2018.09.23 – Wilno – Franciszek, Bliskość jest najdawniejszą postawą Boga. Spotkanie z jezuitami w Wilnie

 

Franciszek

BLISKOŚĆ JEST NAJDAWNIEJSZĄ POSTAWĄ BOGA. DIALOG Z JEZUITAMI W WILNIE

Wilno, Nuncjatura Apostolska, 23 września 2018 r.

 

Dziękuję za odwiedziny! Przychodzi mi na myśl powiedzenie: „Si cum Iesuitis itis, non cum Iesu itis” („Jeśli idziecie z jezuitami, nie idziecie z Jezusem”)… [wszyscy się śmieją]. Dziękuję! Dzisiejszy dzień był bardzo intensywny, ale sądzę, że przyniosło to dobro Kościołowi. Myślę, że podczas naszego spotkania najlepiej będzie, jeśli wy będziecie zadawać pytania, a ja będę odpowiadał. Zgoda?

Biskup Virbalas proponuje: „Jeśli Ojciec Święty pozwoli, prowincjał mógłby na początek powiedzieć kilka słów”. Papież odpowiada: „Tak, oczywiście! W ten sposób wszystko będzie bardziej «hierarchiczne»”. Wszyscy wybuchają śmiechem. Prowincjał wstaje i przedstawia sytuację Towarzystwa Jezusowego na Litwie i Łotwie: „Bardzo się cieszymy z Ojca Świętego wizyty. Wszyscy bardzo doceniliśmy to, co Ojciec Święty powiedział kapłanom i siostrom zakonnym. Dla nas, jezuitów, jest to inspiracją. Nasza prowincja jest niewielka. Szczególnie martwi mnie jedno: żeby jezuici się nie «wypalili». Każdy tutaj wykonuje bowiem trzy albo cztery różne zadania i z pewnością nikt nie jest leniwy. Chcę podziękować Ojcu Świętemu za to, że przyniósł nam radość i siłę. Przed kasatą Towarzystwa prowincja litewska liczyła ponad tysiąc członków. Teraz jest nas tylko 34, a wkrótce utworzymy jedną prowincję razem z Austrią, Niemcami, Szwajcarią i Węgrami. Na Litwie prowadzimy trzy szkoły i cztery kościoły. Niedawno otworzyliśmy dom w Rydze, którą Ojciec Święty odwiedzi jutro. Zajmujemy się szerzeniem duchowości ignacjańskiej. W tej działalności doświadczamy także dobrej współpracy ekumenicznej z luteranami. Muszę powiedzieć, że jestem szczególnie wdzięczny starszym członkom naszej prowincji. W okresie sowieckim utrzymywali nowicjat, a także seminarium dla kapłanów diecezjalnych. Formacja odbywała się oczywiście w konspiracji. Część litewskich jezuitów przebywała poza prowincją, w Stanach Zjednoczonych. Utworzyli tam wiceprowincję. Kiedy odzyskaliśmy wolność, niektórzy z tych jezuitów przebywających w Ameryce wrócili i pomogli nam żyć w duchu Soboru Watykańskiego II. W tamtych czasach potrafiliśmy żyć w warunkach braku wolności. Teraz natomiast musimy nauczyć się dobrze korzystać z wolności. Prosimy o błogosławieństwo dla nas i naszej misji. Naprawdę dziękujemy, bardzo dziękujemy”.

Sądzę, że dla jezuity praca w konspiracji nie jest czymś trudnym. Ojciec Hugo Rahner mówił, że jezuita powinien umieć rozeznawać zarówno na polu Boga, jak i na polu diabła. Myślę, że rozeznawanie daje nam tę zdolność, ten nadprzyrodzony zmysł: umiejętność rozpoznawania działania Boga i diabła w wydarzeniach ludzkiego życia i historii. Trzeba prosić o łaskę poznawania zarówno zamiarów Pana, jak i zamiarów nieprzyjaciela natury ludzkiej oraz jego podstępów. Nawet w trudnych chwilach jezuita musi wiedzieć, jak postępować. Inną rzeczą, którą powiedział prowincjał i która mi się spodobała, jest jego troska o jezuitów wykonujących trzy lub cztery różne zadania. Istnieje tutaj niebezpieczeństwo „wypalenia się”. Trzeba więc rozeznawać. Zły duch próbuje wpędzić nas w swego rodzaju „kompleks niedostatecznej pracy”. Czasami mamy wyrzuty sumienia tylko dlatego, że roztropnie trochę dbamy o własne zdrowie! To pokusa. Jezuici muszą pracować, nie tracąc pokoju, nie zaniedbując spotkania z Panem ani odpoczynku. To ważne. Pierwsza zasada pracy jezuity polega przede wszystkim na robieniu tego, czego inni nie robią albo nie mogą zrobić. Druga: praca nie może oddalać od bliskiej więzi z Panem. Trzecia: nie może odbierać mi pokoju. Czwarta: nie powinienem robić tego, co mogę powierzyć innym. To przychodzi mi na myśl w odpowiedzi na twoją troskę, ale słusznie się tym przejmujesz.

Głos zabiera biskup Sigitas Tamkevičius: „Gdybym 35 lat temu, kiedy zostałem uwięziony w więzieniu KGB, które Ojciec Święty przed chwilą odwiedził, mógł sobie wyobrazić, że pewnego dnia przybędzie tam papież, znacznie łatwiej byłoby mi znosić cierpienie. Dziękuję, Ojcze Święty! Dla mnie to spełnienie marzeń. Ojciec Święty przybył odwiedzić litewską Golgotę!”.

Chcę wam powiedzieć jedno: mówimy, że Jezus zstąpił do otchłani, a ja radzę wam, abyście nie bali się zstępować do otchłani ludzkiego cierpienia. Czasami oznacza to wręcz wejście na teren diabła. Trzeba jednak zstępować w otchłań ludzkich cierpień, cierpień społecznych, cierpień sumienia… Trzeba tam zejść. Dotknąć ran. A dotykając ran ludzi, dotykasz ran Chrystusa. Jezuita nie powinien się tego bać. To łaska otrzymywana z ręki Pana. I te rany nie otworzyły się jedynie w Wilnie ani nie należą wyłącznie do przeszłości. To samo dzieje się właśnie dzisiaj w wielu sytuacjach społeczno-politycznych na świecie. Myślę o nagraniu ukazującym sytuację w niektórych więzieniach w Afryce Północnej, utworzonych przez handlarzy ludźmi. Kiedy rządy odsyłają z powrotem tych, którym udało się znaleźć schronienie, handlarze umieszczają ich w tych więzieniach, gdzie stosuje się najstraszniejsze tortury. Dlatego ważne jest, aby ksiądz biskup opowiadał o swoim doświadczeniu uwięzienia. Ludzie muszą wiedzieć, co to znaczy. Dobrze, że ksiądz biskup o tym mówi. Dzisiaj rozdzieramy szaty z powodu tego, co robili komuniści, naziści i faszyści… Ale co dzieje się dzisiaj? Czy dzisiaj nie dzieje się to samo? Oczywiście, robi się to w białych, jedwabnych rękawiczkach! Kiedy Ignacy proponuje nam trzeci tydzień Ćwiczeń duchowych, jest tam coś, co może wydawać się nadmiernym poleganiem na wysiłku woli, ale wcale tak nie jest: to po prostu bardzo ludzkie. Wiecie, św. Ignacy prosi nas, abyśmy starali się odczuwać ból i płakać nad cierpiącym Chrystusem. To nie jest pelagianizm, nie! Ignacy znał nasz opór przed dopuszczeniem do serca cierpienia innych. Dlatego prosi nas o wysiłek. Dlatego ważne jest rozważanie męki Pańskiej. Chcę wam się do czegoś przyznać. Zawsze noszę przy sobie tę kieszonkową Drogę Krzyżową, aby pamiętać o męce Pańskiej [wyjmuje ją z kieszeni]. To męka wielu ludzi, którzy dzisiaj są więzieni i torturowani. Rozważanie Drogi Krzyżowej bardzo mi pomaga. Dziękuję, ojcze! Dziękuję za świadectwo!

Biskup Tamkevičius dodaje: „W 1994 roku, podczas synodu poświęconego życiu zakonnemu, byłem tam i był tam również młody argentyński biskup jezuita. To był Ojciec Święty!”. Papież odpowiada: „Tak, byłem biskupem od dwóch lat. Wybrano mnie, ponieważ dwaj pierwsi wybrani byli kapłanami diecezjalnymi, więc na ten synod szukano zakonnika. I wybrano mnie. W 1994 roku. Byliśmy tam razem!”. Jeden z obecnych zwraca się z kolejną prośbą: „Chciałbym prosić o przysługę dla nowej rezydencji jezuitów w Rydze. Jest to dom rekolekcyjny. Jego patronem jest św. Piotr Faber. Pewien brat jezuita z Warszawy namalował jego portret. Prosimy Ojca Świętego o pobłogosławienie tego obrazu i udzielenie błogosławieństwa naszemu dziełu, które ma wielkie znaczenie również z punktu widzenia ekumenizmu. Jak wspomniał prowincjał, także luteranie na Łotwie interesują się Ćwiczeniami duchowymi. Luterański arcybiskup Rygi odprawił w Anglii pełne miesięczne rekolekcje ignacjańskie, a później ponownie odprawił Ćwiczenia w Hiszpanii, w Manresie. Ćwiczenia duchowe są dla niego bardzo ważne. Jest to również dobry znak ekumeniczny w naszych czasach, naznaczonych laicyzmem”.

Tak, ja również znam jezuitę, który prowadzi Ćwiczenia duchowe wspólnie z luteranami. Dobrze, że patronem tego domu jest Faber: człowiek dialogu, słuchania, bliskości i wspólnej drogi. Różnił się od Kanizjusza. Nie był człowiekiem konfrontacji ani sporów. Odznaczał się duchową łagodnością, którą można dobrze poznać, czytając jego Memoriale. A w swojej pracy korzystał z pomocy aniołów. Prosił swojego anioła, aby rozmawiał z aniołami osób, z którymi był umówiony na spotkanie. Niezła „mafia” aniołów! Kardynał Arborelius ze Sztokholmu prowadzi rekolekcje dla pastorów luterańskich. Pamiętajmy o tym: dialog ma łączyć, a nie dzielić. Naprawdę życzę wam, aby wasze dzieło rekolekcyjne rozwijało się jak najlepiej. Młodzi ludzie, którzy odczuwają pragnienie odprawienia Ćwiczeń duchowych, przeżywają coś niezwykle pięknego. A więc naprzód!

Jeden z jezuitów wstaje i mówi: „Widzę, że Ojciec Święty darzy młodych szczególną miłością i bardzo zależy mu na apostolstwie wśród młodzieży. Z wielką troską odnosi się do tych, którzy wydają się nieważni, do zagubionych, odrzuconych…”.

Podoba mi się, że jezuita w pewnym wieku mówi o młodych z tak wielką sympatią. To bardzo ważne: spotkanie młodych i starszych. To właśnie dziadkowie przekazują wnukom pamięć narodu, jego doświadczenia i religię. Rodzice są pośrodku, coś przekazują, ale korzenie tkwią w starszych. Młodzi powinni troszczyć się o słuchanie starszych, tak jak ojciec troszczy się o słuchanie młodych. Dziękuję!

Kolejny jezuita zwraca się do Franciszka: „Ojcze Święty, bardzo poruszyło mnie to, co powiedział Ojciec Święty dzisiaj po południu, kiedy byliśmy w katedrze, podkreślając znaczenie bliskości. Wydaje mi się, że właśnie tego brakuje w naszych krajach. Czasami ze strachu przed spotkaniem z ludźmi sami tworzymy dystans. Bardzo mocno zabrzmiało też to, co Ojciec Święty powiedział o spowiedzi. Konfesjonał jest miejscem sprawowania posługi miłosierdzia. Jestem jeszcze diakonem i nie mam tego doświadczenia. Ale to, co Ojciec Święty powiedział, bardzo mnie poruszyło. Również słowa, że nawet w przypadkach, kiedy nie można udzielić rozgrzeszenia, trzeba człowieka przyjąć”.

Bliskość jest najdawniejszą postawą Boga. On sam przedstawia się właśnie w ten sposób: jako bliski. W Księdze Powtórzonego Prawa mówi do ludu: „Któryż naród wielki ma bogów tak bliskich, jak Pan, Bóg nasz, ilekroć Go wzywamy?”. Przedstawia się jako Bóg bliski. A potem stał się jeszcze bliższy: stał się jednym z nas. Synkatabasis:Bóg uniżył się, stał się bliski w ciele. Każde duszpasterstwo, które o tym zapomina, jest skazane na niepowodzenie. Jezus zbliżał się do ludzi zepchniętych na margines, do umarłych – których następnie wskrzeszał – do grzeszników, celników, prostytutek… Ludzie uważający się za czystych, zawodowi znawcy religii, gorszyli się tym. Jeśli ksiądz niegrzecznie odprawia penitenta, biskup powinien zastanowić się, czy nie należałoby odebrać mu upoważnienia do spowiadania, ponieważ spowiednik powinien okazywać ojcowską postawę. Spowiednik jest po to, aby przyjąć w ramiona syna marnotrawnego, syna zagubionego. I zawsze, zawsze, jeśli jesteś ojcem, znajdziesz sposób, aby przebaczyć. Pewien kardynał Kurii Rzymskiej, który regularnie spowiada w jednym z rzymskich kościołów, powiedział mi kiedyś: „Nie rozumiem, jak niektórzy spowiednicy mogą odsyłać ludzi. Ja zawsze staram się, aby penitent czuł się swobodnie, mógł spokojnie mówić. Nigdy nie zadaję mu dziwnych pytań. A jeśli nie mogę udzielić rozgrzeszenia, a on błaga mnie o przebaczenie, to proszę mi powiedzieć: jaki ojciec nie przebacza swojemu dziecku?”. To świadectwo bardzo mnie poruszyło. Oczywiście nie mówię, że trzeba być pobłażliwym. Miłosierdzie to jedno, a pobłażliwość to coś innego. Trzeba być ojcami, ojcami miłosiernymi. W Buenos Aires jest pewien kapucyn, znakomity spowiednik. Przed jego konfesjonałem ustawia się bardzo długa kolejka. Spowiadają się u niego najróżniejsi ludzie: świeccy, księża, siostry zakonne, bogaci, ubodzy… A on naprawdę potrafi przebaczać. Aby być dobrym spowiednikiem, trzeba umieć hojnie przebaczać albo… być głuchym! Czasami ten spowiednik ma wyrzuty sumienia, że jest zbyt dobrym ojcem, czyli że za wiele przebacza. Wtedy idzie przed tabernakulum i mówi: „Panie, przepraszam Cię, przebacz mi! Za wiele przebaczyłem. Ale to Ty dałeś mi zły przykład!”. Ten spowiednik nie jest pobłażliwy, lecz jest prawdziwym ojcem.

Młody litewski jezuita, który odbył studia teologiczne w Afryce, pyta: „Kiedy Ojciec Święty został wybrany na papieża, studiowałem teologię. Trzy lata temu, kiedy zostałem kapłanem, Ojciec Święty stał się inspiracją dla mojego życia jako kapłana jezuity. Ojciec Święty dał Kościołowi bardzo wiele. Chciałbym zapytać, jak możemy Ojcu Świętemu pomóc”.

Dziękuję! Nie wiem, o co prosić. Ale dzisiaj trzeba przede wszystkim towarzyszyć Kościołowi w głębokiej odnowie duchowej. Wierzę, że Pan domaga się przemiany w Kościele. Wiele razy mówiłem, że jednym z dzisiejszych wypaczeń w Kościele jest klerykalizm. Ale już pięćdziesiąt lat temu Sobór Watykański II powiedział jasno: Kościół jest ludem Bożym. Przeczytajcie punkt 12 Lumen gentium. Czuję, że Pan chce, aby Sobór coraz głębiej przenikał życie Kościoła. Historycy mówią, że potrzeba stu lat, aby wprowadzić w życie postanowienia soboru. Jesteśmy w połowie drogi. Jeśli więc chcesz mi pomóc, działaj na rzecz dalszego wprowadzania Soboru w życie Kościoła. I pomagaj mi swoją modlitwą. Bardzo potrzebuję modlitwy.

Inny jezuita pyta: „Wychowanie jest jednym z priorytetów naszej prowincji. Mamy dwie szkoły, w których pracuje 220 nauczycieli, a łącznie uczy się 1500 uczniów. Jakie życzenia chciałby Ojciec Święty przekazać naszym nauczycielom i uczniom?”.

Chciałbym powiedzieć coś o wychowaniu, co może przydać się nauczycielom i jezuitom pracującym w szkolnictwie. Trzeba uwolnić się od negatywnego dziedzictwa oświecenia, które polega na wyobrażaniu sobie wychowania jako napełniania głowy ideami. Dzisiaj są szkoły i uniwersytety, których jedynym celem jest przygotowanie uczniów do „sukcesu”. Robią to, zasypując ich wiadomościami. Wychowanie obejmuje całego człowieka, a nie tylko jego umysł. Mówiłem o tym wiele razy i tutaj się powtórzę: istnieje język umysłu, ale istnieje także język serca, uczuć. Trzeba wychowywać serce. Potrzebne jest wychowanie uczuć. Istnieje również język rąk. Te trzy języki trzeba ze sobą łączyć. Młody człowiek powinien myśleć o tym, co czuje i robi, odczuwać to, co myśli i robi, oraz robić to, co czuje i myśli. Człowiek stanowi jedność i wszystko ma w niej swoje miejsce, również troska o innych i zaangażowanie. Nie zapominajmy o odczuwaniu, o uczuciach. Ignacy był wielkim wychowawcą uczuć. I właśnie taką drogą powinno podążać wychowanie. Oczywiście zadaniem jezuitów pracujących w szkołach jest również przygotowywanie kompetentnych wychowawców. Powinni budować wspólnotę wychowawczą zdolną do rozeznawania sytuacji i uczącą się prowadzić wychowanie w tych trzech wymiarach: serca, umysłu i rąk. Ale proszę was, niech jezuici nie rezygnują z wychowania! Towarzystwo nie może porzucić tej misji, ponieważ jest to bardzo ważna droga.

Starszy jezuita pyta: „Czy można dodać do Litanii loretańskiej wezwanie «Regina Lithuaniae, ora pro nobis»?”.

Oczywiście! Tutaj, wśród was, możecie to robić, podobnie jak my, jezuici, mówimy: „Regina Societatis Iesu, ora pro nobis” („Królowo Towarzystwa Jezusowego, módl się za nami”). Róbcie tak!

Papież mówi, że być może jest jeszcze czas na ostatnie pytanie. Wstaje młody jezuita i pyta: „Ojcze Święty, powiedział Ojciec Święty, że powinniśmy wychodzić na ulice, tam, gdzie są ludzie. Powiedział, że Kościół jest szpitalem polowym. Powiedział również, że nie powinniśmy bać się chaosu. A dzisiejszy świat zdaje się pogrążony w chaosie. Jak możemy stawić mu czoła bez lęku?”.

Posłuchaj, jeśli wchodzisz w chaos sam, lepiej, żebyś się bał, bo źle skończysz. Ale jeśli wchodzisz w niego dzięki łasce rozmowy duchowej z prowincjałem, ze swoją wspólnotą, jeśli czynisz to w ramach misji i z Panem, wówczas lęk, który odczuwasz, pochodzi od złego ducha. Masz rację, dzisiaj panuje chaos. To tron z ognia i dymu, o którym św. Ignacy mówi w rozważaniu o dwóch sztandarach. Ale z Panem nie trzeba się bać. Z Panem, a nie kierując się własnymi zachciankami! Bóg jest mocny, Bóg jest silniejszy. Mówiłem o tym wcześniej, wspominając Hugona Rahnera: trzeba umieć wchodzić na oba pola, także na pole nieprzyjaciela człowieka, w chaos. Skorzystam z okazji, ponieważ twoje pytanie daje mi sposobność, aby powiedzieć o czymś, o czym chciałem wam dzisiaj wspomnieć. Mówiłem, że w chaos i trudne sytuacje nie należy wchodzić samotnie, lecz z Panem, w dialogu z przełożonym i wspólnotą. I tutaj pojawia się kwestia „sprawy sumienia”. Nie bójcie się! Prowincjał jest bratem. Być może jutro to on będzie zdawał przed tobą sprawę ze swojego sumienia. Łaska tego spotkania polega na tym, że przełożony i podwładny są dwoma braćmi, którzy dzielą się swoim doświadczeniem, aby lepiej służyć Panu. Nie jest to seria pytań i odpowiedzi. Prowincjał powinien angażować się w życie tego, kogo słucha. Również jezuita, który zdaje sprawę ze swojego sumienia, powinien angażować się w życie swojego przełożonego. Jest to dialog oparty na wzajemnym zaangażowaniu, w którym rozwiązuje się wszelkie konflikty z przełożonymi. W ten sposób Towarzystwo staje się jednym ciałem, zdolnym stawić czoła chaosowi. Zawsze naprzód, we wspólnocie i braterstwie.

Zbliżając się do zakończenia, papież mówi:

Dziękuję! Dziękuję, że przyszliście mnie odwiedzić, i dziękuję za to, co robicie dla Kościoła! Módlcie się! Polecam wam dwie lektury, jak często czynię podczas spotkań z jezuitami. Przeczytajcie przemówienie Pawła VI wygłoszone 3 grudnia 1974 roku do ojców zgromadzonych na XXXII Kongregacji Generalnej. Dla mnie jest to najpiękniejsza rzecz, jaką papież powiedział jezuitom. To prawdziwy klejnot. Weźcie ten tekst i rozważcie go. Polecam wam również przeczytanie ostatniego przemówienia ojca Arrupego, skierowanego do jezuitów pracujących w obozach dla uchodźców w Tajlandii. Był to jego „łabędzi śpiew”. Później, podczas lotu powrotnego do Rzymu, doznał udaru mózgu. W przemówieniu do jezuitów pracujących wśród uchodźców przypomniał im, aby nigdy nie zaniedbywali modlitwy. Przeczytajcie te dwa dokumenty. Znajdziecie w nich więcej treści i piękna niż w tym, co ja mógłbym wam powiedzieć. Módlcie się za mnie! Dziękuję! A teraz pomódlmy się wspólnie do Matki Bożej, Regina Societatis Iesu…

Źródło: L’Osservatore Romano, wydanie codzienne, rok CLVIII, nr 238, 19 października 2018 roku

 

Tłumaczenie OKM
Za: www.vatican.va


Copyright © Dykasterium ds. Komunikacji – Libreria Editrice Vaticana

 

 

 

 

Wpisy powiązane

2024.09.28 – Bruksela – Franciszek, Nie bójcie się niczego. Rozmowa papieża z jezuitami z Belgii

2024.09.11 – Singapur – Franciszek, Rozmowa papieża z jezuitami z Singapuru

2024.09.10 – Dili – Franciszek, Rozmowa papieża z jezuitami z Timoru Wschodniego