ROZMOWA: Bp Wiesław Krótki OMI – na misjach zobaczyłem, co znaczy naprawdę kochać

Misje to czas, kiedy człowiek musi siebie zostawić, odłożyć swoje trzy grosze na bok, naprawdę poznać drugiego człowieka, któremu chce się służyć – mówi bp Wiesław Krótki OMI, ordynariusz diecezji Churchill-Baie d’Hudson w północnej Kanadzie.

Komisja Episkopatu Polski ds. Misji przyznała mu medal „Benemerenti in Opere Evangelizationis” w kategorii „nagroda specjalna”. Diecezja Churchill-Baie d’Hudson jest to jedna z największych na świecie pod względem terytorialnym.

Piotr Ewertowski: Otrzymał Ksiądz Biskup medal „Benemerenti in Opere Evangelizationis” w kategorii „nagroda specjalna”. Było to dla Księdza Biskupa duże zaskoczenie? 

Bp Wiesław Krótki OMI: – Było to dla mnie wielkie zaskoczenie i byłem niejako zdezorientowany. Zastanawiałem się, czy to chodzi o mnie, czy najprawdopodobniej o kogoś innego. Nie słyszałem nawet wcześniej o tej nagrodzie. 

To był więc dla mnie delikatny szok, bo oczywiście siebie bym na tę listę nie wpisał, ani nie zaproponował mojej osoby. Ja nie za bardzo z takimi tytułami mam do czynienia. Raczej jestem z boku.  

Ksiądz Biskup zarządza diecezją, która również jest nieco „z boku”, gdzieś daleko na peryferiach. Jest tam Ksiądz na misjach od ponad 30 lat. Jak misja w takim, czasami dość trudnym, terenie zmienia człowieka? Co w Księdzu Biskupie zmieniło się przez ten długi czas? 

– Naturalnie taka misja na pewno zmienia. Po pierwsze, jeśli ktoś jedzie na taką misję z osobistą decyzją i pozytywnym nastawieniem, z pragnienia, a nie obowiązku, to już jest bardzo dobry początek. I to już niejako określa, jaka ta praca może być, jaka naprawdę się stanie. Jak przyjechałem na północ, chciałem naprawdę przeżyć wszystko tak naturalnie, jak to dawniej ludzie na północy przeżywali i jak żyli. To było dla mnie bardzo ważne. 

fot. z arch. BP. WIESŁAWA KRÓTKIEGO OMI

Nie nastawiałem się więc na nic. Chciałem wszystko przyjąć tak, jak Pan Bóg i natura dadzą mi tego doświadczyć. Także zmieniło się we mnie na pewno podejście do ubóstwa, do kultury, do tradycji, bo nic o nich wcześniej nie wiedziałem. W książkach czasami to wszystko jest cukierkowe, a okazało się, że to jest naprawdę czas, który daje poznać drugiego człowieka do głębi. 

To czas, kiedy człowiek musi siebie zostawić, odłożyć swoje trzy grosze na bok, naprawdę poznać drugiego człowieka, któremu chce się służyć, z którym chce się żyć. Takie poznawanie wymaga czasu, ale chyba na tym to polega. Myślę, że poznałem tych ludzi i zobaczyłem, co znaczy naprawdę kochać. 

W jednym z wywiadów Ksiądz Biskup powiedział, że sami Inuici również się zmieniają – wraz z modernizacją pojawiają się różne problemy. Chciałbym się spytać, jak przez te ponad 30 lat zmieniło się społeczeństwo i obszar, w którym Ksiądz Biskup pracuje? 

– Bardzo nas niepokoją dzisiaj, mnie i moich misjonarzy, zmiany w młodszym pokoleniu. Pierwsza jest najpoważniejsza. Kiedy przyjechałem 35 lat temu na daleką północ, myśmy nie słyszeli o śmierci przez samobójstwo ani nawet o próbach zrobienia sobie krzywdy. Wiedzieliśmy, że są sytuacje trudne w rodzinach, że są nadużycia, ale o samobójstwach wówczas się nie słyszało. Zmieniły się poglądy młodych, ich psychika i charaktery. Oczywiście, każde takie zdarzenie to sprawa złożona. Na miejscu często brakuje też odpowiedniej pomocy psychologicznej.  

Jakie jeszcze negatywne zmiany Ksiądz Biskup dostrzega w młodym pokoleniu Inuitów? 

– Brakuje dzisiaj w nich tej twardości, tego zacięcia, tej odpowiedzialności za siebie, za swoją rodzinę, za swoje życie, za przyjaciół, za siebie nawzajem. Widzimy, że charaktery robią się bardzo słabe, niepewne. Ulegają środowisku zewnętrznemu, w którym żyją. Oczywiście, młodzi nie mogą się też dobrze odnaleźć wśród tych wszystkich nowoczesności: telefonów, internetu i komputerów. Mam wrażenie, że to ich przerasta. 

fot. z arch. BP. WIESŁAWA KRÓTKIEGO OMI

Z mediów dociera do nich przekaz mocno indywidualistyczny – żyć dla siebie i nie przejmować się innymi. Inuk zawsze był ofiarny i robił dla drugiego człowieka wszystko bez szukania korzyści dla siebie. To była wspólnota, która się dzieliła. Dzisiaj to zanika. Ten brak dzielenia się z drugim człowiekiem czyni ich egoistami. Egoistami zapatrzonymi tylko w siebie, a tradycyjnie oni zawsze żyli dla innych. 

Nie wszędzie jednak jest tak źle. Tam, gdzie ja zaczynałem misję, na Ziemi Baffina, są bardzo mocne charaktery, ale nawet tam są czasem młodzi, którzy się gubią i nie mają pozytywnej wizji życia. 

Diecezja Księdza Biskupa jest terytorialnie jedną z największych na świecie. Panuje tam ekstremalny klimat. Praca duszpasterska na tym terenie nie jest łatwa. Jak się więc zarządza taką diecezją? Czy ma Ksiądz Biskup choć trochę czasu dla siebie? 

– Muszę przyznać, że kilka lat temu było nieco łatwiej. Obecnie nie mam na przykład możliwości bezpośredniego wylotu do mojej misji. Muszę najpierw jechać na południe, żeby potem lecieć na północ. Najgorsze są ceny lotów – najwyższe w Kanadzie, jeśli nie na świecie. Dlatego to jest bardzo duże obciążenie. Mam w tej sytuacji dosyć daleko do moich misji.  

fot. z arch. BP. WIESŁAWA KRÓTKIEGO OMI

Na tyle, na ile mogę, kontaktuję się z kapłanami. Rozmawiamy najczęściej przez internetowe komunikatory takie jak Zoom. To jest dla nas dobre wyjście. Kiedy już wyjeżdżam na misję, to jest to wyprawa na dwa miesiące, bo chcę jak najwięcej misji odwiedzić.  

Mamy trzy regiony w diecezji. Do jednego można dolecieć z Toronto, do drugiego z Edmonton, a trzeci rejon można odwiedzić duszpastersko tylko wylatując z Winnipegu. Więc nie da się przelecieć przez całe terytorium mojej diecezji. Trzeba zawsze pojechać najpierw na południe, by potem móc polecieć na północ. I tak w kółko. To jest bardzo uciążliwe, kosztowne i – przyznaję – męczące. Ale jest to potrzebne. 

Na sam koniec chcę zapytać, czego my, Polacy, możemy nauczyć się od Inuitów? 

– Na pewno prostoty oraz nadziei. Inuici są ludźmi, którzy żyją nadzieją z dnia na dzień. Nie lubią siedzieć w przeszłości, tylko patrzą w przyszłość, a przede wszystkich najważniejsza jest dla nich teraźniejszość. Dlatego nie muszą za dużo myśleć o tym, co będzie. Ich kultura w tym względzie jest zupełnie różna od polskiej. 

fot. z arch. BP. WIESŁAWA KRÓTKIEGO OMI

Wiele rzeczy, które w Polsce mają znaczenie, na dalekiej północy nie mają żadnego znaczenia. W Polsce człowiek się martwi często jakimiś drobnostkami, a tam mówi się „trudno” i idzie się do przodu. To dodaje im siły, nadziei, żeby się nie przejmować przesadnie i nie być uwiązanym przeszłością, która często boli. 

—-

Biskup Wiesław Antoni Krótki urodził się 12 czerwca 1964 roku w Jaworzynce – w sercu Beskidu Śląskiego. 19 czerwca 1990 roku przyjął święcenia kapłańskie w Zgromadzeniu Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Tego samego dnia otrzymał obediencję do arktycznej Delegatury Zatoki Hudsona w północnej Kanadzie. Po krótkim przygotowaniu duszpasterskim w Polsce 28 października 1990 roku udał się do Kanady. Posługę rozpoczął w parafii pw. Ducha Świętego w Winnipegu, następnie udał się do rezerwatów Fort Alexander oraz do wspólnot Inuitów na północy: Arviat, Chesterfield Inlet, Baker Lake i Rankin Inlet. W lipcu 1991 roku dotarł do Igloolik, gdzie rozpoczął wieloletnią posługę wśród Inuitów, ucząc się ich języka, kultury i duchowości. Obsługiwał stamtąd pięć innych placówek duszpasterskich na Ziemi Baffina. W 1993 roku został skierowany do Gjoa Haven i regionu Kitikmeot, gdzie posługiwał przez osiem lat. Zbudował kościoły w Kugaaruk (pw. św. Piotra), Taloyoak (pw. św. Michała) i Igloolik (pw. św. Szczepana). 16 lutego 2013 roku papież Benedykt XVI mianował go ordynariuszem diecezji Churchill-Baie d’Hudson.

Piotr Ewertowski

fot. z arch. bp. Wiesława Krótkiego OMI

Za: www.oblaci.pl

Wpisy powiązane

Papież na 800-lecie śmierci św. Franciszka z Asyżu

News Jubileuszowy rok św. Franciszka

Papież mianował nowego biskupa Asyżu