O latach posługi misyjnej na Madagaskarze, o zadaniach biskupa diecezjalnego oraz o tym, jak wyglądają drogi i realia transportu w Afryce – opowiada bp Marek Ochlak OMI, od ubiegłego roku ordynariusz diecezji Fenoarivo Atsinanana na Madagaskarze. Od 19 do 26 lipca obchodzić będziemy XXVII Ogólnopolski Tydzień Świętego Krzysztofa. To czas szczególnej modlitwy za kierowców ale również okazja do wsparcia zakupu środków transportu dla misjonarzy pracujących często w trudnych warunkach na wielu kontynentach. Można to zrobić min. za pośrednictwem MIVA Polska – stowarzyszenia na rzecz misyjnych środków transportu. MIVA Polska koordynuje Akcję Święty Krzysztof, w ramach której można przekazać 1 grosz w podzięce za 1 kilometr bezpiecznej jazdy.
Publikujemy treść wywiadu:
Mateusz Sigiel (MIVA Polska): Przez ponad 25 lat pracował Ojciec na misjach na Madagaskarze jako kapłan-zakonnik ze Zgromadzenia Oblatów Maryi Niepokalanej, później posługiwał w Polsce, a następnie Kościół ponownie posłał Ojca, ale już w innej roli – jako biskupa – na tę Czerwoną Wyspę. Jak Ojciec przeżył ten powrót?
– Jako Misjonarz Oblat Maryi Niepokalanej, wyjechałem na Madagaskar w 1995 roku i myślałem, że tam już zostanę do końca życia. Jednak jako zakonnik, byłem posłuszny prowincjałowi i w 2021 roku wróciłem do Polski, aby posługiwać jako dyrektor Prokury Misyjnej, a następnie w roku 2023 współbracia wybrali mnie na prowincjała. Zawsze starałem się być posłuszny przełożonym i Kościołowi i 17 kwietnia 2025 roku zostałem ostatnim biskupem mianowanym przez Papieża Franciszka. Sam powrót był wielką radością, a nominacja biskupia wielkim wyzwaniem. Przez ponad 15 lat posługiwałem w diecezji, a następnie archidiecezji Tamatave, jako misjonarz, kapelan Apostolatu Morza i jako proboszcz parafii Notre Dame de Lourdes, tak więc znałem troszkę diecezję Fenoarivo Atsinanana, choć bywałem tam tylko kilka razy. Byłem jednak na konsekracji pierwszego tamtejszego biskupa, a obecnego Kardynała Arcybiskupa Desire Tsarahazana. Zapisało mi się to w pamięci, bo świecenia te trwały ponad 7 godzin! Moje święcenia biskupie były w Polsce i trwały o wiele krócej.
W jednym ze swoich tekstów wspominał Ojciec, że przez sześć lat odwiedzał pieszo prawie siedemdziesiąt wiosek w buszu. Jak wyglądały tamte wędrówki? Co w nich było najtrudniejsze?
-To były najpiękniejsze czasy mojego misjonarskiego życia. Pracowałem jako misjonarz w misji Marolambo. To była piękna i wielka misja, ponad 200 wspólnot chrześcijańskich, do których w większości dochodziliśmy pieszo. Nie było dróg dla samochodów a nawet dla motorów. Odchodziliśmy pieszo, nawet do 100 kilometrów. Nasze tourne (wyprawy misyjne) trwały nawet do trzech tygodni. To było trudne, ale wspaniałe. Ludzie nas przyjmowali w sposób bardzo gościnny i dawali to co mieli najlepsze. Trudna była świadomość, że jeśli się zachoruje na poważną chorobę to właściwie nie będzie ratunku. Ale Opatrzność Boża czuwała nad nami. Na tych wyprawach byliśmy „lekarzami”, nosiliśmy leki i wiele razy ratowaliśmy życie ludziom w buszu, którzy nie mieli i nie mają dostępu do opieki zdrowotnej. Właściwie nie pamięta się trudności, bo było wiele radości i doświadczaliśmy dużo dobroci ludzkiej.
Jako biskup diecezji Fenoarivo Atsinanana przyjął Ojciec motto „Adveniat Regnum Tuum” (Przyjdź Królestwo Twoje). Dlaczego takie motto?
-Sam się zastanawiam. Ale jak się zgodziłem na przyjęcie tej służebnej posługi, to już wiedziałem, że mottem będzie „Ho tonga anie ny Fanjakanao”. To taki dar od Ducha Świętego, który chciał mi powiedzieć co mam robić. Budować Królestwo Boże tu na Ziemi Malgaszy, która ukochałem i przyjąłem jako moją drugą Ojczyznę.
Diecezja, w której Ksiądz Biskup jest pasterzem, obejmuje 14 parafii i setki wspólnot rozsianych w buszu. Jak rozległe jest jej terytorium? Jaki są największe wyzwania? Jakie priorytety duszpasterskie stawia sobie Ojciec jako Biskup diecezji na najbliższy czas i w ogóle w swoim stylu posługiwania?
– Diecezja jest dość duża i rozciąga się wzdłuż Oceanu Indyjskiego od wschodniej części wyspy. Długość to może być ok 300 km a szerokość ok 100 km. Drogi są w większości trudne i ciężkie do podróżowania. Na szczęście można korzystać z transportu wodnego, płynąc oceanem i rzekami. Właśnie dużym wezwaniem są podróże. Bardzo męczą i są niebezpieczne. Było też wiele wypadków śmiertelnych na oceanie. Stan statków pasażerskich pozostawia wiele do życzenia, a mniejsze łódki często są przeładowane. Podobnie jest z transportem drogowym. Stan pojazdów jest katastrofalny, nie ma profesjonalnych wizyt technicznych i każdy chce zarobić, a więc pakuje pasażerów „jak śledzie w beczce”.
Priorytety? To praca z ubogimi. Budowanie i organizowanie szkół, szpitali, centrów profesjonalnych dla dziewczyn i chłopców. Pomoc więźniom, chorym, niepełnosprawnym. Wyzwań jest bardzo wiele. Oczywiście naszym zadaniem podstawowym jest głoszenie Ewangelii, katecheza, sakramenty. Uczenie ludzi Miłości do Boga i do bliźnich.
Posługa misjonarska, posługa pasterska nie odbywa się w próżni, ale wśród konkretnych ludzi, będących w określonej sytuacji materialnej, ludzi żyjących w obrębie konkretnej kultury, języka, zwyczajów. Kim są ludzie, wśród których Ojciec podejmuje posługę biskupią? Jakie wyzwania rodzi ten kontekst?
– Ludzie, do których posłany jest biskup misyjny to nie tylko chrześcijanie. Większość z nich to animiści, którzy wyznają religie tradycyjne. Są muzułmanie i wyznawcy różnych sekt na bazie protestanckiej. Są też ludzie obojętni religijnie. Do wszystkich tych grup docieramy przez organizowanie szkół, szpitali, różnych akcji charytatywnych, pomoc ubogim, starszym, więźniom czy chorym. Nie patrzymy wtedy na przynależność religijną czy etniczną, ale patrzymy na potrzebę chwili w jakiej ci ludzie się znajdują. To jest nasze wyzwanie i podejście iście chrześcijańskie. To też forma ewangelizacji, bo wielu takich ludzi, po doświadczeniu ze światem chrześcijańskim prosi o chrzest.
Posługa biskupa wymaga współpracowników. Ilu kapłanów ma diecezja Fenoarivo Antsinanana? Czy ta liczba jest wystarczająca? Czy są to kapłani miejscowi czy też misjonarze z innych krajów? Czy macie kandydatów do kapłaństwa pochodzący z miejscowych wspólnot?
– W diecezji mam ponad 60 księży i 5 diakonów. Oczywiście potrzeby są bardzo duże. Panu Bogu dziękuję, bo mam ponad 50 kleryków. Mamy też 25 chłopaków w niższym seminarium i dużo młodzieży męskiej interesuje się służbą dla Kościoła. Powołania są z naszych misji, a więc to świadczy o dobrej pracy i świadectwie jakie dają księża w diecezji. Z misjonarzy, spoza Madagaskaru, to jest jeden misjonarz Spirytyn z Filipin i biskup z Polski. Reszta to Malgasze.
W realiach Madagaskaru kilkaset kilometrów to czasem wiele godzin jazdy. Jak przeżywa Ojciec te długie, często trudne i nużące podróże? Czy mogą one być także czasem modlitwy?
– Realia drogowe Madagaskaru są bardzo trudne i ryzykowne. Drogi krajowe są straszne, a o powiatowych i wioskowych to lepiej nie wspominać. Jest wiele wypadków śmiertelnych. Samochody maja nawet po 40 lat (sławne Nissany), nie są serwisowane i każdy naprawia je na swój domowy sposób. Od kilku lat jest niepisany nakaz, aby każdy biskup miał kierowcę. Ja odziedziczyłem kierowcę po poprzednim biskupie i nie chcę go zwalniać. Ale często prowadzę sam, bo bardzo to lubię. Ale na długie trasy zabieram kierowcę, nawet dla bezpieczeństwa. Widzę w tym mądrość episkopatu. Czas podróży to okazja do wielu form modlitwy. Różaniec, Koronka, Brewiarz czy słuchanie Słowa Bożego. Modlimy się za innych kierowców i za tych wszystkich, którzy zamieniają kilometry na złotówki, abyśmy nie jeździli gratami na misyjnych szlakach!
Czy zdarza się w warunkach malgaskich, że z powodu cyklonu lub zniszczonych dróg w czasie pory deszczowej nie można dotrzeć do swoich wiernych? Jak przeżywa to wtedy pasterz diecezji?
– Myślę, że każdy biskup i misjonarz planuje swoje programy i często w porze deszczowej realizuje inne programy. Zdarza się, że w drodze samochód wymaga naprawy i wtedy trzeba szukać dobrego rozwiązania. Może to zająć czasem kilka dni… trzeba uzbroić się w cierpliwość. To nie Europa. Ale w tym wszystkim towarzyszy nam św. Krzysztof i Boża Opatrzność, a Maryja spogląda na nas łaskawym, matczynym okiem.
Dlaczego w warunkach tej diecezji solidny samochód terenowy to nie luksus, lecz narzędzie, z pomocą którego także biskup może wypełniać swoją posługę wobec powierzonych mu wiernych?
– Solidny samochód, to bezpieczeństwo dla misjonarzy i dla tych, którzy korzystają z naszych środków lokomocji. Znamy wiele przypadków, gdzie misjonarze ginęli w wypadkach, ponieważ stan samochodów pozostawiał wiele do życzenia. Nie starczało pieniędzy na zmianę opon czy na porządny przegląd pojazdu. Mamy świadomość, że jeśli dostajemy wsparcie w postaci nowego pojazdu, to zmniejszamy ryzyko zagrożenia życia dla siebie i dla innych. Dlatego nasza wdzięczność jest wielka, dla tych, którzy nas rozumieją i dzielą się z nami tymi groszami za przebyte kilometry! Jesteście dla nas gwarancją bezpieczeństwa, przez waszą modlitwę i wsparcie materialne! Bóg Zapłać!
Świeccy współpracownicy w młodych Kościołach są istotną parafii i małych wspólnot. Kim dla Ojca są katechiści, którzy często pieszo pokonują wiele kilometrów, by przekazywać wiarę? Co czuje Ojciec, widząc katechetę idącego kilkanaście kilometrów w deszczu lub upale, by dotrzeć do wspólnoty?
– To są prawdziwi świeccy misjonarze, którzy podczas nieobecności misjonarza, prowadzą wspólnotę chrześcijańską i przygotowują ją do sakramentów oraz prowadzą formację biblijną. Razem z katechistami przemierzałem pieszo setki kilometrów i widziałem ich misjonarskie zaangażowanie. To są wzorcowi wolontariusze. Swój pot i zmęczenie ofiarują dla Boga i miejscowej wspólnoty. Każdy gest wdzięczności z naszej strony odbierają jako wielkie wyróżnienie i gratyfikację za ich ofiarną służbę.
W diecezji Fenoarivo Antsinanana potrzeba dziś 165 rowerów dla katechistów, o które zwrócił się Ojciec do MIVA Polska. Czy to wsparcie może być impulsem do większego zaangażowania w ewangelizacji w buszu?
– To właśnie podziękowanie i wdzięczność za ich posługę, a jednocześnie narzędzie do ich codziennej pracy, aby z większą radością docierali do swoich wspólnot chrześcijańskich. To na pewno będzie ich dopingowało. To piękna inicjatywa, za którą bardzo dziękuję MIVA POLSKA i tym wszystkim, którzy się w te akcje angażują całym sercem. Na rowerze niesiemy Dobrą Nowinę szybciej niż idąc pieszo!
Patrząc na lata posługi misyjnej – jak Ojciec postrzega pomoc MIVA Polska? Czy to jest pomoc czysto techniczna, czy można w niej dostrzec coś więcej?
Ośmielam się powiedzieć, że oprócz aspektu technicznego, jest też aspekt duchowy i ewangelizacyjny. Ludzie nie tylko ofiarują grosze za kilometry, ale na pewno modlą się za misjonarzy. Druga strona medalu, to misjonarze podczas swoich misyjnych wypraw modlą się za ofiarodawców, zwłaszcza za kierowców. Ja to czynię, kiedy odmawiam różaniec czy koronkę. Mówię też chrześcijanom o Was, którzy obraliście szczególny model pomocy ewangelizacyjnej. To naprawdę działa!
Co chciałby Ksiądz Biskup powiedzieć kierowcom w Polsce, którzy włączają się w akcję „1 grosz za 1 kilometr szczęśliwej jazdy na środki transportu dla misjonarzy”?
– Na pewno chcę przekazać podziękowanie i życzenia dla wszystkich kierowców – bezpiecznej jazdy, ze św. Krzysztofem! To jest piękna inicjatywa, przez którą wspólnie stajemy się jedną wielką rodziną misjonarską i wspólnie głosimy Ewangelię na krańcach świata. Zapraszamy innych aby dołączyli do tej wielkiej, misyjno-motoryzacyjnej rodziny! Dziękuję za dotację na samochód do mojej diecezji Fenoarivo Atsinanana, dziękuję za możliwość uzyskania rowerów dla katechistów i liczę, że kiedyś wspólnie zrealizujemy projekt na 25 osobową łódkę, aby moi chrześcijanie mogli się przemieszczać, na spotkania związane z życiem lokalnego Kościoła! Bóg Zapłać!