Home WiadomościZe Świata W katedrze w Bamendzie cicho budzi się nadzieja – świadectwo kameruńskiej siostry zakonnej

W katedrze w Bamendzie cicho budzi się nadzieja – świadectwo kameruńskiej siostry zakonnej

Redakcja

Nie oczekujemy gotowych odpowiedzi. Mamy nadzieję na coś prostszego, a być może trudniejszego: by nas dostrzeżono, by nas wysłuchano, by przypomniano nam, że nasze cierpienie nie zostało zapomniane. Tak swe nadzieje związane z wizytą Leona XIV w katedrze w Bamendzie opisuje siostra Carine Tarla, Kamerunka ze Zgromadzenia Niepokalanego Serca Maryi i doktorantka na Katolickim Uniwersytecie Afryki Środkowej w Jaunde.

Siostra Carine wskazuje, że Leon XIV przybywa do innego Kamerunu niż ten, który siedemnaście lat temu odwiedził Benedykt XVI. „Wizyta ta – pisze – ma miejsce w czasie, gdy wielu z nas nosi w sobie pytania, na które nie potrafimy łatwo odpowiedzieć, oraz rany, z którymi nauczyliśmy się żyć”. Kameruńska zakonnica wyznaje, że dla niej wizyta papieża jest nie tylko wydarzeniem o znaczeniu narodowym, ale ma głęboko osobisty charakter, ponieważ w katedrze św. Józefa w Bamendzie, która jest jej macierzystą parafią, Leon XIV będzie się modlił o pokój dla jej ojczyzny.

Ten kryzys nas zmienił

Kamerunka zauważa, że ta katedra, jest „miejscem, do którego ludzie przychodzą nie tylko dlatego, że wszystko jest jasne, ale także dlatego, że tak nie jest. Jest to dom modlitwy, miejsce ciszy i refleksji, gdzie ludzkie pragnienia spotykają się z obecnością Boga”. Siostra Carine podkreśla, że modlitewne spotkanie z papieżem w intencji pokoju „wydaje się tak ważne nie dlatego, że rozwiąże wszystko, ale dlatego, że tworzy chwilę, w której możemy znów zacząć opowiadać nasze historie, słuchać i prawdopodobnie powoli się leczyć”. „Kryzys anglojęzyczny nas zmienił – wskazuje. – Ukształtował to, jak pamiętamy, jak mówimy, a czasem jak unikamy mówienia. Są rzeczy, które widzieliśmy: utracone życia, opustoszałe domy, rozdzielone rodziny, uciszone głosy i cichy strach, który trwa dłużej, niż się przyznajemy. Są rzeczy, które straciliśmy: czas, zaufanie, poczucie normalnego życia. Są też rzeczy, które wciąż trudno nam zrozumieć. A jednak życie toczy się dalej, gdy nosimy w sobie zarówno wiarę, jak i ciężar tego, co przeżyliśmy”.

Wysłuchać pytań szeptanych w cztery oczy

Kameruńska zakonnica wskazuje, że nie oczekuje odpowiedzi od papieża. „Myślę, że wielu z nas tego nie oczekuje – pisze w swym świadectwie. – Mamy nadzieję na coś prostszego, a być może trudniejszego: by nas dostrzeżono, by nas wysłuchano, by przypomniano nam, że nasze cierpienie nie zostało zapomniane”. Misjonarka zauważa, że w czasie spotkań z ludnością ze strony ojca, którym jest papież, mogą paść ważkie pytania, które, jak pisze, „czasem sami boimy się wypowiedzieć”. Dlaczego zaufanie zostało tak głęboko złamane? Jakie krzywdy pozostawały tak długo bez odpowiedzi? Jak możemy nazwać ten ból, nie powodując dalszego podziału? Jakie lęki powstrzymują nas przed szczerą rozmową? „Papież – pisze siostra Carine – potrafi wysłuchać tych pytań, zwłaszcza tych wyciszonych lub ukrytych, szeptanych w cztery oczy lub pogrzebanych pod warstwą wieloletniej nieufności”. Jednak, jak zauważa, przybywa nie tylko po to, by słuchać.

Głos, którego nie można zignorować

Misjonarka przywołuje słowa Leona XIV o pokoju „nieuzbrojonym i rozbrajającym”: pokornym, wytrwałym, zakorzenionym w pozdrowieniu zmartwychwstałego Chrystusa: „Pokój z wami!”. „Przybywa więc, aby mówić o tym pokoju, głosić go, nazwać i wywołać go wśród nas, przypominając nam, że jest on nadal możliwy” – wskazuje siostra Carine. Wyraża nadzieję, że słowo papieża wypowiedziane w katedrze w Bamendzie „zostanie nie tylko usłyszane, ale przyjęte, wcielane i stopniowo przeżywane”. Misjonarka podkreśla, że słowa Leona XIV wyjdą daleko poza katedrę „nadając naszemu cierpieniu głos, którego nie da się łatwo zignorować”.

Papieska wizyta katalizatorem dialogu

W swojej refleksji siostra Carina zastanawia się, czy wizyta papieża może zwiastować realną zmianę i oczekiwane pojednanie. „Rzeczywistość jest złożona, a droga przed nami pozostaje długa. Kryzys anglojęzyczny trwa jako bolesny impas, z ciągłym brakiem bezpieczeństwa, wysiedleniami i głębokimi podziałami. Jednak wybór Bamendy na miejsce specjalnego spotkania w intencji pokoju w katedrze św. Józefa nie jest przypadkowy. Stawia on tę ranę w centrum międzynarodowej uwagi i troski moralnej” – podkreśla kameruńska zakonnica. Przywołuje opinie analityków, że jeśli zostanie strategicznie wykorzystana, „papieska wizyta może posłużyć jako katalizator” dialogu w kryzysie anglojęzycznym, potwierdzić potrzebę sprawowania rządów w sposób sprzyjający włączeniu społecznemu oraz ponownie ustawić Kościół jako wiarygodnego mediatora, potencjalnie sprzyjając odnowieniu pokojowego impetu.

Początek nowej drogi

Siostra Carina podkreśla, że wizyta papieża nie przyniesie cudów z dnia na dzień, ale może być drogą do odważnych zmian: odnowionej gotowości do słuchania ponad podziałami; przestrzeni na szczere opowiadanie o krzywdach i lękach; wsparcia dla lokalnych inicjatyw Kościoła w zakresie pomocy humanitarnej. „W kryzysie naznaczonym wyciszeniem głosów – wskazuje – papieska wizyta mogłaby dodać odwagi zwolennikom sprawiedliwości naprawczej, uznającej krzywdę, budującej zaufanie i odbudowującej więzi bez wymazywania przeszłości”. „Jest taki cichy obraz, który pozostaje w mojej pamięci: ojciec przybywający z wizytą do swoich dzieci, nie po to, by wszystko naprawić, ale by usiąść z nimi i przypomnieć im, że nie są same. Tak właśnie ta wizyta jest postrzegana przez wielu z nas” – pisze w swym świadectwie siostra Carine Tarla.

rj, jhia.ac.ke/KAI
SERWIS INFORMACYJNY KONFERENCJI WYŻSZYCH PRZEŁOŻONYCH ZAKONÓW MĘSKICH W POLSCE

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zgoda