Dla mnie misja to nie jest przygoda turystyczna, na którą sobie wyjeżdżam i działam charytatywnie. Tu nie o to chodzi. Tu chodzi o serce i miłość do Boga i człowieka – wskazała w rozmowie z Polskifr.fr s. Rozalia Oleniacz, michalitka, która pracuje w Balengou w Kamerunie. Trwa Tydzień Misyjny.
Od czterech lat w Balengou s. Rozalia opiekuje się oratorium, do którego uczęszcza obecnie ponad 100 dzieci i młodzieży. Michalitka katechizuje i prowadzi różne zajęcia. Oprócz tego regularnie odwiedza pięć wiosek znajdujących się na terenie tej parafii.
Szczególne wspomnienia
Na poprzedniej placówce s. Rozalia również zajmowała się oratorium. Zabrała stamtąd wiele wspomnień. „Kiedy rozpoczął się rok szkolny, na misję do nas przyszedł kulejąc malutki chłopczyk. Miał wtedy 10, może 12 lat” – podkreśliła siostra. Malec płakał i poprosił o pomoc, żeby mógł chodzi do szkoły.
Za chłopcem leciało wiele much i unosił się nieprzyjemny zapach. „Opowiedział, że skaleczył sobie nogę, a ponieważ mieszkał z babcią, która nie miała funduszy, nie miała skąd zapłacić za jego leczenie, więc chodziła do czarownika w lesie. Nazywają go marabu. Okładał te nogi jakimiś liśćmi, odprawiał czary” – zrelacjonowała s. Rozalia.
Okazało się, że noga chłopca jest już na tyle poważnie zainfekowana, że groziła mu amputacja. Michalitka szybko zaprowadziła go do miejscowego ośrodka, gdzie nie dawano nadziei na ratunek dla nogi malca. „Zrobiliśmy akcję w Polsce, bo była taka nadzieja, że może w stołecznym szpitalu inną diagnozę postawią, może pomogą mu tę nogę uratować. I rzeczywiście tak było, przy pomocy darczyńców udało się. Chłopak cudem odzyskał zdrowie” – opowiedziała michalitka. Dzięki środkom zebranym w Polsce możliwe było opłacenie leczenia malca w stolicy.
S. Rozalia dodała, że gdy „ten chłopak pojechał do szpitala, siedząc na wózku objeżdżał dziecięcy oddział z różańcem w ręku i mówił do dzieci, zapraszał: przyjdźcie, módlcie się ze mną na różańcu, bo ja wierzę, że odzyskam nogę, że moja noga będzie zdrowa. I rzeczywiście ta wiara tego dziecka wydała owoce”. Siostry michalitki również modliły się we wspólnocie o cud.
Afrykańskie dzieci – „małe męczenniki”
Jak podkreśliła s. Rozalia, dziećmi w Afryce „zbytnio nikt się nie przejmuje”. Zaznaczyła, że „większą wagę przywiązują do osób starszych czy potrzebujących jakiejś pomocy, natomiast dzieci bardziej muszą sobie same radzić i często chodzą z różnymi ranami, brudne, zainfekowane”. Dodała, że gdy przychodzą na misję z prośbą o pomoc, często ich rany są już bardzo poważne. Afrykańskie dzieci są bardzo wytrzymałe na ból.
Autentyczna wdzięczność
Pewnego razu dzieci, na obecnej misji s. Rozalii, przyniosły jej piłki balonowe w podzięce za skuteczną pomoc udzieloną jednemu z nich. Było to we wspomnienie św. Mikołaja. „Oni tu nie obchodzą św. Mikołaja, nie znają tego święta. Dla mnie to był taki znak. W ten dzień św. Mikołaja otrzymałam od dzieci taki mały prezent. Otrzymać piłkę od dziecka w Afryce to jest bardzo rzadkie, bo dla nich piłka to jak dla nas jakiś komputer albo jakaś bardzo cenna rzecz, bardzo sobie cenią piłkę. Dostałam wtedy od dzieci taki bardzo ważny prezent, którego też trudno zapomnieć” – zaznaczyła.
Innym razem pewien chłopiec poprosił siostrę o nitkę do… usunięcia ruszającego się zęba. Zabieg się nie udał, ale mimo wszystko było zabawnie. „W tym oratorium mam wszystko: infirmerię i dentystykę, i jeszcze różne inne działy” – powiedziała z uśmiechem s. Rozalia. Siostra nie tylko służy pomocą lekarską, ale przytuli, podaruje coś słodkiego itp.
Jak zdecydować się na powołanie
„Jeżeli odkryją pokój, że to jest ich droga, niech za tym idą” – podkreśliła michalitka, zapytana o rozeznawanie powołania przez młodych i nie tylko. Podkreśliła, że jeśli chodzi o powołanie misyjne, to w nim przede wszystkim chodzi „o serce i miłość do Boga i człowieka”.
„Jeżeli nie jest się zakorzenionym w tym, to długo się nie pobędzie, bo warunki nie są łatwe – mówiła w rozmowie z Polskifr.fr. – Nie tylko warunki klimatyczne, ale też wiadomo, tu jest samotność”, której nie wypełnią rozmowy telefoniczne z rodziną i znajomymi z Polski. „Jeżeli jest to zakorzenienie w miłości naszego Pana, to naprawdę to uskrzydla i daje radość, i daje zadowolenie, i wypełnienie siebie. Ja jestem w tym szczęśliwa i jestem na swoim miejscu. Wiem, że to jest moja droga” – podkreśliła s. Rozalia.
Polonia w Kamerunie
Jak poinformowała s. Rozalia Oleniacz, misjonarze i ewentualnie inni Polacy przebywający w Kamerunie spotykają się raz w roku na spotkaniu, które organizuje Ambasada polska mająca siedzibę w stolicy – Jaunde. „To nie jest zawsze możliwe, żeby wszyscy dojechali, bo Kamerun jest bardzo rozległy, ale jest taka możliwość. Natomiast nie można mówić jeszcze o Polonii w Kamerunie, bo misjonarzy jest mało i coraz mniej. Ci starsi już właśnie wyjeżdżają a inni już pomarli” – zaznaczyła siostra michalitka.
Leon XIV w Kamerunie
Z powodu choroby s. Rozalia nie mogła osobiście uczestniczyć w wydarzeniach związanych z podróżą apostolską Leona XIV do Kamerunu, który odwiedził ten kraj w dn. 15-18 kwietnia 2026 r. „Towarzyszyłam naszym parafianom przez modlitwę” – poinformowała. Podkreśliła, że w Kamerunie jest „bardzo pozytywny” odzew po papieskiej wizycie. „Został bardzo dobrze przyjęty i myślimy, że będą też dobre owoce” – dodała.
Przesłanie
S. Rozalia zachęciła Czytelników do zakorzenienia się w Bożym Słowie. „Słowo będzie ich niosło, będzie dawać im światło, wskazywać drogę, bo Słowo jest prawdą, jest życiem i naszą drogą. Tego życzę każdemu i każdej osobie, która będzie mnie słuchać czy czytać” – zaprosiła michalitka.
Polskifr.fr