Franciszkanie w Krakowie – prawda o fundacji klasztoru

Kto tak naprawdę sprowadził braci mniejszych pod Wawel? Przez wieki narosło wokół tego wiele historycznych mitów. Z twardymi dokumentami w ręku rozprawił się z nimi o. Andrzej Hejnowicz OFMConv podczas kolejnego spotkania z cyklu „Poniedziałki ze św. Franciszkiem”. W poniedziałek 8 czerwca 2026 roku w Auli bł. Jakuba słuchacze poznali pasjonującą prawdę o początkach zakonu franciszkanów w Krakowie. Konferencja stanowiła jedną z dziewięciu katechez, organizowanych z okazji jubileuszu 800-lecia śmierci Świętego z Asyżu.

Od ewangelicznego natchnienia do trudnych misji

Na początku swojego wystąpienia na temat: „Skąd się wzięli franciszkanie w Krakowie?” o. Andrzej Hejnowicz przypomniał, że początków krakowskiego klasztoru należy szukać w decyzjach samego św. Franciszka oraz papieża Innocentego III, który pobłogosławił nową, radykalną formę życia. Bezpośrednim impulsem do wyjścia braci w świat były jednak kapituły generalne z 1217 i 1221 roku.

Decyzja z 1217 roku o wyruszeniu za Alpy zakończyła się bolesnym niepowodzeniem. Jak opisał to prelegent, zakonnicy udali się do Niemiec oraz na Węgry, nie znając zupełnie lokalnych języków. Miejscowa ludność uznała ich za heretyków i włóczęgów, a cała misja skończyła się ucieczką braci, których potraktowano „pałą sękatą po plecach”.

Franciszkanie potrafili jednak wyciągać wnioski z własnych porażek. Kolejna wyprawa, zainicjowana w 1221 roku, została znakomicie przygotowana. Zadbano o braci znających łacinę oraz lokalne narzecza, co pozwoliło na błyskawiczny rozwój zakonu. Misjonarze dotarli na Śląsk i do czeskiej Pragi, skąd ostatecznie ich ścieżki poprowadziły do stolicy Małopolski.

Zakon żebrzący oraz mit „fundatora zbiorowego”

Podczas konferencji o. Andrzej zwrócił uwagę na istotną cechę braci mniejszych – byli oni zakonem żebrzącym, żyjącym w skrajnym ubóstwie. W przeciwieństwie do dawnych mnichów, franciszkanie nie dysponowali środkami na budowę klasztorów. Aby osiąść w danym mieście, musieli znaleźć zamożnego dobroczyńcę.

Prelegent stanowczo odrzucił pojawiającą się czasem w literaturze teorię, jakoby krakowski klasztor został ufundowany przez zbiorowość, czyli gminę miejską (tak jak miało to miejsce we włoskiej Padwie). W ówczesnej Polsce komuny miejskie po prostu jeszcze nie istniały.

Co więcej, lokacja Krakowa na prawie magdeburskim, wprowadzająca regularną siatkę ulic wokół Rynku, miała miejsce dopiero w 1254 roku. Tymczasem zakonnicy przybyli pod Wawel znacznie wcześniej – „Rocznik Miechowski” wskazuje na rok 1236, a „Rocznik Krakowski” na 1237. Za najlepszego niemego świadka tych wydarzeń uchodzi dzisiejsza ulica Bracka. Jest ona krzywa właśnie dlatego, że podczas późniejszej lokacji miasta franciszkański kościół i klasztor już tam stały, zmuszając urbanistów do ominięcia zabudowań.

Bolesław Wstydliwy oraz sfałszowany dokument

Kto zatem był fundatorem krakowskiego konwentu? Przez wieki utrwaliło się przekonanie, zaczerpnięte z kronik Jana Długosza, iż braci sprowadził książę Bolesław V Wstydliwy. O. Hejnowicz obalił ten historyczny mit. W latach 1236–1237 Bolesław miał zaledwie 10 lub 11 lat. Po tragicznej śmierci swojego ojca, Leszka Białego, przebywał na wygnaniu i nie sprawował w Krakowie żadnej realnej władzy. Nie mógł więc ufundować tak potężnego przedsięwzięcia.

Duchowny przywołał w tym kontekście ciekawostkę z 1655 roku. Kiedy podczas potopu szwedzkiego spłonęło klasztorne archiwum, zakonnicy poprosili Kancelarię Królewską o potwierdzenie dawnych praw fundacyjnych Bolesława Wstydliwego. Jak udowodnili późniejsi badacze, odtworzony wówczas dokument był ewidentnym fałszerstwem. Wymieniał on krakowskie place, jakie w XIII wieku jeszcze nie istniały, oraz tytułował świątynię kościołem Bożego Ciała, podczas gdy święto to papież Jan XXII wprowadził do Kościoła prawie sto lat po przybyciu franciszkanów do Polski.

Wyklęty książę Henryk Brodaty

Skoro nie Bolesław Wstydliwy, to kto posiadał władzę i pieniądze w latach 30. XIII wieku? Prelegent wskazał na księcia śląskiego Henryka Brodatego, który po wieloletnich walkach w 1231 roku oficjalnie przejął rządy w Krakowie. Istnieją mocne dowody (m.in. zapiski papieskiego wysłannika, franciszkanina Jana z Pian del Carpine), że Henryk utrzymywał bliskie, niemal rodzinne kontakty z zakonem.

Pojawił się jednak problem kanoniczny. W ostatnich latach życia Henryk Brodaty popadł w ostry spór z biskupem wrocławskim o kościelne majątki i podatki, co zaowocowało nałożeniem na niego ekskomuniki. Książę zmarł w marcu 1238 roku jako człowiek formalnie wyklęty przez Kościół. Oczywiste było, iż heretyk nie mógł oficjalnie ufundować katolickiego klasztoru.

Teodor Gryfita – zapomniany dobroczyńca pod Wawelem

Rozwiązanie tej historycznej zagadki o. Andrzej Hejnowicz oparł na badaniach prof. Gerarda Labudy oraz prof. Dariusza Karczewskiego. Henryk Brodaty rzadko bywał w Krakowie, a w jego imieniu rządy sprawował potężny wojewoda – komes Teodor Gryfita.

Wszystko wskazuje na to, że książę Henryk, pragnąc wesprzeć znajomych braci, polecił swojemu zarządcy przyjęcie zakonników. Komes Teodor, którego okazały dwór znajdował się niedaleko kościoła Wszystkich Świętych, przekazał franciszkanom kawałek placu u zbiegu ówczesnych osad handlowych i sfinansował budowę.

Prelegent zaznaczył, iż dowodem na tę tezę jest niezwykły dokument z 1612 roku. Ówczesny prowincjał franciszkanów, Adam Gąski, podczas wizytacji w Krakowie mocno zganił braci za to, że nie modlą się za swojego pierwotnego fundatora. Nakazał im wówczas stanowczo odprawianie mszy świętych za duszę wojewody Teodora, którego oficjalnie nazwał w łacińskim dekrecie „fundatorem i wprowadzającym do krakowskiego konwentu”.

Z czasem pamięć o Teodorze zatarła się, a całą zasługę za sprowadzenie braci przypisano później Bolesławowi Wstydliwemu. Jak podsumował o. Andrzej Hejnowicz, to właśnie ten młody książę odegrał kluczową rolę później – hojnie wspierając odbudowę oraz rozbudowę franciszkańskiego klasztoru po niszczycielskim najeździe mongolskim w 1241 roku.

Za: www.franciszkanie.pl

Wpisy powiązane

Warszawa: o. Michał Bortnik OSPPE nowym prezesem KAI

Co dalej z Lednicą? Dominikanie szykują zmiany w zarządzaniu jednym z największych dzieł duszpasterskich w Polsce

Michayland 2026 – razem możemy więcej