł się do „wielu drogich przyjaciół żydowskich, którzy wciąż martwią się o zakładników w Strefie Gazy i mają poczucie, że zakładnicy już dawno przestali być priorytetem”. Ma również wielu przyjaciół chrześcijańskich i muzułmańskich, „którzy w niektórych przypadkach stracili całą swoją rodzinę w Strefie Gazy”. Wielu chrześcijan, z którymi jest bardzo blisko związany, „naprawdę drży o tych, którzy pozostają w obu parafiach w Gazie – prawosławnej i rzymskokatolickiej”.
O. Schnabel wspomniał również o Taybeh, jedynej chrześcijańskiej wsi na Zachodnim Brzegu, w której znajdują się trzy bardzo żywe parafie (greckokatolicka, greckoprawosławna i rzymskokatolicka) „i trzech wspaniałych księży, których znam”. Mieszkańcy tej wsi są ciągle atakowani przez żydowskich osadników.
Benedyktyni starają się w swoich dwóch klasztorach w Jerozolimie i Tabgha nad Jeziorem Genezaret „być wyspami nadziei w tym oceanie cierpienia” i „być obecni dla ludzi, niezależnie od tego, czy są żydami, chrześcijanami, muzułmanami, druzami czy ateistami”. Dodaje: „Oczywiście wymaga to naprawdę dużo siły i energii”.