Zakon Maltański pomaga Libańczykom

W związku z trudną sytuacją ludności żyjącej w Libanie blisko granicy z Izraelem, pomoc niesie Zakon Maltański. Na początku Wielkiego Tygodnia przewodniczący Libijskiego Związku Kawalerów Maltańskich przyjął w Bejrucie burmistrzów i wójtów 10 miejscowości położonych przy granicy z Izraelem, obiecując pełną i bezwarunkową pomoc, która pozwoli im pozostać na swoim terytorium.

Pełna mobilizacja

Przewodniczący Marwan Sehnaoui w rozmowie z mediami watykańskimi zwrócił uwagę, że mieszkańcy tych terenów cierpią z powodu wojny między Hezbollahem a Izraelem, który nie wyklucza okupacji całego południowego Libanu. Podkreślił, że w obecnych wojennych warunkach podróż burmistrzów i wójtów do Bejrutu była aktem odwagi. „Chcieliśmy w Wielkim Tygodniu wspólnie z nimi przejść z mroków ukrzyżowania do światła Zmartwychwstania”. Zapowiedział również pełną mobilizację Zakonu na rzecz konkretnej, długofalowej pomocy dla mieszkańców, która nie tylko pomoże im pozostać na swoich terytoriach, ale również żyć godnie dzięki stworzonym miejscom pracy.

Pomoc Zakonu

Zakon Maltański jest obecny w Libanie od ponad 70 lat. Od niemal pół wieku Zakon prowadzi misje i pomaga mieszkańcom południa kraju. Kawalerowie Maltańscy sfinansowali tam centra społeczno-sanitarne i szpitale polowe, a także stołówki. Realizują również programy humanitarne, by Libańczycy na tych terytoriach byli żywnościowo samowystarczalni. Obecnie sprowadzają 80 proc. artykułów spożywczych. Przewodniczący Sehnaoui powiedział, że tego rodzaju akcje będą kontynuowane i rozwijane bez względu na koszty. Przypomniał, że jeden z wolontariuszy niedawno padł ofiarą bombardowania.

Ta wojna się przecież kiedyś skończy

Jeszcze w tym tygodniu ma powstać komitet niezależnych ekspertów, którzy we współpracy z lokalnymi władzami na południu Libanu opracują konkretny, realistyczny plan pomocy. „Teraz oni potrzebują wszystkiego – mówi przewodniczący Sehnaoui – ale nam chodzi o coś więcej niż reakcję na sytuację awaryjną i zaspokajanie bezpośrednich, nagłych potrzeb. Chcemy, by cieszyli się autonomią. Też gospodarczą. Przecież któregoś dnia ta wojna się skończy”.

Konkrety

Zakon chce rozwijać centra społeczno-medyczne zaopatrując je w lepszy sprzęt i oferując mieszkańcom pełne leczenie, szczególnie osobom starszym i niepełnosprawnym. „Tylko Bóg wie, ilu będziemy mieli inwalidów po tej wojnie” – mówi przewodniczący. Jak zapewnia – „Będziemy pomagać w organizacji nauki i kształcenia zawodowego, a także w rekonstrukcji gospodarki tak, by powstał bogaty rynek pracy”.

Podkreślił, że jeśli chodzi o to, by oni wszyscy pozostali na swoich terytoriach, posiadanie pracy jest czynnikiem determinującym. Powiedział, że „trzeba posiadać odwagę wiary, nie poddawać się i zaryzykować wszystko, by Libańczykom pomóc”.

Marie Duhamel / vaticannews.va

Wpisy powiązane

Wielkanoc: kolejny rekord chrztów osób dorosłych; świadectwa Violette, Alexandre i Any Cláudii, trójki ludzi młodych ze środowisk salezjańskich

Znamy hasło i logo papieskiej wizyty w Hiszpanii

Spotkanie duszpasterzy wspólnot migrantów Archidiecezji Melbourne