Kongijski karmelita: wojna i wirus to ogromne zagrożenie dla ludności

W Demokratycznej Republice Konga narasta niepokój w związku z nowym ogniskiem epidemii wirusa ebola, która dotyka prowincje od lat dotknięte działaniami rebelii. Powszechny brak bezpieczeństwa znacząco utrudnia niesienie opieki medycznej, która w obecnej sytuacji jest na cenę życia i powstrzymania epidemii. „Mam nadzieją, że rebelianci złożą teraz broń, aby chronić ludzkie życie” – mówi ojciec Jérôme Paluku.

Kongijski karmelita bosy potępia brak międzynarodowej uwagi poświęcanej dramatycznej sytuacji w tym afrykańskim kraju. Wskazuje, że najgorsze przeciwności losu spadają na bezbronnych i ubogich mieszkańców Konga. Na północy i wschodzie kraju od dziesięcioleci trwa rebelia, która zagarnia bogate zasoby naturalne tego terenu. Teraz śmiertelne żniwo zbiera ebola, która po raz siedemnasty wróciła do Konga, tym razem w odmianie Bundibugyo, na którą nadal nie ma szczepionek ani konkretnych metod leczenia. 

Niepokojąca skala i tempo

Rząd Demokratycznej Republiki Konga poinformował 19 maja, że 131 osób zmarło wskutek zakażenia wirusem ebola, a 513 ma objawy. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) tego samego dnia zwoła komitet ds. sytuacji nadzwyczajnych z powodu „niepokojącej skali i tempa” rozwoju epidemii w DRK i krajach ościennych. Do szpitali w Europie trafiło sześć osób z grupy ryzyka, w tym do klinki w Czechach amerykański lekarz, który miał kontakt z wirusem w Ugandzie. WHO uznała w weekend epidemię za zagrożenie dla zdrowia publicznego o znaczeniu międzynarodowym i stwierdziła, że może ona trwać długo. By ograniczyć potencjalne rozprzestrzenianie wirusa, władze Ugandy zdecydowały o odwołaniu ogólnokrajowych obchodów Męczenników z Ugandy w narodowym sanktuarium w Namugongo, które tradycyjnie przyciąga setki tysięcy wiernych również z krajów ościennych. Decyzję tę poparł episkopat, zachęcając do modlitwy we własnych parafiach.

Rebelia utrudnia niesienie pomocy

Ojciec Paluku wskazuje, że misyjne przychodnie i szpitale włączają się w walkę z wirusem. Przypomina, że karmelici działają m.in. w zagrożonym regionie Gomy i Bukawu. „Nie wiemy, jaki wpływ ta epidemia będzie miała na rebelię, ale zagrożenie jest ogromne: z jednej strony mamy rozprzestrzenianie wirusa, z drugiej – konflikt zbrojny” – mówi agencji włoskiego episkopatu SIR. „Jesteśmy bardzo zaniepokojeni nie tylko losem misjonarzy, ale całej ludności we wschodniej części kraju. Mamy tam wspólnoty karmelitów, tam są też nasze rodziny” – wyznaje zakonnik. Wskazuje, że kongijskie instytucje medyczne są w pewnej mierze przygotowane do walki z epidemią, ponieważ już wcześniej miały do czynienia z ebolą, jednak trudno jest interweniować na obszarach objętych konfliktem i kontrolowanych przez rebeliantów. „Trudno nawet myśleć co się stanie na terytoriach, które nie są kontrolowane przez wojska rządowe. Interwencja medyczna będzie tam bardzo trudna – wskazuje karmelita. – Trzeba przede wszystkim uspokoić ludność. Jestem jednak przekonany, że mimo wszystko uda się stawić czoło tej sytuacji z determinacją”.

Niekończący się dramat Kongijczyków

Zakonnik wskazuje, że gdy mówi się o DR Konga, prawie zawsze pojawiają się tylko negatywne aspekty: wojna, choroby, przemoc. „Jako kapłana uderza mnie brak wrażliwości naszych przywódców na te realia” – wyznaje. Podkreśla, że istnieją siły zewnętrzne i międzynarodowe, które mają ogromne interesy w tym kraju, a rządzący krajem dla zysków „sprzedali swoją duszę”. Ojciec Paluku jest przekonany, że Kongo powinno uzyskać większą uwagę międzynarodową i otrzymać konieczną pomoc, a nie jedynie być miejscem wyzysku. Karmelita przywołuje wizytę papieża Franciszka w tym afrykańskim kraju w 2023 roku, podczas której apelował: „Ręce precz od Afryki! Ręce precz od Demokratycznej Republiki Konga!”. „Od tamtej pory jednak nic się nie zmieniło: te ręce wciąż tam są” – mówi misjonarz. Karmelita wyraża nadzieję, że w obecnej sytuacji zagrożenia rozszerzeniem epidemii, rebelianci zrozumieją strach ludności i uświadomią sobie, że ryzyko dotyczy wszystkich, nawet ich, którzy walczą o pieniądze i władzę. „Mam nadzieję – mówi karmelita – że teraz przestaną przynajmniej walczyć, aby chronić życie wszystkich ludzi”.

rj, SIR/KAI

Wpisy powiązane

Białoruś: „wilczy bilet” dla polskich kapłanów

Papieski kaznodzieja: pokój jest wyborem wymagającym odwagi i uporu

Kustosz Ziemi Świętej: chrześcijanie chcą pozostać i dalej zasiewać nadzieję