2026.10.03 – Warszawa – Abp Adrian Galbas SAC, Kora i rdzeń, czyli jak być pełnym prostoty. Homilia wygłoszona z okazji wspomnienia Transitus św. Franciszka

 

Abp Adrian Galbas SAC

KORA I RDZEŃ, CZYLI JAK BYĆ PEŁNYM PROSTOTY. HOMILIA WYGŁOSZONA Z OKAZJI WSPOMNIENIA TRANSITUS ŚW. FRANCISZKA

Warszawa, Kościół Św. Antoniego, 03 października 2026 r.

 

Moi kochani Bracia i Siostry,

bardzo się cieszę, że jestem dziś z wami. To piękny wieczór i bardzo ważny nie tylko dla Rodziny Franciszkańskiej, ale dla całego Kościoła. Przeżywamy bowiem osiemsetną rocznicę Transitus św. Franciszka. To coś więcej niż wspomnienie jego śmierci. Łacińskie transitus znaczy przecież „przejście”, przejście z życia doczesnego do życia w Bogu. U Franciszka stało się to wieczorem, 3 października 1226 roku. Osiem wieków temu.

Franciszek był już bardzo chory, prawie niewidomy, wyniszczony chorobami i cierpieniem, a od otrzymania stygmatów w Alwerni minęły dwa lata. Przebywał przez pewien czas w pałacu biskupim w Asyżu, a gdy zrozumiał, że śmierć jest blisko, poprosił braci, żeby zanieśli go do Porcjunkuli, do kościółka Matki Bożej Anielskiej. Chciał umrzeć tam, gdzie narodziło się jego ewangeliczne powołanie i pierwsza wspólnota braci. Chciał „oddać ducha” w miejscu, w którym otrzymał „ducha łaski”. W drodze do Porcjunkuli miał jeszcze poprosić braci, aby zatrzymali się i obrócili go twarzą ku Asyżowi. Błogosławił miasto, w którym się urodził i w którym rozpoczęło się jego nawrócenie.

Tego wieczoru Franciszek naocznie spotkał swoją siostrę, o której mówił już dużo wcześniej. Ta siostra to śmierć. Siostra jego cielesna.

„Pochwalony bądź, Panie, przez naszą siostrę, śmierć cielesną,
Której żaden człowiek żywy ująć nie może;
Biada tym, co konają w grzechach śmiertelnych;
Błogosławieni, którzy znajdą się w Twej najświętszej woli,
Bowiem śmierć druga zła im nie uczyni”.

Nie chodzi tu o jakiś „funeralizm”, o zachwyt nad śmiercią. Franciszek kochał życie doczesne, ale ponieważ był przekonany, przekonaniem wiary, że wszystko pochodzi od Ojca, również śmierć sama, przyjmuje ją z szacunkiem i godnością. Podobno prosił braci, aby przy jego konaniu śpiewali radosne pieśni, choć oni sami z trudem powstrzymywali łzy. Potem poprosił także, aby położono go nagiego na gołej ziemi. Kiedyś nagi przyszedł na świat, potem przed biskupem Asyżu oddał ojcu nawet swoje ubranie i wybrał Boga jako jedynego Ojca, teraz umiera niczego już nie posiadając. Franciszek całe życie uczył się wypuszczać rzeczy z rąk, aby w chwili śmierci wypuścić z rąk samo życie.

Prosił także, żeby przeczytano mu trzynasty rozdział Ewangelii św. Jana. Tomasz z Celano przekazuje, że czytanie rozpoczynało się od słów: „Jezus, wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca…” (J 13,1). To chyba najważniejszy klucz do całego Transitus. Śmierć Franciszka zostaje odczytana poprzez Paschę Chrystusa. Nie jest końcem, ale przejściem do Ojca.

Według relacji Tomasza z Celano Franciszek modlił się również Psalmem 142: „Głośno wołam do Pana, głośno błagam Pana” (Ps 142,2). I tak wieczorem, jak teraz, w sobotę jak teraz, 3 października jak teraz, tyle, że w 1226 roku, osiemset lat temu, przeszedł. Tym przejściem wygłosił swoje ostatnie kazanie. Bez ambony, bez słów, z braćmi obok siebie, z Ewangelią, z pieśnią na ustach, z ciałem na gołej ziemi, bez własności, bez pretensji do życia, z wiarą w sercu i z imieniem Boga na ustach.

Następnego dnia jego ciało przeniesiono do Asyżu, po drodze zatrzymując się przy San Damiano, aby Klara i Siostry mogły się z nim pożegnać. Następnie pochowano go w kościele San Giorgio, a później jego ciało przeniesiono do wybudowanej bazyliki św. Franciszka.

„Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Mt 11,25), słyszeliśmy te słowa Pana przed chwilą.

Bracia i Siostry,

chciałbym, abyśmy w ten wieczór rozważyli krótko jedną cnotę, z którą bardzo kojarzy mi się św. Franciszek i która ujawniała się w całym jego życiu i w chwili przejścia. Gdyby obudzono mnie w środku nocy i zapytano, z czym kojarzę Franciszka, odpowiedziałbym: z prostotą. Tak, Franciszek to człowiek prostoty. Dlatego jego śmierć, jak całe życie była transitus, przejściem.

Słownik języka polskiego powie nam, że prostota to „ogół cech charakterystycznych dla kogoś skromnego, szczerego” i dalej, że to: „właściwość czegoś nieskomplikowanego, łatwego do zrozumienia i wykonania”.

Prostota nie oznacza więc prostactwa, a także naiwności, braku wykształcenia, inteligencji czy rozeznania. Człowiek prosty nie jest człowiekiem, który niewiele rozumie. Przeciwnie: rozumie, to, co jest najważniejsze, potrafi odróżnić korę od rdzenia.

Tak popatrzmy na Franciszka. Całe jego życie było drogą od kory do rdzenia, od zewnętrza do wnętrza. Prostota to dojście do rdzenia. Można przeżyć długie życie, zajmując się przede wszystkim korą. Tym, co o mnie myślą, tym jak wyglądam, tym jaką mam pozycje, ile znaczę, czy zostałem zauważony, czy mnie doceniono, dlaczego tamten ma więcej, dlaczego jego bardziej szanują, dlaczego mnie tak potraktowano? To wszystko jest kora. Można nawet życie religijne przeżyć tylko na poziomie kory.

A Franciszek przez całe swoje życie, coraz bardziej i bardziej, chciał dostać się do rdzenia. I w końcu odkrył, że rdzeń jest niezwykle prosty: Bóg jest. Bóg mnie kocha. Chrystus umarł za mnie. Ewangelia jest prawdą. Jestem Jego. Reszta jest korą.

Dlatego dzisiejszy Psalm brzmi jak modlitwa Franciszka: „Pan moim dziedzictwem i przeznaczeniem, to On mój los zabezpiecza” (Ps 16, 5). To jest prostota. Człowiek przestaje mieć tysiąc zabezpieczeń, ponieważ odkrył jedno: to, że Pan jest jego zabezpieczeniem, jego dziedzictwem, pięknym i pewnym.

Franciszek nie urodził się jako człowiek pełen prostoty. Przeciwnie: chciał być kimś wielkim według kryteriów tamtego świata. Marzył o rycerstwie, o sławie, o uznaniu. Lubił piękne stroje, zabawy i towarzystwo. Miał wiele pragnień. A potem Pan Bóg zaczął jego życie upraszczać. Nie udała się wyprawa rycerska, przyszła choroba, pojawili się trędowaci. Potem było San Damiano, potem konflikt z ojcem, potem oddanie pieniędzy, potem oddanie ubrania. I Franciszek, który chciał mieć wiele, zaczął odkrywać, że potrzebuje bardzo niewiele, a w końcu, że potrzebuje tylko jednego.

Tak, Bracia i Siostry,

prostota kosztuje! Ona powstaje nie tyle z dodawania, co z odejmowania. Człowiek, prowadzony przez Ducha Świętego stopniowo pojmuje, że coś, co uważał za konieczne, wcale takie nie jest. „Zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Mt 11,25), mówi Pan.

Człowiek, któremu daleko do prostoty jest pełen siebie, swojej wiedzy, swoich racji, swoich planów. Człowiek żyjący duchem prostoty, pozbywa się tego co zbędne, by pozostać przy tym co konieczne.

Lekcję tego dostałem lata temu, gdy wybierałem się pieszo do Santiago de Compostela. W jednym z pierwszych schronisk natknąłem się na skrzynię, nad którą widniał napis: „zabierz to, co konieczne, zostaw, to, co zbędne”. To była mądra rada dla objuczonych pielgrzymów, którzy zostali zachęceni, by dokonać przeglądu zawartości swoich plecaków i zdecydować, czy rzeczywiście wszystko, co w nich jest, jest konieczne. Jeśli tak, podejmują ryzyko, że nie dojdą do celu, gdyż ich kręgosłup tego nie wytrzyma. Ja też musiałem co nieco wtedy zostawić. Sama pielgrzymka nauczyła mnie jednak czegoś więcej; że także z serca muszę wyjąć parę spraw, które są tam niepotrzebne, że potrzebuję uprościć wiele swoich relacji i wiele swoich reakcji. Obciążony bowiem tym wszystkim, wszystkimi ciężarami, które dźwigam, będę w swojej życiowej pielgrzymce złamany i załamany i nie ukończę jej z radością.

Tak zrobił Franciszek. Niósł to, co konieczne, dlatego tak bardzo kochał Ewangelię, tę księgę prostoty. Nie chciał Ewangelii komplikować. Kiedy słyszał słowo Chrystusa, jego pierwszym pytaniem nie było: „Jak to Słowo zinterpretować?”, lecz: „Jak to Słowo wykonać?”. To jest ewangeliczna prostota. Słowo Boga stało się w jego życiu czynem.

Prostota scala człowieka. Łacińskie słowo „simplex”, wskazuje na coś, co nie jest podwójne, rozdwojone. Dlatego przeciwieństwem prostoty nie jest inteligencja, lecz podwójność, gdy co innego myślę, co innego mówię, co innego pokazuję, a co innego naprawdę chcę. Człowiek prosty nie musi stale pilnować swojego wizerunku. Nie potrzebuje wielu twarzy. Jest przed ludźmi i przed Bogiem tym, kim po prostu jest.

Dlatego prostota jest ta bliska pokory i ubóstwa. Pokora mówi: nie muszę być wielki, ubóstwo mówi: nie muszę wiele posiadać, prostota mówi: nie muszę niczego udawać. U Franciszka te trzy wartości spotkały się i pokochały. „Nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa” (Ga 6,14), mówi nam dzisiaj św. Paweł. To także jest prostota. Paweł nie chlubi się osiągnięciami, sukcesami, pozycją i tym, co ludzie o nim powiedzą. Chlubi się krzyżem Chrystusa, czyli nie sobą. Tak samo było u Franciszka. Pod koniec życia fizycznie wręcz zjednoczył się z Ukrzyżowanym, nosił na sobie znamiona Jezusa. Dlatego słowa Pawła: „Ja na ciele swoim noszę blizny, znamię przynależności do Jezusa” (por. Ga 6,17), brzmią jak opis samego Biedaczyny z Asyżu. Stygmaty Franciszka były przedostatnim znakiem jego prostoty. Ostatnim była śmierć. Transitus.

Bracia i Siostry,

jak w codzienności stawać się człowiekiem pełnym prostoty? Już to chyba powiedziałem, ale podsumujmy.

Przede wszystkim poprzez życie w prawdzie przed Bogiem. Na modlitwie nie trzeba Bogu niczego udowadniać. Wystarczy powiedzieć Mu po prostu: jestem zmęczony, jestem zazdrosny, jestem przestraszony; chcę być zauważony; cieszę się; kocham; nie potrafię kochać. Prostota zaczyna się tam, gdzie kończy się udawanie.

Druga pomoc to upraszczanie pragnień. Człowiek skomplikowany chce jednocześnie uznania, bezpieczeństwa, sukcesu, dobrego wizerunku i kontroli nad wszystkim. Człowiek prosty ma te sprawy poustawiane wedle tego, która jest pierwsza, a która ostatnia. I to jest porządek stały, nie zmienia się on w zależności od sytuacji, czy nastroju. Franciszek stopniowo dochodził do tego, że miał już tylko jedno pragnienie: żyć według Ewangelii. Im bardziej mamy takie jedno pragnienie, które uporządkuje wszystkie pozostałe, tym bardziej stajemy się prostsi.

Trzeci krok ku prostocie, to mówić to, co się naprawdę myśli, i robić to, co się mówi. Oczywiście z miłością i roztropnością. Jezus mówi: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie” (Mt 5,37). Prostota bardzo mocno wiąże się ze zgodnością serca, słowa i czynu.

Ważna jest też zgoda na to, że nie muszę w życiu wszystkiego kontrolować. Wiele wewnętrznego bałaganu rodzi się bowiem z lęku: co będzie, co powiedzą, jak to zostanie odebrane, czy nie stracę pozycji? Człowiek prosty robi to, co dzisiaj jest dobre, a resztę zostawia Bogu. „Dosyć ma dzień swojej biedy” (Mt 6,34).

Przyda się też wdzięczność. Człowiek prosty umie się ucieszyć małą rzeczą: drugim człowiekiem, posiłkiem, słońcem, odpoczynkiem, pięknem stworzenia. Franciszek potrafił mówić: brat słońce, siostra woda, brat ogień. Nie potrzebował posiadać świata, żeby się nim zachwycać. Nie musiał być właścicielem świata, żeby z niego korzystać.

I w końcu, last but not least, potrzebna jest pokora. Nie chodzi o myślenie o sobie źle. Chodzi o zgodę na prawdę o sobie. Mam dary — dziękuję. Mam słabości — przyjmuję i pracuję nad nimi. Popełniłem błąd — przepraszam. Nie wiem — mówię „nie wiem”. Potrzebuję pomocy — proszę. To jest niezwykle wyzwalające.

A czego unikać?

Próżności, czyli patrzenia na siebie oczami innych. „Jak wypadłem? Co o mnie pomyślą? Czy mnie docenią?”. Po drugie: porównywania się: on ma więcej, ona jest bardziej ceniona, jego słuchają, mnie pominięto. Porównywanie się bardzo i natychmiast komplikuje serce. Po trzecie, o czym już wspomniałem, lepiej unikać nadmiernego gromadzenia wszystkiego. Można gromadzić stanowiska, kontakty, wpływy, zabezpieczenia, informacje, pochwały. Człowiek prosty potrafi powiedzieć: „to mi nie jest potrzebne”. I po czwarte, a to niebezpieczeństwo jest najbardziej subtelne, należy unikać chęci uchodzenia za człowieka prostego. Prostota, która zaczyna siebie podziwiać, natychmiast przestaje być prostotą.

Bracia i Siostry,

przez całe życie obrastamy korą: funkcjami, tytułami, opiniami innych, sukcesami, porażkami, rzeczami, które posiadamy, obrazem siebie, który stworzyliśmy. To wszystko może mieć swoje znaczenie. Ale to nie jest rdzeń. Całe życie zdejmujemy albo dokładamy korę. Franciszek zdejmował ją tak długo, aż został sam rdzeń: człowiek, Ewangelia i Bóg.

Jest jak ów Szymon, o którym słyszeliśmy w pierwszym czytaniu (por. Syr 50, 1.3-7). Tamten człowiek żył na przełomie III i II wieku przed Chrystusem. Troszczył się o miasto i świątynię. To jeden z najpiękniejszych obrazów człowieka, który się modli i przez to jest blisko Boga. Autor tej Księgi niemal nie znajduje słów, żeby opisać to piękno. Szymon jest „jak gwiazda zaranna pośród chmur, jak księżyc w pełni, jak słońce świecące nad świątynią Najwyższego, jak tęcza wspaniale jaśniejąca w chmurach” (por. Syr 50,6-7). To niezwykłe porównania: gwiazda, księżyc, słońce, tęcza. Wszystko co jaśnieje. Tak widocznie jaśniał ten człowiek.

Ale przecież Syrach nie zachwyca się jedynie jego wyglądem zewnętrznym. Zachwyca się człowiekiem, w życiu którego odbija się chwała Boga. Szymon jest piękny, ponieważ stoi przed Bogiem, służy Mu i całe jego życie jest skierowane ku Niemu. Życie pełne prostoty. To jest Franciszek!

Módlmy się więc w ten piękny wieczór: Święty Franciszku, naucz nas prostoty. Naucz nas odróżniać korę od rdzenia. Naucz nas usuwać to, co niepotrzebne. Naucz nas nie udawać. Naucz nas nie komplikować Ewangelii. Naucz nas mieć jedno serce, jedno pragnienie i jeden skarb. A kiedy przyjdzie nasz własny „transitus”, nasze przejście, niech po odpadnięciu całej kory zostanie tylko rdzeń. Obyśmy umieli wtedy powiedzieć, nie cytując już nikogo, ale tak od siebie samych: „Pan moim dziedzictwem” (Ps 16,5). I niech wtedy wszystko stanie się już całkowicie proste. Amen.

+ Adrian J. Galbas SAC

Za: www.archwawa.pl

 

 

Wpisy powiązane

2026.09.20 – Kraków – Abp Tadeusz Wojda SAC, W Krzyżu nasza nadzieja. Homilia Przewodniczącego Episkopatu podczas uroczystości odpustowych w Opactwie Cystersów w Mogile

2026.09.14 – Warszawa – Abp Adrian Galbas SAC, Homilia  na zakończenie obchodów 400 lat istnienia Parafii Świętego Krzyża w Warszawie

2026.09.13 – Biechowo – Abp Wojciech Polak, Homilia Prymasa Polski z okazji 50-lecia koronacji Obrazu Matki Bożej Pocieszenia w kościele Ojców Paulinów w Biechowie