Jan Paweł II
«OMNIS ANIMA». BULLA KANONIZACYJNA OGŁASZAJĄCA, ŻE BŁOGOSŁAWIONA EUSTACHIA CALAFATO ZOSTAJE WPISANA DO KATALOGU ŚWIĘTYCH
Mesyna, 11 czerwca 1988 r.
Jan Paweł II, Biskup, Sługa Sług Bożych, na wieczną rzeczy pamiątkę.
„Każda dusza idzie za tym, co miłuje. Wszelkie ciało jest jak trawa, a wszelka chwała ciała jak kwiat trawy; trawa uschła i kwiat opadł, lecz słowo Pana trwa na wieki. Oto co masz miłować, jeśli chcesz trwać na wieki” (św. Augustyn, Komentarz do Ewangelii św. Jana, Traktat 7, 1).
Także błogosławiona Eustachia Calafato pozwoliła pociągnąć się i prowadzić miłości do Chrystusa, który jest źródłem życia i świętości. Porzuciwszy wszystko, szukała jedynie królestwa Bożego i naśladując św. Franciszka z Asyżu oraz św. Klarę, z sercem wolnym od trosk i w doskonałej radości szła drogą dobrowolnego ubóstwa i pokory, a zarazem kontemplacji oraz troskliwej służby duchowemu i cielesnemu dobru bliźnich.
Urodziła się w Mesynie dnia 25 marca 1434 roku. Jej ojcem był Bernardo Cofino, zwany przez lud Calafato, matką zaś Mascalda Romano. Na chrzcie otrzymała imię Esmeralda. Od matki, kobiety roztropnej i oddanej franciszkańskiemu stylowi życia, nauczyła się od najmłodszych lat, że niczego nie należy przedkładać ponad miłość Boga i że dobra wieczne są cenniejsze niż dobra przemijające i niepewne. Zasady te głęboko zapadły jej w serce, zwłaszcza po śmierci człowieka, z którym — bez jej wiedzy — ojciec ją zaręczył. Posłuszna działaniu łaski Bożej, Esmeralda coraz bardziej odkrywała piękno i wartość modlitwy, samotności, pokuty oraz oddzielenia od marności świata. Pragnęła całkowicie poświęcić się Panu i wstąpić do klasztoru klarysek w swoim mieście, lecz zamiast zgody i pomocy ze strony najbliższych napotkała trudności i sprzeciw. Niektórzy krewni, także jej ojciec, czynili wszystko, aby odwieść ją od tego zamiaru. Im większe jednak były przeszkody, tym mocniejsze i gorętsze stawało się jej pragnienie ucieczki na pustynię i schronienia się przy sercu ukrzyżowanego Jezusa. W końcu jej wytrwałość zwyciężyła: w roku 1449 mogła wstąpić do klasztoru klarysek Santa Maria di Basicò w Mesynie, gdzie otrzymała imię Eustachia.
Prowadzona przez doświadczoną mistrzynię, gorliwie pracowała nad cnotami. Wytrwale trwała na modlitwie, rozważała mękę Jezusa, praktykowała umartwienie ciała i surowe pokuty, podejmowała najniższe posługi i troszczyła się szczególnie o chore siostry. Dyscyplina i zwyczaje klasztoru nie odpowiadały jednak całkowicie jej pragnieniu doskonałości, ponieważ ubóstwo nie było tam zachowywane w sposób, jaki uważała za pełny. Dlatego wraz z innymi siostrami podjęła starania o reformę życia zakonnego. Kiedy jednak wysiłki te okazały się bezowocne, uzyskała od papieża pozwolenie na założenie nowej wspólnoty, wierniejszej franciszkańskiemu ubóstwu. Pod koniec roku 1460 wraz z wierną siostrą Giacopą Pollicino i swoją rodzona siostrą Mitą przeniosła się do dawnego szpitala, przystosowanego do życia klasztornego. Jak to często bywa, młodej wspólnocie nie brakowało trudności i konfliktów, lecz nie złamały one jej ducha, przeciwnie — jeszcze bardziej umocniły ją w obranym zamierzeniu. W roku 1464 siostry zamieszkały w dzielnicy Montevergine, gdzie z wielkim trudem, pośród cierpień i wydatków, przygotowały odpowiednie miejsce dla życia konsekrowanego. Opatrzność Boża błogosławiła ich wysiłkom, pomnażając liczbę sióstr. Do wspólnoty dołączyła także sama Mascalda, która z radością stała się uczennicą własnej córki.
Wybrana na ksienię, nasza świątobliwa zakonnica kierowała wspólnotą z wielką roztropnością i matczyną troską. Była dla sióstr jak płonąca lampa, która oświetla drogę służby Bogu i Kościołowi. Jej słowa objawiały mądrość Ewangelii, a całe jej życie było jak pieśń dla niebieskiego Oblubieńca. Nieustannie zachęcała do pokoju, miłości i jedności. Z dobrocią i pokorą upominała, umacniała, pocieszała i dodawała odwagi każdej według jej potrzeb.
Choć zdrowie miała słabe i często chorowała, unikała wszelkich szczególnych względów, które mogłyby zakłócić spokój sióstr przez ujawnienie jej cierpień. Sama pragnęła służyć chorym, widząc w nich obraz Odkupiciela. Jej miłość przekraczała jednak mury klasztoru i obejmowała cały świat. Modliła się za żywych i zmarłych i zachęcała innych do modlitwy za nich. Prosiła Boga, aby pozwolił jej cierpieć dla ratowania dusz tych, którzy dzięki łasce mieli zostać ocaleni od zguby. Nawet nieprzyjaciele doświadczali z jej strony dobroci, pomocy i pociechy.
Tak postępowała, ponieważ była przeniknięta miłością Boga i potrafiła cierpieć z cierpiącymi oraz radować się z radującymi”. Niczego dla siebie nie zatrzymując, odczuwała przemożne pragnienie oddania się Temu, który wszystko daje, zwłaszcza możność ofiarowania siebie dla dobra innych: „ponieważ On oddał za nas swoje życie, i my powinniśmy oddawać życie za braci” (1 J 3, 16). Z długiej kontemplacji Ukrzyżowanego, ku któremu kierowała całe swoje życie zakonne i ascezę jak ku centrum, czerpała siłę do podążania drogą goryczy, krzyża i całkowitego daru z siebie. Twierdziła bowiem, że nic bardziej nie doprowadziło jej do miłości Boga niż rozważanie męki Chrystusa. Zachęcała więc siostry, aby w Ukrzyżowanym znajdowały oparcie i całkowicie oddały się w Jego ramiona.
Jaśniała prostotą, przejrzystością i mocą wiary. Nieustannie zanurzona w Bogu, z wielkim oddaniem trwała na modlitwie, której poświęcała znaczną część dnia i nocy. Dzięki niej znalazła siłę zarówno do pokonania przeszkód utrudniających jej wstąpienie do klasztoru, jak i do znoszenia wielkich trudności już wewnątrz wspólnoty, ponieważ pragnęła widzieć klasztor rozkwitający dzięki wiernemu zachowywaniu reguły. Trzeba otwarcie przyznać, że jej modlitwy nie pozostały bez owocu, skoro obficie doświadczała Bożej pomocy. Z niezwykłej wiary wypływała jej gorliwość o chwałę Boga; dla Jego czci i uwielbienia gotowa była cierpieć nawet kary potępionych, aby wszystkie dusze mogły osiągnąć wspólnotę z Bogiem, składać Mu dzięki, błogosławić Go i wysławiać Jego święte imię oraz potęgę. Właśnie w tym celu chciała założyć nowy klasztor: aby Bóg był uwielbiony, a dusze zbawione.
Karmiła swoją duszę czytaniem i rozważaniem Pisma Świętego, będąc głęboko przekonana, że zawiera ono Boże objawienie. Kiedy wyjaśniała je swoim duchowym córkom, wydawało się, że jej twarz się przemienia, a Duch Święty przemawia przez nią.
Najświętszą Eucharystię otaczała wielką czcią — zarówno wtedy, gdy ją przyjmowała, płonąc miłością, jak i wtedy, gdy adorowała ją i oddawała jej cześć. Do Komunii świętej przystępowała po kilku dniach intensywnej modlitwy, często przeżywanej we łzach wzruszenia. Kiedy zaś nocą trwała przed tabernakulum na modlitwie i rozważaniu, z szacunku dla Eucharystii spuszczała wzrok i pozostawała nieco dalej od ołtarza, ponieważ uważała się za niegodną, by się do niego zbliżyć. Nie mniej gorliwa była jej wiara wobec liturgii i Liturgii Godzin, którą odmawiała z wielką godnością i duchową słodyczą. Czułą miłością darzyła Najświętszą Maryję Pannę, którą po wstąpieniu do klasztoru obrała sobie za Matkę i czciła na wiele sposobów.
Zdawała się bardziej żyć w niebie niż na ziemi, tak bardzo była pochłonięta zjednoczeniem z Bogiem i przez nie przemieniona. Swój wzrok kierowała ku ojczyźnie niebieskiej i jedynie w Panu pokładała nadzieję. W modlitwach wyznawała bowiem: „Ty jesteś moim pragnieniem, moją pociechą, moją radością, moim schronieniem i moją nadzieją, i tylko w Tobie jest cała moja nadzieja i całe moje dobro”. Dlatego marności świata nie miały nad nią żadnej władzy. Płonęła umiłowaniem ubóstwa i z radością je praktykowała. Idąc za przykładem św. Franciszka, rozumiała tę cnotę nie tylko jako wyrzeczenie się dóbr ziemskich i wygód, ale przede wszystkim jako wolność ducha konieczną do przylgnięcia do Ukrzyżowanego i łatwiejszego podążania Jego śladami.
Aby gorliwiej służyć Bogu, zapierała się samej siebie, umartwiała ciało i podejmowała pokutę. Nosiła szorstką włosiennicę, a pod ubraniem umieszczała gałęzie cierni i biczowała się aż do krwi. W ciągu dnia wykonywała ciężkie prace i obowiązki domowe trudne nawet dla silnych osób, jak choćby noszenie wielkich naczyń z wodą, czyniąc to po to, aby naśladować Chrystusa dźwigającego krzyż. Pragnęła również uczestniczyć ciałem w cierpieniach, które Pan zniósł w czasie męki. Tak wielkie było jej pragnienie okazania miłości, że prosiła, by mogła nosić w swoim ciele rany Ukrzyżowanego, wołając: „Albo zabierz mnie z tego życia, albo daj mi swoje rany”. Często pościła i ograniczała sen, aby dłużej oddawać się modlitwie i rozmyślaniu. Z równie wielką stałością i gotowością znosiła prześladowania i przeciwności, których doświadczała w swoim życiu. Nigdy nie skarżyła się na tych, którzy wyrządzali jej krzywdę i cierpienie, ani nie broniła się przed nimi. W tym samym pokoju ducha znosiła liczne i długotrwałe choroby, które ją dotknęły, przeciwnie — dziękowała Panu, że uznał ją za godną współcierpienia z Nim.
Do tego stopnia umiłowała pokorę, że pragnęła być wzgardzona jak Chrystus w czasie męki i — choć była założycielką oraz ksienią klasztoru — chciała być przez siostry uważana za nic.
Dnia 30 listopada 1484 roku podczas wieczerzy utraciła przytomność, po czym zapadła na różne choroby. Wiedząc więc, że zbliża się siostra śmierć, z radością i na modlitwie oczekiwała Oblubieńca, aby wejść z Nim na wieczne gody. Przemieniona wewnętrznie, spokojnie zasnęła w Panu, wzywając imienia Jezusa, wieczorem dnia 20 stycznia 1485 roku. Natychmiast rozeszła się wokół niej niezwykła woń. Ponieważ ciało nie wykazywało oznak rozkładu, dwa dni później zostało złożone do grobu. Przy jej ciele i grobie zaczęły się następnie dokonywać liczne znaki, między innymi uzdrowienia, które przyczyniły się do wzrostu czci wiernych dla tej uczennicy Chrystusa.
Ponieważ sława jej świętości i cudów coraz bardziej się rozszerzała i umacniała, siostry z klasztoru Montevergine, które znały błogosławioną Eustachię, pragnęły zachować pamięć o swojej matce i spisały dokumenty opowiadające o jej życiu, dziełach i cnotach. Gdy pamięć o niej nadal trwała mimo upływu czasu, w roku 1640 rozpoczęto sprawę kanonizacyjną przez przeprowadzenie procesu zwyczajnego w kurii arcybiskupiej Mesyny. W roku 1779 przeprowadzono kolejny proces dotyczący opinii świętości i kultu błogosławionej. Nasz Poprzednik Pius VI dnia 14 września 1782 roku zatwierdził jej kult „od niepamiętnych czasów”, a dnia 13 listopada tego samego roku udzielił pozwolenia na sprawowanie Mszy świętej i Oficjum ku jej czci. Trwało to nieprzerwanie aż do naszych czasów.
Dnia 21 marca 1985 roku, po przeprowadzeniu badań w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, zatwierdziliśmy dekret stwierdzający heroiczność cnót błogosławionej Eustachii Calafato, że błogosławiona Eustachia Calafato praktykowała w stopniu heroicznym cnoty teologalne, kardynalne oraz z nimi związane. Tymczasem został także przeprowadzony proces dotyczący cudu, który — za wstawiennictwem błogosławionej — miał dokonać się w Mesynie w roku 1965. Po dokładnym zbadaniu sprawy przez lekarzy i teologów oraz po uzyskaniu pozytywnego wyniku, Naszą władzą został wydany dnia 8 maja 1987 roku dekret o cudzie. Następnie podczas konsystorza, który odbył się w Watykanie dnia 22 czerwca tego samego roku, po wysłuchaniu Naszych Braci Kardynałów i Biskupów tam zgromadzonych, postanowiliśmy zaliczyć błogosławioną Eustachię do grona świętych.
W wyznaczonym dniu kanonizacji, dzisiaj, w Mesynie, podczas uroczystej liturgii wypowiedzieliśmy następującą formułę:
„Na chwałę Świętej i Niepodzielnej Trójcy, dla wywyższenia katolickiej wiary i wzrostu chrześcijańskiego życia, na mocy władzy Naszego Pana Jezusa Chrystusa, Świętych Apostołów Piotra i Pawła oraz Naszej, po uprzednim długim namyśle, po zasięgnięciu opinii licznych Naszych Braci w biskupstwie, ogłaszamy i ustanawiamy Świętą błogosławioną Eustachię Esmeraldę Calafato i wpisujemy ją do katalogu Świętych, postanawiając, że w całym Kościele ma być wśród Świętych czczona z należną czcią. W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”.
To zaś, co uroczyście postanowiliśmy zarówno poruszeni przykładem tej Świętej, jak i niezwykłością jej życia, pragniemy, aby zachowało swoją moc i znaczenie zarówno obecnie, jak i w przyszłości, niezależnie od wszelkich przeciwnych postanowień. Jesteśmy bowiem głęboko przekonani, że kult liturgiczny tej Świętej oraz naśladowanie jej życia przyniosą — za łaską Boga — wielki pożytek duchowy całemu Kościołowi.
Dan w Mesynie dnia 11 czerwca roku Pańskiego 1988, w dziesiątym roku Naszego Pontyfikatu.
JA, JAN PAWEŁ II
Biskup Kościoła Katolickiego
Joseph Del Ton, protonotariusz apostolski
Tłumaczenie OKM
Za: www.vatican.va
Copyright © Dykasterium ds. Komunikacji – Libreria Editrice Vaticana