1981.03.06 – Warszawa – Franciszkanizm dzisiaj. Przemówienie z okazji jubileuszu 800-lecia urodzin św. Franciszka z Asyżu

 
Kard. Stefan WyszyńskiPrymas Polski

FRANCISZKANIZM DZISIAJ. PRZEMÓWIENIE Z OKAZJI JUBILEUSZU 800-LECIA URODZIN ŚW. FRANCISZKA Z ASYŻU

Warszawa, Dom Prymasowski, 6 marca 1981 r.

 

Umiłowani ojcowie, bracia i siostry rodzin franciszkańskich!

Jestem ogromnie wzruszony waszym zaproszeniem. Tym bardziej, że sam wyczuwałem od dawna, iż nadchodzący jubileusz św. Franciszka obchodzić należy tak, aby cała szczytna duchowość i odnowa franciszkańska świata uzyskała należyty wymiar. Kilkakrotnie w różnych swoich przemówieniach zwracałem uwagę szczególnie na konieczność nowoczesnej odnowy Trzecich Zakonów. Miałem sposobność mówić na ten temat przed kilku laty w kościele Ojców Reformatów na Senatorskiej, jak również w Pakości, w czasie wizytacji, którą tam przeprowadzałem jako biskup gnieźnieński. Tam właśnie spotkałem się z grupą młodzieży, która zajęła się w szczególny sposób franciszkańską opieką społeczną, zgodnie z dzisiejszymi potrzebami.

Franciszkanizm jest dzisiaj przedziwnie sugestywny. Powiedział mi kiedyś, może w jakiejś euforii dyskusyjnej, jeden z pierwszych sekretarzy partii komunistycznej: gdyby wszyscy katolicy byli tacy, jaki był św. Franciszek z Asyżu, to nie mielibyśmy kłopotu z Kościołem katolickim. Odpowiedziałem mu wtedy, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby pan sam wszedł na tę drogę i dał najlepszy przykład swoim braciom komunistom. Tu dyskusja urwała się. Ale istotnie tak jest, że są pewne analogie, może daleko idące, między czasami św. Franciszka a współczesnymi. Zatrzymajmy się najpierw nad współczesnością: zmaterializowanie filozofii i ekonomii życia doprowadziło do takiego upadku duchowości człowieka, że nie można go uratować inaczej, jak tylko za cenę wielkich wyrzeczeń.

Tyle się dzisiaj mówi o konieczności odnowy moralnej, nawet w dziedzinie gospodarczej. Wszyscy to dobrze rozumieją, bo najrozmaitsze naleciałości i nałogi, które powstały w wyniku tolerancji dla przestępców i złodziei, pozostawiły tak głęboki osad, że Polska, choćby się ekonomicznie dźwignęła, moralnie nieprędko da się wyprowadzić z tej tragedii upadku i demoralizacji. Przypominają się słowa powiedziane do Apostołów, którzy nie mogli poradzić sobie z epileptykiem: „ten rodzaj można zwyciężyć tylko przez post i modlitwę”. Można to powiedzieć i dziś. Programy odnowy ekonomicznej, spłacenia najrozmaitszych zobowiązań, długów, to jeszcze nie wszystko. Można to załatwić przy dobrej gospodarce w dwa, trzy lata. Ostatecznie Polska nie jest krajem tak bardzo biednym, mogłaby sobie poradzić, ale jeżeli temu będą przeszkadzały nałogi i przyzwyczajenia życia na koszt publiczny, na podstawie prawa czy bezprawia, odnowa tak szybko nie nastąpi. Potrzeba tu rzeczywiście głębokiego odrodzenia w duchu Chrystusowej Ewangelii przez post i modlitwę.

A my wiemy, że franciszkanizm swego czasu od tego właśnie zaczął przezwyciężanie ówczesnego kapitalizmu. To św. Franciszkowi Italia zawdzięcza przełamanie zmaterializowania kapitalistycznego i niewrażliwości moralnej na ludzką niedolę, jego zasługą jest rozwój kas bezprocentowych i zniesienie procentów od pożyczek spożywczych, które my dziś płacimy w wymiarze do 20 procent. On podjął odważnie tę sprawę, idąc po linii wskazań św. Klemensa Aleksandryjskiego – „numquid dives salvetur” – „czy można zbawić bogacza”. Zdaje się, że ten bogacz, biedny polski bogacz, nie da się właściwie uratować inaczej, jak przez post i modlitwę. Stąd nasze wołanie, że obok różnych programów odnowy społeczno-gospodarczej potrzebny jest dziś narodowi program odnowy moralnej, obyczajowej, następnie społecznej, a może później ustrojowej. Dlatego najważniejsze zadanie spoczywa w tej chwili na Kościele Bożym, a w nim – na rodzinach franciszkańskich, bo one są tym dziedzicem myślenia o odnowie moralnej, społecznej i gospodarczej w duchu św. Franciszka.

Przed oczyma naszymi staje dziś bardzo wyraźnie ojciec Maksymilian Maria Kolbe. To jest patron najbardziej aktualny, człowiek, który umiał się oddać i poświęcić, wyrzec się siebie dla braci. Nie zapomnę nigdy wrażenia na Synodzie Biskupów w Rzymie, w roku beatyfikacji ojca Maksymiliana. Wszyscy się zastanawiali nad modelem nowoczesnego kapłana. Dyskusja wydawała się beznadziejna. Gdy mówiłem na Synodzie, że właściwie nie ma sensu szukać modelu kapłana, bo sam Chrystus ten model zostawił i jest on aktualny na zawsze, moja wypowiedź przeminęła bez echa. Ale po beatyfikacji, na sesji plenarnej Synodu, kilku kardynałów złożyło Ojcu Świętemu podziękowanie za beatyfikację, a biskupom polskim za to, że Kościół w Polsce wydał taki wzór, który jest najwspanialszym modelem dla dzisiejszego świata. Jest to przykład człowieka pełnego poświęcenia i ofiary – „nie masz większej miłości nad tę, gdy ktoś życie swoje oddaje za braci”. Taki właśnie model ciągle aktualny pozostawił w bunkrach Oświęcimia bł. Maksymilian Maria Kolbe. A przecież on jest tylko odtworzeniem duchowości franciszkańskiej. Franciszek wyrzekł się wszystkiego. Widzimy to na przykładzie jego kontaktu z rodzonym ojcem w domu biskupa Asyżu. Wszystkiego też wyrzekł się ojciec Maksymilian Maria. Staje przed nami również postać ojca Honorata, franciszkanina, który – ufamy – w krótkim czasie pójdzie na ołtarze … To są wybitnie aktualni święci na czasy dzisiejsze. Stąd odnowa duchowości franciszkańskiej ma tak doniosłe znaczenie.

Osobiście, jestem ogromnie uradowany, że Warszawa ma swoje ożywcze źródło, miejsce zbawiania stolicy – jest nim Niepokalanów, potężny już dziś ośrodek pielgrzymiej modlitwy mieszkańców okręgu stołecznego i całej Polski. Widoczna jest potrzeba tego miejsca w pobliżu Warszawy. Wyszukanie go było opatrznościowe. Kto zna historię powstania Niepokalanowa, wie, że działał tam palec Boży. Doniosłe znaczenie ma ten ośrodek maryjny właśnie w pobliżu stolicy, w tak dobrych warunkach komunikacyjnych, gdzie ludzie mogą łatwo dojechać i znaleźć gorliwą, braterską pomoc franciszkanów: w modlitwie i pokucie. A sam franciszkanizm ze swoim ubóstwem jest najlepszym przykładem, jak dziś przezwyciężać żądzę bogacenia się za wszelką cenę.

Przecież i nas zgubił współczesny ekonomizm, istna gigantomachia, potworna pycha i zabobonna wiara, że tylko przez wielkie i potężne machiny, olbrzymie fabryki i zakłady pracy, można Polskę uratować. Tymczasem to nas zrujnowało! Jeżeli ofiarą tej gigantomachii padł i przemysł średni, i przemysł przetwórczy, i przemysł rolniczy, i samo rolnictwo, to najlepszy dowód, że pycha została ukarana. Trzeba pokornego pochylenia się ku samej ziemi, aby tę matkę ziemię ucałować, rehabilitować ją i uczcić, aby z większym szacunkiem spojrzeć na ludzi pracujących na roli. Tak jak św. Franciszek, który wywędrował z miasta na tereny pod Asyżem i tam szukał oparcia dla swej modlitwy i pracy. Zdaje się, że zwłaszcza ekonomizm spożywczy bierze dziś cięgi za przerost materializmu spożywczego. Ta sytuacja wymaga od nas teraz naprawdę postu i modlitwy. A właśnie takim przykładem jest na pewno bł. Maksymilian Maria Kolbe, czerpiący natchnienie od Biedaczyny z Asyżu, św. Franciszka, którego jubileusz narodzin pragniemy uczcić.

Dobrze, moi drodzy, że nie chcecie ustąpić z powiązania jubileuszu franciszkańskiego z jubileuszem Matki Najświętszej, Pani Jasnogórskiej. To bardzo dobrze. Pamiętamy, że gdy św. Franciszek chciał zbliżyć ludzi do Chrystusa, uczynił to przez Betlejem, przez żłóbki betlejemskie, którym od początku wielki Patriarcha zakonów franciszkańskich patronował. Do dziś dnia najpiękniejsze freski franciszkańskie, jakie mamy, przedstawiają św. Franciszka w obliczu Matki Najświętszej z Dzieciątkiem. A więc nie ustępujcie, drodzy moi. Nie potrzebuję was podburzać, bo widzę, że stoicie mocno na swoim stanowisku i na pewno przepięknie połączą się te dwa jubileusze: św. Franciszka i umiłowanej Matki, Świętej Bożej Karmicielki, Pani z Jasnej Góry.

Przyszliście, ażeby swą powagą i liczebnością zdecydować o moim udziale w waszych uroczystościach. Naprzód pamiętajcie, że macie do czynienia z człowiekiem, który, chociaż chce dużo, już coraz mniej może wykonać. Pragnę powiedzieć ci, Ojcze Prowincjale, że „in quantum possum et tu indiges” – „na ile mogę, a ty potrzebujesz”, będę wam służył, ale za wiele ode mnie nie wymagajcie, bo jestem już człowiekiem, jak to się mówi, „posuniętym w latach”. Na razie dziękuję wam, drodzy moi, i na ile będzie to możliwe, będę patronował uroczystościom franciszkańskim, zwłaszcza gdy w umiarkowany sposób będziecie liczyli na moją pomoc. A teraz z serca was pobłogosławię.

Tekst autoryzowany. Zbiory Instytutu Prymasowskiego

Wpisy powiązane

1981.05.01 – Warszawa – List do o. Stanisława Podgórskiego CSsR, przewodniczącego KWPZM

1981.01.08 – Warszawa – List do zakonnych rekolekcjonistów i misjonarzy ludowych, zebranych na dorocznym kursie

1980.06.19 – Niepokalanów – Felix culpa. Przemówienie wygłoszone podczas poświęcenia nowych maszyn drukarskich w Niepokalanowie