2015.09.17 – Rzym – Franciszek, Bliskość, proroctwo, gorliwość apostolska i pamięć, powracanie do początków. Papieskie refleksje skierowane do uczestników międzynarodowego spotkania młodych osób konsekrowanych

 

Franciszek

BLISKOŚĆ, PROROCTWO, GORLIWOŚĆ APOSTOLSKA I PAMIĘĆ, POWRACANIE DO POCZĄTKÓW. PAPIESKIE REFLEKSJE SKIEROWANE DO UCZESTNIKÓW MIĘDZYNARODOWEGO SPOTKANIA MŁODYCH OSÓB KONSEKROWANYCH

Rzym, Aula Pawła VI, 17 września 2015 r.

Dzień dobry!

Dziękuję wam. Ksiądz kardynał prefekt powiedział mi, że jest was pięć tysięcy młodych osób konsekrowanych. Zacząłbym od pytań, które przygotowaliście i które byliście tak uprzejmi wcześniej mi przesłać.

Ale przede wszystkim wiem, że są wśród was osoby konsekrowane z Iraku i Syrii. Chciałbym rozpocząć od wspomnienia naszych męczenników z Iraku i Syrii, naszych współczesnych męczenników. Być może znacie wielu z nich albo przynajmniej niektórych… Kilka dni temu na placu podszedł do mnie iracki kapłan i dał mi mały krzyż. Był to krzyż, który trzymał w ręku kapłan, któremu poderżnięto gardło, ponieważ nie chciał zaprzeć się Jezusa Chrystusa. Noszę ten krzyż tutaj… W świetle świadectwa naszych współczesnych męczenników – których jest więcej niż męczenników pierwszych wieków – a także męczenników z waszej ziemi, irackiej i syryjskiej, chciałbym rozpocząć nasz dialog od dziękczynienia Panu za to, że Jego Kościół także dzisiaj dopełnia w swoim Ciele to, czego brakuje cierpieniom Chrystusa (por. Kol 1, 24) oraz od prośby o łaskę tego najmniejszego, codziennego męczeństwa, męczeństwa każdego dnia w służbie Jezusowi i w naszym życiu konsekrowanym.

A teraz zadawajcie pytania, a potem zobaczymy…

PIERWSZE PYTANIE – Ojcze Święty, Ewangelia, którą my wszyscy, osoby konsekrowane, przyjęliśmy jako regułę naszego życia, mówi nam, że Pan Jezus odpowiedział dwóm uczniom, którzy szli za Nim i pytali: „Gdzie mieszkasz?”: „Chodźcie, a zobaczycie”. W tych dniach wspominaliśmy nasze powołanie i wiele innych wezwań, które Pan kierował do nas od chwili, gdy po raz pierwszy odpowiedzieliśmy na Jego zaproszenie, aby pójść za Nim bliżej i w sposób prorocki. Ojcze Święty, również Ojciec usłyszał wezwanie do życia konsekrowanego i poszedł za Jezusem. Z pewnością pamięta Ojciec także ową „godzinę dziesiątą” swojego powołania. Czy byłoby zbyt śmiałe prosić Ojca, aby podzielił się z nami wspomnieniem tego pierwszego wezwania, tamtej wrześniowej wiosny 1953 roku… Co zafascynowało Ojca w Jezusie i Ewangelii? Dlaczego został Ojciec zakonnikiem, dlaczego został kapłanem?

PAPIEŻ: Skąd jesteś? (oklaski)

ODPOWIEDŹ: Jestem z Aleppo, z Syrii… (oklaski)

DRUGIE PYTANIE (po angielsku) – Drogi Ojcze Święty, w Evangelii gaudium, „Radości Ewangelii”, przypomina nam Ojciec, że wszyscy ochrzczeni, niezależnie od miejsca zajmowanego w Kościele czy poziomu wykształcenia religijnego, są podmiotami ewangelizacji i że ewangelizacja, jako zadanie misyjne, powinna być prowadzona z zapałem. Chodzi o ewangelizację, która rozpala serce i bardzo różni się od wykonywania szeregu zadań odczuwanych jako ciężki obowiązek, który człowiek jedynie toleruje lub znosi jako coś sprzecznego z jego osobistymi skłonnościami i pragnieniami. Drogi Ojcze Święty, jaka jest dzisiaj misja młodych osób konsekrowanych w Kościele? Dokąd powinniśmy iść? Do kogo powinniśmy zwracać się o pomoc i w jaki sposób? Dokąd posyła nas Kościół?

PAPIEŻ: Jak się nazywasz? Skąd jesteś i do jakiego zgromadzenia należysz?

ODPOWIEDŹ (po angielsku): Ojcze Święty, nazywam się siostra Mary Giacinta, pochodzę z Indii i należę do Sióstr Miłosierdzia Maryi Dzieciątka.

TRZECIE PYTANIE (po hiszpańsku) – Ojcze Święty, to pytanie napisała siostra klauzurowa, która nie mogła być dzisiaj tutaj z nami… Sądzę, że dotyczy ono wszystkich osób konsekrowanych. My, dzisiejsze młode osoby konsekrowane, należymy do pokolenia, które niektórzy określają jako „płynne i niestabilne”, pozbawione mocnych korzeni, mające trudności z pełnym zaangażowaniem. Nasze rodziny niekiedy nie mają trwałej struktury. Należymy do pokolenia, które często wybiera wygodę i relatywizm, wszystko, co natychmiastowe, lekkie, przeznaczone do użycia i wyrzucenia… Po zakończeniu pierwszego etapu formacji do życia konsekrowanego i złożeniu ślubów wieczystych również my często doświadczamy pewnej niestałości na naszej drodze naśladowania Chrystusa. Jak możemy uniknąć popadnięcia w przeciętność?

ODPOWIEDŹ PAPIEŻA FRANCISZKA:

Dziękuję wam. Dziękuję Sarze, Mary Giacincie i Pierre’owi. Dziękuję całej trójce.

Zacznijmy od Sary, ponieważ poruszyłaś bardzo poważny problem, jakim jest wygodnictwo w życiu konsekrowanym: „Musimy robić to i tamto… Zachowujemy spokój… Przestrzegam wszystkich nakazów, które mam tutaj wypełniać, wszystkich reguł… Jestem wierny przepisom…”. Ale to, co św. Teresa od Jezusa mówiła o sztywnym i drobiazgowym przestrzeganiu reguł, pokazuje, że odbiera ono wolność. A ona była kobietą wolną! Tak bardzo wolną, że musiała stanąć przed inkwizycją. Istnieje wolność pochodząca od Ducha i wolność pochodząca z ducha tego świata. Pan powołuje was – i powołuje nas wszystkich – do tego, co Pierre nazwał „prorockim sposobem” przeżywania wolności, czyli wolności połączonej ze świadectwem i wiernością. Matka, która wychowuje dzieci w sposób rygorystyczny – „trzeba zrobić to, trzeba, trzeba, trzeba…” – i nie pozwala im marzyć, mieć własnych marzeń ani dorastać, niszczy ich możliwości twórczego rozwoju w przyszłości. Dzieci nie będą zdolne do twórczego działania. Także życie konsekrowane może stać się bezowocne, kiedy nie jest naprawdę prorockie, kiedy nie pozwala się nam marzyć. Pomyślmy jednak o św. Teresie od Dzieciątka Jezus. Zamknięta w klasztorze, w dodatku z przeoryszą, z którą nie było łatwo. Niektórzy uważali, że przeorysza robiła różne rzeczy specjalnie po to, aby jej dokuczyć… Ale ta młodziutka zakonnica, mająca szesnaście, siedemnaście, osiemnaście, dwadzieścia, dwadzieścia jeden lat, marzyła! Nigdy nie utraciła zdolności marzenia, nigdy nie straciła z oczu szerokich horyzontów! Do tego stopnia, że dzisiaj jest patronką misji, patronką wielkich horyzontów Kościoła. Ale to, co św. Teresa nazywała „almas concertadas”, stanowi niebezpieczeństwo. Wielkie niebezpieczeństwo. Była mniszką klauzurową, ale przemierzała drogi całej Hiszpanii, zakładając klasztory. I nigdy nie utraciła zdolności kontemplacji. Proroctwo i zdolność marzenia są przeciwieństwem sztywności. Ludzie rygorystyczni nie potrafią marzyć. Pomyślmy o tych pięknych słowach, które Jezus kieruje do ludzi rygorystycznych swoich czasów, do rygorystycznych osób konsekrowanych swoich czasów, w 23. rozdziale Ewangelii według św. Mateusza. Przeczytajcie go. To właśnie są ludzie rygorystyczni. A przestrzeganie reguł nie powinno być sztywne. Jeśli jest sztywne, nie jest już prawdziwym przestrzeganiem reguł, lecz osobistym egoizmem. Jest szukaniem samego siebie i uważaniem się za sprawiedliwszego od innych. „Dziękuję Ci, Panie, że nie jestem jak tamta siostra, jak tamten brat, jak tamten człowiek… Dziękuję Ci, Panie, że moje zgromadzenie jest naprawdę katolickie, wierne regułom, a nie jak tamto zgromadzenie, które idzie w inną stronę, albo tamto i jeszcze tamto…”. Tak właśnie mówią ludzie rygorystyczni. Ale wszystko to znajdziecie w 23. rozdziale Ewangelii według św. Mateusza. Teresa nazywa ich „almas concertadas”. Jak zatem uniknąć stania się takimi ludźmi? Trzeba mieć serce zawsze otwarte na to, co mówi nam Pan, a to, co Pan nam mówi, omawiać w dialogu z przełożonym, z kierownikiem lub kierowniczką duchową, z Kościołem, z biskupem. Otwartość, otwarte serce, dialog, także dialog we wspólnocie. „Ależ Ojcze, my nie możemy rozmawiać, bo kiedy zaczynamy dyskutować, zawsze się kłócimy…”. „Ale to nic złego! Także Piotr, Paweł i Jakub na początku – przeczytajcie Dzieje Apostolskie – ostro się spierali. Ale później byli tak otwarci na Ducha Świętego, że potrafili sobie przebaczać”. Zaraz użyję dość mocnego słowa. Mówię wam szczerze: jednym z grzechów, które często spotykam w życiu wspólnotowym, jest niezdolność do przebaczenia między braćmi i siostrami. „Ach, ona mi za to zapłaci! Jeszcze jej pokażę!…”. A to znaczy szkodzić drugiemu człowiekowi! Plotki we wspólnocie uniemożliwiają przebaczenie, a także oddalają nas od siebie nawzajem. Lubię mówić, że plotkowanie jest nie tylko grzechem – bo plotkowanie jest grzechem, spowiadajcie się z tego, jeśli tak postępujecie… To grzech! – ale jest także terroryzmem! Ponieważ człowiek, który plotkuje, „rzuca bombę” w dobre imię drugiego i niszczy go, a ten nie może się bronić. Bo plotkuje się zawsze w ciemności, a nie w świetle. Ciemność zaś jest królestwem diabła. Światło jest królestwem Jezusa. Jeśli masz coś przeciwko swojemu bratu albo siostrze, idź… Najpierw się pomódl, uspokój serce, a potem idź i powiedz mu czy jej: „Nie zgadzam się z tym… Zrobiłeś coś złego…”. Ale nigdy, przenigdy nie rzucaj bomby plotki. Nigdy, przenigdy! To zaraza życia wspólnotowego! W ten sposób zakonnik czy zakonnica, którzy poświęcili swoje życie Bogu, stają się terrorystami, ponieważ rzucają we własnej wspólnocie bombę, która niszczy.

Ty, Saro, mówiłaś również o niestałości w naszym naśladowaniu Chrystusa. Zawsze, od początku życia konsekrowanego aż do dzisiaj, pojawiają się chwile niestałości. Są to pokusy. Pierwsi mnisi pustyni pisali o tym i uczą nas, jak odnajdywać wewnętrzną stałość i pokój. Ale pokusy będą zawsze, zawsze, zawsze… Walka potrwa aż do końca. Wracając do św. Teresy od Dzieciątka Jezus, mówiła ona, że trzeba modlić się za umierających, ponieważ właśnie wtedy przychodzi chwila największej niestałości, kiedy pokusy uderzają z wielką siłą. Z punktu widzenia kultury to prawda: żyjemy w czasach wielkiej, naprawdę wielkiej niestałości, a także w czasach, w których wszystko wydaje się trwać tylko przez chwilę. Żyjemy w kulturze tymczasowości. Pewien biskup opowiadał mi – mniej więcej rok czy dwa lata temu – że przyszedł do niego porządny młody człowiek, dobry chłopak, mający już zawód, który chciał zostać księdzem, ale tylko na dziesięć lat: „A potem zobaczymy…”. Tak właśnie się dzieje. Nasza kultura jest kulturą tymczasowości. Także w małżeństwach: „Tak, tak, pobierzemy się! Dopóki miłość trwa… A kiedy miłość się skończy, to do widzenia: ty do swojego domu, ja do swojego”. I ta kultura tymczasowości weszła do Kościoła, weszła do wspólnot zakonnych, weszła do rodzin, do małżeństw… Kultura trwałości: Bóg posłał swojego Syna na zawsze! Nie tymczasowo, nie dla jednego pokolenia czy jednego kraju, ale dla wszystkich. Dla wszystkich i na zawsze. I to jest kryterium rozeznawania duchowego. Czy ulegam kulturze tymczasowości? Aby nie utracić wewnętrznej spójności, trzeba umieć podejmować także zobowiązania na całe życie”.

Ty, Mary Giacinto, mówiłaś o ewangelizacji. O ewangelizacji – jak przytoczyłaś – która rozpala serce. O pragnieniu ewangelizowania, kiedy serce płonie, kiedy człowiek ma rozpalone serce. To jest gorliwość apostolska. Ewangelizacja nie jest tym samym co prozelityzm. Nie jesteśmy klubem piłkarskim, który szuka członków, nowych zwolenników… Ewangelizować to nie tylko przekonywać, lecz dawać świadectwo, że Jezus Chrystus żyje. A jak dajesz takie świadectwo? Całym sobą, swoim życiem. Możesz studiować, możesz uczestniczyć w kursach ewangelizacji i to jest dobre, ale zdolność rozpalania ludzkich serc nie pochodzi z książek, lecz z twojego serca! Jeśli twoje serce płonie miłością do Jezusa Chrystusa, jesteś dobrym ewangelizatorem albo dobrą ewangelizatorką. Ale jeśli twoje serce nie płonie, a ty zajmujesz się wyłącznie sprawami organizacyjnymi, które są potrzebne, ale drugorzędne… I tutaj chciałbym – wybaczcie, jeśli okażę się trochę feministą – podziękować za świadectwo kobiet konsekrowanych. Nie wszystkich, bo zdarzają się też niektóre trochę histeryczne! Wy macie w sobie pragnienie, aby zawsze być na pierwszej linii. Dlaczego? Ponieważ jesteście matkami, macie w sobie to macierzyństwo Kościoła, które sprawia, że jesteście blisko ludzi. Pamiętam, że w Buenos Aires pewien szpital został bez sióstr zakonnych, ponieważ było ich niewiele, były już starsze, a ich zgromadzenie niemal przestawało istnieć… Bo wszystkie instytuty zakonne istnieją tylko przez pewien czas: Pan wybiera jeden na jakiś okres, potem pozwala mu zakończyć działalność i powołuje inny. Żaden nie ma zagwarantowanego istnienia na zawsze. To łaska Boża, a niektóre istnieją tylko w określonym czasie. Niech to będzie jasne. Te biedne siostrzyczki były już starsze… I powiedziano mi o pewnym zgromadzeniu z Korei: Siostrach Świętej Rodziny z Seulu. Dzięki pewnemu koreańskiemu kapłanowi przyjechały w końcu trzy koreańskie siostry do tego szpitala w Buenos Aires, gdzie mówi się po hiszpańsku. A one znały hiszpański tak samo dobrze, jak ja znam chiński: wcale. Już drugiego dnia poszły na sale, na oddziały. Chodziły po oddziałach i porozumiewały się gestami, pieszczotliwym dotknięciem, uśmiechem… Chorzy mówili: „Jakie wspaniałe siostry! Jak one pracują! Jakie są dobre!”. „A powiedziały ci coś?”. „Nie, nic”. To było świadectwo płonącego serca. To jest macierzyństwo sióstr zakonnych. Nie traćcie tego, proszę! Ponieważ zakonnica jest obrazem Matki Kościoła i Matki Maryi. Naprawdę pełnicie w Kościele taką funkcję: macie być obrazem Kościoła, obrazem Maryi, obrazem czułości Kościoła, miłości Kościoła, macierzyństwa Kościoła i macierzyństwa Matki Bożej. Nie zapominajcie o tym. Zawsze na pierwszej linii, ale właśnie w taki sposób. Ponadto Kościół jest Oblubienicą Jezusa Chrystusa – i na tym zakończę o siostrach – a siostry zakonne są oblubienicami Jezusa Chrystusa i całą swoją siłę czerpią stamtąd, sprzed tabernakulum, od Pana, z modlitwy ze swoim Oblubieńcem, aby nieść Jego przesłanie.

Muszę się trochę pospieszyć, bo dzisiaj jest jeszcze wiele pracy!

A ty, Pierre, użyłeś słów kluczowych: iść za Jezusem bardziej z bliska; blisko, bliskość; w sposób prorocki. O tym już mówiłem, o proroctwie, odpowiadając Sarze. I jeszcze jedno słowo, które ma kluczowe znaczenie w życiu konsekrowanym: pamięć. A zatem proroctwo, bliskość, pamięć. O proroctwie już mówiłem. Bliskość. Bliskość między wami i wobec innych. Bliskość wobec ludu Bożego. Pewien kolega mojego taty z pracy – kilku jego kolegów przybyło do Argentyny po hiszpańskiej wojnie domowej i byli zaciekłymi przeciwnikami księży – pewnego razu zachorował na bardzo ciężką infekcję, z ranami na ciele. Była to straszna choroba, a jego żona również pracowała i mieli troje dzieci. Dowiedziało się o tym zgromadzenie Les Petites Sœurs de l’Assomption, te siostry, które założył ojciec Pernet. Ich praca wyglądała tak… W tamtych czasach po modlitwach chodziły do domów, w których ludzie przeżywali trudności. Wszystkie były pielęgniarkami, opiekowały się chorymi, odprowadzały dzieci do szkoły, wykonywały prace domowe, a potem o czwartej po południu wracały do domu zakonnego. Poszła do niego jedna z nich, sama przełożona, ponieważ był to trudny przypadek. Powiedziała: „Ja tam pójdę”. Wyobraźcie sobie, co ten człowiek powiedział tej siostrze: najgorsze przekleństwa. Ale ona spokojnie wykonywała swoją pracę, opatrywała rany, zajmowała się dziećmi, gotowała. I po ponad miesiącu ten człowiek wyzdrowiał. Wyzdrowiał. Wrócił do pracy. Kilka dni później wychodził z pracy razem z trzema czy czterema kolegami, którzy również byli przeciwnikami księży. Ulicą przechodziły dwie siostry zakonne i jeden z kolegów zaczął je obrażać. Wtedy ten człowiek uderzył go pięścią i powalił na ziemię, mówiąc: „Na księży i na Boga możesz mówić, co chcesz, ale od Matki Bożej i sióstr zakonnych wara!”. Pomyślcie: ateista, przeciwnik księży. Dlaczego? Ponieważ zobaczył macierzyństwo Kościoła, zobaczył uśmiech Matki Bożej w tej cierpliwej siostrze, która go pielęgnowała, wykonywała prace domowe, odprowadzała dzieci do szkoły i odbierała je stamtąd. Nie zapominajcie o tym, siostry: jesteście obrazem Świętej Matki Kościoła i Świętej Matki Maryi. Nie zapominajcie o tym. A Kościół wam za to dziękuje. To piękne świadectwo. I właśnie na tym polega bliskość. Bądźcie blisko, blisko problemów, rzeczywistych problemów.

A kolejnym słowem kluczowym jest pamięć. Myślę, że Jakub i Jan nigdy nie zapomnieli tamtego spotkania z Jezusem. Podobnie pozostali apostołowie. Piotr: „Ty jesteś Piotr [czyli Opoka]”; Nikodem; Natanael… Pierwsze spotkanie z Jezusem. Pamięć, pamięć o własnym powołaniu. W chwilach ciemności, pokus, w trudnych chwilach naszego życia konsekrowanego trzeba wracać do źródeł, przywoływać wspomnienia i przypominać sobie zachwyt, jaki odczuwaliśmy, kiedy Pan na nas spojrzał. Pan spojrzał na mnie… Pamięć.

A ty poprosiłeś mnie, abym podzielił się swoim wspomnieniem, opowiedział, jak wyglądało to pierwsze powołanie 21 września 1953 roku. Ale nie wiem, jak to się stało. Wiem, że przypadkiem wszedłem do kościoła, zobaczyłem konfesjonał i wyszedłem stamtąd inny, wyszedłem odmieniony. Tam zmieniło się moje życie. A co mnie zafascynowało w Jezusie i Ewangelii? Nie wiem… Jego bliskość wobec mnie. Pan nigdy nie zostawił mnie samego, także w trudnych i mrocznych chwilach, także w chwilach grzechu… Bo i to musimy powiedzieć: wszyscy jesteśmy grzesznikami. Mówimy o tym teoretycznie, ale nie w praktyce! Ja pamiętam swoje grzechy i wstydzę się ich. Nawet w tych chwilach Pan nigdy nie zostawił mnie samego. I nie tylko mnie, ale wszystkich. Pan nigdy nikogo nie opuszcza.

I wtedy poczułem powołanie, aby zostać kapłanem i zakonnikiem. Kapłan, który mnie tego dnia wyspowiadał, a którego nie znałem, znalazł się tam przypadkiem, ponieważ chorował na białaczkę i był w trakcie leczenia. Zmarł rok później. Potem prowadził mnie pewien salezjanin, tak jak ty, salezjanin, który mnie ochrzcił. Poszedłem do niego, a on skierował mnie do jezuitów… Ekumenizm zakonny! Ale w najtrudniejszych chwilach bardzo pomagało mi wspomnienie tamtego pierwszego spotkania, ponieważ spotkanie z Panem ma zawsze charakter ostateczny. Pan nie kieruje się kulturą tymczasowości. On kocha nas na zawsze i towarzyszy nam na zawsze.

A zatem: bliskość wobec ludzi, bliskość między nami; proroctwo poprzez nasze świadectwo, poprzez płonące serce, poprzez gorliwość apostolską, która rozpala serca innych, nawet bez słów, jak w przypadku tamtych koreańskich sióstr; i pamięć, nieustanne powracanie do początków.

Dam wam pewną radę. Weźcie Księgę Powtórzonego Prawa, w której Mojżesz przypomina dzieje ludu, i wy także przypomnijcie sobie własne życie: „Kiedy byłem tam niewolnikiem, jak Pan mnie wyzwolił i jak…”. To piękne. Pod koniec, niemal na końcu księgi, Mojżesz uczy, jak należy przynosić ofiarę do świątyni. Mówi: „Ojciec mój, Aramejczyk błądzący…”. Nauczcie się opowiadać własne życie przed Panem: „Byłem niewolnikiem, byłam niewolnicą, Pan mnie wyzwolił i dlatego przychodzę i świętuję!”. Świętować! Kiedy przypominasz sobie cuda, których Pan dokonał w twoim życiu, masz ochotę świętować, uśmiechasz się od ucha do ucha! Takim pięknym uśmiechem, ponieważ Pan jest wierny! Proroctwo, pamięć, bliskość, płonące serce, gorliwość apostolska, kultura trwałości, sprzeciw wobec traktowania wszystkiego jako czegoś, co można użyć i wyrzucić.

I chciałbym zakończyć dwoma słowami. Pierwsze oznacza najgorszą, nie wiem, czy najgorszą, ale jedną z najgorszych postaw osoby zakonnej: wpatrywanie się w samego siebie, narcyzm. Strzeżcie się tego. Żyjemy w kulturze narcystycznej i zawsze mamy skłonność do wpatrywania się w siebie. Nie dla narcyzmu, nie dla zapatrzenia w samego siebie. Tak natomiast dla jego przeciwieństwa, dla tego, co uwalnia nas od wszelkiego narcyzmu: tak dla adoracji. I sądzę, że jest to jedna z dziedzin, w których powinniśmy zrobić postępy. Wszyscy się modlimy, dziękujemy Panu, prosimy Go o łaski, wielbimy Go… Ale stawiam pytanie: czy adorujemy Pana? Czy ty, zakonniku albo zakonnico, potrafisz adorować Pana? Modlitwa adoracji w ciszy: „Ty jesteś Panem” jest przeciwieństwem narcystycznego wpatrywania się w siebie. Adoracja. Tym słowem chcę zakończyć: bądźcie kobietami i mężczyznami adoracji. I módlcie się za mnie. Dziękuję.

 

Tłumaczenie OKM
Za: www.vatican.va


Copyright © Dykasterium ds. Komunikacji – Libreria Editrice Vaticana

 

 

 

 

Wpisy powiązane

2025.02.01 – Rzym – Franciszek, Homilia do osób konsekrowanych podczas pierwszych nieszporów święta Ofiarowania Pańskiego

2025.01.22 – Rzym – Franciszek, Pozdrowienie skierowane do członków Fundacji Hiltona

2025.01.04 – Rzym – Franciszek, Przemówienie do uczestniczek XV kapituły generalnej wyborczej Unii Świętej Katarzyny ze Sieny, Misjonarek Szkoły