Piasecki Piotr OMI, Święty Eugeniusz de Mazenod

 

O. Piotr Piasecki OMI

ŚWIĘTY EUGENIUSZ DE MAZENOD

Dzień skupienia przełożonych lokalnych, Warszawa, 14 grudnia 1995 r.

 

 

3 grudnia br. Ojciec Święty Jan Paweł II kanonizował Założyciela OO. Oblatów. Tą radością obciąłbym się dzisiaj podzielić z Siostrami. Kanonizowany święty staje się własnością całego Kościoła, dlatego w tym gronie zakonnym dzielimy się ta radością.

Sylwetka św. Eugeniusza de Mazenod

Św. Eugeniusz de Mazenod urodził się w r. 1782 w AIX-EN-PROVENCE na południu Francji. Pochodził z rodziny arystokratycznej, ale już podupadającej. Eugeniusz wzrastał w domu rodzinnym i był od początku otoczony miłością. Rodzice dostrzegali w nim kogoś, kto będzie mógł podźwignąć ich rodzinę arystokratyczną.

Były to czasy wielkiej rewolucji francuskiej. Wydarzenia rewolucji spowodowały ucieczkę rodziny do Włoch, aby uniknąć prześladowań ze strony rewolucjonistów.

Ważnym wydarzeniem emigracyjnym było dla Eugeniusza przyjęcie I Komunii św. w Turynie w r. 1792 w Wielki Czwartek. Jako biskup Marsylii wspominał lata emigracji nie od tej strony, że było trudno, biednie, ale wspomina ludzi, których spotkał, przede wszystkim kapłanów, a zwłaszcza tego kapłana, który go przygotowywał do I Komunii św. Wspomina kapłanów świętych, bardzo dojrzałych, którzy zaszczepili w nim wartości chrześcijańskie.

Emigracja rozdzieliła rodzinę, a więc brak zakorzenienia w domu wśród swojej kultury spowodował, że gorliwość jego z okresu Komunii świętej wygasa. Eugeniusz zaczyna szukać uciech światowych. Jego arystokratyczne pochodzenie sprawiało, że był przyjmowany na różnych dworach. Szczególnie niebezpiecznym okresem stał się dla niego czas pobytu w Palermo na Sycylii. W tamtych bowiem czasach wśród elit arystokratycznych urządzano różne zabawy i Eugeniuszowi bardzo się to podobało. Ale zapoznał się z jednym księdzem, z którym był w łączności korespondencyjnej. Ten ksiądz miał odwagę napominać nieraz Eugeniusza, aby nie zmarnował swojego życia.

Eugeniusz zbliżał się do 20 roku życia i nastąpiło jakieś zobojętnienie w jego życiu religijnym.

Gdy warunki polityczne pozwoliły, Eugeniusz wraca do Aix, gdzie już wcześniej wróciła matka i siostra. Ale co zastał we Francji? Rewolucja spowodowała ogromne zniszczenia materialne kraju, a szczególnie zniszczenia obiektów sakralnych, zdemolowane kościoły, pałace, wszystko rozkradzione. Eugeniusz dostrzega te wszystkie zniszczenia; a przecież jako dorosły, miał się zatroszczyć o byt materialny rodziny. Zauważył też ogromną pustkę duchową wśród mieszkańców Francji. Postanowił więc znowu uciekać z Francji. Ale kiedy starał się o paszport na wyjazd, urzędnicy zaczęli stawiać trudności i nie otrzymał paszportu. Pozostał więc w Aix i musiał czymś wypełnić życie.

Bardzo znamienne są słowa z jego pamiętnika, pisane już jako biskupa Marsylii. Kapłan, z którym korespondował przez cały czas w Palermo, nazywał się Zinelli. I biskup Eugeniusz tak pisze: „O błogosławiony Zinelli, kim stałbym się bez Ciebie? Jakże powinienem dziękować Bogu, że doprowadził do tej znajomości i obdarzył mnie znajomością tak świętego człowieka. Spędziłem bez mała 4 lata i to najbardziej niebezpieczne pod kierownictwem i w zażyłości z człowiekiem naprawdę świętym, który idąc za natchnieniem Najświętszej Miłości wziął na siebie trud uczenia mnie nie tylko literatury, ale także wdrażania do cnoty przez swój przykład i zasady”.

Kiedy Eugeniusz nie mógł na razie wyjechać z Francji, zastanawiał się, co z sobą zrobić. W pewnym momencie rysowały się sprawy jego małżeństwa z dobrą partią arystokratyczną. Nadszedł jednak Wielki Piątek 1807 r. Dzień ten stał się przełomowym w jego życiu. Nigdy – ani bezpośrednio, ani potem jako założyciel i biskup o tym dniu nie powiedział, tylko tyle, że podczas adoracji krzyża przeżył jakieś szczególne doświadczenie. Z jego oczu wypływały łzy. „Wypływały one z serca – powie – nic nie mogło ich powstrzymać. Moja dusza rwała się do swego ostatecznego celu – do Boga”. Dla Eugeniusza była to data przełomowa; zobaczył sens swego życia; zrozumiał w ten Wielki Piątek, że Bóg jest jego ostatecznym celem.

Zaczyna się rysować powołanie. Mając 26 lat, w r. 18O8 wstępuje do seminarium św. Sulpicjusza w Paryżu. W tym okresie grupa wychowawców w tym seminarium była na bardzo wysokim poziomie; podkreślano w nim ducha miłości do Kościoła powszechnego, do Stolicy Apostolskiej. Oczywiście, to seminarium nie było lubiane przez ówczesne władze napoleońskie, bo stosunki Kościoła z państwem były zerwane.

W rodzinie zawrzało. Oto jedyny syn arystokratycznych rodziców wybiera drogę kapłaństwa i nic z tej drogi nie mogło go odwrócić.

Cały okres jego formacji, potem jego kapłańskie i biskupie życie przebiegało w kotle wydarzeń politycznych. Przeżył trzy rewolucje i kilka różnych systemów. Próbowano go – już jako biskupa – wmieszać w różne wydarzenia polityczne, ofiarowano mu nawet stanowisko senatora, ale bronił się przed tym, bo widział w tym jakąś dwulicowość. Z jednej bowiem strony winien stać na straży Kościoła rzymskiego, a z drugiej ma dbać o sprawy państwa, którego rząd niechętnie patrzył na Rzym.

Trwał też dialog z matką i tak do niej pisał: „Wierzyłem, moja dobra Mamo, że uczynisz tę ofiarę, naglona przez uczucia religijne; ale – co mówię – Twoje macierzyńskie przywiązanie będzie zgoła dalekie od ofiary, bo cudownie zyskasz na tym, że zostanę księdzem … Nie wierz, Mamo, że wiele zyskasz na tym, jeśli Twoje nazwisko uwieczni się na tym padole płaczu /chodziło o przedłużenie życia rodziny/. To czysta marność. Nie widzę – i Ty, droga Mamo – innej konieczności, tylko tę jedyną, żeby Twoje imię było zapisane w księdze żywota”.

Ogromnie się ucieszył, kiedy się dowiedział, że ojciec nie sprzeciwia się jego wyborowi.

W seminarium po raz pierwszy Eugeniusz zastanawia się, czy nie wstąpić do jakiegoś zakonu, bo to byłoby chyba jeszcze lepszym powołaniem.

W r. 1810 zostaje diakonem, a 21 grudnia 1811 r. przyjmuje święcenia kapłańskie. Dostrzegano w nim kapłana, który umiał pracować z młodzieżą, i powierzono mu taki obowiązek. Próbował przede wszystkim odbudować ducha religijnego w swoim rodzinnym mieście. Aix-en-Provence. To, co widział dobrego w Paryżu, chciał przenosić na prowincję. Zastanawiał się, jak skutecznie głosić słowo Boże. Organizował więc różne konferencje, czytania duchowne, dyskusje, śpiew, wycieczki i rozrywki dla młodzieży, do której był posłany. Młodzież chętnie go słuchała, bo był otwarty, wesoły, gorliwy, ale umiał też wymagać od młodzieży.

Jako kapłan dostrzega ubóstwo życia religijnego najpierw w Air, a także w całej Prowansji. Przychodzi mu myśl, by zebrać wokół siebie grupę kapłanów, którzy będą działali wspólnie przez głoszenie rekolekcji, misji, aby odradzać życie religijne, które wygasło.

Dlaczego myślał o zorganizowaniu grupy kapłanów? Uważał, że w takiej grupie nie tylko „będzie łatwiej przygotowywać misje, ale także dlatego, że jest potrzebna wspólna modlitwa. Pierwszym kapłanem, z którym przedyskutował ów pomysł, był ks. Henryk Tempier. Tak więc pisze do niego: „Mój drogi Przyjacielu! Czytaj ten list u stóp krzyża i w takim nastawieniu ducha, żeby słuchać tylko Boga, czego wymaga Jego chwała i zbawienie dusz od kapłana, którym jesteś”. Ks. Tempier zrozumiał, o co chodzi w tym liście, a Eugeniusz zamieścił dalej myśl, by zamieszkać razem i proszą biskupa o zatwierdzenie misjonarskiej wspólnoty. W uzasadnieniu pisali, że chcą głosić misje w małych miastach i wioskach Prowansji. Na razie zamieszkali w opuszczonym, zdewastowanym klasztorze pokarmelitańskim. Niebawem dołączyli do nich inni kapłani i 25 stycznia 1816 r. wystosowali list do Kurii biskupiej o zatwierdzenie stowarzyszenia misjonarzy Prowansji. Ten więc dzień – nawrócenie św. Pawła – jest uważany za początek zgromadzenia, które w r. 1826. zostało zaaprobowane przez Papieża jako zgromadzenie misjonarzy Oblatów Najśw. Niepokalanej Panny Maryi.

Przeprowadzali oni miesięczne rekolekcji, co rzeczywiście przynosiło owoce. W czasie misji kapłani odwiedzali każdą rodzinę, aby z każdą porozmawiać i modlić się razem, oczywiście oprócz posług w kościele. Sam Eugeniusz gotów był iść do najbiedniejszej wioski, stanąć na ruinach kościoła, by głosić Dobrą Nowinę.

Sam Eugeniusz i misjonarze, którzy się do niego dołączyli, uczyli się głosić misje w dialekcie prowansalskim, bo ludzie, zwłaszcza na wioskach, znali tylko taki język.

Chociaż Eugeniusz bardzo lubił tę pracę, musiał podjąć decyzję, która bardzo zaważyła na jego dalszym życiu. Otóż jego wuj, będąc biskupem Marsylii, widząc zapał Eugeniusza, chciał go uczyni administratorem diecezji. I wówczas to stowarzyszenie, liczące 7 lat, przeżyło pierwszy kryzys, bo niektórzy przeczuwali, że godność administratora diecezji to jakby wstęp przed biskupstwem. Co więcej – biskup Marsylii zażądał, by Eugeniusza wspierał jego pierwszy towarzysz ks. Tempier.

Parę tygodni przebywał Eugeniusz w Rzymie, by osobiście nadzorować zatwierdzenie zgromadzenia, co nastąpiło w r. 1826. Ówczesne sprawy polityczne nie sprzyjały temu, bo dyplomacja czyniła pewne naciski, sprzeciwiające się zatwierdzeniu zgromadzenia. Eugeniusz był jednak człowiekiem wiary, chodził do kościołów Rzymu i modlił się, wierząc w słuszność swojej sprawy. Wielka była jego radość, kiedy dowiedział się, że konstytucje będą zatwierdzone i zgromadzenie będzie nosiło imię Maryi. Tymi radościami dzielił się przede wszystkim z ks. Tempier. Powraca więc do diecezji i do zgromadzenia, którym do śmierci był pierwszym przełożonym generalnym.

Po zatwierdzeniu konstytucji zgromadzenie zaczyna się rozwijać i liczy już 12 księży.

Po śmierci wuja – biskupa – groził diecezji długi vacat, bo w te sprawy mieszała się polityka i Eugeniusz w imię miłości do Kościoła przyjmuje – nie bez oporu – sakrę biskupią. I tak pisze w r. 1837: „Trzeba iść naprzód. To jedyna konieczność, jaką Bóg na mnie nakłada. Miejmy zdrową odwagę i liczmy na Jego łaskę. Przede wszystkim trzeba na serio pracować, aby stać się świętym. Od początku mojej drogi biskupiej chcę godnie wywiązać się z moich obowiązków. Jednym słowem – chcę skutecznie, pracując nad uświęceniem swoich owieczek, uświęcać się sam, dążyć do wyższego stopnia doskonałości, jakiej wymaga wzniosły urząd i wysoka godność. Muszę się przyzwyczajać i przywiązać do tego ludu jak ojciec do swoich dzieci. Cała moja istota i wszystko, co we mnie, musi być jemu poświęcone, abym o niczym innym nie myślał tylko o jego dobru, o nic innego się nie troszczył, tylko o jego sprawy duchowe, a nawet w pewien sposób o jego dobrobyt doczesny. Jednym słowem chcę żyć i zużywać się; dla niego, jestem gotów poświęcić swoją wygodę, upodobania, wypoczynek, nawet samo życie”.

Mówi się, że za czasów św. Eugeniusza do pałacu biskupiego w Marsylii mógł każdy wejść o każdej godzinie. Styl jego pasterzowania był właśnie taki, że chciał i prosił, by ludzie do niego przychodzili, rozmawiał z nimi, zapraszał biednych. Widział swoją misję najpierw jako misjonarz, potem jako kapłan i biskup. Umiłował człowieka i troszczył się przede wszystkim o jego dobra duchowe, a także o dobra doczesne powierzonego mu ludu.

Eucharystia w życiu i nauczaniu św. Eugeniusza de Mazenoda

Marsylia dzisiaj składa się w większości z ludności arabskiej, nie katolickiej, ale został tam wizerunek biskupa de Mazenoda. Jeśli kapłan odprawiał pobożnie Mszę św., to ludzie mówili, że ten ksiądz tak pobożnie odprawia! Mszę św., jak biskup de Mazenod.

Za czasów sprawowania rządów diecezję przez św. Eugeniusza mówiono o Marsylii, że stała się miastem miłosierdzia. Duszpasterstwo i wizja rządzenia diecezją św. Eugeniusza mocno wpisała się w historię Marsylii. Powstało w diecezji wiele kościołów, podwoiła się liczba kapłanów. Nad Marsylią góruje sanktuarium Matki Bożej Natrę Damę de la Garde, które on zbudował. Sanktuarium zostało, pomyślane jako ucieczka dla tych, którzy na morzu są w niebezpieczeństwie. Figura Matki Bożej zwrócona jest na morze.

Kiedy zgromadzenie nie było jeszcze liczne, przyjechał biskup z Kanady i prosił biskupa Eugeniusza o przysłanie tam misjonarzy. Wyjechało tam 4 ojców i 2 braci. Wyjazd na misje zdynamizował zgromadzenie; zaczęło przybywać kandydatów, zaczęła szybko rosnąć liczba ojców. Jeszcze za życia założyciela Oblaci opanowali północną Kanadę aż pod koło podbiegunowe i południową Afrykę. To były pierwsze pola misyjne, gdzie 90% kapłanów stanowili Oblaci. Mówiło się o nim, że miał serce wielkie jak świat i trudno było mu odmawiać. Ale to nie było tylko posyłanie. Św. Eugeniusz bardzo się interesował misjami i w swoim młodzieńczym zapale też siebie widział na czele jakiejś grupy misjonarzy. Niepokoił się, jeżeli dochodziły do niego niedobre wieści z misji. Do jednego misyjnego biskupa – Oblata pisze: „Chętnie bym się dowiedział, że się ruszasz w swoim wikariacie. Biskupi misyjni nie mogą, siedzieć w rezydencji i nie wychodzić”. Oczywiście, potrafił być ojcem, ale potrafił też upomnieć, bo sprawy misyjne były mu bardzo bliskie. Bardzo się nimi interesował. Jako Założyciel jeszcze za życia mógł powiedzieć, że Oblaci pracują od koła podbiegunowe; aż do tropiku. To było jego zasługą, jego umiejętnością wsłuchiwania się w wolę Bożą i wierności tejże woli Bożej.

Mogłoby się wydawać, że kiedy zgodził się być wikariuszem swojego wuja i kiedy sam został biskupem, to zgromadzenie upadnie. Jednak jego niezłomna wiara, miłość do Kościoła sprawiły, że wzrastało życie duchowe w Marsylii, a jego rodzina zakonna, której był ojcem, rozprzestrzeniła się po całym świecie.

Św. Eugeniusz de Mazenod umiera w 1861 roku 21 maja, otoczony swoimi braćmi, zakonnymi. Modli się z nim do końca i przekazuje Oblatom testament: „Zachowujcie między sobą miłość, miłość, miłość, a na zewnątrz gorliwość o zbawienie dusz”. 20 lat temu został beatyfikowany przez Pawła VI, a kanonizowany 3 grudnia 1995 r.

Św. Eugeniusz to bardzo bogata osobowość. Miłował drugiego człowieka i Kościół, ale przede wszystkim wymagał od siebie. Lektura jego listów dopiero uzmysławia, kim on był. Pisał do formatorów seminariów, żeby nie przyjmowali „żarzących się płomyków, ale to muszą być ludzie, którzy płoną dla Chrystusa i Kościoła”. Stawiał jasno sprawy i pisał do misjonarzy, co jest ich zadaniem. Cały jego duch jest zawarty we „Wprowadzeniu” do konstytucji i reguł, gdzie podkreśla, że miłość do Chrystusa i do Kościoła są najważniejsze. To było natchnieniem założenia najpierw stowarzyszenia misjonarzy Prowansji, a potem założenia zgromadzenia. Paweł VI podczas beatyfikacji Eugeniusza de Mazenod powiedział, że był on człowiekiem Soboru Wat. II, a Leon XIII, pisząc po śmierci Założyciela do generała Oblatów powiedział, że Oblaci są specjalistami od misji najtrudniejszych.

Św. Eugeniusz de Mazenod był na pewno człowiekiem, który wyprzedzał swoją epokę, gdy chodzi o Eucharystię, o Mszę św. Była to epoka postjansenistyczna. W tamtych czasach powszechnie uważano i traktowano Eucharystię jako „poranną konsekrację Hostii, którą wieczorem błogosławi się wiernych na zakończenie adoracji”.

Na życie św. Eugeniusza szczególny wpływ miało doświadczenie Jezusa właśnie w Wielki Piątek 1807 r., które stało się początkiem rozumienia rzeczywistości i własnego powołania. Momenty jego najbardziej intensywnej jedności z Chrystusem miały miejsce w czasie sprawowania Eucharystii. Zaś adoracja, która zajmuje ważne miejsce w jego życiu, nie jest nigdy oddzielona od samej celebracji. Wiernym Marsylii wskaże, że uczestnictwo we Mszy św. to czas uprzywilejowany nauczenia się Chrystusa. W niej dokonuje się zjednoczenie z Chrystusem, które ma charakter oblubieńczy. Prawdziwa pobożność – to pobożność liturgiczna.

„Pobożność, która przedkłada samotność nad uroczyste uczestnictwo w Ofierze, to pobożność źle zrozumiana. Prawdziwa pobożność nigdy nie oddala się od inspiracji i praktyki Kościoła, który zawsze pragnie, aby jego dzieci preferowały uczestnictwo w uroczystych celebracjach” /List pasterski z 8.II.1846 r./.

„Ofiara ołtarza dokonuje się przez posługę kapłana w imieniu Kościoła. Lud ofiaruje ją razem z kapłanem. Właśnie poprzez tę wzniosłą współpracę w mistycznym ofiarowaniu się Boga-Zbawiciela realizuje się kapłaństwo królewskie, w które wszystkie dusze chrześcijańskie są przyobleczone w jedności z Jezusem Chrystusem, Najwyższym Kapłanem” /tamże/.

Sam św. Eugeniusz był dyskretny w opisywaniu swego życia duchowego. W listach z seminarium widać coraz większe przewiązanie do Eucharystii. Walczy z wpływami jansenizmu w swojej rodzinie. W listach często powołuje się na teksty św. Franciszka Salezego, Alfonsa Liguori i na naukę Soboru Trydenckiego. Widać to w listach do swojej siostry, którą bardzo kochał. Wyszła ona za mąż za markiza Armando de Boisgelin. W ten sposób weszła do wyższych sfer, przez co czuła się niegodna przyjmowania Komunii św. Wtedy Eugeniusz wskazuje jej, że szczególnie teraz, będąc zanurzoną w święcie, potrzebuje „częstego czerpania z łask Pana i z niewyczerpalnego źródła Jego sakramentów … Eucharystia, poprzez którą identyfikujemy się w jakiś sposób z Tym, który chciał się ukryć pod postacią chleba, jest jedynym pokarmem, zdolnym dać nam siłę do dochowania wierności powołaniu chrześcijańskiemu. Wychodząc z niej jest się gotowym stanąć przeciwko całemu piekłu i nie boimy się żadnej straty”.

Po paru miesiącach wraca do tego tematu i pisze: „Oddaliłaś się od źródła łask w momencie, kiedy najbardziej ich potrzebujesz. Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego, nie będziecie mieli życia w sobie. To tak, jakby mówił: wasza słaba dusza bez pokarmu straci siłę i moc, którą może czerpać tylko od Dawcy życia. Nawet się nie zorientujesz, kiedy popadnie się w nieuleczalną niemoc, która godząc się na grzech, uśmierca duszę. Mówisz, że karnawał tego roku jest rozpustny. Właśnie dlatego musisz zbliżyć się do twojego Zbawiciela. Może myślisz, że nie odnalazłabyś się wewnętrznie w świecie po przyjęciu Komunii rano?”.

Dla siostry i dla innych, którzy uważają się za niegodnych przyjmowania Komunii, ma jedną odpowiedź: „Nauczysz się godnie kochać Jezusa Chrystusa jedynie w sakramencie Jego Miłości”.

Zgromadzenie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej narodziło się przed Jezusem Eucharystycznym. Sam założyciel pisał, że „w Wielki Czwartek 1816 r. razem z O. Tempier przed Najśw. Sakramentem prosili za obecnych i przyszłych członków zgromadzenia, aby rozumieli owe całkowite oddanie się Bogu i poświęcenie całego swojego życia dla ewangelizacji. I kończy: „Nasze pragnienia zostały wysłuchane”.

Był przez całe życie przekonany o tym, że tak, jak w pewnym sensie zgromadzenie narodziło się przed Najświętszym Sakramentem, tak też musi być ono prowadzone i chronione przez Eucharystię. Widział Ją jako miejsce spotkania wszystkich misjonarzy, rozrzuconych po całym świecie. Msza św., adoracja, były dla niego okazją spotkania się z wszystkimi „w godnym uwielbienia Sercu naszego Boskiego Zbawiciela”.

Objęcie nowej placówki rozpoczynało się od wspólnej adoracji. Już w konstytucjach, napisanych w 1818 r. zachęca do postawienia Eucharystii w centrum życia i posługi Oblata. Znajduje to odbicie w misjach, które są podstawową posługą Oblatów. Misje rozpoczynały się od wystawienia i błogosławieństwa Najśw. Sakramentem. Odwiedziny rodzin poprzedzane były adoracją, aby „polecić naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi, tę ważną posługę, która może w decydujący sposób wpłynąć na owoce misji”.

Jego związki z Eucharystią są silne nie tylko w jego posłudze jako założyciela zgromadzenia. Eucharystia wpisana jest głęboko w jego posługę duszpasterską, w pracę z młodzieżą, wreszcie w jego posługę biskupią.

Mówił do dzieci, przyjmujących I Komunię św.: „Dzieci moje, na tym ołtarzu widzicie Boga w Jego potędze i majestacie; jest ukryty pod postacią chleba i wina – to prawda. Tak, On jest Bogiem ukrytym. Jednak jest On odwiecznym Synem Ojca, blaskiem Jego chwały, we wszystkim podobny do Niego, wielki, potężny, święty jak On. To przez Niego wszystko się stało i nic bez Niego się nie stało”.

Od początku objęcia biskupstwa w Marsylii „katecheza eucharystyczna” zajmuje ważne miejsce tak w nauczaniu, jak i w działalności świętego. W jednym z ostatnich Listów Pasterskich znajdujemy podsumowanie nie tyle nauczania, co owych osobistych więzi z Eucharystią. „Religia – pisze święty – zmierza do Eucharystii, w której Bóg odbiera chwałę, a dusze znajdują zbawienie. Wszystkie sakramenty Kościoła, wszystkie boskie dary nadprzyrodzone, wszystkie dzieła, które rodzą się z prawdziwej pobożności, zmierzają do tego celu, którym jest Jezus Chrystus … I rzeczywiście, przez Jezusa Chrystusa Bóg stworzył wszystkie dobra, uświęca je, ożywia i błogosławi, nam je przekazuje. Przez Niego, z Nim i w Nim Bogu, Ojcu Wszechmogącemu, w jedności Ducha Świętego, jest oddawana wszelka cześć i chwała na wieki wieków … Tak więc życie nadprzyrodzone jest przekazywane duszy, która przyjmuje Syna Bożego; śmierć i potępienie temu, który Go nie przyjmuje. Zaś po śmierci fizycznej zmartwychwstanie do prawdziwego życia będzie nagrodą za przyjmowanie Komunii. Jest ona rękojmią szczęścia wiecznego”.

Miłość do Jezusa Eucharystycznego, którą pragnął św. Eugeniusz przekazać innym, była wyrazem jego pragnienia doprowadzenia ich do Chrystusa, Jego przemieniającej i uświęcającej mocy. Zgromadzeniu przekazał zadanie głoszenia „kim jest Jezus Chrystus”. Właściwe posłannictwo i posługa Oblatów zmierza do Eucharystii, która jest ostatecznym celem każdej ewangelizacji, zmierza do pełnego objawienia Chrystusa i całkowitego zjednoczenia z Nim.

To jest tylko jeden skrótowy rys duchowości świętego – rys eucharystyczny. Wiemy, że nastały w naszym Kościele czasy, kiedy zaczęto mówić gorąco o Eucharystii, o Komunii św., ale św. Eugeniusz wyprzedził te czasy.

Ważnym rysem jego duchowości – o czym warto dzisiaj mówić – jest jego wielka miłość do Kościoła. Nie da się oddzielić miłości Chrystusa od miłości do Kościoła. Dla św. Eugeniusza Kościół to najlepsza matka, dla której wszystko trzeba poświęcić. Ta jego miłość do Kościoła przechodziła nieraz próby. Nieraz św. Eugeniusz był źle przedstawiany w Watykanie, przeżywał różne niezrozumienia ze strony Stolicy Apostolskiej, a jednak do końca swoich dni pozostał wiernym Kościołowi. Pisze, że miłość do Kościoła pobudziła go do założenia zgromadzenia, do posyłania misjonarzy tam, gdzie ich najbardziej potrzebowano. Miłość do Kościoła kazała mu troszczyć się, aby powstawały nowe kościoły, by one żyły, błogosławił różnym stowarzyszeniom w swojej diecezji. Miłość do Kościoła widział święty jako owoc wiary w Jezusa Chrystusa. Mocno przeżywał tę prawdę, że Chrystus jest naszym Zbawicielem. Nie ma Chrystusa-Zbawiciela bez Kościoła. To Chrystus zawiązuje wspólnotę i przyciąga do Siebie każdego jej członka aż do włączenia go do współpracy w dziele zbawienia człowieka. Duchowość oblata ma polegać w życiu osobistym na takim szukaniu utożsamienia się ż Chrystusem, które doprowadzi do stania się „drugim Chrystusem”. Zaś misja oblata, jego posługa, ma polegać na współpracy z Chrystusem Zbawicielem, ma być „współzbawieniem”, „współwyzwalaniem” razem z Nim rodzaju ludzkiego. Dlatego, tak mocno podkreślał: „Pamiętajcie, że waszym pierwszym przełożonym jest Jezus Chrystus”.

Myślę, nieraz będziecie sięgali do mądrości św. Eugeniusza jako zakonnika, jako biskupa, jako człowieka, byśmy na jego przykładzie uczyli się miłości do Chrystusa, do Kościoła, do człowieka. Gdy będzie możliwość odprawienia, kiedy Mszy św. wotywnej o św. Eugeniuszu, będziemy się modlić przez jego wstawiennictwo, byśmy potrafili dobrze wypełnić nasze powołanie zakonne, byśmy umieli służyć Kościołowi, jak on, służyć człowiekowi i byśmy razem z Chrystusem współzbawiali rodzaj ludzki.

 

Opracowanie na podstawie zapisu magnetofonowego i maszynopisu Czcigodnego Prelegenta

 

Archiwum KWPŻZZ

 

 

 

Wpisy powiązane

Adamska Immakulata J. OCD, Życie św. Teresy od Jezusa

Kołacz Jakub SJ, Na drogach Bożych. Życie Św. Ignacego Loyoli według “Opowieści pielgrzyma”

Wąsowicz Jarosław SDB, Antoni Baraniak SDB – arcybiskup niezłomny