Po przeszło pięciu godzinach lotu, na Wyspie Wielkanocnej powitał mnie o. Francisco Javier de la Jarra SVD, który od lutego 2024 r. jest administratorem jedynej na wyspie parafii pw. Świętego Krzyża. Padało, gdy dotarłem na wyspę, ale najważniejsze było poznać już to miejsce i niesamowitą kulturę ludzi, których potomkowie przybyli tutaj wieki temu z wyspy Hiva w polinezyjskim Tahiti.
Ostatnie półrocze było dla mnie pełne zwrotów akcji. Zakończyłem stary rozdział z misjami w Vigia del Fuerte i Murindó nad rzeką Atrato w zachodniej Kolumbii, by podjąć nowe wyzwanie.
Pakując się powoli w pierwszym tygodniu lutego udało mi się spotkać z całą ekipą werbistów z kolumbijskiej prowincji na naszej asamblei w Bogocie. To był moment, aby pożegnać się ze współbraćmi, z którymi spędziłem wiele lat.
Misję w Murindó oddałem o. Krisowi Nak Mau SVD z Indonezji,. Jego wikarym został o. Vinod Bhuria SVD z Indii, który towarzyszył mi od października 2025 roku, poznając pracę pośród Afrokolumbijczyków, Indian Embera Eyabida i Metysów. W połowie marca 2026 roku byłem już w Bogocie, aby wylecieć do Chile jako nowej prowincji.
W domu centralnym w Santiago de Chile zostałem niesamowicie mile przyjęty, aby już po 6 dniach wylecieć na Rapa Nui – Wyspę Wielkanocną jako moją nową placówkę misyjną. Tam, po przeszło pięciu godzinach lotu, powitał mnie o. Francisco Javier de la Jarra SVD, który od lutego 2024 r. jest administratorem jedynej na wyspie parafii pw. Świętego Krzyża. Padało, gdy dotarłem na wyspę, ale najważniejsze było poznać już to miejsce i niesamowitą kulturę ludzi, których potomkowie przybyli tutaj wieki temu z wyspy Hiva w polinezyjskim Tahiti.
Msze św. na parafii w tygodniu są o godzinie 19.00, zaś w niedziele o 9.00, 11.00 i ostatnia o 19.00. Już od pierwszego dnia odczułem tą różnicę, gdyż Msza św. jest odprawiana po hiszpańsku, ale pieśni są w języku rapa nui. Jest to najbardziej odczuwalne w sobotę wieczorem i na dwóch pierwszych mszach niedzielnych, gdy każda ma swoją grupę muzyków z instrumentami i pieśniarzami języka wyspy.
Docierając na wyspę niemal tydzień przed Niedzielą Palmową miałem czas, aby powoli poznać kościół i okolice. Hanga Roa to jedyne miasteczko na wyspie, skupiające około 8000 mieszkańców. W tym roku okres Wielkiego Tygodnia zbiegł się identycznie z tym z 1722 r., kiedy holenderski żeglarz Roogeven dotarł na wyspę Rapa Nui, nadając jej nazwę „Wyspa Wielkanocna”, bowiem 5 kwietnia tego roku była Niedziela Wielkiej Nocy. Po 304 latach przyszło mi tego samego dnia cieszyć się z mieszkańcami nie rocznicą odkrycia wyspy a Zmartwychwstaniem Jezusa.
Już w Niedzielę Palmową mogłem poznać wielką grupę mieszkańców, którzy przybyli, aby poświęcić palmy i rozpocząć najważniejszy tydzień naszej wiary. W środę Wielkiego Tygodnia spotkałem polskie małżeństwo, Karola i Wiktorię, którzy przyszli spytać, czy byłaby okazja w sobotę poświęcić im naszą tradycyjną święconkę, jaką przygotowali nie w koszyczku, a w kokosie. W Wielki Piątek wczesnym rankiem towarzyszyłem grupie około 20 parafian w Drodze Krzyżowej na wzgórze Trzech Krzyży, jakie góruje nad wyspą. Było to bardzo ciekawe doświadczenie, bo poza refleksjami przy poszczególnych stacjach, pieśni też były w języku rapa nui.
Centralny krzyż ma wzgórzu Trzech Krzyży jest z cementu, a pozostałe dwa z drewna. Z góry mogłem zobaczyć piękność Hanga Roa i innych części wyspy, choć do tych najsłynniejszych z posągami moai trzeba dotrzeć samochodem w innej części Rapa Nui.
O godzinie 15.00 była liturgia krzyża, a później Droga Krzyżowa przygotowana przez dzieci i młodzież z naszej parafialnej szkoły. Towarzyszyły nam inne grupy mieszkańców wyspy, m. in. pani burmistrz z ekipą, strażacy, policjanci, żołnierze etc. Kończąc Drogę Krzyżową, ze wspomnianym wcześniej polskim małżeństwem spotkaliśmy innych Polaków.
W Niedzielę Wielkanocną odprawiłem pierwszą Mszę o 9.00, aby udać się z wodą święconą do innej części wyspy, niedaleko Orongo, gdzie spora grupa dzieci z rodzinami szukała w zorganizowanej przez Urząd Miasta akcji jajeczek czekoladowych ukrytych w lesie. To tradycja, do której mieszkańcy starają się wrócić. Po nabożeństwie pobłogosławiłem wszystkich zebranych i zaczęła się akcja szukania słodyczy. Później wraz z o. Franscisco i służbą ołtarza udaliśmy się poświęcić tzw. Curanto, czyli święto, gdzie jedna rodzina bądź grupa rodzin przygotowuje jedzenie, głównie różne mięsa, ziemniaki etc. Po błogosławieństwie wszyscy z oczekującej kolejki dostają swoją porcje.
Ogólnie czas Wielkanocy był szczególnym doświadczeniem. Po 14 latach w kolumbijskiej dżungli, pośród Indian, Afrokolumbijczyków i Metysów, to jest dla mnie nowe wyzwanie, by być narzędziem Jezusa Chrystusa pośród potomków tych, którzy pozostawili tu archeologiczną zagadkę – blisko 1000 posągów moai rozrzuconych po wyspie. Warto dodać, że na wyspie mieszkają także kontynentalni Chilijczycy oraz pojawiają się turyści docierający tu z ciekawości poznania miejsca. Wszyscy licznie udzielają się podczas Mszy świętych w naszej parafii, którą werbiści objęli 2,5 roku temu. Ja także chcę tu działać i być częścią tego Bożego projektu ewangelizacji, jaki rozpoczął się tu ponad 200 lat temu.
o. Michał Radomski SVD
Wyspa Wielkanocna, Chile
Za: www.werbisci.pl