W przypadku osób dorosłych zranienie w sferze intymnej często jest elementem doświadczenia krzywdy związanej z nadużyciem władzy – mówi o. Tomasz Franc OP, przedstawiciel diecezjalnych i zakonnych delegatów i delegatek ds. ochrony małoletnich i bezbronnych. W Gnieźnie kończy się szkolenie tej grupy, które w tym roku poświęcone jest bezbronnym dorosłym w Kościele.
Magdalena Dobrzyniak (KAI): Czy w Kościele w Polsce dojrzeliśmy już do tego, żeby zmierzyć się z tematem bezbronnych dorosłych?
O. Tomasz Franc OP: Jeśli rozumiemy dojrzałość jako zintegrowanie różnych obszarów w Kościele – rozumianym jako instytucja i jako wspólnota, ale także w każdym z nas, którzy jesteśmy jego członkami – to możemy powiedzieć, że jesteśmy w drodze do osiągnięcia tej dojrzałości w takich aspektach, jak prawo, psychologia, czy kultura duszpasterska.
Co nam może pomóc w tym dojrzewaniu?
Potrzebujemy na pewno większego oparcia w prawie kanonicznym, które próbuje trafnie wyrażać, co to znaczy być osobą dorosłą bezbronną w Kościele, co to znaczy doświadczać w tym obszarze krzywdy. Ale to dojrzewanie musi odbywać się równolegle we wspólnocie, by w tych, którzy zostali skrzywdzeni jako dorośli, nie widzieć osób, które mają w tym zdarzeniu swój udział – w pełni dobrowolny i w pełni świadomy sposób. To częsty błąd, kiedy przypisujemy dorosłym osobom poszkodowanym bezkrytycznie pełny współudział i sprawstwo w wydarzeniu, w wyniku którego doznali skrzywdzenia. Oceniając ich w ten sposób, tracimy możliwość nazwania ich krzywdy i oddania sprawiedliwości. Myślenie o bezbronności trzeba rozwinąć szerzej, wychodząc od pojmowania jej jako trwałej ułomności wewnętrznej osoby, związanej z jej deficytami – czy to umysłowymi, czy fizycznymi – ale badając również kondycję osoby w sytuacji skrzywdzenia, która przed zaistnieniem tej krzywdy mogła korzystać z pełni własnej autonomii.
Mamy tu odwołanie do pojęcia „vulnerabile”, które pojawiło się po raz pierwszy w 2014 roku, kiedy to powstała Papieska Komisja Tutela Minorum, której celem jest „promowanie ochrony godności, skuteczna opieka oraz ochrona małoletnich i adulti vulnerabili”. O „adulti vulnerabili” mowa również dwa lata później w motu proprio „Come una madre amorevole”. Jest rok 2026 i papież Leon XIV mówi nie o „dorosłych bezbronnych”, ale o „osobach znajdujących się w sytuacjach bezradności”. Wydaje się, że to ważne przesunięcie akcentów. Co ono w praktyce oznacza?
Wydaje się, że papież poszerza sposób myślenia, bardziej nas uwrażliwia. Przechodzi od pewnej sztywności tej definicji opierającej się głównie na stałych, wewnętrznych przyczynach bezbronności do zwracania uwagi na dorosłych znajdujących się w sytuacji bezradności mającej wpływ na ograniczenie autonomii, wewnętrznej i zewnętrznej wolności przeżywania i wyrażania siebie. Nasze rozumienie bezbronności w Kościele powinno więc pójść w takim kierunku, który pozwala spojrzeć na sytuację osoby zarówno w momencie zaistnienia krzywdy, jak i tego, jaki wpływ na nią ma krzywdzący. Chodzi więc o to, by kwestię patrzenia na krzywdę osób bezbronnych ująć w spektrum, w continuum, widzieć ją wielowymiarowo.
Również prof. Michał Królikowski zwracał uwagę podczas szkolenia delegatek i delegatów ds. ochrony na to, że definicja bezbronności znajduje się w pewnym spektrum, w odczytywaniu którego potrzebna jest intuicja i wrażliwość. Mówił też, że wielość różnych określeń dotyczących bezbronnych dorosłych jest dowodem na to, że istnieje już otwartość na ten temat. Jak tę wrażliwość, tę intuicję należy w Kościele kształtować?
Myślę, że tutaj z pomocą mógłby przyjść przykład przytoczony w tej samej dyskusji przez ks. prof. Jana Dohnalika, który mówił o kłopotach z tłumaczeniem terminu „vulnerabile”. Polskie „bezradny” sprawia, że słyszymy o kimś, kto jest pozbawiony jakiejkolwiek siły, jest ogołocony, a jego autonomia jest zniszczona. Ks. Dohnalik przytoczył tłumaczenie z języka słowackiego: „ranliwy”. Bardzo mi się to słowo podoba, bo ono pokazuje, że każdy z nas jest podatny na doświadczenie rany. Decyduje o tym dyspozycja wewnętrzna, psychiczno-emocjonalna i egzystencjalna osoby, ale także sytuacja, w której znalazła się ona i osoby, które mają na nią wpływ. Ta sytuacja, jakość relacji międzyludzkich, szczególnie w relacji z osobami obdarzonymi zaufaniem autorytetu w Kościele, mogą wzmacniać jej odporność, ale mogą też powodować, że ranliwość osoby staje się obszarem doświadczenia krzywdy. Uwzględniając te dwa wektory – wewnętrzny i zewnętrzny – będziemy mogli odpowiedzieć na pytanie, czy dana osoba w sytuacji zaistnienia krzywdy miała pełną autonomię, czy też jej autonomia była ułomna, została ograniczona. Być może nawet toksyczne środowisko samo w sobie nie musi być krzywdzące dla osób wewnętrznie wolnych i zintegrowanych. Ale gdy ktoś ma ograniczoną autonomię – przez kryzys psychiczny, emocjonalny, egzystencjalny – takie chore środowisko zewnętrzne może stać się źródłem doświadczenia krzywdy.
Rozumiem więc, że aby przyjąć osobę dorosłą z jej krzywdą, trzeba wziąć pod uwagę sytuację, w jakiej się znalazła, w momencie, kiedy ta krzywda była dokonywana, oraz środowisko, które albo wspierało, albo opuszczało tę osobę. Czy intencje sprawcy również?
Aby przyjąć osobę skrzywdzoną, trzeba ją wysłuchać, tak, aby w sposób wolny i bezpieczny mogła o swoim doświadczeniu opowiedzieć. Wiemy z psychologii traumy, że właściwa reakcja otoczenia na traumę – a więc także Kościoła, a w nim osób odpowiedzialnych za przyjmowanie krzywdy, czyli delegatów, oraz przełożonych – jest elementem pomagającym nazwać doświadczenie, dookreślić je. Widać więc, jak ważne jest to, by delegaci i przełożeni potrafili przyjąć osobę dorosłą z jej osobistym doświadczeniem bycia skrzywdzoną. Jest to niezbędny element zdrowienia tej osoby i zdrowienia wspólnoty. Co do pytania o intencje sprawcy, to o nich możemy mówić, poznając je po skutkach jego oddziaływania, po tym, w jaki sposób tworzy on środowisko kontaktu, relacji zależności emocjonalnej, psychicznej czy duchowej.
Temat osób dorosłych bezbronnych zdominował tegoroczne szkolenie delegatek i delegatów ds. ochrony. Czy jest to odpowiedź na zwiększoną liczbę zgłoszeń od osób, które jako dorosłe doświadczyły skrzywdzenia?
Do tej pory w analizach statystycznych skupialiśmy się na sytuacjach związanych z ochroną osób małoletnich w Kościele. Ale zainteresowanie tematem dorosłych bezbronnych wypływa wprost z praktyki delegatów, a przede wszystkim z doświadczenia osób skrzywdzonych. Czy jest to częste zjawisko? Wydaje mi się, że coraz częściej, na szczęście, mówi się w Kościele o personalistycznym podejściu do drugiego człowieka, zwracaniu uwagi na własne granice, godność, wolność, autonomię. To są rzeczy, które oczywiście istniały w Kościele wcześniej, ale otwarte mówienie o nich uwrażliwia na nierówności i zranienia, których doświadczają osoby poszkodowane. A to z kolei może sprawiać, że pragną one być wysłuchane. Mam nadzieję, że system ochrony będzie ewoluował w stronę poszerzania kompetencji delegatów przyjmujących zgłoszenia od osób dorosłych bezbronnych, ale ufam, że i Kościół instytucjonalny będzie coraz bardziej na to otwarty.
Czego więc potrzeba delegatom, by ich kompetencje w tym obszarze się poszerzały?
Brakuje nam jeszcze precyzyjnych kategorii prawnych. One nie są potrzebne do wysłuchania, ale są konieczne dla sprawiedliwości. Potrzeba również odwagi zatroszczenia się o psychiczne i duchowe dobro osób skrzywdzonych w Kościele, zapewnienia im psychoterapii, zdrowego duszpasterstwa. Są to elementy, nad którymi teraz powinniśmy popracować. Chodzi więc o otwartość na przyjmowanie informacji o krzywdzie wobec osób bezbronnych dorosłych, regulowanie kanonicznych norm i praktyk związanych z przyjmowaniem tej krzywdy i otwartość na pomoc psychoterapeutyczną i duszpasterską, duchową, której mają prawo oczekiwać osoby zranione, pragnące wrócić do zdrowia psychiczno-emocjonalnego, ale także, często dzięki temu wsparciu, do pełnego życia we wspólnocie Kościoła. Jako ich siostry i bracia w Kościele jesteśmy za to odpowiedzialni.
Czy krzywda dorosłych, o której tu mowa, dotyczy tylko sfery seksualnej?
To jest ważne pytanie, dlatego że z doświadczeniem krzywdy kojarzy nam się najczęściej właśnie sfera seksualna, szczególnie w kontekście dzieci i małoletnich. W przypadku osób dorosłych natomiast zranienie w sferze intymnej często jest elementem doświadczenia krzywdy związanej z nadużyciem władzy. Podkreślam jeszcze raz, że kiedy zastanawiamy się, jak nazywać krzywdę osób bezbronnych dorosłych w sferze nadużycia władzy czy wykorzystania seksualnego, to nie chodzi o to, że musimy to sobie dopiero zdefiniować i że lekceważymy krzywdę w tych obszarach, do tej pory jej nie widząc. Nie. Chodzi o to, by z szacunku dla osób skrzywdzonych i dla sprawiedliwości nazywać sprawy po imieniu. Musimy precyzyjnie nazwać tę krzywdę, by konstruować odpowiednie narzędzia pomocy. Nie marginalizując obszaru krzywdy na tle seksualnym, trzeba pamiętać, że obszar nadużycia władzy, czyli toksycznej zależności w kierownictwie duchowym i w różnych formach duszpasterstwa, jest według mnie o wiele większy. Wymaga dodatkowo formacyjnego namysłu, w jaki sposób kształtować liderów w Kościele, a jednocześnie refleksji nad tym, w jaki sposób w Kościele mówić o przeżywaniu osobistej wolności w obszarze wiary i moralności.