Abp Angelo Amato SDB
PRZEMÓWIENIE PREFEKTA KONGREGACJI SPRAW KANONIZACYJNYCH PODCZAS BEATYFIKACJI BRATA EUSTACHEGO KUGLERA
Ratyzbona, 04 października 2009 r.
1. Życie
Eustachy Kugler jest heroicznym świadkiem katolicyzmu w niemieckim środowisku ubiegłego stulecia, naznaczonym dwiema wojnami światowymi i traumatycznym doświadczeniem narodowego socjalizmu.
Kugler urodził się 15 stycznia 1867 roku w Neuhaus i tego samego dnia został ochrzczony, otrzymując imię Józef. Był szóstym dzieckiem zamożnej rodziny, która utrzymywała się z pracy ojca, kowala. W wieku siedmiu lat rozpoczął naukę w szkole w Nittenau, do której docierał po godzinie marszu pieszo. Zawsze był najlepszym uczniem w klasie. Szkołę podstawową ukończył w 1880 roku, w którym przyjął także sakrament bierzmowania (do Pierwszej Komunii Świętej przystąpił kilka lat wcześniej). Po śmierci ojca matka wysłała go do Monachium, aby nauczył się zawodu kowala. W tym okresie uległ wypadkowi: spadł z rusztowania, doznając poważnego urazu stopy, który długo nie chciał się zagoić. Po czterech latach, w 1884 roku, nie mogąc już znieść bólu spowodowanego raną, przeniósł się do Reichenbach, do swojej siostry Margarethe.
Cechą charakterystyczną tego młodego człowieka była nieustanna i żarliwa modlitwa. Modlił się nieustannie, modlił się gorliwie, z ufnością zwracał się do Matki Bożej, prosząc o siłę i wsparcie w sytuacji fizycznej niesprawności, która była dla niego źródłem wielkiego cierpienia. Ponieważ w Reichenbach bonifratrzy budowali szpital, modlił się o uzdrowienie i możliwość wstąpienia do Zakonu.
W pewnym momencie rana zabliźniła się i zagoiła dzięki pomocy wiceprzeora Hermanna Wasingera z klasztoru bonifratrów w Reichenbach, gdzie młody Kugler został zatrudniony jako kowal. Jego dziełem były ogrodzenia, wielkie żelazne bramy, kraty w oknach, zasuwy oraz instalacje wodne. Dla niego, pragnącego zostać zakonnikiem, okres ten był również czasem próby.
Wreszcie 4 czerwca 1893 roku Kugler otrzymał habit zakonny i imię brata Eustachego. Chociaż w Wörishofen wynik głosowania nad jego przyjęciem był negatywny — 5 czarnych kulek przeciwko 4 białym — prowincjał mimo to przyjął go do nowicjatu, który nasz Błogosławiony rozpoczął 20 października 1894 roku. 21 października 1895 roku złożył pierwszą profesję zakonną, a niedługo potem powrócił do Reichenbach, gdzie pracował jako kowal. 30 października 1898 roku złożył profesję wieczystą.
W różnych klasztorach pełnił obowiązki furtiana, wiceprzeora, pielęgniarza, przeora i definitora prowincjalnego, a w 1925 roku został prowincjałem Prowincji Bawarskiej; następnie był kilkakrotnie ponownie wybierany na ten urząd i pełnił go aż do śmierci w 1946 roku. W tym czasie Prowincja Bawarska liczyła 287 bonifratrów, z których [w oryginale brak liczby] zajmowało się opieką nad chorymi. Jako prowincjał podjął znaczące przedsięwzięcie budowy w Ratyzbonie dwóch dużych szpitali, jednego dla mężczyzn i drugiego dla kobiet, otwartych odpowiednio w 1929 i 1930 roku. Bardzo starannie dobierał lekarzy. Chciał uniknąć zatrudniania lekarzy wywodzących się ze stowarzyszeń studenckich, w których obowiązywały pojedynki i które były siedliskiem antyklerykalizmu oraz skrajnego nacjonalizmu.
Wraz z dojściem Hitlera do władzy w 1933 roku nasiliła się wrogość nazistów wobec katolików. Prowadzono dochodzenia dotyczące moralności zakonników, zakładano podsłuchy telefoniczne, zamykano szkoły katolickie, konfiskowano klasztory i nakładano różnego rodzaju ograniczenia. Był to okres nienawiści i prześladowania katolików.
W 1942 roku Prowincja Bawarska postanowiła przekazać 40 tysięcy marek, aby zaradzić trudnej sytuacji finansowej austriackiej Prowincji Graz. Na uwagę zasługuje fakt, że bawarscy bonifratrzy wraz ze swoim prowincjałem, bratem Eustachym, byli w stanie przekazać taką darowiznę pomimo ciężkich czasów i trudności, z jakimi borykały się ich własne szpitale. W maju 1945 roku Amerykanie zajęli szpitale dla mężczyzn i kobiet w Ratyzbonie.
Brat Eustachy zmarł po południu 10 czerwca 1946 roku. Dwa nowocześnie wyposażone szpitale w Ratyzbonie były pomnikiem jego miłości do chorych i ubogich. Nieprzerwanie od 1925 roku aż do śmierci w 1946 roku pełnił urząd prowincjała. W ten sposób stał się prawdziwym animatorem swojego Zakonu w szczególnie trudnym okresie dziejów Kościoła i społeczeństwa.
2. Jego przykład
Z relacji jednego ze świadków wiemy, że przyczyną wypadku w Monachium była jego głęboko religijna postawa. Jeden z bardzo nieżyczliwych mu współpracowników popchnął go bowiem i spowodował jego upadek z rusztowania. Eustachy doznał poważnego urazu stopy, a rana ta dokuczała mu przez całe życie.
Jako zakonnik brat Eustachy był „modlitewną duszą Prowincji”. Dzięki temu, pomimo licznych trosk związanych z posługą prowincjała, potrafił zawsze zachowywać pogodę ducha.
Był człowiekiem opanowanym, a zarazem pogodnym. Pewnego dnia, kiedy wesołość kilku młodych współbraci przekroczyła pewne granice, wszyscy spodziewali się, że prowincjał ich upomni. On jednak stanął po stronie „winowajców” i powiedział im: „Śmiejcie się, śmiejcie się i bądźcie pogodni! Dopóki się śmiejecie, wszystko jest w porządku!”.
Pewnego dnia przeor, niezadowolony z przybycia do jego wspólnoty pewnego brata, zwrócił się do prowincjała: „Ależ Ojcze, cóż za głupstwo Ojciec zrobił? Ten brat jest mi niepotrzebny!”. Brat Eustachy odpowiedział mu z uśmiechem: „Mój drogi Ojcze Przeorze, czego Ojciec ode mnie chce? Przed każdym przeniesieniem wzywam Ducha Świętego, a jeśli On robi głupstwa, to przecież nie ja za nie odpowiadam. Niech Ojciec idzie poskarżyć się Jemu!”.
Kugler, podobnie jak wszyscy jego współbracia, doświadczył prześladowań ze strony Gestapo. Gestapo przesłuchiwało go co najmniej trzydzieści razy. 9 sierpnia 1937 roku podczas jednego z przesłuchań stracił przytomność. Naziści wchodzili do domu prowincjalnego, wyrywali dokumenty z półek, pieczętowali szuflady i drzwi, a telefon był podsłuchiwany dniem i nocą. Podczas przesłuchań wrzeszczano na niego w nieludzki sposób.
Prowincjał jednak nigdy niczego nie ujawniał, ponieważ uważał, że zwierzenia jego współbraci objęte są tajemnicą spowiedzi. W takich okolicznościach, choć wyczerpany, modlił się i zachęcał innych do modlitwy. Wszyscy, nawet protestanci, przypisywali jego nieustannej modlitwie ocalenie szpitala w Ratyzbonie od bombardowań, podczas gdy wszędzie wokół panowały zniszczenie i śmierć. „Musicie mieć wśród siebie wielkiego człowieka modlitwy, skoro Bóg tak wyraźnie ochronił wasz dom” — stwierdził pewien pastor ewangelicki. Podczas bombardowań Kugler pozostawał sam w kościele, modląc się przed Najświętszym Sakramentem i schodził do piwnicy dopiero wtedy, gdy przenoszono tam Najświętszy Sakrament. Tam nadal się modlił.
Franz X. Schachtner, który w 1939 roku był pacjentem szpitala w Ratyzbonie, wspomina, że podczas pobytu zwrócił jego uwagę starszy zakonnik o chorowitym wyglądzie, w znoszonym habicie i zniszczonych butach: „Pełnił swoją posługę z niestrudzonym zaangażowaniem i godną podziwu wytrwałością. Często zastanawiałem się, dlaczego dawano mu najstarsze ubrania i powierzano najniższe posługi […]; pomyślałem, że może popełnił jakiś ciężki grzech, za który teraz pokutuje, albo że nie cieszy się sympatią współbraci”. Zaciekawiony zapytał brata Desideriusa, kim jest ten zakonnik, i usłyszał w odpowiedzi: „To nasz prowincjał, przełożony Bawarskiej Prowincji Bonifratrów. Wykonuje najniższe prace, aby ludzie nie domyślili się, że jest przełożonym”.
W poniedziałek po Zesłaniu Ducha Świętego pan Schachtner udał się do kościoła i zobaczył tego samego starszego zakonnika, który przyjmując profesję kilku braci, był otoczony jasną poświatą. Ponownie zapytał brata Desideriusa, kim jest ten człowiek, a zakonnik odpowiedział: „To nasz prowincjał, ten, który codziennie ściele ci łóżko i przynosi posiłki. Cieszy się opinią świętości i kiedy umrze, z pewnością zostanie ogłoszony świętym. Prowadzi życie świętego”.
Wrzód dwunastnicy, na który cierpiał od dłuższego czasu, pod koniec życia coraz bardziej się nasilał, tak że nie mógł przyjmować pokarmów. Wówczas jego głównym zajęciem stała się nieustanna modlitwa, z różańcem w dłoniach. Heroiczna i wzruszająca była jego cierpliwość w znoszeniu przeszywającego bólu żołądka oraz częstych odruchów wymiotnych, które pozostawiały go zupełnie wyczerpanym. Gdy jeden z braci zapytał go, jak się czuje, odpowiedział: „Nie sądziłem, że człowiek może być aż tak zmęczony”. W ten sposób przygotowywał się do śmierci.
Oprócz heroicznego praktykowania cnót wiary, nadziei i miłości bł. Eustachy Kugler wyróżniał się niestrudzoną pracowitością zarówno w posłudze chorym, jak i w kierowaniu współbraćmi jako przeor i prowincjał. W ten sposób realizował ślub szpitalnictwa, nie tyle słowami, ile czynami, sam dając konkretny przykład: podawał posiłki, sprzątał pomieszczenia, mył chorych, zmieniał im bieliznę i troszczył się o poprawę ich wyżywienia.
W związku z tym jeden ze świadków, Leo Ritter, wspomina, że Kugler nie szczędził żadnych wydatków i sprowadzał najlepszych kucharzy, aby szkolili kucharzy jego Prowincji. Sam natomiast praktykował bardzo surowe umartwienie. Z powodu dolegliwości żołądkowych jadł niewiele, lecz niekiedy nawet ta niewielka ilość pokarmu była dla niego prawdziwym umartwieniem. Brat Domitius Feichtner opowiada, że kiedy brat Eustachy prawie nie mógł już jeść, kucharz przygotowywał mu jajko na miękko. Jednak, jak to bywa w takich przypadkach, spożywanie przez wiele miesięcy wciąż takiego samego jajka stało się w końcu nie ulgą, lecz prawdziwą pokutą. Brat Eustachy długo wpatrywał się w nie ze smutkiem, zanim zabierał się do jedzenia. Wtedy brat Domitius powiedział: „Ojcze Prowincjale, czy to jajko na miękko nie zaczyna Ojca trochę odrzucać?”. Brat Eustachy odpowiedział: „Tak, naprawdę nie mogę go już jeść. Naprawdę przyprawia mnie o mdłości”. Brat Domitius natychmiast polecił urozmaicić posiłki prowincjała, który sam nigdy by się na nic nie poskarżył.
Jeśli chodzi o profesjonalizm właściwy charyzmatowi bonifratrów, Kugler wymagał uprzejmości, pracowitości i czystości. Tych braci, którzy nie rozumieli znaczenia własnej profesji zakonnej, uważał za „współbraci tylko w połowie”.
W kwestii czystości Kugler był bardzo wymagający: „Zastanawiam się, czy można mówić o czystości, kiedy rano opatruje się chorego, a po południu w jego pokoju nadal leżą porozrzucane bandaże. I dalej: czy można mówić o czystości, kiedy wprowadza się chorego lub gościa do pokoju opuszczonego kilka dni wcześniej przez innego chorego, a w szafce nocnej nadal znajdują się pełne naczynie na mocz i spluwaczka, które powinny zostać opróżnione w odpowiednim czasie? Czy można mówić o czystości, kiedy trudno wejść do kuchni z powodu porozrzucanych tu i ówdzie naczyń, a na dodatek podłoga znajduje się w opłakanym stanie?”.
Mówiąc o realizowaniu przez Kuglera charyzmatu szpitalnictwa, brat Andreas Weitnauer wspomina: „Chciałbym mieć język aniołów, aby móc wyśpiewać pieśń miłości, którą brat Eustachy jako bonifrater wcielał w życie, urzeczywistniając ją w każdym swoim działaniu. Niemal podczas każdej wizytacji jego pierwsze pytanie brzmiało: «Czy chorzy są dobrze pielęgnowani? Czy dobrze się ich traktuje?». A kiedy trzeba było mianować nowego przełożonego pielęgniarzy, pierwsze pytanie Ojca Prowincjała dotyczące danego współbrata brzmiało: «Czy jest dobry dla chorych? Czy jest prawdziwym bonifratrem?»”.
Ten sam brat Andreas wspomina, że Kugler nie opuszczał żadnego nocnego dyżuru: „A kiedy nocny dyżur pełnił Ojciec Prowincjał, można było mieć pewność, że wszyscy pacjenci byli otoczeni dobrą opieką. Żadna praca nie była dla niego zbyt niska, żaden trud zbyt ciężki, żaden chory zbyt niecierpliwy”.
Kiedy Kugler pełnił nocny dyżur, chorzy nie mogli nie zauważyć jego niezwykłej uczynności. Pewien nieco lekkomyślny młody człowiek wyznał bratu Andreasowi: „Tej nocy przysłaliście nam na dyżur kogoś, kogo nie sposób było rozzłościć. Gdy dzwoniliśmy dwadzieścia razy, przychodził także za dwudziestym razem z takim samym spokojem i pogodą ducha i pytał, czego potrzebujemy. Jeśli wszyscy bonifratrzy są tacy, to ja także wierzę w świętych”. Tym niezwykle uczynnym pielęgniarzem był nie kto inny jak Ojciec Prowincjał Kugler.
Jego nabożeństwo do Matki Bożej było proste i szczere. Opowiadano, że przed podjęciem ważnych decyzji zwracał się do Niej po radę. Pewnego dnia podczas zebrania Prowincji trzeba było podjąć ważną decyzję. Kugler pod jakimś pretekstem poprosił o możliwość oddalenia się na kilka minut, aby poradzić się Matki Bożej Dobrej Rady. Kiedy ktoś zastawał go w takiej chwili, czuł się nieco zakłopotany i mówił: „Jestem starym i niewykształconym człowiekiem, niczego nie wiem; muszę prosić o radę Matkę Niebieską”.
Opinia o świętości Kuglera już za jego życia rosła nie tylko poza Zakonem, lecz także wśród jego współbraci. Nazywano go „Der grosse Beter von Regensburg” — „wielkim człowiekiem modlitwy z Ratyzbony”.
Abp Angelo Amato SDB
Prefekt
Tłumaczenie OKM
Za: www.causesanti.va
Copyright © Dicastero delle Cause dei Santi