Jan Paweł II
ŁĄCZĄC GDAŃSK Z JASNĄ GÓRĄ. PRZEMÓWIENIE PODCZAS AUDIENCJI GENERALNEJ
Rzym, Sala Konsystorza, 21 października 1980 r.
Moi Drodzy! Pragnę odpowiedzieć wam przede wszystkim sercem, nie gotowym tekstem, ale tym tekstem, który pisze serce i który dyktuje serce. Czasem naprzód dyktuje a potem pisze, czasem naprzód pisze, a potem dyktuje.
Jesteście tutaj reprezentantami dwóch wspólnot, które są temu mojemu sercu szczególnie bliskie, z którymi jestem zrośnięty przez całą moją osobistą historię: wspólnota Jasnogórska i wspólnota Kościoła Gdańskiego. Pragnę podziękować za słowa wypowiedziane przez Ojca Generała i pragnę podziękować za słowa wypowiedziane przez Księdza Biskupa.
Trzeba by mówić bardzo wiele, ażeby wyrazić wszystko, co czuję w związku z waszą obecnością i w związku z tymi słowami, które usłyszałem. Poza słowami bowiem, w jednym i w drugim wypadku kryje się bardzo bogata rzeczywistość. Rzeczywistość, z którą nie tylko byłem związany, ale jestem nadal związany. Trudno inaczej, gdy chodzi o Jasną Górę.
Jasna Góra – powiedział ojciec generał – a więc wzgórze, pragnie być zawsze blisko innego wzgórza – watykańskiego. Chcę odpowiedzieć, że jest, może nawet bardziej, niż myśli. I to nie tylko dopiero teraz, kiedy na tym wzgórzu, jako niegodny Następca św. Piotra, który tu poniósł śmierć męczeńską, przybywa Papież Polak, wasz Rodak, ale od dawna. Od dawna Jasna Góra jest obecna w Stolicy Apostolskiej. Ja ją tutaj zastałem bardziej, niż z sobą przyniosłem. I tutaj, w tym domu, i w Castel Gandolfo, zastałem Jasną Górę. Wszystkie znaki o tym świadczące: wizerunek Pani Jasnogórskiej – i ten obecny, związany z okresem Millenium, z okresem peregrynacji, i ten dzisiejszy, przede wszystkim w kaplicy w Castel Gandolfo – to wszystko, te właśnie znaki mówią, jak bardzo owe dwa wzgórza: Jasnogórskie i Watykańskie nie tylko są sobie bliskie, ale po prostu utożsamiają się, żyją jedno w drugim. Takie bowiem jest prawo komunii, prawo duchowego przenikania się. Ten proces duchowego przenikania się trwa od lat, od pokoleń – i współcześnie osiąga nową dojrzałość.
Jestem wdzięczny za zaproszenie na wielką rocznicę sześciu wieków Matki naszego Narodu i Matki Kościoła na Jasnej Górze. Mogę odpowiedzieć tylko tyle, że zaproszenie to przyjąłem wcześniej, aniżeli je usłyszałem. A jeżeli czegoś wypada mi w związku z tym życzyć, to tylko tego, ażeby ostatnie lata, już właściwie nie lata, ale prawie że tylko rok, nieco więcej jak rok przygotowań do tej rocznicy, do której Episkopat Polski ze swoim Prymasem i Kościół w Polsce przywiązują tak wielkie znaczenie, ubiegły w pokoju i pod znakiem błogosławieństwa Bożego oraz szczególnej macierzyńskiej czujności Tej, która dana jest ku obronie naszego Narodu.
Do Niej też zwracałem się przede wszystkim w ciągu tych dni i tygodni, które uwagę nie tylko całej Polski, ale także i całej Europy i świata zwróciły na Polskę, a przede wszystkim Gdańsk. W ciągu tych dni i tygodni z waszym Gdańskim Kościołem, z waszym gdańskim społeczeństwem, a przede wszystkim z gdańskim światem pracy czułem się szczególnie głęboko związany. Związany poprzez wymowę wydarzeń, poprzez znaczenie wydarzeń, które tam przede wszystkim miały miejsce, chociaż nie tylko tam, ale także i w innych miejscach Polski. Śledziłem te wydarzenia, ale to nie wystarczyło. Szedłem w ślad za nimi modlitwą ust, modlitwą serca, przede wszystkim zwracając się do Tej, która dana jest ku obronie naszego Narodu, łącząc w ten sposób Gdańsk i to, co się tam działo – z Jasną Górą.
Dzisiaj z wdzięcznością przyjmuję waszą tutaj obecność, drodzy księża, drogie siostry i drodzy bracia i siostry, przedstawiciele świeckiego społeczeństwa katolickiego Gdańska, miast i diecezji, w szczególności przedstawiciele znanej w całym świecie Stoczni Gdańskiej. Życzę tego, o co się modlę nieustannie, ażeby ten wielki wysiłek skierowany w stronę dobra, wspólnego dobra całego Narodu, w stronę życia i sprawiedliwości i pokoju, przyniósł do końca swoje owoce. Żeby wydał swoje owoce. Żeby je wydał nie tylko dla waszej wspólnoty, która w tej dziedzinie posiadała swoje pionierskie zadanie, ale dla całej wspólnoty naszego Narodu, Ludu Bożego, żyjącego na polskiej ziemi. Powiedziałbym więcej nawet: dla dobra ludów i narodów całego świata!
Takie są moje życzenia i takie są moje nieustające modlitwy. O tym pragnę was zapewnić przy okazji waszych odwiedzin. Proszę, żebyście to przekazali wszystkim Rodakom, wszystkim gdańszczanom, wszystkim moim braciom i siostrom, waszemu Biskupowi i całej czcigodnej wspólnocie Kościoła i społeczeństwa gdańskiego.
Jako syn Krakowa, położonego nad Wisłą, od dzieciństwa, przez wszystkie lata mojego życia patrzyłem na Gdańsk poniekąd z góry, bo Kraków jest bliżej gór, a Gdańsk na brzegu Bałtyku, a równocześnie poniekąd z dołu, ponieważ Gdańsk leży u ujścia Wisły, tej, która w Krakowie zaledwie ma swój górny bieg. Możecie powiedzieć wszystkim, że nadal tak patrzę.
Za: „L’Osservatore Romano”, wydanie polskie, Rok 1/1980, Nr 10, s. 23
Copyright © Dykasterium ds. Komunikacji – Libreria Editrice Vaticana