Żyj prosto, kochaj mocno!

Screenshot

O historii bernardynów, głębi odczytywanej z życia św. Franciszka, miłości na co dzień i wielkim jubileuszu mówi o. Bartymeusz Kędzior gwardian klasztoru bernardynów i proboszcz parafii św. brata Alberta w Lublinie.

Agnieszka Gieroba: Bernardyni związani są z Lublinem od stuleci, a jednak wciąż wielu mieszkańców miasta nie kojarzy was ze św. Franciszkiem. Jak to więc z wami jest?

O. Bartymeusz Kędzior OFM: No właśnie nie tylko w Lublinie wiele osób nie wie, że bernardyni to także franciszkanie. Jesteśmy duchowymi synami św. Franciszka i jesteśmy zakonem braci mniejszych, a nazywani jesteśmy bernardynami w Polsce z powodu historii sięgającej XV wieku. Wówczas do Krakowa przybył św. Jan Kapistran, który głosił tak płomienne kazania, że wiele osób chciało wstępować do zakonu. On to właśnie dostał od króla kościół, który otrzymał wezwanie św. Bernardyna ze Sieny. Ludzie w Krakowie byli nieco zdezorientowani, ponieważ franciszkanie już byli w mieście, więc dla odróżnienia tej gałęzi franciszkańskiej zaczęli nazywać braci braćmi od św. Bernardyna. Później skrócili sobie nazwę i mówili po prostu bracia bernardyni. To właśnie przedstawiciele tych braci przybyli do Lublina i przy dzisiejszej ulicy Bernardyńskiej postawili drewniany kościół i klasztor. Później wybudowano istniejący do dziś murowany kompleks. Klasztor ten istniał do 1864 roku, kiedy został zamknięty w wyniku kasaty klasztorów przeprowadzonych przez władze carskie.

Od tego czasu obecność bernardynów w Lublinie ma sporą przerwę….

Tak, stare bernardyńskie zabudowania w centrum miasta należą do diecezji, zaś bernardyni wrócili do Lublina w 1991 roku, gdzie na nowopowstającym osiedlu powstała parafia i kościół pod wezwaniem św. brata Alberta Chmielowskiego. Osiedle Willowa jest więc od tamtej pory miejscem posługi braci bernardynów. Ciężko od tej nazwy uciec. Bernardynami nazywał nas Karol Wojtyła, gdy przyjeżdżał do Kalwarii Zebrzydowskiej, tak nas też nazywają inni. Nie pomylę się chyba jeśli powiem, że w Trylogii Sienkiewicza, czy też w Panu Tadeuszu, najczęściej wymienianym zakonem są bernardyni. 

W 2026 roku minęło 800 lat od śmierci św. Franciszka. Między innymi w Lublinie zarówno w waszej parafii, jak i parafii ojców kapucynów, czyli kolejnej gałęzi zakonu franciszkańskiego, wiele o św. Franciszku powiedziano. Co on takiego ma w sobie, że wciąż się do niego wraca?

Kiedy kilka miesięcy temu zastanawiałem się nad tym jak zakończyć ten jubileuszowy rok poświęcony św. Franciszkowi, wpadło mi do głowy takie hasło: „Franciszkuj! Żyj prosto i kochaj mocno”. To jest chyba odpowiedź na to, co dziś może fascynować w świętym z Asyżu. My mamy dziś trochę problem z prostym życiem. Mamy trudność w wybieraniu prostych rozwiązań, segregowania sobie w głowie tego, co dla nas najważniejsze i pójście za tym. A jednak pragniemy prostoty w życiu. Do tego zachęca nas św. Franciszek i pokazuje jak żyć prosto i kochać mocno. Z tym kochaniem też mamy dziś kłopot. Nie mówię o kochaniu swoich nieprzyjaciół, ale o kochaniu swoich dzieci, czasem dla nich, z kochaniem swoich współmałżonków, parafian, wspólnot, kolegów w pracy. Franciszek kochał mocno zarówno trędowatych jak i swoich bliskich. To mniej osobiście fascynuje w św. Franciszku. Dołożyłbym do tego jeszcze radość i ucieszenie się z siebie z Boga i każdego człowieka spotkanego w życiu.

To ojca pociągnęło do pójścia jego śladem?

Tak, myślę, że na początku pociągnęła mnie właśnie radość. Miałem szczęście poznać w swoim życiu kilku bernardynów z Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie jeździłem z rodzicami i ujęła mnie ich radość i otwartość na człowieka. Wtedy dowiedziałem się, że to duchowi synowie św. Franciszka i pomyślałem, że chcę żyć tak jak oni.

Zakończenie roku św. Franciszka w waszej parafii ojców bernardynów było bardzo huczne…

Przygotowując program „Franciszkowania” chcieliśmy pokazać Franciszka zarówno głębokiego, jak i wesołego. Odbyły się więc rekolekcje, które poprowadził o. Szustak, były warsztaty o wdzięczności, koncert Krzysztofa Napiórkowskiego, spektakle teatralne, działania plastyczne, do których zostali zaproszeni wszyscy parafianie. Powstała specjalna schola, która wykonała wraz z orkiestrą Transitus co było wielką ucztą muzyczną. Mam nadzieję, że św. Franciszek dał się poznać z wielu stron wielu ludziom.

Za: www.lublin.gosc.pl

 

Wpisy powiązane

157. zebranie plenarne KWPZM w Warszawie

VI Konferencja Pastoralna Sercańskiego Centrum Duchowości

Siostry zakonne uhonorowane medalami św. Jadwigi Śląskiej. „Za pracę w cieniu, bez rozgłosu i fleszy”