Siostra Łucja Muraszko (bazylianka), pełni posługę w bombardowanym Zaporożu. Podczas krótkiej wizyty w Rzymie opowiedziała watykańskim mediom o sytuacji w mieście. Odebrała w Watykanie nagrodę Lumen Cristi amerykańskiej organizacji Catholic Extension Society, przyznawaną za posługi w Kościele, które mogą być przykładem dla wspólnoty kościelej. Przyjął ją na audiencji Leon XIV.
Sytuacja w Zaporożu
Siostry bazylianki pomagają mieszkańcom i żołnierzom w Zaporożu od początku wojny. Miasto jest położone blisko linii frontu. Siostra Łucja mówi, że mimo okrucieństw wojny, życie trwa i wydaje się tym cenniejsze, że może się skończyć w każdej chwili. Zakonnica opowiada, że mieszkańcy i jej współsiostry przystosowali się do wojennej rzeczywistości: „Ludzie rzadko już reagują na naloty, jedynie na ostrzał, zwłaszcza w nocy. Czasami to cały rój dronów, a wtedy robi się bardzo niebezpiecznie. Miasto jest często ostrzeliwane, a front jest tak blisko, że rakiety nadlatują przed alarmem przeciwlotniczym”. Dodaje, że mieszkańcy reagują tylko wtedy, gdy niebezpieczeństwo jest bardzo blisko. Siostra Łucja mówi, że „śmierć jest bardzo bliska, ale nas nie rozdziela – wręcz przeciwnie, zdaje się nas łączyć i rozumiemy się. Tutaj wszyscy zdają sobie sprawę, że śmierć jest realna i bliska. Może to być twoja śmierć”. Cytuje jednego z żołnierzy, który powiedział jej: „Umiera się tylko raz, więc nie ma więc powodu do obaw!”.
Trzeba coś robić
Podkreśla, że w sytuacji zagrożenia trzeba coś robić. Coś konkretnego: „Pójść do szpitala i zanieść coś wojsku; przyjąć kogoś, kto prosi o nocleg; zorganizować program dla dzieci”. Opowiada, że do klasztoru przyjeżdżają weterani z rodzinami, krewni żołnierzy, którzy są w niewoli, a też ci, którzy stracili swoich bliskich. Więc jedna z sióstr wraz z księżmi gromadzi dzieci, młodzież i animatorów organizując im różne kursy i zajęcia jak malowanie ikon, studiowanie katechizmu lub Pisma Świętego. „Trzeba coś robić, żeby przetrwać, a w przetrwaniu pomoga nam Bóg” – mówi Siostra Łucja.
Modlitwa jest źródłem siły
Bazylianka twierdzi, że osobista modlitwa pomaga jej kontynuować służbę i zachować równowagę ducha. Najwspanialszym źródłem, jak mówi, jest Boska Liturgia i Święte Tajemnice. Poza tym wielu ludzi potrzebuje naszej obecności. Mówią: „Kiedy jesteście blisko, Bóg jest z nami. Proszę, nie odchodźcie!”. „Kiedy słyszysz takie słowa, rozumiesz, jak ważne jest, by być z kimś” – mówi siostra Łucja – „Są ludzie, którzy się do nas przywiązują, ufają, modlą się razem. To jest nasz wspólny los. Nie wiem, jak to nazwać, ale to nas trzyma razem”.
Jutra może nie być
Zakonnica mówi, że szczególnie żołnierze bardzo doceniają nawet najskromniejszą pomoc od sióstr czy wolontariuszy: „Nawet jeśli żołnierze są wyczerpani i zmęczeni, często dodają nam otuchy, żebyśmy nie traciły ducha”. Dla Siostry Łucji to dowód na to, że wytrwałość i niezłomność są znakiem obecności Boga. Dodaje, że nie zamieniłaby swojej służby na nic innego, bo to właśnie tutaj czuje, że Bóg jest tak blisko, jak nie czuła tego w żadnym innym klasztorze, ani podczas najpiękniejszych rekolekcji. Zakonnica zauważyła, że w czasie wojny ludzie nie snują planów. Skupiają się na dniu dzisiejszym, aby wypełnić go życiem tak bardzo, jak to możliwe, bo zdają sobie sprawę, że jutra może nie być.
Spotkanie z Ojcem Świętym
Podczas spotkania Siostra Łucja przekazała Papieżowi w prezencie obraz namalowamy w Zaporożu przez jej współsiostrę Bernadettę. Przedstawia ikonę Jezusa Cierpiącego z Ukrainą. Przekazała też Ojcu Świętemu zdjęcia ukraińskich żołnierzy, którzy są w niewoli, z nadzieją, że będzie mógł pomóc w ich uwolnieniu lub wymianie. Prosiła również o pomoc w zakończeniu wojny.