Pallotyni posługujący w Wenezueli są blisko ofiar katastrofalnego trzęsienia ziemi. W rozmowie z Vatican News mówią o niezwykłym doświadczeniu solidarności z poszkodowanymi. Misjonarze przyjmują ludzi bez dachu nad głową, organizują zbiórki, niosą pomoc duchową i wspierają ratowników. Jadą też tam, gdzie rodziny wciąż szukają bliskich pod gruzami. Już teraz wiadomo, że pomoc będzie potrzebna nie tylko dziś, ale przez kolejne tygodnie i miesiące.
Ogrom zniszczeń
24 czerwca Wenezuelę nawiedziły dwa silne wstrząsy o magnitudzie 7,2 i 7,5. Według danych z 2 lipca zginęło blisko 2300 osób, ponad 11 tysięcy zostało rannych, a los dziesiątek tysięcy pozostaje nieznany. Największe zniszczenia odnotowano w stanie La Guaira, ale skutki trzęsienia ziemi dotknęły także Caracas i Guarenas, gdzie pracują polscy pallotyni.
Ks. Andrzej Tekieli SAC od dziewięciu lat posługuje w Guarenas, mieście położonym około 20 km na wschód od Caracas. Jak relacjonuje, po dwóch następujących po sobie wstrząsach zniszczenia są ogromne. „Wielkie budynki, bloki położyły się jak domki z kart” – mówi. Dodaje, że całkowicie zniszczonych zostało ponad 250 dużych budynków, a ponad 350 jest poważnie uszkodzonych i może się zawalić.
Pallotyni włączyli się w działania Caritas diecezji Guarenas i lokalnych wolontariuszy. Parafia nie jest dziś tylko miejscem modlitwy, ale także punktem pomocy dla ludzi, którzy stracili wszystko.
„Nasz dom parafialny i przestrzenie kościelne służą jako miejsce do noclegu, ale też do zbiórek ubrań, leków, rzeczy potrzebnych do codziennego użytku i żywności” – mówi Vatican News ks. Tekieli.
W pomoc angażują się wolontariusze pallotyńskiej Fundacji św. Wincentego Pallottiego, mieszkańcy, harcerze i osoby z sąsiednich miejscowości. Część z nich dociera bezpośrednio do poszkodowanych, sprawdza potrzeby i przekazuje pomoc na miejscu. Do Guarenas mają być też przewożeni ocaleni z wybrzeża, którzy nie mają już dokąd wrócić.
Ks. Dawid Dziedzic SAC pojechał z wolontariuszami do La Guairy, aby wesprzeć ratowników. Jak relacjonuje, na miejscu zobaczył zawalone osiedla, ciemność i ciszę, którą przerywały jedynie światła reflektorów oraz praca ratowników. Obok profesjonalnych ekip byli tam także krewni uwięzionych pod gruzami, szukający rodziców, dzieci i dziadków. „Najbardziej dotknęła mnie solidarność” – mówi pallotyn. Podkreśla, że wielu ludzi śpi dziś na ulicach, bo ich domy zostały zniszczone albo grożą zawaleniem. Inżynierowie oceniają stan budynków, a równolegle powstają centra pomocy dla poszkodowanych.
Jedno z takich miejsc, prowadzone przez siostry zakonne, miało przyjąć 40 dzieci. Dziś wiadomo, że będzie ich około stu. „Będą tam czekać na swoich rodziców, jeśli rodzice przeżyli trzęsienie ziemi” – mówi Vatican News ks. Dziedzic.
W parafiach rozpoczęły się już pogrzeby ofiar. Do pallotynów przychodzą także ludzie, którzy stracili domy i znaleźli tymczasowe schronienie u swoich rodzin.
Obok pomocy materialnej potrzebna jest obecność duchowa. Ks. Dziedzic opowiada, że jedna z kobiet przyszła do parafii z prośbą, by wyjść do ludzi z Najświętszym Sakramentem. Pallotyni planują więc modlitwy na osiedlach i w parkach. Wyjście z Najświętszym Sakramentem zaplanowano na piątek. Misjonarze chcą, aby poszkodowani mogli „doświadczyć uzdrawiającej obecności Pana Boga”.
Potrzeby są ogromne: żywność, leki, pościel, środki higieniczne, ubrania i wsparcie w naprawie zniszczeń. Pallotyni podkreślają, że pierwsza fala solidarności z czasem osłabnie, ale dramat ludzi pozostanie.
„W tych dniach jest to dla nas szczególnie potrzebne, zwłaszcza modlitwa, aby ci ludzie, którzy stracili nadzieję, mogli na nowo ją odzyskać” – mówi ks. Tekieli.
Karol Darmoros, Vatican News PL/KAI