Książka s. Michaeli Rak opowiada o tym, co w życiu każdego może się wydarzyć, gdy pójdzie za Jezusem

“Główna bohaterka tej książki to po prostu osoba silna Ewangelią, miłością i miłosierdziem, ogromem pokonywanych codziennie wyzwań, która dzieli się swoją drogą i swoim powołaniem. Książka ta zatem w pewnym sensie jest nie tylko o mężczyznach, nie tylko o kobietach, ona jest o każdej i każdym z nas i o tym, co może się w naszym życiu wydarzyć, jeżeli będziemy mieli odwagę pójść za Jezusem” – pisze w recenzji książki „Mężczyźni mojego życia. O miłości, miłosierdziu i dobrym pomaganiu” – w której z s. Michaelą Rak rozmawia Małgorzata Terlikowska.

Katolicka Agencja Informacyjna objęła patronatem książkę. W czwartek 19 maja o 12.00 odbędzie się organizowana przez KAI konferencja prasowa z udziałem s. Michaeli Rak i Małgorzaty Terlikowskiej. Osoby chcące wziąć udział w spotkaniu w sali konferencyjnej proszone są o przesłanie zgłoszenia na adres mail: centrummedialne@ekai.pl. Spotkanie będzie transmitowane na kanale KAI w serwisie YouTube.

***

Nie tylko o mężczyznach

Tomasz Snarski

Nakładem wydawnictwa Esprit ukazała się z początkiem maja tego roku obszerna rozmowa Małgorzaty Terlikowskiej z siostrą Michaelą Rak pod intrygującym tytułem „Mężczyźni mojego życia. O miłości, miłosierdziu i dobrym pomaganiu”. O czym jest ta książka? O mężczyznach w życiu zakonnicy? O wartościach? O niesamowitej historii pięknego, chociaż niejednokrotnie trudnego i zawierającego wiele wyzwań życia? Na pewno o tym wszystkim można w niej przeczytać, ale moim zdaniem to książka o czymś znacznie więcej, bo mówi się w niej o tych sprawach w świetle Ewangelii. Można bowiem wiele opowiadać o biografiach, wydarzeniach, o miłości czy służbie innym z perspektywy tylko ludzkiej, lecz siostra Michaela w sposób nienatarczywy, lecz zarazem i odważnie świadczy o tym, że w jej życiu dosłownie wszystko wynika z miłości do Boga. Jednocześnie treści zawarte w książce przemawiają świadectwem przykładu i doświadczenia, nie są zaś przesiąknięte mądrościami czy wskazówkami opartymi o teorię. Tutaj kolejność jest jakby odwrócona (i bardzo dobrze!). Z praktyki i z życia, w tym także ze spotkania z drugim człowiekiem, wynika głęboka mądrość, której nie można się nauczyć z książek, ale która dzięki tej właśnie publikacji może pociągnąć i zainspirować innych.

Książka składa się ze wstępu oraz ośmiu rozdziałów, podejmujących rożną problematykę. Po raz pierwszy Siostra tak szeroko mówi o swoim dzieciństwie, rodzinie, dorastaniu; o tym, skąd pochodzi i jak to się stało, że z północno-zachodniej Polski znalazła się w sercu litewskiej stolicy. Opowiada także o swoim powołaniu, ale też o tym, co było przed nim. Ważną częścią są rozdziały dotyczące misji i działalności hospicyjnej, ale też opisy zakonnej codzienności. Nie brakuje odniesień do współczesnej Litwy, Wilna, polsko-litewskich relacji, konieczności szukania tego co łączy oraz pomagania każdemu niezależnie od narodowości czy wyznania. Na kartach książki pojawia się zawiła historia wojenna i powojenna rodziny siostry Michaeli. Możemy też w niej przeczytać o wielu spotkaniach i relacjach, które były i są częścią życia głównej bohaterki. Są zdania bardzo ważne i poważne, poruszające naprawdę osobiste obszary, ale są też treści „z przymrużeniem oka”. Może dla wielu będzie zaskoczeniem, że powołanie zakonne jest barwne, pełne trudu także fizycznego (jak z humorem stwierdza siostra Michaela „Ale habit jest krzyżem, szczególnie w upalne dni. To jest nieustanne bycie w saunie.”). Przy okazji warto podkreślić, że poczucie humoru (moim zdaniem mające wiele wspólnego ze świętością) jest znakiem charakterystycznym całej rozmowy. I to dobrze, bo nikt tu niczego nie udaje, nikt tu nie zasłania się granicą „habitu”, „powołania” czy „funkcji”. To także wartość tej książki. Pamiętam, jak jeden z moich znajomych zdziwił się, gdy będąc w Oslo nawiązałem przypadkiem dość swobodną i serdeczną rozmowę z dwiema przypadkowo spotkanymi zakonnicami. Żartowaliśmy, niemal zaprosiły mnie od razu na obiad. Gdy ja cieszyłem się z tej rozmowy i byłem zadowolony z tego spotkania, ów znajomy ze zdzwioną (może nawet zgorszoną miną) powiedział: czy tak można rozmawiać z zakonnicami? A jak można rozmawiać? Bez uśmiechu? Z powagą? W nabożeństwie? Dla wielu ludzi habit może być uznany za granicę, po której nie widzą już człowieka, tylko osobę powołaną. Tymczasem jedno nie wyklucza przecież drugiego i to też pięknie pokazuje siostra Michaela. Osoba duchowna czy konsekrowana nie może porzucić siebie, swojego człowieczeństwa, ale też nie powinna porzucać nigdy swojego powołania.

Oczywiście w książce znajdziemy sporo wzruszających historii związanych z odchodzeniem, umieraniem, chociaż ja wolę mówić, za siostrą Michaelą, „z życiem w pełni do momentu przejścia do wieczności”. Fragmenty dotyczące wileńskiego hospicjum bł. Księdza Michała Sopoćki bądź hospicjum św. Kamila z Gorzowa Wielkopolskiego i w ogóle idei misji hospicyjnej nazwałbym taką „książką w książce”. Zresztą cała publikacja jest tak ułożona, że można czytać ją od razu w całości, a można wybrać sobie interesujące rozdziały, niejako samodzielnie stanowiące odrębne świadectwo. Dla tych, którzy są związani z ruchem hospicyjnym oraz szeroko pojętą posługą chorym, pojawia się wiele dobrze znanych treści. Lecz myślę, że jeszcze wciąż zbyt dużo osób kojarzy placówki takie jak hospicjum tylko z cierpieniem, stroniąc od tego tematu. Tymczasem znowu siostra Michaela przełamuje utarte schematy, dzięki czemu wielu pozna inną stronę hospicyjnego życia. O tym, że można w chorobie odnaleźć prawdziwą miłość, że można (a nawet trzeba!) cieszyć się każdym dniem i nie rezygnować z pasji. O tym, że „miłość jest za darmo”, a „kiedy spotyka się człowieka, spotyka się skarb”. Wreszcie, trzeba wspomnieć i o konkretach. O funkcjonowaniu hospicjum i potrzebnym na ten cel wsparciu finansowym, o zaangażowaniu wolontariuszy (także prawników!). O tym, że na Litwę idea hospicyjna przyszła właśnie z Polski, zbliżając Polaków i Litwinów, łącząc ich ponad podziałami, chociaż czasem nie jest łatwo, i w ogóle nie jest łatwo pomagać chorym w świecie ukierunkowanym na „tu i teraz”, na sukces i rozwiązania na skróty.

Świat siostry Michaeli to także nasz świat, lecz jednocześnie to przestrzeń widziana z perspektywy wiary. Nietrudno się domyślić (co zresztą sugeruje już grafika na okładce), że najważniejszym mężczyzną życia siostry Michaeli jest Jezus. I warto o tym pamiętać. Wróćmy jeszcze do początku książki. Gdy bohaterka książki opowiada o trudnych relacjach z tatą, o cierpieniu, chorobie i związanych z nimi ograniczeniami czy obawami, o ludziach potrzebujących pomocy w różnych życiowych sytuacjach, a także o przeszkodach i trudnościach, które musi wraz z całym hospicyjnym zespołem na co dzień pokonywać, to jednocześnie mówi o perspektywie nadziei, wiary i miłości. Mówi o tym, że nie ma sytuacji bez wyjścia i że nigdy nie wolno się poddawać, a po ludzku sytuacje „przegrane” są tak naprawdę „wygranymi”, w języku wiary można by rzec – są łaską. Z tej perspektywy rozmowa Małgorzaty Terlikowskiej z siostrą Michaelą Rak to także swoiste rekolekcje, chociaż książkę może (a moim zdaniem) powinien przeczytać każdy, niezależnie od tego, czy jest osobą wierzącą, czy nie. Dla mnie osobiście lektura książki była umocnieniem i wyzwaniem, a droga siostry Michaeli jest przykładem piękna chrześcijańskiego życia ukazanego w prawdzie. Niby już tak wiele wiem, niby tak wiele przeżyłem, a jednak każda kolejna strona tej książki naprawdę poruszyła moje serce.

Myślę, że książka może stać się także ważnym głosem w ogólnym postrzeganiu przez społeczeństwo problemów osób chorych i starszych. Siostra Michaela, wspominając jeszcze pierwsze hospicjum, które prowadziła w Gorzowie Wielkopolskim, przypomina, że ludzie kojarzyli je z „umieralnią” i podkreśla: „Wiedziałam, że muszę zrobić wszystko, żeby tę świadomość zmienić, żeby ludzie nie kojarzyli hospicjum wyłącznie ze śmiercią. Dla mnie to zawsze było sanatorium życia, gdzie człowiek odzyskuje sprawność, gdzie pojawia się nadzieja, gdzie realizują się pragnienia i marzenia. To wszystko wpisuje się w takie pojęcia jak życie, radość, zadowolenie, spełnienie”. Parafrazując te słowa, można powiedzieć, że recenzowana książka jest jedną z cegiełek budujących gmach tej przemiany. Zamiast rezygnacji zacznijmy dostrzegać odwagę, zamiast egoizmu i samotności potęgę solidarności i wspólnoty, zamiast postawy „daj” dobrodziejstwo postawy „przyjmij”. Po lekturze tej książki inaczej spojrzysz na to, czym jest hospicjum, czym jest cierpienie czy choroba, czym jest powołanie, ale także czym są (nieobce chyba każdemu) jakieś osobiste problemy czy porażki. Po prostu inaczej spojrzysz na życie, bo zobaczysz je w perspektywie miłości.

Warto na zakończenie dodać, że świetnie się stało, że rozmawiają ze sobą dwie kobiety, które w książce zwracają się do siebie po imieniu. To otwiera perspektywę bliskości i czułości, ale też zrozumienia między rozmówczyniami. Można by wręcz powiedzieć, że kobiety „rządzą” tą publikacją, chociaż w tytule mowa przecież o mężczyznach. Najważniejsze chyba jednak jest to, że główna bohaterka tej książki to po prostu osoba silna Ewangelią, miłością i miłosierdziem, ogromem pokonywanych codziennie wyzwań, która dzieli się swoją drogą i swoim powołaniem. Książka ta zatem w pewnym sensie jest nie tylko o mężczyznach, nie tylko o kobietach, ona jest o każdej i każdym z nas i o tym, co może się w naszym życiu wydarzyć, jeżeli będziemy mieli odwagę pójść za Jezusem.

Tomasz Snarski / Warszawa
KAI

Wpisy powiązane

Rozpoczyna się Wielki Odpust Tuchowski

Centrum międzynarodowej salezjańskiej pomocy Ukrainie znajduje się w Polsce

Bracia Mniejsi: „Zasłużeni dla Kultury Chrześcijańskiej” – nagroda dla AGŻ