W najmłodszym państwie świata panują wojna, przemoc, klęska głodu, analfabetyzm i strach. Świat zwrócił na chwilę uwagę na tragedię Sudańczyków, gdy przybył tam z pielgrzymką papież Franciszek ponad trzy lata temu. Ale sytuacja mieszkańców jest nadal dramatyczna. Choć – jak w wywiadzie dla EWTN News opowiadają misjonarze z Irlandii – zaczynają się pojawiać iskierki nadziei.
Trąd nadal obecny
Dramatem wielu ludzi w Sudanie Południowym jest trąd. Misjonarka Noeleen Loughran pracuje w kolonii dla 5 tys. trędowatych. Jak mówi dla EWTN News, wielu z nich zostało wyrzuconych ze swoich miast i wsi jak „nieczyści”. Żyją teraz w stanie nędzy absolutnej. Wielu zostało poranionych lub zmarło rozszarpanych nocą przez hieny, bo do niedawna w domach kolonii trędowatych nie było drzwi.
„Trąd, który kojarzy się nam z odległymi czasami – mówi Noeleen – jest nadal obecny w Sudanie Południowym. Również dlatego, że w wielu skupiskach ludzkich higiena praktycznie nie istnieje. Na tysiące osób przypada jedna łazienka. Co więcej, często tych ludzi nie ma leczyć kim i czym.”
Biała krowa
Kolonia otrzymuje pomoc od Sudan Relief Fund, ale nie zaspokaja to potrzeb. Żywności starcza na dwa tygodnie w miesiącu i to tylko na jeden posiłek dziennie – wynika z reportażu EWTN News. Życie chorych zależy od tego, co zdobędzie dla nich Noeleen.
Misjonarka zwraca uwagę, że wszystkim- również jej – stale towarzyszy strach o własne bezpieczeństwo, z uwagi na wysoki poziom przestępczości. Społeczność trędowanych zdaje sobie sprawę, że Noeleen dla nich ryzykuje życiem. Przezwali ją „Yar”, czyli „biała krowa”, co jest uważane za wielki honor. Bydło w tym kraju jest oznaką bogactwa, przedmiotem wymiany, walutą i symbolem przetrwania.
Kościół daje trędowatym poczucie godności
Co niedziela trędowaci wychodzą z kolonii do kościoła katolickiego, który, jak mówią, jest dla nich jedynym miejscem, w którym szanowana jest ich godność, a msza św. przypomina im, że Bóg ich nie wyklucza. Co więcej Biblia często wspomina o trędowatych.
Ojciec John Skinner ze Zgromadzenia Ducha Świętego pracuje jako misjonarz w Południowym Sudanie od 14 lat. Jego zakon w miejscowości Barcow zorganizował na prośbę miejscowej ludności centrum edukacyjne. Dziś do powstałej wówczas szkoły uczęszcza 400 uczniów i uczennic – informuje EWTN News.
Szkoła dla dziewcząt wyzwoleniem
Irlandzka zakonnica Orla Tracy w Rumbek rozwinęła szkołę średnią dla dziewcząt, w kraju w którym mniej niż połowa dziewczynek chodzi do szkoły, a do gimnazjów – zaledwie 3 procent. Gdy siostra Orla przybyła do Rumbek, do szkoły średniej uczęszczało zaledwie 10 dziewcząt. Dziś co roku o przyjęcie do szkoły o 100 miejsc walczy 400 chętnych. Zakonnica wyjaśnia, że do dziś dziewczęta w bardzo wielu rodzinach w Sudanie traktowane są jak towar i niejako sprzedawane mężowi lub jego rodzinie lub wymieniane na bydło. Absolwentki jej szkoły maja ambicję bycia nauczycielkami, inżynierami czy farmaceutkami i niektórym się to udaje.