Pogrzeb dwóch sercanów

23 grudnia br. w Stadnikach w Małopolsce odbył się jednocześnie pogrzeb dwóch sercanów: ks. Franciszka Ślęczki i ks. Stefana Kajty. Zostali pochowani na miejscowym cmentarzu.

– Dziękujemy dziś Bogu za łaski i wszelkie dobro, jakie okazał nam i wielu ludziom poprzez życie księdza Franciszka i księdza Stefana. Ogarniamy ich pamięcią i życzliwą wdzięcznością, które wyrażają się w modlitwie. Polecamy ich Bogu bogatemu w miłosierdzie – powiedział na rozpoczęciu Mszy św. pogrzebowej w stadnickim kościele prowincjał, ks. Wiesław Święch.

Zmarłego 20 grudnia ks. Franciszka Ślęczkę i 21 grudnia ks. Stefana Kajtę żegnały najbliższe rodziny, znajomi i współbracia, a także siostry Nazaretanki z Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego w Rabie Wyżnej, gdzie przebywał przez ostatnie kilka lat ks. Ślęczka i gdzie odszedł w czasie trwania modlitwy różańcowej.

– Znałam księdza Franciszka od moich lat studenckich, a mój mąż był studentem z Tanzanii. Nasz ślub był przy Saskiej w 1989 r., w czym pomógł nam ksiądz. Kiedy dziesięć lat temu mąż ciężko zachorował, powiedział że przyjedzie go odwiedzić. Mieszkaliśmy wtedy na czwartym piętrze i proszę sobie wyobrazić, że mimo,iż miał ogromne problemy z poruszaniem się, ktoś go wniósł po schodach. Wtedy zrozumiałam, że to prawdziwy przyjaciel. Przyjechał po to, by nas pocieszyć i być z nami w trudnej sytuacji – opowiada Bożena Kagize , której mąż zmarł dwa miesiące temu. Dodaje, że ks. Ślęczka zawsze interesował się ich rodziną, a dzieciom przynosił prezenty, a gdy już nie mógł samodzielnie się poruszać, często do nich dzwonił.

– To był dla mnie dobry wujek, bardzo opiekuńczy i otwarty. Rozumiał potrzeby i problemy zwykłych ludzi – mówi Sara, która z bratem i mamą przyjechali na pogrzeb z Krakowa.

Alicja i Jerzy Piekarscy poznali ks. Ślęczkę przez mamę Alicji, która od wielu lat jest dobroczyńcą sercanów i często przywoziła zebrane ofiary na furtę klasztoru w Płaszowie.

– Odwiedzaliśmy często księdza w jego rodzinnym domu w Gorzkowie, gdzie gromadził nas i znajomych u swej siostry Albiny. Odczuwaliśmy zawsze dużą gościnność i serdeczność z jego strony, a jak coś dostawał od innych, zawsze się tym dzielił – wspomina Alicja Piekarska.

W homilii pogrzebowej ks. Zenon Siedlarz podkreślił m.in. potrzebę oczekiwania na spotkanie z Panem, który przychodzi często nieoczekiwanie.

– Ksiądz Franciszek potrzebował na to ostateczne spotkanie z Chrystusem 78 lat. Niewiele więcej ksiądz Stefan (..) Kiedy uczestniczymy w tej uroczystości ich pogrzebu trzeba nam dziękować za tych współbraci, za ich życie – mówił kaznodzieja, zaznaczając, że gdy przyszła propozycja przyjęcia ks. Franciszka do ośrodka w Rabie Wyżnej, jako jego ówczesny przełożony usłyszał, że przełożonego trzeba zawsze słuchać, nawet gdy się myli.

– Obydwaj wierni duchowości prowadzili swoje życie kapłańskie i zakonne. Nie wstąpiliby do Zgromadzenia, gdyby Pan nie stanął na ich drodze, gdyby ktoś nie powiedział im, że warto poświęcić się jednej Miłości – podsumował ks. Siedlarz.

– Ksiądz Stefan zawsze wymagał od siebie i wymagał od innych. Nikt nie powie, że był bogaty. Dużo czytał, a w Stadnikach był bibliotekarzem. Był bardzo pracowity i zawsze były mu bliskie sprawy Ojczyzny, a powołanie rozumiał jako służbę – wspomina ks. Marian Radwan z rodziny ks. Kajty.

Z kolei Janina Matejko, jedna z pięciu sióstr ks. Stefana zauważyła, że brat zawsze coś czytał, a szczególnie książki religijne, przyrodnicze i z historii Polski. Gdy był nauczycielem w szkole miał z powodu posiadania „nielegalnej literatury” niemało przykrości.

– Nigdy nie miał wątpliwości, co do wyboru zostania księdzem, choć zawsze chciał uczyć. Gdy wrócił z wojska i wstąpił do sercanów mówił, że Bóg tak to pokierował, że został nauczycielem, ale w sutannie i w różnych seminariach – wspomina Janina Matejko, dodając, że interesował się też ziołolecznictwem.

– Chciał jechać na misje do Afryki, ale skierowano go studia i potem został wykładowcą. Ale gdy jeździł na Białoruś był bardzo zadowolony, mówiąc, że to też rodzaj pracy misyjnej. Oprócz wykładów w seminarium udzielał się także w parafiach, szczególnie spowiadając przez wiele godzin – podkreśliła siostra.

Na zakończenie Mszy św. prowincjał przypomniał drogi życiowe, powołania kapłańskiego i zakonnego Zmarłych oraz przebieg ich posługi w prowincji.

Ostatnie modlitwy na cmentarzu prowadził ks. Andrzej Kietla, przełożony wspólnoty bełchatowskiej, do której należał ks. Ślęczka. Zostali pochowani w grobach ziemnych, a zgromadzeni współbracia pożegnali ich pieśnią „In te Cor Jesu…”.

Ks. Andrzej Sawulski SCJ

Wpisy powiązane

Telegram przełożonych zakonów męskich do Leona XIV

Bracia zakonni pielgrzymują na Jasną Górę. „Głosić Słowo Boże swoim życiem”

Warszawa: przełożeni męskich zakonów o odpowiedzialności za stałą formację współbraci