Trzeba wziąć sprawy w swoje ręce

Z p. Marią Gabrielą Popowską, współzałożycielką Towarzystwa Przyjaciół im. o. Mariana Żelazka SVD, archiwistką pamięci o. Mariana i działaczką społeczną, rozmawia o. Krzysztof Kołodyński SVD.

Maria Gabriela Popowska (MGP): Cała przyjemność po mojej stronie, że możemy o o. Marianie powspominać, przybliżyć sobie wzajemnie jego osobę. Myślę, że nie jesteśmy tu przypadkowo, że o. Marian czuwa nad nami, modli się, wstawia się, by realizowało się to, co jest przewidziane w planach Bożych.

Krzysztof Kołodyński SVD: Z tego, co wiem, związana jest Pani z rodziną o. Mariana. Nie zdradzała Pani tego wcześniej. Stąd ma Pani dużą wiedzę o rodzinie Żelazków, o okolicznościach w których nasz współbrat wzrastał. Rozpocznę trochę od osobistego pytania: Jak Pani poznała o. Mariana i jak on mógł Panią poznać?

O. Marian i cała rodzina Żelazków była zawsze bliska mojej rodzinie. Temat ten był zawsze aktualny i przywoływany przy różnych okazjach. Związane to było z moim dziadkiem, Stanisławem Wiciakiem. Mama o. Mariana była siostrzenicą mojego dziadka. Niedaleko od siebie mieszkali, parę kilometrów, ale jednak blisko. Żelazkowie mieszkali na hubach, na uboczu, w lekkim oddaleniu od wioski. Tłumaczy to fakt, że Żelazkowie z pokolenia na pokolenie byli młynarzami. Z tego powodu, aby złapać dobry wiatr, dziadek o. Mariana przeprowadził się w to miejsce.

Wspomniała Pani w naszej wcześniejszej rozmowie, że jak prześledzi się dzieje i kontekst rodziny Żelazków, to można odkryć to, jak o. Marian został dobrze przygotowany na to, co przyszło mu przeżywać później, w trudnych czasach obozowych i na misjach. Czy możemy sięgnąć do tej historii?

Marcin Żelazek, pochodzący ze Skórzewa, ożenił się z p. Antoniną Kasprzak z Dąbrowy. Pierwszym synem był Jan, który urodził się jeszcze w Dąbrowie. Chcieli jednak pójść na swoje i dlatego ruszyli w kierunku Palędzia (1880 r.). Nie było łatwo, bo zaczynali od zera. Byli dobrzy i pracowici, a więc sobie dobrze radzili. Przybywały następne dzieci. Było ich siedmioro. Niestety, piątka zmarła. Troje w dzieciństwie, a dwójka jako starsi. Rodzice bardzo przeżywali te trudne czasy. Trzeba było mieć wielką wiarę, siłę i zaufanie do Boga, aby takie doświadczenie przetrwać. Całą schedę, gospodarstwo i wiatrak, przekazali synowi, Stanisławowi Żelazkowi, późniejszemu tacie o. Mariana, który się urodził w 1885 roku. W 1908 roku Stanisław żeni się z panną Katarzyną Szymkowiakówną, z domu Wiciaków, czyli rodziny, z której ja pochodzę. Rodzina Żelazków i Wiciaków były blisko siebie. Obie były bardzo zaangażowane w życie społeczne, parafialne, narodowe. Już jest rodzina Stanisława i Stanisławy Żelazek. Z tego małżeństwa pochodzi o. Marian, siódme dziecko z siedemnaściorga. To były dawne czasy i to było normalnością. Duża, piękna rodzina. Mój ojciec również z takiej pochodził. Było ich dwanaścioro. Było dużo pracy i dużo radości.

Maria Popowska z przyznaną jej w 2023 roku Nagrodą im. o. Mariana Żelazka (fot. Krszyszto Kołodyński SVD)

Po tym osadzeniu w historii powróćmy do lat ostatnich. Jak to się stało, że w Palędziu takiego rozpędu nabrały różne inicjatywy. Jakie były początki Towarzystwa Przyjaciół o. Mariana Żelazka w Palędziu?

Wszystko zaczęło się, gdy dowiedzieliśmy się, że o. Marian został nominowany do Nagrody Nobla w 2002 roku. Wiedziałam, że był w Polsce. Okazało się, że wtedy cały jego pobyt w Ojczyźnie organizował siostrzeniec Ast. Dodzwoniłam się do niego ostatecznie 11 sierpnia. To była niedziela. Spokojne popołudnie. A tu z rozmowy wynika, że o. Marian jutro ma spotkanie w gminie Dopiewo. Pomimo niedzieli rozpoczęłam telefony i ustalenia. Zrozumiałam, że nie ma czasu na wahania. Zadzwoniłam do wójta. Udało się wszystko zorganizować tak, że mieliśmy powitać o. Mariana pod krzyżem ustawionym przez naszą rodzinę Wincenciak.

Dlaczego właśnie tam?

To był kawałek ziemi ofiarowany wcześniej przez moją kuzynkę. Teren ofiarowano pod budowę kościoła, co się nie dokonało. Krzyż został postawiony jako wotum wdzięczności. W 1988 roku mieliśmy zjazd rodzinny i jako wotum wdzięczności rodzina ufundowała ten krzyż. I tam była sprawowana pierwsza msza polowa i to miało miejsce w przypadkowo wybrany dzień, w sobotę, w Matki Bożej Gostyńskiej (25 czerwiec). Po drugie to ten krzyż stoi w pobliżu, gdzie stał dom o. Mariana i miejsce jego narodzin. Także to pod tym krzyżem, 12 sierpnia 2002 roku, o godz. 15.00 przywitaliśmy o. Mariana z panem wójtem i całą społecznością Palędzia. Na tę okazję udało się jeszcze upiec specjalny chleb, aby naszego Rodaka godnie przyjąć. Mamy z tego spotkania nagraną relację wideo. Wracając do tematu powstania towarzystwa, to można powiedzieć, że gdyby nie doszło do tego spotkania z o. Marianem, to zapewne nie zadziałoby się wiele innych rzeczy.

Materiały archiwalne dotyczące o. Mariana Żelazka i działalności Towarzystwa Przyjaciół o. Mariana Żelazka (fot. Krszyszto Kołodyński SVD)

To jakie były te początki?

Jedną z pierwszych inicjatyw była chęć ustanowienia ulicy o. Mariana Żelazka SVD w Palędziu. Zapoczątkowano to jeszcze za życia Sługi Bożego. Sam fakt zgłoszenia go do Nagrody Nobla popchał nas do działań, które miały upamiętnić go tutaj. W 5. rocznicę pierwszego spotkania, 12 sierpnia 2007 poświęciliśmy tablicę pamiątkową upamiętniającą to wydarzenie. Wszystkie nowe inicjatywy popierał nowy-obecny proboszcz, ks. Karol Górawski. Na wszystkie organizowane wydarzenia do końca swego życia przyjeżdżał rodzony brat o. Mariana, Wacław Żelazek. Ważnym etapem było ustanowienie kamienia pamiątkowego. Dziś nosi on imię „Obelisk o. Mariana Żelazka”. Pan wójt wykupił pewien teren i sam zaoferował miejsce przy skrzyżowaniu ul. Pocztowej z obecną ul. o. Mariana Żelazka. Z pozyskaniem głazu była wielka historia, ale Opatrzność dużo pomagała i przebrnęliśmy przez wiele trudności.

Jak to się stało, że Wasz dom stał się swoistym archiwum początków towarzystwa i relacji z o. Marianem?

Od początku gromadzono różne materiały. Cała rodzina była w to włączona. Synowie i mąż. Uważałam, że to, co robimy, powinno być zebrane i usystematyzowane. Przede wszystkim zdjęcia, które starałam się od razu opisać. Oprócz zdjęć mamy filmy. Nośniki się zmieniają i staramy się to zachować w nowej technologii. Wszystko, co wysyłamy i co do nas przychodzi, wprowadzam do komputera, dostaje swój numer i idzie do segregatora. Zajmowało to sporo czasu, ale tak to robiłam i wymyślałam kolejne kategorie. Wcześniej pracowałam w publicznej bibliotece wojewódzkiej. Pracowałam z ludźmi, w czytelni i po prostu lubiłam tę pracę, stąd ta dokładność.

Może to pytanie nie będzie zbyt stosowne, ale dlaczego Pani to robi?

Wiem, że to ma wagę i będzie miało jeszcze większą za 50 lat. Uważam, że to trzeba zrobić, żeby pozostał ślad działalności, która tu się rozpoczęła.

Czy odczuwa Pani bliskość o. Mariana?

Cały czas. Nieraz w nocy budzę się i nie śpię. Rozmyślam o kolejnych rocznicach. Zastanawiam się, jak to uczcić. I już nie mogę więcej spać. Raptem przychodzi myśl i moja ocena: „Co za piękne rozwiązanie!”. O. Marian się modli i podsuwa, co by widział… Tak powstały te dwie tablice przy wyjeździe z naszej dzielnicy. Tam, gdzie w pobliżu stał dom rodzinny. A niedaleko głazu, po przeciwnej stronie, jest taki mały plac i są takie małe plany z nowym wójtem, co do tego terenu. To jeszcze taka tajemnica.

Palędzie, kwiecień 2026. O. Andrzej Danilewicz SVD z członkiniami Towarzystwa Przyjaciół o. Mariana Żelazka (fot. Krszyszto Kołodyński SVD)

Pani Mario, poproszę o kilka słów do werbistów.

Przede wszystkim podziękowania. Piękną pracę prowadzicie. Dajecie radę. Jesteście i trwacie. Ile tu jest wspaniałych relacji. Czytam często o wielkich rzeczach. O wielu zapewne nie wiemy. Ile jest dobroci danej ludziom na misjach. A szczególnie czerpiemy od tych gości z Indii, którzy tutaj przyjeżdżają i przekazują, co o. Marian u nich zrobił. Cały czas myślę też, gdy chodzi o o. Mariana, że za mało jest nagłaśniany, wszem i wobec. Chodzi o świadczenie o jego dziele. O innych inni mówią. Słuchamy relacji z Częstochowy, z innych mediów. Tam powinien być częściej ktoś z werbistów. Na Apelu, bo idzie na cały świat, na mszach świętych transmitowanych, bo sięgają również krańców świata, gdzie żyją Polacy. Pewnie, że wszystko w rękach Pana Boga, ale Pan Bóg mówi, że nic się samo nie robi, tak? Módlcie się! Działajcie! Proście, a będzie wam dane. Powiem szczerze, że cały czas, w tym, co robiłam, nigdy nie byłam sama. Robimy tu prawie wszystko razem. Cały czas jestem przeświadczona, że tu były jakieś plany, bo ja już tu nie mieszkałam. Tu się urodziłam, wyjechałam do Poznania i nie miałam zamiaru tutaj wrócić. Raptem znaleźliśmy się tutaj, chociaż nie mieliśmy takich planów. Powróciliśmy tu głównie przez decyzję, że będzie budowany kościół. Decyzja już padła z ambony. Myśmy się przeprowadzili, a decyzja została cofnięta i wybudowano kościół w nowym miejscu, w Dąbrówce. To jest jednak inna historia. Miałam mieć kościół blisko. A teraz, co będzie z tym naszym tu miejscem ofiarowanym pod kościół? Po tych zawirowaniach wypłynęła sprawa nagrody Nobla dla o. Mariana.

Nagrody nie było, kościoła tu nie ma, ale kto wie, co tu jeszcze będzie.

Ja mam wizję i plan, ale ten plan mnie przerasta. Dziękuję, że mogłam przybliżyć werbistom te ważne sprawy.

Za: werbiści.pl

Wpisy powiązane

Umierała w ciszy. Jej życie do dziś mówi głośno

Sosnowiec: U salezjanów powstał mural – przedstawia m.in. Maryję czy św. Jana Bosko

Kajakiem w poszukiwaniu Boga