Łaski Józef OFMCap, Podstawowe założenia kierownictwa duchowego według Bł. Honorata Koźmińskiego

 
Józef Łaski OFMCap

PODSTAWOWE ZAŁOŻENIA KIEROWNICTWA DUCHOWEGO WEDŁUG BŁ. HONORATA KOŹMIŃSKIEGO

Studia Franciszkańskie, (10)1999, s. 111-144

 

„Psychologia mówi nam, że trudno jest człowiekowi poznać siebie samego, o ile nie otworzy się przed drugim człowiekiem. W odniesieniu do chrześcijańskiego życia duchowego możemy stwierdzić, że trudno jest chrześcijaninowi mieć zawsze […] znajomość siebie […], jeśli nie otworzy się przed jakimś kompetentnym kierownikiem życia duchowego”[1]. Znajomość ta jest potrzebna, by człowiek mógł bardziej kochać Boga i człowieka[2].

Wielką wartość kierownictwa duchowego doceniał o. Honorat Koźmiński, polski kapucyn żyjący w latach 1829-1916. Po uzyskaniu święceń kapłańskich w 1852 r. poświęcał się pracy duszpasterskiej, w której istotne miejsce zajmowała posługa w konfesjonale i kierownictwo duchowe. Garnęli się do niego przede wszystkim ci, którzy pragnęli pogłębić życie religijne. Rekrutowali się z różnych warstw społecznych: z arystokracji, szlachty, mieszczaństwa. Wśród tych penitentów były osoby pragnące poświęcić się Bogu i służbie bliźnim, do nich należały (przed powstaniem styczniowym – 1863 r.) pierwsze felicjanki, a w późniejszym okresie przełożone wielu zgromadzeń bezhabitowych[3].

Problemy poruszane w konfesjonale są dla nas niedostępne, gdyż okryte są tajemnicą spowiedzi. Inną formą kontaktowania się z penitentami były listy. O. Honorat kierował je do osób zakonnych i świeckich. Listy te, szczególnie pisane do sióstr i zgromadzeń nowo założonych, dostarczają wiele materiału traktującego o kierownictwie duchowym. A jest ich 3689.

W polskiej literaturze teologicznej jest niewiele wyczerpujących opracowań na temat kierownictwa duchowego. Całościowymi dziełami są: przekład z języka francuskiego książki G. Honnay’a, pt. Praktyczne zasady kierowania duszami, Poznań 1935, przekład książki A. Ehl’a, pt. Duszpasterstwo zakonnic, Lublin 1959 oraz polskich autorów E. Werona Kierownictwo duchowe, Poznań 1983 i W. Maciochy Kierownictwo duchowe, Londyn 1976. Wprawdzie w każdym podręczniku teologii ascetycznej i mistycznej można znaleźć jakieś wskazania dotyczące kierownictwa, ale są to jedynie zwięzłe i okazjonalne pouczenia, które nie traktują zagadnienia w sposób całościowy[4].

Dotychczas niezbyt interesowano się tym problemem w pismach o. Honorata. Wprawdzie Maria Werner w obszernej biografii poświęca dwa rozdziały temu zagadnieniu: Przewodnik dusz na drodze doskonałości (ss. 168-176) oraz Kierownictwo duchowe o. Honorata w świetle korespondencji z M. Angelą Truszkowską (1854-1864) (ss. 177-194), ale nie dają one pełnego obrazu kierownictwa[5]. Podobnie praca s. Annuncji Adamskiej ujmuje jedynie kierownictwo Sióstr Felicjanek i osób świeckich, pomijając inne zgromadzenia[6].

Częściowym wkładem do opracowywanego tematu jest również praca o. Aleksandra Olszewskiego, zajmująca się obowiązkami przełożonej względem sióstr w zakresie potrzeb duchowych, ochrony zdrowia oraz poszanowania osobowości[7]. Również włoska biografia o. Honorata, pióra Fernardo da Riese Pio X, z racji publicystycznego charakteru poświęca jedynie fragment rozdziału o. Honoratowi jako kierownikowi duchowemu[8].

Wymienione prace mają charakter przyczynków, stąd temat powyższy wymaga podjęcia szerszych badań. Istnieje również zapotrzebowanie na jasne ujęcie kompetencji wszystkich osób związanych z kierownictwem duchowym. Piszący zajął się tym problemem, gdyż spuścizna pisarska bł. Honorata Koźmińskiego, zachowana w znacznej części, dostarcza wiele materiału.

Kierownictwo duchowe jest znaną praktyką Kościoła, stosowaną tak względem osób świeckich, jak i zakonnych. Aby zrozumieć kierownictwo duchowe, należy najpierw zająć się analizą samego pojęcia. Chodzi także o ukazanie zadań, które kierownictwo ma spełnić względem osoby poddającej się kierownictwu i względem kierownika duchowego, jak również o ukazanie środków pomocnych do realizacji powyższych zadań.

ISTOTA KIEROWNICTWA DUCHOWEGO

Różni autorzy w swoich określeniach kierownictwa duchowego podkreślają pewne aspekty. Trzeba zanalizować niektóre określenia i wydobyć te cechy, które znajdują wyraz w listach o. Honorata.

Termin „kierownictwo duchowe” ulega modyfikacji w czasach, kiedy oficjalne dokumenty Magisterium głoszą swoistą równość i braterstwo wszystkich członków Kościoła[9]. Stąd na określenie „kierownictwa duchowego” proponuje się nowe nazwy: „dialog duchowy”[10], „poradnictwo duchowe” lub „przewodnictwo duchowe”, rozumiane jako „współtowarzyszenie” lub ,,asystę i pomoc w drodze” [11]. Nazwę „kierownik duchowy” proponuje się zmienić na „doradca” duchowy lub „pomocnik” duchowy[12], a także „przewodnik”[13].

Chociaż nowe określenia kierownictwa duchowego nie wnoszą istotnych treści w jego charakterystyce, to jednak w samym sformułowaniu mocniej podkreślają jego doradczy, pomocniczy charakter, czyniąc łatwiejszym do przyjęcia dla współczesnego człowieka.

Aby lepiej zrozumieć, czym jest kierownictwo duchowe, warto przypatrzeć się różnym określeniom terminu „kierownictwo duchowe”.

Spośród dawniejszych określeń na uwagę zasługuje definicja L. Hertlinga: „Kierownictwo w ogólniejszym znaczeniu jest to wszelkie indywidualne duszpasterstwo; w znaczeniu ściślejszym jest to pomoc doradcza, świadczona człowiekowi dążącemu ku doskonałości, ze strony osoby obdarzonej władzą kościelną (kapłan, spowiednik)” [14]. Jest tu tendencja zacieśniania kierownictwa wyłącznie do kierownictwa kapłańskiego, przy czym podkreśla się jego rolę doradcy. Ale trzeba zaznaczyć, że Kościół uznawał również praktykę kierownictwa prowadzonego przez przełożone sióstr zakonnych i mistrzynie nowicjatu oraz przez przełożonych zakonów laickich, z zastrzeżeniem należytej wolności dla osób kierowanych[15].

Jeszcze inną próbę określenia znajdujemy w watykańskiej Enciclopedia Cattolica (1950). Określono tam kierownictwo jako „pomoc niesioną stale pojedynczej duszy, aby ją prowadzić po drogach Bożych, pouczać o nich, uczyć wysłuchiwać Bożych natchnień i odpowiadać na nie, podsuwać praktykę cnót, stosownie do sytuacji, w jakiej się dusza znajduje”[16]. Kierownictwo jest tu powiązane raczej z posługą kapłańską.

Niektórzy autorzy proponują bardzo ogólne określenie. J. Laplace opisuje kierownictwo duchowe jako „pomoc, którą człowiek niesie człowiekowi, aby mógł się stać bardziej sobą w aspekcie wiary”[17]. Określenie to obejmuje wszelkie wychowanie chrześcijańskie, także katechizację. Tymczasem intuicyjnie wyczuwa się, że kierownictwo jest jednak pomocą szczególnego rodzaju, a mianowicie indywidualną, sprawowaną w pewien sposób z upoważnienia czy w imieniu Kościoła[18]. J. Bochenek z kolei podaje, że „kierownictwem nazywamy stałe pouczanie i zachęcanie pojedynczych osób na drodze do doskonałości”[19].

G. Thils w podręczniku teologii ascetycznej wyjaśniając termin „kierownictwo” przestrzega, że nie można tej nazwy rozumieć w sensie takim, jak dyrektor zarządza fabryką lub szkołą. Wyjaśnia pozytywnie, że nazwa „kierownik” oznacza tutaj tego, kto w sprawach życia chrześcijańskiego „oświeca, doradza, pomaga i zachęca”, a nie dyryguje[20]. Ideałem kierownictwa jest, by ono mogło się stać niepotrzebne na skutek doprowadzenia osoby kierowanej do dojrzałości[21]. Tak rozumiane „kierownictwo duchowe” dotyczy dążenia do świętości, a nie wyklucza również poradnictwa w innych sprawach życia chrześcijańskiego. Świętość bowiem dotyczy wszystkich dziedzin życia chrześcijanina. Celem tak pojmowanego przez Thilsa kierownictwa jest oświecać, zachęcać oraz sprawować pewną kontrolę w zakresie życia wewnętrznego[22].

Krótkie i trafne określenie kierownictwa podaje Dizionario enciclopedico di spiritualita. „Kierownictwo duchowe jest wiedzą i sztuką prowadzenia dusz do doskonałości chrześcijańskiej”[23]. Dalej czytamy, że obejmuje ono wszelką działalność i odpowiedzialność człowieka, łącznie z obowiązkami rodzinnymi i społecznymi[24].

Podane wyżej określenia nie wyczerpują wszystkich stosowanych definicji; są one jedynie próbą znalezienia wspólnych elementów, wchodzących w skład należycie pojmowanego kierownictwa:

– Kierownictwo duchowe jest pomocą w dziedzinie życia wewnętrznego. Nie odnosi się w zasadzie do innych dziedzin życia ludzkiego.

– Dotyczy jednostki. Tym się różni od innych form duszpasterstwa ogólnego.

– Przedmiotem jest człowiek; celem kierownictwa jest jego postęp w świętości. Chodzi więc o osobistą realizację powołania Bożego.

– Wreszcie kierownictwo we właściwym znaczeniu dokonuje się poprzez osobę w jakiś sposób działającą z upoważnienia Kościoła. Natomiast kierownictwo w szerszym znaczeniu może się dokonywać poprzez osobę nie posiadającą takiego upoważnienia, a więc także przez osobę świecką[25].

Powyższe wnioski dowodzą, że kierownictwo może być rozumiane jako nauka wchodząca w skład ogólnej teologii życia wewnętrznego lub jako umiejętność i sprawność praktyczna czyli sztuka. Kierownictwo jako nauka będzie zespołem twierdzeń i wskazań odpowiednio uporządkowanych i uzasadnionych metodycznie, a odnoszących się do tej pomocy duchowej, jaką jedna osoba okazuje drugiej na drodze uświęcenia. Kierownictwo zaś jako sztuka – to pewna sprawność nabyta w posługiwaniu się tymi twierdzeniami i wskazaniami dla dobra postępu duchowego osoby korzystającej z kierownictwa[26].

Zazwyczaj kierownictwo duchowe odbywa się przez rozmowy osobiste, które dają możliwość wzajemnego zrozumienia, usuwania niejasności. Kierownictwo duchowe korespondencyjne z zasady nie jest polecane, ze względu na trudności w poznaniu osoby kierowanej i możliwość naruszenia tajemnicy, a także brak relacji bezpośrednich między penitentem a kierownikiem duchowym. Mimo tych zastrzeżeń jednak może ono okazać się użyteczne[27].

Interesuje nas, jak kierownictwo duchowe było rozumiane w piśmiennictwie i praktykowane w posłudze kapłańskiej o. Honorata. W trudnych warunkach polityczno-religijnych XIX wieku w Polsce (kasata zakonów), utrudnione było duszpasterstwo specjalne i osobiste kontakty penitentów ze swoimi kierownikami duchowymi, co zrodziło potrzebę kierownictwa korespondencyjnego. O. Honorat widział w tej formie ogromną szansę formowania ludzi powołanych do głębszego życia religijnego, dlatego też tą drogą kierował wieloma osobami. Posługiwał się tą formą nie tylko wobec poszczególnych osób zakonnych, ale także wobec całych zgromadzeń, które zakładał. Zazwyczaj osoby należące do zarządów zgromadzeń kontaktowały się osobiście poprzez konfesjonał ze swoim zakonodawcą i ojcem duchownym, ale na skutek trudności komunikacyjnych, utrudnień ze strony władz rosyjskich otrzymywały one szereg wskazań na piśmie[28].

Kierownictwo korespondencyjne ma tę dodatnią stronę, że rady udzielone tą drogą mogą być lepiej przemyślane i przemodlone. Lepiej może być zapewniona ciągłość i systematyczność pouczeń. Łatwo można sobie przypomnieć rady udzielane w analogicznych sytuacjach duchowych lub ponownie odczytać dawne wskazania[29]. Istnieją – jak już wyżej zaznaczono – także pewne niedogodności oraz niebezpieczeństwo naruszenia dyskrecji kierownictwa. Dlatego o. Honorat systematycznie niszczył listy otrzymywane, by nie wpadły w niepowołane ręce w czasie rewizji policji carskiej. W kierownictwie listownym zachodzi także niebezpieczeństwo, że oprócz kierownika i osoby kierowanej pisma mogą być dostępne dla osób trzecich, choćby po długim czasie. Może się zatracić w ten sposób walor bezpośredniości i dołączyć się tendencja pisania pod przyszłego, nieznanego odbiorcę. Mogłoby to prowadzić do nieszczerości[30]. Trzeba wziąć pod uwagę, że i w warunkach normalnych kierownictwo listowe na skutek oddalenia może być konieczne. Do tego jednak potrzebna jest dłuższa, osobista znajomość z kierownikiem duchowym. Po dłuższym okresie kierownictwa korespondencyjnego zazwyczaj powstaje potrzeba odnowienia kontaktu osobistego dla odzyskania i umocnienia bezpośredniości i autentyczności oddziaływania osobowego[31]. W wypadku konieczności prowadzenia kierownictwa korespondencyjnego zaleca się kierownikowi zachowanie kopii korespondencji[32].

O. Honorat praktykował kierownictwo duchowe poprzez konfesjonał, co dla nas pozostaje okryte tajemnicą, oraz przez korespondencję, która przynajmniej częściowo (ze względu na swą niekompletność) przybliża to zagadnienie. Z jej treści wynika, że osoby szukające doskonałości prowadził mocną ręką. Czynił to stopniowo, ale wyraźnie zmierzał do tego, by każda taka osoba gotowa była do złożenia całkowitej ofiary z siebie i by oparła swoją ascezę na mocnym fundamencie pokory[33]. Cnotę tę o. Honorat chciał w szczególny sposób zaszczepić w dusze sióstr. Do tego celu prowadziły różne pokuty publiczne, stosowane w zgromadzeniach. Miały one oderwać siostry od zwracania uwagi na względy ludzkie. Dla nas dziś wydają się one czasami dziwne, ale pomagały na pewno w przezwyciężaniu miłości własnej i osiągały zamierzony cel[34].

„Na tym zaufaniu, pokornym otwieraniu się – pisze m. Aniela Jeziorańska – kształciło się zgromadzenie duchowne i wyrabiało w różnych cnotach, a szczególnie w pokorze i przejmowaniu się odpowiednim duchem Zgromadzenia, którym jaśniały pierwsze Matki”[35].

Do tego pełnego oddania się Bogu doprowadzał o. Honorat osoby zakonne w sposób roztropny, nie narzucając im niczego. Gdy pewna nowicjuszka zwierzyła mu się, że jest jej trudno się przyzwyczaić do używania zwykłego mydła, gdyż w domu miała zawsze mydło migdałowe, nie okazał najmniejszego zdziwienia, nawet pozornie podtrzymał ją w jej trudności, mówiąc: „że też matka (mistrzyni) sama nie domyśliła się, że zwyczajne mydło jest nieodpowiednie dla ciebie! Widać nie przyszło jej to do głowy. Idź śmiało i przedstaw jej, czego potrzebujesz!” Nowicjuszka odeszła od konfesjonału bardziej zawstydzona, niż gdyby usłyszała naukę o umartwieniu. Zrozumiała, że stać ją na to, by złożyć z tego drobiazgu ofiarę i więcej już o to nie zabiegała[36].

Wśród postaw, które o. Honorat chciał ukształtować u swoich penitentów, są z pewnością umartwienia. Stosowanie ich uzależniał od uznania spowiednika[37] oraz od woli przełożonych[38]. Sam raczej hamował zapał do pokut, chociaż go nie gasił[39].

Wysokie wymagania stawiane w kierownictwie przez o. Honorata, a zarazem wielka łagodność dla człowieka były, być może, tajemnicą jego popularności jako przewodnika dusz. Życie, praca duszpasterska w konfesjonale, wieloletni systematyczny kontakt ze swoimi penitentami (listy, pokonywanie dużych odległości) wskazują, że o. Honorat musiał odznaczać się „nadzwyczajnymi” cechami jako kierownik duchowy. Można nawet powiedzieć, że był mistrzem kierownictwa duchowego.

Bł. H. Koźmiński wiązał kierownictwo nie tylko z kapłanem, ale także z rolą przełożonej zakonnic. W zachowanej korespondencji nie znajdujemy definicji kierownika duchowego, piszący też nie podejmuje się jej podania. Zdaje się jednak wyczuwać w działalności o. Honorata ogromną rolę kierownika duchowego w konfesjonale, jak też i poza konfesjonałem.

ZADANIA KIEROWNICTWA

Kierownictwo spełnia swoje zadanie, jeśli jest skuteczną pomocą na drodze dążenia do świętości, której wzorem jest Jezus Chrystus[40]. Dobra modlitwa i właściwie pojęte apostolstwo są terenem urzeczywistniania się autentycznego modelu świętości. Jak bł. Honorat widział zadania kierownictwa oraz czym powinna się odznaczać osoba postępująca na drodze ku doskonałości?

Wychowanie do naśladowania Chrystusa

Naśladowanie Chrystusa jest podstawą, na której wznosi się budowanie świętości indywidualnej i społecznej w zakonie[41]. Formacja do naśladowania Chrystusa ma kształtować doskonały obraz Boskiego Mistrza. Według o. Honorata obraz ten posiada stopnie i odcienie, które trzeba sobie przyswajać na drodze życia doskonałego. Odróżnia on 6 stopni, których zrozumienie i praktykowanie ma pomóc człowiekowi w odzwierciedleniu obrazu Chrystusa.

Pierwszym stopniem podobieństwa jest, „abyśmy w duchu z Nim byli zjednoczeni przez łaskę, tj. żebyśmy zawsze zostawali bez grzechu śmiertelnego (który to zjednoczenie rozrywa), pomaga nam w tym częsta spowiedź sakramentalna”[42].

Drugi stopień upodobnienia do Chrystusa polega na tym, „abyśmy poskramiali nasze namiętności i złe skłonności, które nas do częstszych grzechów powszednich przywodzą”[43]. Trzeci domaga się, „abyśmy całego wewnętrznego człowieka na wzór Chrystusa w sobie urabiali”[44]. Czwartym stopniem jest wymaganie, „abyśmy i zewnętrznego człowieka na wzór Chrystusa układali”[45]. Piąty stopień polega na tym, „abyśmy wszystkie Jego cnoty sobie przywłaszczali, żebyśmy przywdziewali wnętrzności Jego miłości i miłosierdzia – Jego cichość, cierpliwość, pokorę, ubóstwo, umartwienie i święte posłuszeństwo, które we wszystkich Jego sprawach, a szczególniej w żłóbku i na krzyżu jaśnieją”[46].

Szósty, ostatni stopień polega na tym, „abyśmy sięgali do owego kwiatu Ewangelii, do heroicznych cnót Jego, żebyśmy się radowali, gdy nam czego nie dostaje, gdy nas upokarzają i nami gardzą, gdy doznajemy wielu cierpień duszy lub ciała, gdybyśmy np. na wzór św. Ojca kilka chorób ustawicznie mieli lub różne ciężkości pokuty i smutki cierpieli. I ten to jest ideał, do którego nas wzywa ta matka nasza, Zakon Seraficzny, ten jest obraz, który w nas ukształtowany widzieć pragnie i do czego zdąża rodząc nas ciągle, abyśmy w każdym miejscu i czasie przedstawiali żywy obraz Chrystusa, czy to modlącego się, czy z ludźmi przestającego, czy to posłusznego, czy to upokorzonego – aby i Ojciec Niebieski w nas Syna swego poznawał i miłośnie na nas spoglądał i ludzie patrząc na nas z naszych słów, z naszej postawy i naszego przestawania i uczynków przychodzili do poznania, kochania i uwielbienia Boga”[47]. Powyższe 6 stopni sugeruje postęp duchowy od unikania grzechu poprzez poskramianie namiętności i złych skłonności do kształtowania w sobie pełnej postawy, tak zewnętrznej, jak i wewnętrznej, która byłaby obrazem Chrystusa realizowanym w czynnej miłości i heroicznej postawie znoszenia przeciwności[48]. Do ukształtowania powyższego obrazu Chrystusa potrzebne są pewne środki. Są nimi wszelkie praktyki, jakie spełnia się w zgroma­dzeniach. Służą temu wszystkie modlitwy, a zwłaszcza rozmyślania, czy­tania duchowne, nauki, wyznanie win, napomnienia przełożonych i ko­rzystanie z ich rad. Ważne miejsce zajmuje sakrament pokuty, a szcze­gólnie codzienna Komunia św. Istotnym środkiem są także rekolekcje, odnawianie ślubów zakonnych oraz przykład osób dłużej trwających w życiu zakonnym [49].

Ogromną rolę w naśladowaniu Chrystusa widzi bł. Honorat w składaniu ślubu dozgonnej czystości. Poleca, aby siostry go sobie ceniły – ponad zaszczytne urzędy[50]. W życiu zakonnym ukrytym ślub ten pozornie może wydawać się trudniejszy do zachowania, gdyż jest się narażonym na większe pokuty. Pozostawanie jednak w ciągłych okazjach do grzechu uodparnia siostry i pozwala im owe pokusy pokonać[51].

Przykładem zachęty do zachowania cnoty czystości jest postawa Matki Bożej oraz św. Józefa, którego o. Honorat nazywał stróżem czystości[52]. Przede wszystkim jednak Błogosławiony zachęca do naśladowania Chrystusa w Jego cichości, ubóstwie, umartwieniu, które zostały ukazane człowiekowi w sposób zrozumiały w Tajemnicy Wcielenia[53].

Następny etap naśladowania Chrystusa, widział o. Honorat w dobrowolnym i spokojnym podejmowaniu cierpienia[54]. Cierpienia dla Chrystusa uważa o. Koźmiński za wielką łaskę, za którą trzeba dziękować Bogu[55]. Jednocześnie podkreślał, że cierpienie wiąże się nierozłącznie z życiem ludzkim, w tym także z zakonnym, stąd też należy uczyć się chrześcijańskiego przeżywania cierpień, gdyż spełnia ono szczególną rolę oczyszczającą na drodze życia wewnętrznego[56]. Doświadczenie cierpienia uważał za konieczne do zbawienia. Jego miara odpowiada wielkości chwały, jaką Bóg przygotował dla każdego człowieka w niebie. Znoszone z poddaniem Bogu jest najpiękniejszą medytacją. Wolno jednak prosić Boga o odjęcie cierpienia, o ile zgodne to jest z Jego wolą. Przyczynę zaś cierpień należy upatrywać w oczyszczeniu duszy, uwolnieniu od czyśćca lub w zdobyciu zasług na wyższy stopień świętości. Pomocą do właściwego przeżywania cierpień jest postawa świadomego ofiarowania Bogu własnych cierpień. Łączenie bólu z boleściami Pana Jezusa oraz praktykowanie nabożeństwa do Matki Bożej Bolesnej, które prowadzi do Chrystusa, ułatwia tę postawę chrześcijańskiego przeżywania cierpień, które stają się wówczas zasługujące dla cierpiącego i dla innych[57].

Pragnienie świętości przez naśladowanie Chrystusa to osobiste pragnienie o. Honorata i życzenie pod adresem osób, którymi kierował[58].

Wychowanie do modlitwy

Życie zakonne, któremu o. Honorat nadał nowe formy, było oparte na duchowości franciszkańskiej, która na pierwszym miejscu stawia własne uświęcenie, a następnie pracę dla innych ludzi[59]. Szczególnie podkreśla wartość modlitwy wspólnotowej[60].

Wobec powyższego założenia ważną sprawą dla bł. Honorata było wychowanie do modlitwy. Ale daleki był od krępowania sióstr zobowiązaniem do wypełniania konkretnych modlitewnych ćwiczeń. Polecał wybieranie tych, które były możliwe do zrealizowania, licząc się z obowiązkami sióstr[61]. Mimo przekonania, że ćwiczeń duchownych nie da się pogodzić z obowiązkami apostolskimi[62], uważał je nie tylko za możliwe, ale za konieczne w życiu zakonnym. Sam był człowiekiem modlitwy i wierzył w jej skuteczność. Przykładem tutaj może być rada dana jednej z sióstr po śmierci jej matki, zawarta w zdaniu: „Jedno Zdrowaś więcej Matce pomoże niż te wszystkie głupie łzy”[63].

Wychowanie do modlitwy obejmuje według o. Honorata wierne wykonywanie wszystkich swoich obowiązków. Akcentuje potrzebę wierności modlitwie, rozmyślaniu, rachunkowi sumienia oraz radom ewangelicznym[64]. Trudności w modlitwie należy znosić cierpliwie i pokornie, a opuszczenie przez ludzi jest okazją do naśladowania opuszczenia Jezusa w Ogrójcu[65].

Pozbawienie pomocy duchowej, trudności przy spowiedzi – na jakie skarży się jedna z sióstr – będące przyczyną pesymistycznego usposobienia, przeżyte z poddaniem się woli Bożej, są stanem oczyszczenia duszy prowadzącym do wyższego stopnia modlitwy i głębszego zjednoczenia się z Bogiem[66]. Wewnętrzne usposobię, z jakim spełnia się praktyki religijne, nie odgrywa zasadniczej roli w postępie życia duchowego; decydująca jest wytrwałość i sumienność w ich wypełnianiu[67]. Dlatego nawet modlitwa, pełna oschłości i rozproszenia nie może być zaniedbywana i zastępowana innymi zajęciami zewnętrznymi. Taka modlitwa, z której człowiek jest niezadowolony, może przynosić większą chwałę Bogu, a dla modlącego może być drogą oczyszczenia i postępu duchowego. Stąd nie należy opuszczać modlitwy, choćby czuło się do niej niechęć. Szczególnie modlitwy wspólnotowej[68].

Z tego, co powyżej powiedziano, wynika, jak wielką rolę do spełnienia w życiu wewnętrznym przypisywał o. Honorat modlitwie. Ujmował jej wartość w wymiarze ontycznym, dlatego nie łączył jej z osobistym przeżyciem, ale polecał jej praktykę zawsze i to w łączności z innymi czynnościami, gdyż w niej widział źródło postępu duchowego[69].

Wychowanie do apostolstwa

Bł. Honorat tworząc nowe zgromadzenia był często pytany o relację między zadaniami apostolskimi a modlitwą. Uważał, że apostolstwo jest wyznaczone przez cel, dla jakiego powstało zgromadzenie[70]. Dlatego o. Koźmiński pragnął życiu zakonnemu nadać nowe formy działalności. Na pierwszym miejscu stawiał jednak osobiste dążenie do doskonałości, a na drugim pracę apostolską. Założenia te były zgodne z duchem zakonu św. Franciszka[71]. Mimo to nie chciał obciążać zbytnio ilością obowiązków apostolskich, np. względem chorych. Albowiem w praktykach religijnych widział źródło radości wewnętrznej[72]. Aby apostolstwo było skuteczne i spełniło swój cel, jakim jest krzewienie dobra wśród ludzi, nie można oddawać się jedynie działalności zewnętrznej ze stratą dla osobistego postępu w doskonałości. Trafne wydają się w tym kontekście słowa skierowane do Matki Anny Bielskiej: „[…] Niech Matka nie myśli, że ćwiczeń duchownych nie można pogodzić z zajęciami życia czynnego, tylko niech myśli, jak urządzić to wszystko, żeby pogodzić”[73]. Stąd też zachowanie hierarchii wartości wykonywanych czynności a wierność duchowi zgromadzenia – to pierwsze zadanie i pierwszy obowiązek wszystkich członkiń. Trzeba bowiem odznaczać się duchem głębokiej pobożności, by można go było rozsiewać i budzić wokół siebie[74].

O. Koźmiński nie narzucał siostrom ćwiczeń modlitewnych, ale proponował wypróbowywać i osądzać, czy będą one możliwe do wypełnienia – i czy nie będą kolidować z podjętymi zajęciami. Po wspólnej naradzie chciał jedynie znać podjętą decyzję[75]. Postulował również, by między czasem na modlitwę a czasem na prace domowe i uczynki miłosierdzia istniała równowaga. Nie można zaniedbywać działania apostolskiego, należy jednak pamiętać, że jego wartość równie płynie z kontaktu z Bogiem na modlitwie[76]. W niej też – iw przykładzie osobistego życia[77] – widział podstawę apostolstwa słowa. Zwracał przy tym uwagę, że w kształtowaniu takiej właśnie postawy „więcej znaczy pokora, niż mądrość tego świata”[78].

OBOWIĄZKI OSOBY KIEROWANEJ WZGLĘDEM BOGA

Kierownictwo duchowe jest dobrowolną współpracą dwóch osób. Jedną z nich jest kierownik duchowy, o którym była mowa wyżej. Drugą jest osoba kierowana. By wysiłek podjęty przez kierownika duchowego mógł być owocny, winien on napotkać odpowiednie warunki u osoby kierowanej, tak wobec Boga, jak i wobec człowieka – kierownika duchowego. Interesuje nas relacja osoby kierowanej względem Boga, jak ma się ona ustosunkować wobec woli Bożej oraz jaką ma przyjąć postawę życiową.

Szukanie woli Bożej

Osoba podążająca do świętości zawsze ma na uwadze i pragnie pełnić wolę Bożą. Świadom tego był o. Honorat, ponieważ taką postawę proponował tym, do których kierował swoje listy. Dlatego w odezwie na uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego pisze, że siostry pełnią wolę Bożą, jeśli przestrzegają porządku życia wspólnego, i mogą podobać się Bogu, jeśli są tam, gdzie Bóg chce, i robią to, co On chce[79].

Szukanie woli Bożej realizuje się wówczas, gdy człowiek zdolny jest oderwać się od dotychczasowych przywiązań. Należy więc na pierwszym miejscu pozbyć się miłości własnej i wszystkich pragnień związanych z własną osobą, wszystkich dotychczasowych upodobań i naturalnych skłonności do otaczającego nas świata, gdyż dopiero po całkowitym oczyszczeniu się z samego siebie, człowiek jest zdolny otworzyć się na Boga, zrozumieć Jego wolę i pełnić ją w swoim życiu. Taka postawa prowadzi do zjednoczenia z Bogiem[80]. Jest to niewątpliwie bardzo trudne i o. Honorat napisze do jednej z sióstr: „Widzę, że ty dotąd opuściłaś wiele, ale nie opuściłaś siebie samej. Złóż się przeto na ofiarę Pana Jezusa na nowo i wyrzeknij się wszelkiej próżności z własnej woli”[81].

Ta postawa całkowitego zapomnienia o sobie jest dopiero źródłem wewnętrznej radości i dowodem odczytania i realizowania planów Bożych w życiu. Pełnienie woli Bożej połączone jest z osobistą ofiarą i o. Honorat porównuje to nawet do ukrzyżowania, gdy pisze: „Być ukrzyżowaną, to znaczy mocno się przybić do woli Bożej – gwoździami bojaźni, nadziei i miłości – Ubóstwa, Czystości i Posłuszeństwa – w taki sposób, aby cię nic oderwać nie mogło od twego powołania w służbie Pańskiej”[82]. Taka postawa wierności powołaniu Bożemu i zjednoczeniu z Nim w Komunii sakramentalnej zaspokaja ludzkie pragnienie i daje poczucie szczęścia, gdyż człowiek jest zawsze zjednoczony ze źródłem szczęścia – Bogiem[83].

Wierna służba Bogu – mimo osobistego odczucia obojętności i niezadowolenia, płynąca stąd postawa szukania woli Bożej, by zawsze móc ją spełniać, a w życiu jedynie to czynić, co Jemu się podoba – to dopiero przejaw właściwej postawy wobec Boga[84].

Odczytywanie woli Bożej, zdaniem bł. Honorata, powinno przejawiać się także w sposobie prowadzenia rozmów, w zajęciach dnia codziennego, jak spożywanie posiłków i wypoczynek. Całe życie bowiem ma być oddawaniem chwały Bogu[85]. Osoby Bogu poświęcone w życiu zakonnym mają widzieć również wolę Bożą w przepisach reguły i ustawach zakonnych oraz w woli przełożonych; powinny we wszystkim przejawiać wielkie posłuszeństwo, a unikać tego, co odwodzi od wierności przepisom życia wspólnotowego[86].

W życiu duchowym – pisze o. Honorat – nie dostrzegamy często żadnego postępu, a praca nasza zdaje się być bezowocna. Takie odczucie jest też okazją ukazania naszej wierności Bogu przez nieustanne nawiązywanie kontaktu z Nim; jest to osobiste przygotowanie, by móc pełnić wolę Bożą w kontaktach z innymi ludźmi[87].

Zaufanie Bogu

Człowiek zwraca się do Boga i przedstawia Mu wiele problemów życia, oczekując pomocy w ich rozwiązywaniu. Przede wszystkim jednak trzeba zaufać Bogu w sprawie zbawienia. Ma ono uzasadnienie wówczas, gdy rodzi się w człowieku poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Zapłatą za pracę i cierpienia jest szczęście wieczne, dlatego z całym spokojem trzeba powierzyć Bogu swoją przeszłość i przyszłość, pisał o. Honorat do M. Angeli Truszkowskiej u schyłku jej życia[88]. Zawsze trzeba ufać Panu Bogu, bo On jest w stanie użyć pewnych środków do wypróbowania człowieka w pokorze i posłuszeństwie, usunąć zbędne przywiązania i troskę o przyszłość, jeśli one przeszkadzają w spełnianiu Jego woli: „Porzuć się zupełnie na wolę Boga, który najlepiej wie, co, ile i kiedy ci jest potrzebne”[89]. Dlatego należy bardziej Jemu ufać, niż szukać osobistego zadowolenia w dążeniu do wyższych stopni doskonałości.

Należy pamiętać, że świętość zakonnicy polega na bezustannej ofierze z siebie i ze swoich pragnień, na całkowitym oddaniu się Bogu we wszystkim z ufnością, że wszystko, co nas spotyka, od Niego pochodzi. Także każde pragnienie uczestnictwa we Mszy czy obecność na adoracji Najświętszego Sakramentu jest Mu miłą ofiarą, a poddanie się Jego woli, gdy pragnień spełnić nie możesz, podwaja tę ofiarę. To jest najprostsza droga do uświątobliwienia[90]. Całkowite ofiarowanie Bogu swego życia i swych pragnień jest dowodem zaufania ze strony człowieka i najkrótszą drogą do świętości. Wymaga to jednak pracy nad sobą, wierności podjętym zobowiązaniom i całkowitego zaufania Bogu nawet w niepowodzeniach i upadkach w życiu wewnętrznym, gdyż upadek nie może być przyczyną zwątpienia, ale ma mobilizować do upokorzenia, żalu i jeszcze większej pracy nad sobą, a przede wszystkim całkowitego zaufania Miłosierdziu, bo „upokarzać się i żałować potrzeba, ale nigdy na duchu nie upadać, nigdy nie wątpić, nigdy nie przestawać ufać Bogu”[91]. Jednej z sióstr skarżącej się na oschłości o. Honorat przytacza to, co Pan Jezus powiedział św. Gertrudzie, modlącej się za uciśnioną duszę: „Chciałbym, aby wybrani moi nie uważali mnie za takiego okrutnego, ale wierzyli, że uważam to za dobre, nawet za lepsze, jeżeli ktoś własnym nakładem mi służy, to jest, jeżeli będąc pozbawionym smaku pobożności, nie usta je w posłuszeństwie i ćwiczeniach, ufając łaskawości Bożej, że to z upodobaniem przyjmuje”[92].

Obowiązek wypracowania świętości, jaki spoczywa na zakonnicy, musi opierać się na dobroci Bożej, musi zakładać tę głęboką wiarę, że Bóg kocha każdego człowieka. Przekonanie to jest podstawą postępu duchowego, rodzi radość wewnętrzną, swobodę ducha i czyni nas miłymi Bogu. Zaufanie w trudnościach, gdy rodzi się oschłość i wstręt, gdy przychodzą pokusy i zniechęcenia, jest dowodem dojrzałości, gdyż łączy się to z osobistą ofiarą własnego cierpienia i zwątpienia, a domaga się złożenia całej nadziei w Bogu[93]. Dlatego o. Honorat powie wyraźnie: „Nie lękaj się pokus, bo Pan Jezus jest z tobą i nie zostawi cię samej. On będzie twoją siłą. Nie pragnij śmierci. Nie bój się cierpień fizycznych. Nie rozpaczaj nigdy. Choćbyś często upadała na duchu, nie trać ufności, spowiadaj się szczerze i wróci ci dawny pokój i zapał w służbie Bożej. Nie poddawaj się nigdy smutkowi, ale bądź wesoła, jak przystoi na oblubienicę Króla niebieskiego”[94].

Zupełne poddanie się woli Bożej – zdaniem o. Honorata – rodzi postawę wdzięczności za wszystkie wydarzenia życia, w tym także cierpienia fizyczne, gdyż daje to sposobność okazania „mężnej miłości” i ducha prawdziwej pobożności oraz uczy odnajdywania we wszystkim woli Bożej”[95].

O. Honorat był świadomy trudności życia zakonnego, dostrzegał ludzką złośliwość, ale wtedy właśnie nakazywał penitentkom bezgraniczne zaufanie Bogu i okazywanie wewnętrznej radości z ofiary Jemu złożonej, gdyż cokolwiek „dzieje się z Tobą w zakonie, z woli Boskiej się dzieje i zawsze ma na celu dobro twej duszy i postęp duchowy, a zarazem oczyszczenie z wad nieodłącznych od ludzkiej nędzy”[96].

Drogi życia duchowego bywają niezrozumiałe i trzeba wówczas ufać Bogu z zupełnym poddaniem się Jego woli, gdyż wtedy dopiero widać, że tylko oparcie na Bogu daje niezawodną rękojmię postępu na drodze świętości[97]. Kto raz zdecydował się i wybrał życie zakonne, pozostaje mu jedynie poddać się woli Bożej, być w pełni posłusznym i trwać wiernie w powołaniu, gdyż zaparcie się, przełamywanie siebie jest pewną drogą do świętości[98].

To zawierzenie Bogu ma obejmować całość życia, wszystkie jego wymiary. Matce Angeli Truszkowskiej skarżącej się na brak duchowej opieki w zgromadzeniu pisze, że widzi w tym znak woli Bożej i, aby ją podbudować, przytacza słowa, jakie Bóg skierował w podobnej sytuacji do św. Franciszka: „Człowieku, czego się turbujesz, to nie twoje, ale moje dzieło. Ty jesteś tylko narzędziem działającego i piórem piszącego”[99].

OBOWIĄZKI OSOBY KIEROWANEJ WOBEC KIEROWNIKA DUCHOWEGO

Aby kierownictwo duchowe mogło się realizować, osoba poddająca się kierownictwu winna przedstawiać sprawy sumienia szczerze i z zaufaniem. Dlatego teraz należy zająć się obowiązkami i postawą osoby kierowanej wobec kierownika duchowego.

Posłuszeństwo

O. Koźmiński doceniał wpływ kierownika duchowego na formację wewnętrzną w zgromadzeniach, jak również świadomy był ogromnego zapotrzebowania zakonnic na mądre rady osób światłych i życzliwych. Należy tutaj zaznaczyć, że to posłuszeństwo opierało się na wierności powołaniu i przepisom życia wspólnotowego, których dobrowolne przyjęcie domagało się, aby „z prostotą spełniać wszystko, co ustawy przepisują, a wystrzegać się wszelkiego krytykowania” [100].

Sytuacja o. Honorata była w tym względzie wyjątkowa, gdyż był on założycielem, licznych zgromadzeń żeńskich i równocześnie kierownikiem duchowym wielu sióstr, także przełożonych, z powstających wspólnot zakonnych. Osobom kierowanym przez siebie stawiał pewne wymagania. Na pierwszym miejscu domagał się dobrej woli w przyjmowaniu rad, a gotowość pełnienia stawianych wymagań uważał za podstawowy warunek skuteczności kierownictwa[101]. Będąc założycielem tych zgromadzeń, domagał się niejednokrotnie posłuszeństwa wówczas, gdy napotyka penitentkę o skrupulatnym usposobieniu. Stwierdza, że jej spowiedź była dobra i nie należy robić nigdy poprawek po żadnej spowiedzi, nawet gdyby wydawało się jej, że coś ważnego zostało opuszczone. W takiej sytuacji posłuszeństwo spowiednikowi uważa za konieczny warunek, gdyż tylko ono może doprowadzić do świętości. W tym wypadku domaga się całkowitego zaufania do doświadczenia kierownika duchowego[102].

Posłuszeństwa żądał od podwładnych, a w jednym z przemówień okolicznościowych mówił: „Nie dowierzajcie, siostry, doświadczeniu waszemu, lepsze posłuszeństwo nad doświadczenie i mądrość. Choćby kto najmądrzejszy był i najuczciwszy, i najbardziej w kierowaniu innych doświadczony, siebie jednak prowadzić nie może i zginąłby, gdyby chciał sobą kierować. Zdaje się tobie, że ty wiesz lepiej, czego ci potrzeba, niż przełożeni, złudzenie to niebezpieczne bardzo. Chociażbyś była mądrzejsza od przełożonych, to nic nie dowodzi, bo to jako przełożeni, a nie ty, mają łaskę od Boga do kierowania tobą, której tobie nie dano. Spuść się na przełożonych. Bóg cię tą drogą doprowadzi do świętości”[103].

Posłuszeństwo okazywane woli przełożonych jest kontynuacją posłuszeństwa woli Bożej, gdyż za taką interpelacją zdają się przemawiać słowa traktujące o łasce stanu, jaką otrzymują od Boga wszyscy pełniący posługę kierowania innymi. Za tą interpretacją na innym miejscu kontynuuje myśl, gdy pisze: „Bądźże posłuszna przełożonym swoim we wszystkim, co nie jest wyraźnym grzechem, bądźże posłuszna umysłem, sercem dla Jezusa i naśladując posłuszeństwo Jezusa posłusznego aż do śmierci, a śmierci krzyżowej”[104].

Życie zakonne wymaga czasem posłuszeństwa doskonałego, szczególnie, gdy przełożeni nie stoją na wysokości zadania, ale wówczas właśnie rodzi się sposobność okazania heroicznej postawy posłuszeństwa[105]. Za tą interpretacją przemawiają wprost słowa o. Honorata skierowane do jednej z zakonnic Sióstr Franciszkanek od Cierpiących, w których każę uważać zawsze przełożoną „jako zastępującą Boga”[106].

O. Honorat Koźmiński pełniąc funkcję kierownika duchowego traktował ją jako formę doradzania. Rady jego odwołują się stale do wolności wyboru osoby zainteresowanej, liczą się z powołaniem, jak również z ustawami zakonnymi. Natomiast wobec przełożonej, która pełni rolę kierownika duchowego w połączeniu z zewnętrznym zarządem, domagał się posłuszeństwa, a słowa „upominam Cię, abyś była wierna powołaniu i posłuszniejsza przełożonym”, zdają się być dewizą, którą często kierował pod adresem swych penitentek[107].

Szczerość i zaufanie

Aby nastąpiło głębsze zrozumienie, a kierownictwo wydało lepsze owoce, konieczna jest szczerość i zaufanie ze strony osoby kierowanej. Zaufanie umożliwia szczerość i pozwala otworzyć się przed kierownikiem[108].

O. Honorat pisze, że kontakt osoby kierowanej z kierownikiem duchowym wyklucza jakikolwiek przymus, w tym także moralny, a zakłada dobrą wolę, a nawet zdaje się zostawiać inicjatywę penitentkom, które mają otwierać się ze swymi problemami[109].

Ta postawa całkowitej szczerości w przedstawieniu swoich problemów jest korzystna przede wszystkim dla samej penitentki, gdyż daje ona spokój sumienia[110], a jeśli poparte to jest pokornym poddaniem się kierownictwu przełożonych z całkowitym ujawnieniem swoich trudności, a nawet myśli, to rodzące się stąd zaufanie jest najlepszym gwarantem pokonania szatana i postępu duchowego[111].

Przedmiot tego otwierania się przed przełożonymi nie dotyczy materii sakramentu pokuty, gdyż jest to niedopuszczalne, lecz odnosi się do szczerego wyznania win przeciw przepisom zakonnym. Szczerość w wyznaniu tych win i spokojne przyjęcie upokorzeń za te uchybienia jest według o. Honorata dowodem wyrobienia wewnętrznego i skutecznym środkiem na drodze ku świętości[112], a także pozytywnym przejawem powołania zakonnego[113]. Zachęcając do takiego zaufania przełożonej każę ją uważać za tę, która zastępuje Boga[114] a także zaufać kierownikowi duchowemu, jako znawcy życia wewnętrznego i „przewodnikowi, którego obowiązkiem jest nie tłumaczyć, dlaczego tędy lub owędy przejść wypada, ale pilnować, żeby z drogi prawdziwej nie zboczyć, żeby dusza coraz więcej a więcej w pokorze i zaparciu siebie postępowała”[115].

O. Honorat uważa nawet, że pełne zaufanie okazywane przełożonym i mistrzyni nowicjatu upoważnia siostry do zupełnego przedstawienia swoich problemów, i to do takiego stopnia, że „wolno ci powtarzać rzeczy ze spowiedzi przed Matką, o ile to potrzebne do twego uspokojenia”[116], gdyż daje to pewność postępowania właściwą drogą i staje się wartością zasługującą u Boga[117].

Według materiału zawartego w listach trudno odpowiedzieć, jaka zachodzi różnica między kierownictwem duchowym a kompetencją przełożonych, gdyż o. Honorat był założycielem tych zgromadzeń i kierował nimi do 1908 r., stąd wiele sióstr korzystających z jego posługi okazywało mu całkowite posłuszeństwo jego przełożonemu. Trzeba jednak zaznaczyć, że uznawał kompetencje przełożonych poszczególnych zgromadzeń i nakazywał im posłuszeństwo. Wydaje się, że o. Honorat dostrzegał różnice pomiędzy kompetencjami kierownictwa duchowego oraz kompetencjami przełożonej, która posiadała również władzę w zakresie zewnętrznym.

ŚRODKI KIEROWNICTWA

Kierownictwo duchowe praktykowane przez o. Koźmińskiego dokonywało się – jak już wiemy – w konfesjonale przez osobisty kontakt w rozmowach oraz przez kontakt listowny. Ta ostatnia praktyka była jedną z bardzo ważnych form pracy, o czym świadczy bogata korespondencja, która zachowała się do naszych czasów. Interesuje nas, co o. Honorat proponował w listach swoim penitentom jako środek postępu duchowego, co nakazywał, a co zalecał w praktyce życia wewnętrznego.

Sakrament pokuty

W jednym z listów kierowanych do sióstr felicjanek o. Honorat mówi o niewinności życia i czystości sumienia jako pierwszorzędnym zadaniu. Utrzymuje się je przez częste i godne korzystanie z sakramentów świętych[118]. Można sądzić, że autor listu miał na myśli głównie sakrament Eucharystii i pokuty, gdyż oczyszczają one z grzechów i umacniają na drodze do doskonałości. Praktyka bowiem częstej spowiedzi, która była wówczas przejawem pobożności, umożliwiała przystępowanie do Komunii św. i równocześnie była formą systematycznej walki ze złem tkwiącym w naturze człowieka. Stąd spowiedź tygodniowa to konieczność, a jeśli penitent odczuwa potrzebę, powinien przystąpić po raz drugi, a dla niektórych osób, na krótki okres czasu, należy zezwolić na codzienna praktykę sakramentu pokuty. Spowiednikiem zaś jest ten, który otrzymał na to specjalną misję kanoniczną, co ważne jest zwłaszcza w początkowym okresie życia zakonnego. W późniejszym okresie siostry mogą otrzymać co jakiś czas pozwolenie na spowiedź u innego kapłana[119]. Przełożona danego domu miała prawo pozwalać na częstszą spowiedź niż jeden raz w tygodniu oraz na odprawienie jej u innego kapłana[120]. Na spowiedników polecał o. Honorat wybierać „dobrych i gorliwych” kapłanów, jak pisał do swojej córki duchowej, tercjarki Marii Górskiej[121].

Wśród rad odnoszących się do sakramentu pokuty znajduje się również i ta, aby spowiadać się z pokus, choćby się na nie nie zezwalało, ponieważ wyznanie trudności zabezpiecza nas od upadku. Jeśli natomiast nie byłoby to wyznawane, następne przeciwności mogłyby prowadzić do zniechęcenia w życiu zakonnym, a nawet upadku. Chociaż z drugiej strony stan zniechęcenia może być zasługującym, o ile w tych trudnościach szukamy Boga i spełnienia Jego woli, a nie własnego zadowolenia[122].

O. Honorat nie zobowiązuje do wyjawienia przed spowiednikiem wszystkich myśli niestosownych, jakie szatan podsuwa[123]. Prawdopodobnie w tym wypadku ma do czynienia z osobą kierowaną przez przełożoną, przed którą należy wyjawiać takie myśli. Taką interpretację nasuwa nam myśl zawarta w innym liście, zalecająca spowiedź krótką[124].

Mówiąc o sakramencie pokuty warto choćby wspomnieć, jak rozumiał o. Honorat cnotę pokuty. Nie polega ona, według niego, na wyniszczaniu zdrowia dodatkowymi praktykami pokutnymi, ale na zachowaniu wszystkich przepisów[125]. Zapewne chodzi o wierność codziennym obowiązkom; to jest podstawowym przejawem postawy pokutnej.

Utrzymywanie ciągłego kontaktu z Bogiem przez czyste sumienie, a w razie potrzeby częste i dokładne wyznanie grzechów i uchybień, zdają się sugerować, jak ważną rolę spełniał sakrament pokuty w kierownictwie o. Honorata[126].

Praktyki pokutne

O. Koźmiński doceniał również rolę praktyk pokutnych w postępie duchowym. Mogą być rozumiane jako umartwienie, gdyż przyczyniają się do oczyszczenia z grzechów, zachowania od upadków oraz umożliwiają rozwój cnót[127]. O. Honorat uznawał również profilaktyczną wartość praktyk pokutnych, tak samo cielesnych, gdyż w jednym z listów do osoby świeckiej zezwala w poważniejszych trudnościach na stosowanie dyscypliny. Poleca także umartwienie dotyczące snu i jedzenia[128]. Zwraca przy tym uwagę na to, by umartwienia były podejmowane po uzgodnieniu ich ze spowiednikiem. Poucza także, iż formą umartwienia jest zachowanie ślubu ubóstwa i znoszenie przeciwności dnia codziennego[129]. Sam ślub czystości jest nieustannym aktem, w którym „składa się na ofiarę swoje ciało z jego zmysłami, ofiarując się na ciągłe ich umartwienie, na powściąganie i ujarzmianie namiętności, wyrzekając się wszelkiej rozkoszy w innym stanie godziwej. Również przez czystość składa na ofiarę swoje serce ze wszystkimi jego uczuciami, odrywając je od wszystkich drogich osób i powiązań rodzinnych i światowych, a poświęcając się na kochanie Boga i tych, z którymi miłość Boska go złączy” [130].

Wymieniając cztery rady do uświęcenia, o. Honorat podaje w nich zalecenie cierpliwego znoszenia współtowarzyszek, co nie zawsze było łatwym przedsięwzięciem, a czwarta rada, by „ustawicznie się umartwiać w pogodzie twarzy – pokoju duszy z weselem w Bogu”, wskazuje na wartość praktyk i płynącą z nich radość, gdy są podejmowane w łączności z Bogiem i dla Boga[131].

Umartwienie zewnętrzne nie jest najważniejsze, ale nie można go lekceważyć, by nie upadł duch umartwienia[132]. Większą wartość ma jednak sumienne wypełnianie przyjętych obowiązków, a dopiero później umartwienie wewnętrzne rozumiane jako przełamywanie swojej woli[133]. Jako formę umartwienia wewnętrznego o. Honorat poleca ćwiczenie się w postawie miłości bliźniego[134], w uprzejmości, życzliwości, cierpliwości, wytrwałości i wyrozumiałości, do czego sprzyjającą okazją jest życie we wspólnocie zakonnej[135]. Natomiast brak umartwienia – życie bez trudów i ofiar – o. Koźmiński uważa za jedno z największych niebezpieczeństw zagrażających życiu duchowemu[136].

Pokora

Zagadnienie pokory w listach o. Honorata zajmuje sporo miejsca. Pragnął, aby jego duchowe córki odznaczały się ta cnotą. Uważa, że upokorzenia są najbardziej wartościowe dla duszy, gdyż są znakiem miłości ze strony Chrystusa. Chcąc dobrze odpowiedzieć na tę miłość, należy oddać się Bogu w pogodnym znoszeniu upokorzeń[137]. Poczucie opuszczenia przez Boga, jakiego doznaje się w życiu duchowym, jest znakiem postępu w doskonałości na wyższy stopień. Jest on stanem oczyszczenia i wyniszczenia miłości własnej i prowadzi zarazem do pełniejszego zaufania Bogu[138].

Pokora uznana – według o. Honorata – jest za bardziej potrzebną w życiu duchowym niż jakiekolwiek inne umartwienia ciała, które powinny być rozsądnie praktykowane[139]. Pewnym znakiem postępu w doskonałości jest, „gdy kto po wielu latach widzi, że nic nie postąpił, ale raczej gorszym się widzi”. Świadczy to o pokornym spojrzeniu na siebie. Człowiek dostrzega wówczas wielkość Bożej doskonałości i małość własnej postawy, przy równoczesnym uświadomieniu ogromu czekającej pracy na drodze doskonałości. Bóg zna wnętrze człowieka, ma wyrozumienie dla wad, które mogą mieć wartość zasługującą, gdy podejmuje się wysiłek ich opanowania. Znając każdą walkę wewnętrzną, boleść i dobrą wolę, jest wyrozumiały dla tych, którzy Go miłują, i uznaje zasługę tam, gdzie człowiek, mimo włożonego wysiłku, nie dostrzega postępu i czyni sobie wyrzuty[140]. Natomiast ćwiczenie się w pokorze daje pokój duszy i zapewnia pomoc Bożą, a znając siebie, swoje słabe siły, nie trzeba dziwić się upadkom, a raczej cieszyć się z upokorzeń, gdyż one dają sposobność do ćwiczenia w cnocie poprzez podejmowanie wysiłku nieustannej poprawy[141].

Pokorne usposobienie pozwala – zdaniem bł. Honorata – znosić wady innych, szanować godność każdego człowieka, kształtuje postawę bezinteresownej miłości i służby oraz uczy wybierać ostatnie miejsce i chętnie przyjmować upokorzenia[142]. Jako formę ćwiczenia się w pokorze uznaje: wyrzeczenie się własnego zdania i woli, która jest znakiem doskonalenia stanu zakonnego; przekonanie o własnej słabości, gdyż stawia nas ono we właściwej relacji do Boga; uznanie przełożonych za wyrazicieli woli Bożej, a innych sióstr za doskonalsze; obdarowywanie ich wszystkich miłością szczerą i usłużną[143].

Cnota pokory jest potrzebna nie tylko podwładnym, ale do właściwego pokierowania społecznością zakonną potrzebna jest przełożonym, oprócz światła Bożego, a z nią uległość, zaparcie, miłość, cierpliwość i wytrwałość. Przymioty te są niezbędne dla wszystkich społeczności zakonnych, a szczególnie dla tych, które żyją według zasad św. Franciszka[144]. Świadectwem realizacji tych zaleceń są słowa listu skierowanego do Angeli Truszkowskiej: „Niech Ci Bóg wynagrodzi obfitością łask swoich wszystkie trudy i przykrości, jakie przez tyle lat ponosiłaś, i niech Ci pociechami swemi zapłaci za przykład pokory i uległości, jaki córkom swoim teraz dajesz – i niech Cię coraz więcej uświęca i błogosławi”[145].

Dobrowolne pełnienie aktów pokory, pogardy, znoszenie niedostatku i cierpienia – pisze o. Honorat – są drogą postępu osobistego na drodze życia wewnętrznego oraz wyjednują miłosierdzie Boże dla świata[146]. Zaś życzenia skierowane z okazji Świąt Bożego Narodzenia są praktyczną lekcją pokory w ukazaniu małości Chrystusa i płynącą stąd nauką zaparcia się samego siebie, własnego zdania oraz ukazania roli, jaką spełnia na drodze doskonałości ufne poddanie się woli przełożonych oraz postawa prostoty, szczerości, otwarcia na przejawy dobra i czynienia dobra[147].

Natomiast przeszkodą w zdobyciu pokornej postawy jest pycha, a drogą wyzbycia się jej jest publiczne wyznanie niedoskonałości przed siostrami lub na spowiedzi[148].

Poznanie jednak swoich błędów i upokorzenie się za nie jest bardzo pożyteczne. Dlatego nawet osobom wybranym pozostawia Jezus jakieś wady, aby czuły się upokorzone, szukały Boga i Jemu ufały, a nie szukały własnej chwały. Poczucie oschłości i opuszczenia w życiu wewnętrznym jest sposobnością okazania Bogu naszej miłości w pokornym trwaniu na obranej drodze służby Bożej, gdyż On, znając ludzkie słabości i błędy, oczekuje równocześnie wysiłku, pokonywania wad, gotowy w każdej chwili przebaczyć słabości[149]. Upokorzenia bł. Honorat zaleca przyjmować jako łaskę, a nawet zaleca prosić o nie Boga, dopóki się ich nie otrzyma, co jest znakiem wielkiej przyjaźni z Bogiem[150].

Praca nad wypracowaniem cnoty pokory, podkreśla Błogosławiony, zmierza do naśladowania Chrystusa, który jest wzorem takiej postawy, sięgającej aż do wyniszczenia samego siebie. Zakonnica ma w ten sposób naśladować Chrystusa, tym bardziej, że jest to istotny rys duchowy każdej osoby poświęconej Bogu[151].

Przedmiotem naszych analiz było kierownictwo duchowe w świetle listów o. Honorata Koźmińskiego. Ta forma kierownictwa była niejednokrotnie jedyną z możliwych. O. Honorat rozumiał potrzeby społeczne, odczytywał znaki czasu w ich kontekście historycznym i swoją działalnością spieszył z pomocą zarówno narodowi, jak i jednostce.

Jego listy dają obraz działalności, jaką prowadził, i równocześnie świadczą o wprowadzaniu życia zakonnego, dotychczas zamkniętego w klasztorach, w wir życia codziennego. Torował w ten sposób drogę dla Instytutów Świeckich zatwierdzonych w Konstytucji Provida Mater Ecclesia w 1947 r. przez Piusa XII.

O. Honorat Koźmiński organizował zatem życie zakonne w nowych formach. Dokonał starań, by życie w pełni chrześcijańskie stało się obecne na wszystkich odcinkach życia „jako jedyne narzędzie odnowy świata”[152].

Ta nowa forma życia zakonnego wymagała także odpowiedniego kierownictwa duchowego. Prowadził je przez kontakt osobisty w konfesjonale i – na skutek trudności – drogą korespondencyjną. Ta druga forma stała się z czasem istotna w formacji nowo powstałych zgromadzeń.

Można powiedzieć, że listy dotyczące kierownictwa duchowego zrodziły się w konfesjonale. Odnosi się wrażenie, że pisał je jakby między jedną a drugą spowiedzią. Fernando nazywa go nawet „męczennikiem konfesjonału”, a treść listów nawiązywała nieraz do kierownictwa praktykowanego w sakramencie pokuty[153]. Motywem jego pracy w konfesjonale była świadomość obecności Chrystusa i Jego zaproszenie, by każdą duszę pozyskać dla miłości Boga[154]. Dlatego więc każdego penitenta traktował indywidualnie i delikatnie.

Dla sióstr był kierownikiem, doradcą, głównym przełożonym i niejednokrotnie jedyną nadzieją zgromadzenia. Uczył postaw życia zakonnego, pociągał swymi naukami i niedościgłą gorliwością[155].

Wnioski badań można streścić w następujących punktach:

Kierownictwo duchowe zwraca człowieka do świętości, której przykład zostawił nam Jezus Chrystus. O. Honorat to zadanie streszcza w sześciu stopniach, mówiących o unikaniu grzechu, panowaniu nad namiętnościami i złymi skłonnościami, czyli kształtowaniu w sobie postawy na obraz Chrystusa, praktykowaniu czynnej miłości i mężnym znoszeniu przeciwności. Kierownictwo ma nas tego uczyć, a pomocą na tej drodze jest dobry przykład innych, chrześcijańskie przeżywanie cierpień i nade wszystko modlitwa, której nie należy zaniedbywać nawet w trudnościach duchowych. Ona jest źródłem wszelkiej działalności apostolskiej.

Kierownictwo duchowe może być z jednej strony związane z sakramentem pokuty, a z drugiej może być środkiem kierownictwa poza sakramentalnego. Sakrament pokuty, jako środek do postępu w życiu wewnętrznym, ma dla o. Honorata – sądząc z listów – duże znaczenie, gdyż pozwala zachować kontakt z Bogiem. Prócz tego pomocne jest podejmowanie dobrowolnych praktyk pokutnych, umartwień wewnętrznych, a nade wszystko solidne wypełnianie codziennych obowiązków. Jeszcze bardziej niż praktyki pokutne o. Honorat poleca wypracowanie pokory, zarówno w relacji do Boga, polegającej na cierpliwym znoszeniu trudności życia duchowego, jak i do drugiego człowieka, przez którą kształtuje się ducha bezinteresownej miłości, służby i wyrozumiałości dla błędów innych ludzi.

Kierownictwo duchowe może pełnić kapłan, jak również przełożona konkretnej wspólnoty zakonnej. O. Honorat, kierując zgromadzeniami, formował głównie przełożone, które miały kierować swymi podwładnymi, a te zachęcał do zaufania przełożonym. Dopuszczał możliwość kierowania przez innych kapłanów, którzy doradzaliby, bronili i równocześnie byli zależni od przełożonych zakonnych. Kierownik duchowy powinien odznaczać się świętością życia osobistego i znajomością problematyki życia zakonnego, a także osobistym zaangażowaniem, pokorą, cierpliwością i wytrwałością, gdyż te wartości stwarzają atmosferę zaufania, konieczną w kierownictwie życia wewnętrznego. Dużą wagę o. Honorat przywiązywał do kierownictwa realizowanego przez przełożone; zapewniało to jednolitą formację i wypracowywało specyfikę nowo powstałych zgromadzeń. Jej kompetencje nie sięgały w sprawy sumienia. Wymagał od nich, aby odznaczały się: zainteresowaniem sprawami Zgromadzenia i pragnieniem jego dobra; umiejętnością rządzenia z łagodnością, szczerością, otwartością, miłością i wyrozumiałością; umiejętnością współżycia z ludźmi trudnymi; zainteresowaniem osobistymi potrzebami podwładnych, zdolnością doradzania i rozwiązywania trudności, prostotą w życiu codziennym oraz odwagą przyznania się do błędów.

Do skuteczności kierownictwa potrzeba odpowiedniej postawy osoby poddającej się kierownictwu, zarówno w odniesieniu do Boga, jak i kierownika duchowego. Postawa ta w relacji do Boga jest zawarta w uwalnianiu się od samego siebie i szukaniu woli Bożej, a w konsekwencji zaufaniu Bogu we wszystkich sytuacjach życiowych. Wobec przełożonej, będącej kierownikiem, obowiązuje posłuszeństwo, a kapłan – kierownik może jedynie doradzać, zostawiając możliwość wyboru zainteresowanej osobie. Kierownictwo duchowe może się odbywać jedynie w atmosferze wzajemnej szczerości i zaufania.

Studium powyższe nie wyczerpuje całości zagadnienia kierownictwa duchowego w piśmiennictwie o. Honorata. Stoją otworem badania nad kierownictwem w całej jego spuściźnie pisarskiej, a w tym szczególnie badania nad rolą i zadaniami kierownictwa poza sakramentalnego, przede wszystkim przełożonej, mistrzyni nowicjatu oraz matki duchowej. Listy zawierają również wiele materiału dotyczącego szczegółów życia nowo powstających zgromadzeń zakonnych, specyfiki ich działalności i organizacji. Dalsze badania pomogą lepiej zrozumieć wartość kierownictwa duchowego bł. Honorata Koźmińskiego.

[1]    E. Carter, Duch Święty jest obecny. Warszawa 1975 s. 153.

[2]    Tamże s. 157.

[3]    Por. W. Miziołek, Duszpasterska działalność Ojca Honorata w Warszawie w latach 1852-1864. W: „Wiadomości Archidiecezji Warszawskiej” 10-11 [1976] 310-320.

[4]    Por. J. Łaski OFMCap, Kierownictwo duchowe według o. Honorata Koźmińskiego. „Ateneum Kapłańskie” 477-478 [1988] 259-268. P. Ogórek, Kierownictwo duchowe w konfesjonale a kierownictwo wykonywane przez przełożonych, według nauki św. Teresy od Jezusa. W: Mater Spiritualium. Pr. zb. pod red. O. Filka. Kraków 1974 s. 477-496. S. Urbański, Odkrywanie wartości kierownictwa duchowego dla formacji życia wewnętrznego. „Studia Theologiea Varsoviensia 2 [1990] 114-127. Tenże, Formacja duchowa w ujęciu głównych przedstawicieli szkoły zmartwychwstańskiej. Warszawa 1988. Tenże, Etapy rozwoju życia duchowego. W. Teologia duchowości katolickiej. Lublin 1993 s. 262-306.

[5]    M. Werner OSU, O. Honorat Koźmiński, kapucyn (1829-1916). Poznań 1972.

[6]    A. Adamska, Kierownictwo duchowe SS. Felicjanek i osób świeckich w świetle listów O. Honorata Koźmińskiego. Warszawa 1974 (mps w Archiwum Wicepostulatora, Warszawa).

[7]    A. Olszewski OFMCap, Przełożona w służbie miłości (według myśli O. Honorata Koźmińskiego, Kapucyna). Brak miejsca i daty (mps w Archiwum Wicepostulatora, Warszawa).

[8]    Fernardo da Riese Pio X, Onorato Koźmiński da Biala Podlaska. Roma 1976.

[9]    Por. KK nr 32.

[10]   J. Laplace, La direction de conscience ou dialoque spirituel. Paris 1965 s. 15.

[11]   E. Schillebeeckx, Przewodnictwo duchowe. „Znak” 19 [1967] 807-818.

[12]   J. Laplace, dz. cyt. s. 15.

[13]   E. Schillebeeckx, art. art. cyt. s. 807.

[14]   Cyt. za: E. Weron, dz. cyt. s. 12.

[15]   Por. Tamże s. 8.

[16]   Por. Enciclopedia Cattolica (Vaticana). Hasło: Direzione spirituale (1950), col. 1687.

[17]   J. Laplace, dz. cyt. s. 32.

[18]   Por. E. Weron, dz. cyt. s. 12.

[19]   J. Bochenek, Zarys ascetyki. Warszawa 1972 s. 323.

[20]   G. Thils, Saintete chretienne. Precis de theologie ascetique. Ed. Lannoo Tielt 1938 (Beligue) s. 430.

[21]   Tamże s. 430.

[22]   Tamże s. 431.

[23]   Dizionario enciclopedico di spiritualita. Ed. Studium. Roma 1975. Hasło: Direzione spirituale. T. 1 s. 600.

[24]   Tamże. T. 1 s. 600-610.

[25]   Por. E. Weron, dz. cyt. s. 13.

[26]   Tamże. s. 14.

[27]   Por. Dizionario s. 610.

[28]   Por. E. Weron, dz. cyt. s. 165-166.

[29]   Por. tamże.

[30]   Tamże.

[31]   Tamże.

[32]   Por. J. Laplace, dz. cyt. s. 154.

[33]   M. Werner, dz. cyt. s. 169.

[34]   Tamże s. 172.

[35]   Cyt. za: M. Werner, dz. cyt. s. 173.

[36]   E. Muśnicka, O. Honorat z Białej, Kapucyn, 1829-1916, Jego żywot i działalność. T. 1. Kraków 1925 s. 26 nn.

[37]   „Co do umartwień, których pragniesz, również mnie pociesza, proszę cię, abyś słuchała Spowiednika i złożyła na ofiarę Bogu to święte pragnienie […]” – Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr Niepokalanego Serca Maryi nr 1310.

[38]   Por. M. Werner, dz. cyt. s. 171.

[39]   Tamże s. 172.

[40]   A. Słomkowski, Kierownictwo duchowe jako pomoc w rozwoju życia łaski. „Ateneum Kapłańskie” 57 [1958] 587.

[41]   Tamże.

[42]   Listy. T. XXI. Cz. 2. Przemówienie i życzenia na Boże Narodzenie nr 10.

[43]   Tamże nr 10.

[44]   „A zatem żebyśmy to samo co On myśleli, to samo co On czuli, to samo co On kochali, tego samego co On pragnęli, z tego samego się radowali i smucili, co Jego Serce raduje i smuci, te same intencje co On we wszystkim mieli, szukając chwały Bożej i zbawienia dusz jedynie”.

[45]   „[…] żebyśmy przeto w mowie naszej i wszystkich słowach Jego za przykład brali, żebyśmy zewnętrzną postać na wzór Jego skłonności kształtowali, żebyśmy we wspólnym pożyciu Jego pożycie z Apostołami naśladowali, żebyśmy na wzór Jego ze światem przestawali, żebyśmy wszystkie posługi nasze w podobny sposób jak On odbywali i wszystkie obowiązki w takiż sposób spełniali, żebyśmy tak jak On w cichości nauczali, w cichości napominali, niezwyciężeni będąc w cierpliwości i miłości zawsze”. Tamże.

[46]   Tamże.

[47]   Tamże.

[48]   Por. S. Bareła, Duch Święty a kierownictwo duchowe. „Ateneum Kapłańskie” 80 [1973] 122.

[49]   Por. Listy. T. XXI. Cz. 2. dz. cyt. Nr 10.

[50]   „Trzeba nadto, żebyście przede wszystkim ceniły sobie cnotę czystości ciała, serca i sumienia i we wszystkich swych zajęciach tego jednego się obawiały, aby w czymś czystość ciała lub duszy nie była na szwank narażona. I żebyście gotowe były wyrzec się zaszczytnych urzędów i zajęć, jeślibyście przez to czystość swoją narazić miały”. Pisma: B – kazania. T. XVIII. Przemówienie przy ofiarowaniu się M.B. przed obłóczynami. Seria 1, przemówienie 2. Por. także: Listy. T. XII. Cz. 4. Listy do SS. Sług Jezusa nr 456. Listy. T. XXI. Cz. 2. Przemówienia i życzenia na Boże Narodzenie nr 4.

[51]   „Co się tyczy ślubu czystości, ten w życiu ukrytym na pozór jest trudniejszy do zachowania. Ale z drugiej strony osoby zostające w ciągłych okazjach są przeciw nim ciągle uzbrojone i dlatego często bywa, że daleko rzadziej upadają niż te, które usunąwszy się od okazji i odwyknąwszy od tego czuwania przy lada trudności […] upadają. Patrząc na te dusze często przypominają się słowa św. Franciszka Salezego, «że wielkie pochodnie na wietrze większym płomieniem jaśnieją, a małe świeczki gasną, dlatego je w latarnie chowają, to jest, że często świetniejsza cnota czystości bywa w tych duszach, niżeli w tych, które w celach zakonnych się kryją»”. Pisma: 6, b – Dzieła drukowane. Wiadomość o nowych zgromadzeniach zakonnych powstałych w tym wieku w różnych krajach katolickich s. 67.

[52]   Por. Listy. T. XXI. Cz. 2. Przemówienia i życzenia na Boże Narodzenie nr 13.

[53]   „[…] To (modlitwa M. Borowskiej za O. Honorata) mnie ośmiela, żeby przy tej uroczystości B(ożego) N(arodzenia) odezwać się do Matki i przesłać jej serdeczne życzenia wszelkich łask i pociech niebieskich, a szczególnie łask naśladowania Bożego Dzieciątka w Jego cichości, pokorze, zaparciu, ukryciu, milczeniu i ustawicznej modlitwie i wynagrodzeniu Majestatowi Boskiemu za wyrządzone Mu zniewagi”. Listy. T. IV. Cz. 2. Listy do Matki Magdaleny Borowskiej nr 72. „[…] Naśladujmy Je (Boskie Dzieciątko) w cichości, pokorze, ubóstwie, umartwieniu, zaparciu i ukryciu przed światem”. Listy. T. XII. Cz. 3. Listy do Zgromadzenia Sług Jezusa nr 416. Por. także: Listy. T. XII. Cz. 3. Listy do Zgromadzenia Sług Jezusa nr 422.

[54]   „Pan Jezus na tej ziemi naprzód pracował, modlił się, nauczał i cuda miłosierdzia czynił, a w końcu cierpiał okrutną mękę: ale w tym cierpieniu była najcięższa praca, najgorętsza modlitwa, najskuteczniejsza nauka i największy cud miłosierdzia. – Tam dopiero spełnił do końca urząd Zbawiciela. Naśladowałaś Go już we wszystkim, proś Go, aby Cię nauczył teraz naśladować się w cierpieniu – przez które masz dokonać powołania swego i zleconego Ci urzędu Matki Zgromadzenia. Niech Cię On sam na to błogosławić raczy”. Listy. T. IV. Cz. 1. Listy do Matki Angeli Truszkowskiej nr 6.

[55]   „Żebyś pamiętała jaka to jest wielka łaska cierpieć dla Pana Jezusa, to byś dzień i noc dziękowała Bogu, że ci dał tyle przecierpieć w czasie wojny i że cię teraz zostawia w takim opuszczeniu, w jakim sam był w Ogrójcu i na krzyżu, gdy wołał: «Boże, czemuś mnie opuścił». Nie trwóż się i nie smuć z tych oschłości, ale ofiaruj się na nie, jak Pan Jezus mówiąc: Ojcze, jeśli można, aby ten kielich […] itd.” Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1376.

[56]   „[…] Ale gdy potrzeba się ścierać z różnymi przeciwnościami i na każdym kroku dla mojej miłości zapierać się siebie, każdemu ustępować i dobrem za zło płacić – to jest dopiero szkoła doskonałości, w której wyrabiają się dusze doskonałe, mężne, prawdziwe moje oblubienice naśladujące mnie, który podobnie dla nich cierpiałem. – Do Zakonu nie wchodzi się po to, aby szukać pokoju i słodyczy, ale po to, aby współcierpieć ze mną”. Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1371. „Szczęśliwa dusza, która się złożyła mężnie na ofiarę Bogu i na łożu boleści pozostaje jak na stosie ofiarnym i dogorywa ofiarując się miłości na wszystko, czem Panu Bogu oczyszczać się podoba […] Ofiaruj cząstkę swoich cierpień za nas wszystkich i módl się za nami teraz i gdy przyjdziesz do swego Oblubieńca, my także, jak teraz za życia tak i potem polecać cię Jego miłosierdziu nie przestaniemy”. Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Małych Sióstr N. S. M. nr 1321.

[57]   „Wszakże wiesz o tym, że do zbawienia każdego jest konieczne współcierpienie z Panem Jezusem i że w miarę tej chwały, jaka jest przygotowana każdej duszy, odpowiada też miara cierpienia […] Jak możesz się kłopotać, że nie możesz odprawiać ćwiczeń duchownych, kiedy Twoje cierpienie z poddaniem Bogu znoszone jest najpiękniejszą medytacją […] wolno ci wołać, Ojcze, oddal ten kielich, ale zaraz dodawać, ale nie moja lecz Twoja wola niech się dzieje. Dwie tylko przyczyny mogą być twych cierpień albo oczyszczenia twej duszy takie, abyś czyśćca uniknąć mogła albo aby cię jako wybraną oblubienicę bliżej siebie mógł w niebie posadzić. Dlatego radzę ci 1/ abyś dla pomnożenia zasługi codziennie Bogu ochotnie się na to wszystko ofiarowała, 2/ abyś łączyła swe boleści z boleściami Pana Jezusa, a szczególnie z tym pragnieniem, jakie miał wisząc na krzyżu, cierpieć to wszystko aż do końca świata i cierpieć jeszcze więcej, abyś ty była obdarzona łaską wytrwania, 3/ abyś miała nabożeństwo do Matki Bożej Bolesnej […]” List. T. IV. Cz. 5. Listy do różnych Sióstr imiennie oznaczonych nr 8. Do s. M. Bohdany Mazaraki.

[58]   „Niech ci Bóg zapłaci za pamięć o mojej duszy i za życzenia świętości dla mnie i dla siebie – rzeczywiście byłoby to najmilszym dla mnie wiązaniem, gdybyś mi kiedyś przysłać mogła choć początki świętości, tj. zniszczone te ludzkie uczucia niechęci, zazdrości, ziemskich pragnień, próżności, pretensji, samodzielności, despotycznego rządzenia itd., którym tak często ulegasz i które ci przeszkadzają być doskonałą córką św. Feliksa”. Listy. T. IV. Cz. 6. Listy do różnych sióstr nr 38.

[59]   „[…] zakon św. Franciszka ma ducha podwójnego: zarówno wymaga starania o własną świątobliwość i bogomyślność, jak i pracę nad bliźnimi. Wszystkim też zgromadzeniom założyłem za ideał życie połączone, przez mistyków nazwane Vita mixta. Listy. T. XIV. Cz. 6. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1040.

[60]   „Mógłbym powiedzieć, że na jedno tylko chcę zwrócić uwagę, bo życie połączone jest waszą obserwacją. Co do pierwszego, pragnąłbym w was widzieć oną pobożność regularną, tj. zakonną, pilną przede wszystkim do tego, co służby Pańskiej dotyczy, spieszącą zatem na każde wezwanie do Chóru i na każde inne wspólne ćwiczenia”. Listy. T. XXI. Cz. 3. Przemówienia okolicznościowe nr 11 (Odezwa zakonna na Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego 1892 r.).

[61]   „Ja bym wam nie chciał narzucać ćwiczeń, ale wołałbym żebyście same się wypróbowały i osądzały, co możecie przy waszych zajęciach. Więc naradźcie się o tem z M. Anielą, a potem mnie przedstawcie”. Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Małych Sióstr N. S. M. nr 131. Por. A. Olszewski, Przełożona w służbie małości (mps w Archiwum Wicepostulatora, Warszawa) s. 14.

[62]   „[…] Niech Matka nie myśli, że ćwiczeń duchownych nie można pogodzić z zajęciem życia czynnego, tylko niech myśli, jak urządzić to wszystko, żeby pogodzić”. Listy. T. IV. Cz. 3. Listy do M. Anny Bielskiej nr 2.

[63]   Por. Listy. T. VIII. Listy do SS. Służek nr 182.

[64]   „Trzeba być wierną we wszystkim, trzeba spełniać jak najakuratniej obowiązki swoje, tak małe, jak i wielkie, tak najdrobniejsze, jak najważniejsze. Trzeba modlić się dobrze i dobrze rozmyślać i rachunki sumienia odbywać wiernie i praktyki zakonne, trzeba nade wszystko wiernie spełnić rady ewangeliczne, które pełnić uroczyście przyrzekłyście”. Listy. T. XXI. Cz. 3. Przemówienie okolicznościowe nr 16 (Przemówienie na uroczystość Wszystkich Świętych). Por. E. Działa, Rozwój życia wewnętrznego. „Ateneum Kapłańskie” 66 [1963] 215.

[65]   „[…] Trudności na modlitwie i inne duchowne trzeba znosić cierpliwie i pokornie, a gdy odmawiają (ludzie) pomocy, to wierzyć, że Bóg tak chce, aby to cierpliwie znosić na uczczenie Jego oschłości, smutku i opuszczenia w Ogrójcu. Nigdy nie mówić, że trudne życie w Zakonie, bo Pan Jezus powiedział: «jarzmo moje słodkie» dla tych, którzy Go miłują”. Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1385 (do s. Rafaeli).

[66]   „Nie dziwię się, że takie niezrozumienie doprowadza cię do takiego usposobienia, jak piszesz. Nie trwóż się tym zupełnie. Pan Bóg nie jest obrażony, ale raczej jest uwielbiony, bo widzi, że teraz tylko Jego samego tam szukasz i tylko dla Niego tam idziesz. To samo rozumieć należy o onych widmach i uczuciach przy modlitwie i Komunii św., masz tam nową sposobność okazania, że nie swojej pociechy, ale Boga tylko szukasz. Jest to stan oczyszczenia, który Bóg zwykle przypuszcza na duszę, gdy ją chce do reszty wyniszczyć z wszelkiego w sobie zaufania i rozumienia o sobie, gdy chce ją do głębi upokorzyć, a przez to uczynić sposobną do udzielenia jej wyższego stopnia modlitwy i do zjednoczenia ze sobą. Do tego samego odnosi się pewno i to uczucie, jakiego doznajesz do jednej siostry, bo Bóg chce, żeby dusze w Nim samym znajdowały wszystko […] Nie bój się moja siostro. Stan twój pociesza mnie bardzo. To niszczenie twojej duszy jest właśnie wyrobieniem jej, to malenie nieufania jest właśnie warunkiem głównym do udzielania się łaski Boskiej, który na małe spogląda i do nich się zniża”. Listy. T. IV. Listy do SS. Felicjanek. Cz. 8. Listy do różnych sióstr imiennie nieoznaczonych nr 27.

[67]   „Słusznie oceniasz za postęp duchowy, gdy czujesz pociąg do posłuszeństwa, tylko trzeba być, wytrwałą w tej rzeczy. Nie trzeba się silić na jakieś niezwykłe usposobienie w ćwiczeniach duchownych i niewiele uważać na to, czy z zapałem, czy z oschłością je spełniasz, byle być wierną w ich dopełnianiu w swoim miejscu i czasie”. Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1339.

[68]   „Proszę nie przedkładać zajęć swoich nad modlitwę, chociażby w niej więcej czuło się oschłości i rozproszenia – raz na zawsze powiadam, że to jest pokusa – że modlitwa taka jest Bogu najmilsza, kiedy człowiek z niej niekontenty […] Wszakże choć czujesz niechęć do modlitwy, nie zaniedbujesz jej, a nawet wspólnej, choć byłaś od niej już prawie zwolnioną”. Listy. T. IV. Cz, 1. Listy do M. Angeli Truszkowskiej nr 1.

[69]   Por. A. Słomkowski, art. cyt. s 83. S. Bareła, art. cyt. s. 126.

[70]   Przez apostolstwo przykładu – dobre wykonanie obowiązków religijnych i zawodowych – członkowie zgromadzeń o. Honorata mieli odnawiać obyczaje w duchu Ewangelii. Por. Święty Franciszek Seraficki. Jego życie, wielkie dzieła, duch, dary, pisma i nauki i ich odbicie w naśladowcach jego. T. II. Warszawa 1902 s. 406. Jest to zgodne z pojęciem apostolstwa u pierwszych chrześcijan, którzy głosili Ewangelię całym swoim życiem. Por. S. Miecznikowski, Apostolstwo – istotna cecha życia zakonnego. „Ateneum Kapłańskie” 70 [1967] 308.

[71]   „Mnie zaś pierwiastkowo nie o to (stowarzyszenie) chodziło, ale o życie zakonne, aby nie ustało, o dusze poświęcone Bogu i dążące do doskonałości. Wierzyłem w to, że takich dusz Bóg pragnie i one są konieczne do zbawienia kraju, choćby całe życie w klauzurze żyły – dopiero drugorzędnym celem stała się praca nad społeczeństwem. Po wtóre – zakon św. Franciszka ma ducha podwójnego: zarówno wymaga starania o własną świątobliwość i bogomyślność, jak i o pracę nad bliźnimi. Wszystkim też (zgromadzeniom) założyłem za ideał życie połączone, przez mistyków nazwane vita mixta […]” Listy. T. XIV. Cz. 6. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1040.

[72]   „Proszę Cię, abyście były ze mną, i jak widzicie, że niektóre ćwiczenia […] przeszkadzają wam do spełnienia obowiązków religijnych względem chorych, ze swobodą żebyście do nich się nie przynaglały. Chcę, byście zawsze były swobodne na duchu, a nie zdenerwowane skrupułami”. Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia, Małych Sióstr N. S. M. nr 1320.

[73]   Listy. T. IV. Cz. 3. Listy do M. Anny Bielskiej nr 2.

[74]   „[…] Celem sióstr (felicjanek) jest utrzymywać i rozsiewać ducha pobożności we wszystkich stanach. Dlatego i stare muszą go utrzymywać i nie mogą tyle robić i tak wiele obracać na zewnętrzne rzeczy. Wiem, że siostry są pierwsze i jedyne ze Zgromadzeń Żeńskich, które taką drogę sobie obrały. Wiem, że wiele jeszcze brakuje do wyrobienia się na tej drodze. Wiem, że wiele będą musiały przejść trudności – ale bardzo pragnę, aby od tego nie odstępowały – niech się raczej wyrzekną sławy innych Zakonowi wzięcia, i uznania u świata, aniżeli swego zdania”. Listy. T. IV. Cz. 3. Listy do M. Anny Bielskiej nr 11.

[75]   „Ja bym wam nie chciał narzucać ćwiczeń, ale wołałbym, żebyście same wypróbowały i osądziły, co możecie przy waszych zajęciach. Więc naradźcie się o tem z M. Anielą, a potem mnie przedstawcie”. Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1319.

[76]   „Druga rzecz, a raczej inny rodzaj obserwancji zależy na przestrzeganiu życia połączonego, a mianowicie, żeby nie oddawać się tak ćwiczeniom duchownym, aby przez to zaniedbywać posług domowych lub uczynków miłosierdzia. […] O, moje ukochane w Panu Jezusie Siostry, bądźcie przekonane, że nie tylko na duszy zmarnujecie się, ale staniecie się niepłodnymi w swoich pracach nad drugimi, jeżeli zaniedbacie pracy wewnątrz nad postępem duchowym. Bądźcie pewne, że im która wierniejsza jest w ćwiczeniach pobożnych, o tyle jest pożyteczniejsza na zewnątrz”. Listy. T. XXI. Cz. 3. Przemówienie okolicznościowe nr 11 (Odezwa zakonna na Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego 1892 r.).

[77]   O. Honorat szczególnie polecał swoim zgromadzeniom apostolstwo dobrego przykładu. Por. J. Bar, Z dziejów nowych form organizacyjnych stanów doskonałości w Polsce. „Prawo Kanoniczne” 8 [1965] nr 3-4 s. 207.

[78]   Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1310.

[79]   […] gdy trzymacie się porządku życia wspólnego, wtedy pełnicie na każdym kroku wolę Bożą, i że wtedy tylko podobać się możecie, gdy jesteście tam, gdzie On was mieć chce, i robicie to i tak, co i jak On chce […]” Listy. T. XXI. Cz. 3. Przemówienie okolicznościowe (Odezwa na Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego 1892 r.) nr 11. Por. A. Słomkowski, art. cyt. s. 83.

[80]   Por. Listy. T. XI. Listy do SS. Sercanek nr 7. Por. Gabriel od św. M. Magdaleny, Na drogach życia duchowego. Kraków 1965 s. 63.

[81]   Listy. T. IV. Cz. 6. Listy do różnych sióstr nr 57.

[82]   Listy. T. XI. Listy do SS. Sercanek nr 7.

[83]   Tamże.

[84]   „Z jakąż pociechą wyczytałem te prześliczne akty, jakie ci Duch Święty podyktował: «będę służyć Tobie, Panie, choćbym całe życie miała być taką ‘nieszczęśliwą’ i ‘obojętną’ itd.» I te ciągłe błagania nie o to, aby według skłonności twego serca się stało, ale abyś wolę Bożą spełniała i tak była, i to robiła, co On chce. Duch Święty cię nauczył, abyś pamiętała przy swoich zajęciach, że to robisz dla Pana Jezusa”. Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1310.

[85]   „[…] Już słudzy Boscy nie powinni tyle zajmować się rzeczami ziemskimi, ale powinni być zajęci myślą o Królestwie Niebieskim i wszystkie ich rozmowy do tego przedmiotu zmierzać powinny. Jeżeli chcemy na nowe życie powstać z Chrystusem, powinniśmy nawet najpospolitsze zajęcia wyższą uświęcać intencją. Zakonnicy dążącej do wyższej doskonałości nie godzi się jeść i pić lub wypoczywać tylko dlatego, że jej się chce, choćby nawet nie przebrała w tych rzeczach miary, ale wszystko na chwałę Bożą czynić powinna i wszystko wykonywać w sposób doskonały w skupieniu ducha”. Listy. T. XXI. Cz. 3. Przemówienie okolicznościowe (Wielkanoc 1892) nr 12.

[86]   „Wola Boże dla was to nie tylko przykazania Jego i Jego Kościoła, to jeszcze Reguła wasza, Ustawy wasze i wola Przełożonych i wszystko, co nas pomimo woli naszej spotyka. Tę wolę Bożą pełnić macie, całą usilność obrócić ku temu, by ją jak najlepiej wykonać, liczyć się z tego ciągle, za złudzenie uważać wszystko, co was od tego odwodzić może, chronić się od grzechu powszedniego i wszelakiej dobrowolnej niedoskonałości”. Listy. T. XXI. Cz. 3. Przemówienia okolicznościowe nr 16.

[87]   „Daj Boże, aby zawsze tak było, żebyś nie widziała w sobie żadnego postępu, i żebyś zawsze pragnęła kochać Boga i coraz więcej zapierać się siebie, i być jak najdalej od ludzi, tylko dla spełnienia Woli Boskiej z niemi przestawać. Nic więcej nie potrzeba do podobania się Bogu”. Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1391.

[88]   „Jeżeli Ukochana Matka nasza doczekawszy się ostatniego potwierdzenia zleconego Jej dzieła – spełnia już zadanie swoje na świecie – i jeżeli czuje, jak S. Teresa, że «już niepotrzebna jest tutaj», a potrzebna tam, gdzie ją oczekuje Niebieski Oblubieniec z zapłatą za jej prace i cierpienia – […] to niech idzie w imię Boże do Pana, i niechaj ufa, że Ten, który Ją tak łaskawie powołał, i tyli łaskami w życiu obdarzał, oczyszczoną swymi zasługami i Jej cierpieniami i Sióstr, i Córek Jej modlitwami, wprowadzi Jej duszę na wiekuiste gody […]” Listy. T. IV. Cz. 1. Listy do M. Angeli Truszkowskiej nr 10.

[89]   „Otóż, ufaj, że Pan Bóg nawet w Przełożeństwie twojem znajdzie środki do wyćwiczenia Cię w pokorze i posłuszeństwie i rozbudzi zapał do modlitwy i Sakramentów św. I z serca twego usunie niepotrzebne przywiązania i troszczenie o przyszłość, o ile one są zbyteczne i o ile będą ci na przeszkodzie do spełnienia Jego Woli. Porzuć się zupełnie na Wolę Boską, który najlepiej wie, co i ile, i kiedy jest potrzebne. Niebezpiecznie byłoby przeciw tej woli starać się nawet o wyższe stopnie cnót”. Listy. T. XII. Cz. 1. Listy do Zgromadzenia Sług Jezusa nr 92.

[90]   Listy. T. VIII. Listy do SS. Służek nr 132.

[91]   W przemówieniu tym czytamy również: Pracować nad sobą pewną będąc, że się uświęcisz, jeżeli sama zechcesz. Że zaś postępu nie widzisz, to jeszcze nic nie dowodzi, jeżeli pracujesz nad sobą i obowiązki swoje wiernie spełniać się starasz, to bądź spokojna, niewątpliwie prędzej czy później się uświęcisz. Jak nie od razu człowiek z dziecięcia staje się dorosłym, tak i w doskonałości powolny nieraz postęp i zauważyć go nie można. Zresztą Bóg chce może Cię upokorzyć, i nie chce ci tej lub owej łaski tak prędko udzielić, abyś nie robiła nagłego postępu. […] Choćbyś upadła, nawet i wtedy ducha nie trać, i wtedy nie myśl, że wszystko stracone, ale się upokorz i z nową gorliwością bierz się do pracy, by iść dalej przed siebie do Boga. Zwątpienie, zniechęcenie po upadku gorsze są jeszcze, niźli sam upadek, bo są zwątpieniem o Jego bezgranicznym miłosierdziu”. Listy. T. XXI. Cz. 3. Przemówienia okolicznościowe nr 16. „Wcale postęp nie zależy na nabożeństwie, ani to przeszkadza do postępu, że się doznaje oschłości i znudzenia, bo i święci tego doznawali i wszyscy to przechodzimy. Nie zawsze w jednym stanie dusza zostaje, więc trzeba być cierpliwą i czekać nawiedzenia Pańskiego”. Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1390.

[92]   Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1335.

[93]   „I w ogóle nie potrzeba tyle zakładać swego postępu na własnej pracy, ile raczej na dobroci Bożej, która każdą duszę zakonną przez same zwyczajne ćwiczenia do postępu w duchu prowadzi. I więcej Mu się podoba ufność w Jego opiece, niż wszystkie wysiłki do onego postępu. Staraj się o prostotę, ufność, miłość, swobodę ducha, wesołość, bo Bóg kocha takie dusze”. Listy. T. VIII. Cz. 8. Listy do SS. Służek nr 103.

[94]   Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1437.

[95]   „[…] Ale nade wszystko niech Cię błogosławi za twoje doskonałe poddanie się woli Boskiej i za to dziękczynienie, jakie Mu składasz w cierpieniach twoich. Jest ono najlepszym dowodem mężnej miłości twojej i prawdziwej pobożności. Gdyby Cię Bóg nie doświadczał tym sposobem, brakowałoby Ci rzeczy najważniejszej do obrazu doskonałej chrześcijanki, jaki On pragnie mieć z Ciebie – tak jak Jobowi brakowało tylko, aby był doświadczony cierpieniem. […] Zaufaj przeto Jemu i staraj się nie mieć innego pragnienia, oprócz tego jednego, aby Wola Jego Przenajświętsza spełniała się z Tobą zawsze – choćby Cię pozostawiła w najtrudniejszych chwilach bez pociechy i wśród cierpień fizycznych jeszcze z wewnętrzną oschłością i smutkiem duszę twoją napełniła, tak jak to uczyniła z Panem Jezusem w czasie Jego męki”.

[96]   Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1432. W innym liście pisze: „Nie potrzeba nigdy w zakonie badać, dlaczego ze mną tak się obchodzą – ale zawsze widzieć wolę Bożą we wszystkim. Bóg chce od zakonnicy, aby Jego samego kochała, aby w Nim całą nadzieję pokładała – dlatego często dopuszcza, że ktoś przez fałszywe wiadomości lub jakieś posądzenie bywa źle usposobiony, więc należy złożyć na ofiarę Bogu takie obejście i nie pragnąć, aby być kochaną, owszem, cieszyć się z tego, gdy jesteś wzgardzoną i nie zaniedbujesz się przez to w swoich obowiązkach”. Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1455.

[97]   „Pan Bóg nie potrzebuje, żeby człowiek wiedział, jakiemi drogami go prowadzi, aby człowiek wyszedłszy na światło, tam więcej go błogosławił […]. Ja wszelkie takie pociechy, jakie człowiek ma z zastanawiania się nad drogą, którą idzie, uważam za opóźnienie drogi. Są one nieraz potrzebne dla odświeżenia umysłu i dodania otuchy – wołałbym jednak, żeby ktoś szedł, na ślepo ufając Bogu i przewodnikowi”. Listy. T. IV. Cz. 1. Listy do M. Angeli Truszkowskiej nr 1.

[98]   Por. Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1314.

[99]   Listy. T. IV. Cz. 2. Listy do M. Angeli Truszkowskiej nr 1.

[100] Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1339.

[101] „[…] Bardzo mi miłe było wasze posłuszeństwo i gotowość dostosowania się do mojego życzenia, za co niech was Bóg wynagrodzi”. Listy. T. IV. Listy do M. Anny Bielskiej nr 36. Por. J. Bar, Z dziejów nowych form organizacyjnych stanów doskonałości w Polsce. „Prawo Kanoniczne” 8 [1965] nr 3-4 s. 210.

[102] „[…] słuchaj się mnie, w tern co miałaś zalecone, żeby nie tylko jej (spowiedzi) nie poprawiać, ale żadnych poprawek nigdy nie robić po żadnej spowiedzi, chociażby ci się zdawało nawet, żeś coś ciężkiego opuściła. Jeżeli będziesz się mnie słuchać, twoja skrupulatność doprowadzi cię do świętości, w przeciwnym razie może cię doprowadzić do zupełnego zniechęcenia, a nawet do osłabienia głowy. Postępuj z wielką swobodą przed Bogiem, nigdy nie rozbieraj swoich słów i uczynków, ale wierz w to, że kto kocha Pana Boga tak jak ty, wszystko, co tylko robi, Bogu się podoba, chociażby wyraźnie nie zwracał się do Niego. Bądź przekonana, że nigdy ciężko nie grzeszy i że w takim usposobieniu nigdy nie możesz zgrzeszyć ciężko […] cieszy mnie to, że tak pokochałaś posłuszeństwo”. Listy. T. IV. Cz. 5. Listy do różnych sióstr imiennie oznaczonych nr 18 (do S. M. Teresy Zabłockiej).

[103] Listy. T. XXI. Cz. 3. Przemówienia okolicznościowe nr 3. Por. G. Honnay, Praktyczne zasady kierowania duszami. Poznań 1935 s. 45.

[104] Listy. T. XI. Listy do SS. Sercanek nr 7.

[105] „[…] Należy jej samej przedstawić, na czym zależy doskonałe posłuszeństwo, że ono nie wymaga doskonałości przełożonej, ale tym doskonalsze jest, im przełożona ma więcej wad itp. – i nauczyć, że jeżeli nie czuje się gotowa ulegać nie tylko bez szemrania, ale miłośnie i ochoczo niesfornym Przełożonym, to nie może sama porywać się na śluby, chociaż zgromadzenie jej nie wydali”. Listy. T. IV. Cz. 6. Listy do SS. Felicjanek nr 64.

[106] Listy. T. X. Listy do SS. Franciszkanek od Cierpiących nr 60.

[107] Listy. T. IX. Listy do SS. Serafitek nr 1.

[108] E. Weron, dz. cyt. s. 78. Por. A. Ehl, dz. cyt. s. 50.

[109] „Co do twoich trudności radzę ci, abyś się trzymała rad O. Pr. B. rozumnych i żebyś się nie przymuszała do szczerości, a raczej do otwierania się ze swymi myślami i poglądami, bo skoro Kościół Święty zatwierdził w tern swobodę, więc widać, że bez tego można być dobrą zakonnicą. I z Mistrzynią nie potrzebujesz więcej nad to, co możesz, wyjawiać – ograniczać się na sądach o. Pr. Nie dla każdego sumienia jest pożyteczne drobiazgowe otwieranie się”. Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1330. Por. A. Słomkowski, Uzasadnienie kierownictwa duchowego. W: Pastori et magistro. Lublin 1966 s. 90.

[110] „Trochę przesadzasz, bo co za potrzeba takie walki przechodzić o tę trudność w otwieraniu się, kiedy to nie jest obowiązek, i bez tego można być dobrą zakonnicą. W tym więcej chodzi o własną twoją pociechę, której się pozbawiasz, ale winy nie zaciągasz”. Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1323. Por. Garrigou-Lagrange, Trzy okresy życia wewnętrznego. Poznań 1962 s. 267.

[111] „Trudność w otwieraniu się zależy od usposobienia wewnętrznego – Kościół w tym nacisku nie kładzie, bo nie każdy czuje się usposobionym do tego – ale to widzieć powinnaś, że najbezpieczniejszą drogą do Boga jest przez proste posłuszeństwo i pokorne poddanie”.

[112] Por. Listy. T. XII. Cz. 1. Listy do Zgromadzenia Sług Jezusa nr 28.

[113] Por. Listy. T. IV. Listy do SS. Felicjanek nr 24.

[114] „Strzeż się bardzo krytykowania, zamykaj oczy na to, co ci się nie zdaje, mniej wszystko za święte, co jest w zakonie, i wszystkich uważaj za świętych i lepszych od ciebie i miej całkowite zaufanie do Przełożonej, uważając ją zawsze jako zastępującą Boga – oto droga najprostsza do Boga i do świętości”. Listy. T. X. Listy, do SS. Franciszkanek od Cierpiących nr 60.

[115] Listy. T. IV. Cz. 1. Listy do M. Angeli Truszkowskiej nr 1.

[116] Listy. T. IV. Cz. 5. Listy do różnych sióstr imiennie oznaczonych nr 18 (do s. M. Teresy Zabłockiej).

[117] „Ucieszyłem się bardzo twoim Nowicjatem i tem, że tak oceniasz tę łaskę odosobnienia, a najbardziej tem, że się udajesz z ufnością do Matki Mistrzyni, bo to jest droga najbezpieczniejsza do Boga. Dobrześ sobie poradziła, że i z tą ospałością do niej się udałaś, ale nie trap się tem zbytecznie, bo w tem się okazuje wyższość życia zakonnego, że nie modlą się i innych czynności nie spełniają wtedy, kiedy im dogodniej, ale wtedy, kiedy Bóg tego chce […]”. Listy. T. IV Cz. 5. Listy do różnych sióstr imiennie oznaczonych nr 26.

[118] „Kościół św. w modlitwie na uroczystość Św. Feliksa […] wspomina o dwóch jego cnotach, tj. niewinności życia i prostocie ewangelicznej. Ód początku naszego zawiązku niewinność życia i czystość sumienia była zawsze u was za pierwsze uważana zadanie i dlatego utrzymywałyście ją pilnie przez częste o godne używanie Sakramentów Świętych”. Listy. T. IV. Cz. 7. Listy okólne do felicjanek nr 22.

[119] Por. Listy. T. IV. Cz. 6. Listy do różnych sióstr nr 26.

[120] W innym miejscu o. Honorat inaczej pisze: „Choć do spowiedzi nie chodzisz, to Komunii św. nie powinnaś opuszczać, choćby i do trzech tygodni się przeciągnęło”. Listy. T. XII. Listy do Zgromadzenia Sług Jezusa nr 88.

[121] Por. Listy. T. XX. Listy do różnych osób nr 75 (do Marii Górskiej).

[122] „Źle robisz, moja Siostro, że się nie spowiadasz z takich pokus, choćbyś na nie nie zezwalała, bo to ośmiela szatana, żeby cię więcej dręczył. Ksiądz się nie zdziwi, bo wszyscy tego doznają, ale ty przez te upokorzenia zabezpieczysz się od upadku. To samo dowodzi, że to zniechęcenie jest winą w Tobie, bo diabeł korzysta z tego i dane rzeczy obudzą. Taki stan zniechęcenia jest właśnie stanem zasługi bo wtedy dopiero zaczynamy zasługiwać, gdy doświadczamy przykrości ze Służby Pańskiej, gdy ustają pociechy. Proszę cię, żebyś się otrząsnęła z tego i zaczęła na nowo służbę Boską, jak gdybyś pierwszy dzień do Zakonu przyszła”. Listy. T. XIV. Cz 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1374.

[123] „Możesz się słuchać rad Spowiednika, ale nie mówić wszystkich myśli przyganiających, jakie ci diabeł nasuwa”. Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1314.

[124] Por. Listy. T. VIII. Listy do SS. Służek nr 101.

[125] „[…] Co do pokuty, to ja bym pragnął, żebyś sobie wzięła za zasadę te słowa Berchmansa: «Moja pokuta, to jest moja obserwancja». Staraj się być najwierniejszą w zachowaniu wszystkich przepisów. Nic łatwiejszego, jak zniszczyć zdrowie w początkach, a potem nie będziesz mogła pracować, ani się stosować do stołu wspólnego lub innych rzeczy”. Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1387 (do s. Rafaeli).

[126] Sakrament pokuty najlepiej nadaje się do kierownictwa, ponieważ „odbywa się w nim jakieś misterium spotkania człowieka z Bogiem, otoczone klimatem wiary, modlitwy i dyskrecji”. H. Żuchniewska CR, Oczekiwania zakonnic. „Ateneum Kapłańskie” 71 [1968] 52.

[127] Por. J. Bochenek, dz. cyt. s. 164.

[128] „Sypiać na ziemi na materacu można. Nie używać cukru przez trzy dni w tygodniu”. Listy. T. VII. Listy do Gliszczyńskiej nr 26.

[129] „Co do umartwień, których pragniesz, również mnie pociesza, proszę cię, abyś się słuchała Spowiednika i złożyła na ofiarę Bogu to święte pragnienie. Macie ich dość w waszem ubóstwie i innych kłopotach”. Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1310.

[130] Pisma: B – Kazania. T. XVII, 3. Przemówienie przy Ceremonii po Obietnicy wierności.

[131] Por. Listy. T. XI. Listy do SS. Sercanek nr 7.

[132] Por. A. Tanquerey, Zarys teologii ascetycznej i mistycznej. Kraków 1928. s. 433.

[133] „Co do umartwienia zewnętrznego, trzeba w zasadzie mniej sobie cenić, jak inne rzeczy, ale nie można tego kasować, ale tyle zostawić, żeby nie ustawał duch umartwienia w zakonie, bo bieda czasem z nim, ale większa bieda bez niego, i to powoli trzeba umniejszać Siostrom i zawsze prawie cokolwiek z tego proszę pozwolić, żeby nie zniechęcać, ale zawsze naturalnie na pierwszym miejscu kłaść obowiązki – i daleko więcej i coraz więcej wewnętrznego umartwienia wymagać, żeby się uczyły zaparcia we wszystkim podnosić – to pokazując jawnie i często, że milsze Panu Bogu jest wyrzeczenie się swojej woli nawet w dobrem, aniżeli spełnienie tego dobrego samowolne lub uporne. Ale to wszystko z łagodnością, żeby nie traciły szczerości i zaufania”. Listy. T. IV. Cz. 6. Listy do różnych sióstr nr 26.

[134] Por. A. Ehl, Duszpasterstwo zakonnic. Lublin 1959 s. 48.

[135] „[…] Trzeba nam się ćwiczyć w umartwieniu wewnętrznym, kiedy nie możemy zewnętrznych wszystkich zachować. Trzeba nam przede wszystkim ogarnąć miłością wszystkich serdeczną, uprzejmą, swobodną, niedopuszczającą żadnej do drugich niechęci ani podejrzenia, zachęcającą wszystkich do podległości, cierpliwości, wytrwałości, a szczególniej, aby się kochały nawzajem i znosiły nawzajem”. Listy. T. IV. Cz. 1. Listy do M. Angeli Truszkowskiej nr 5.

[136] „[…] Pomyślność i doczesne ludzkie nagrody, pociechy, dostatki, życie wygodne, bezpieczne, bez trudów, bez krzyżów, bez walki, oto, siostry drogie, ze wszystkich niebezpieczeństw, jakich obawiać się mamy, największe, ze wszystkich środków, jakimi szatan rozporządza na szkodę naszą, jeden z najniebezpieczniejszych”. Listy. T. XXI. Cz. 3. Przemówienia okolicznościowe nr 14 (Przemówienie na dzień Opieki św. Józefa 1900).

[137] „Nie ma nic pożyteczniejszego dla duszy, jak upokorzenia. Dziękować przeto Bogu powinnaś, że Cię ono spotyka tak w obowiązku, jaki masz teraz, jak z tego, który dawniej sprawowałaś – Widać Pan Jezus Cię kocha – a Ty, jeśli chcesz Mu się podobać, ofiaruj Mu się całym sercem na to, abyś była przez wszystkich pogardzaną – A wtedy wróci ci spokój”. Listy. T. XIV, Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1434 (do M. Julianny).

[138] „To opuszczenie, jakiego doznałaś, to zwyczajna droga Pańska i nawiedzenie Jego przed każdym wyższym stopniem zjednoczenia duszy z Nim. Jest to stan oczyszczenia, a zarazem upokorzenia i wyniszczenia resztek miłości własnej, aby dusza była sposobniejsza do przyjęcia w pokorze nowych łask Boskich. W takim stanie należy oddawać się w ręce Opatrzności Bożej”. Listy. T. IV. Cz. 5. Listy do różnych sióstr imiennie oznaczonych nr 27.

[139] „[…] Ten akt upokorzenia, zdaje się, będzie najwłaściwszy dla niej, boć jedynie jej potrzebna jest pokora – więcej przynajmniej, jak wszystkie umartwienia ciała – w których radziłbym się bardziej miarkować, szczególniej co do snu, wysypiać się dosyć nakazuję nawet surowo […], chociaż bez skrupułów, jeżeli zajdzie jako okoliczność”. Listy. T. IV. Cz. 1. Listy do M. Angeli Truszkowskiej nr 1. Por. R. Garrigou-Lagrange, dz. cyt. T. II s. 263.

[140] „Powiadają, że to bardzo pewny znak postępu, gdy kto po wielu latach widzi, że nic nie postąpił, ale raczej gorszym się widzi. Bo to dowód, że zna siebie i nie zaślepia się – a Bóg, który zna dobrze wnętrze duszy i pamięta o wszystkich przejściach, które wpłynęły na chorobliwy stan duszy i ciała – ma wyrozumienie na te wady, i może z nich jeszcze więcej dopatrzyć dobrej woli, niżeli w tych cnotach początkowych, które bez żadnej trudności, owszem wśród pociech się spełniały. Nie trzeba przeto nigdy tracić ufności, Bóg jest dobry, pamięta każdą boleść, każdą walkę, każdy zawód, jakie się przeszło na służbie Jego i pobłażliwie sądzi duszę nieustającą w Jego miłości i nieraz uzna bohaterstwo tam, gdzie dusza wyrzuca sobie brak wierności”. Listy. T. VIII. Listy do SS. Służek nr 64.

[141] „[…] Zdaje mi się, że Pan Bóg głównie chce tego od Ciebie, abyś się w pokorze ćwiczyła, w niej znalazłabyś i pokój duszy, i rychłą pomoc Boską z nieba, bo Pan Bóg pysznym się sprzeciwia i ich przedsięwzięciom nie błogosławi, ale raczej przeszkody stawia, póki się nie upokorzą. Trzeba znać nędzę swoją, gardzić nią zawsze, nie dziwić się upadkom, cieszyć się ze wzgardy, jaka z nich spada na ciebie, i spokojnie starać się o poprawę, choćby kilka razy na dzień zdarzało się upadać na nowo”. Listy. T. IV. Cz. 4. Listy do M. Anieli Jeziorańskiej nr 93. Por. Gabriel od św. M. Magdaleny, dz. cyt. T. I s. 67.

[142] „[…] Sami też znosimy wszystkich wady, a nie pragniemy, aby nasze znoszono; i szanujemy wszystkich, nie domagając się, aby nas szanowano; i bądźmy gotowi służyć wszystkim, jak Pan Jezus przed odejściem z tego świata służył Apostołom, a drugich usługi przyjmujemy nie inaczej, tylko jak św. Piotr przyjął upokorzenie Pana Jezusa, to jest przynagleni tylko posłuszeństwem i miłością. Obierajmy sobie chętnie ostatnie miejsce, które nam się z łaski Bożej należy, i przyjmujmy z gorącą żądzą i z weselem serca wszystkie upokorzenia, pragnąc ich coraz więcej, a mam nadzieję, że nas Pan Jezus nie pozbawi tego skarbu, którym zwykł spłacać wiernych służebników swoich”. Listy. T. IV. Cz. 1. Listy do M. Angeli Truszkowskiej nr 5.

[143] „Jeżeli się nie zaprzesz siebie samej, nie możesz być uczennicą Chrystusa. Jeżeli się nie wyrzekniesz własnego zdania i własnej woli, to choćbyś cały świat pozyskała, nie będziesz nigdy doskonałą zakonnicą. Jeżeli nie nabędziesz przekonania o sobie, że jesteś grzesznicą zdolną do wszystkiego złego i niegodną żadnej pociechy ani łaski Boskiej, lecz zasługującą na wszelkie utrapienia, nie znajdziesz pokoju z Panem Bogiem. Jeżeli nie będziesz miała żywej wiary, że Przełożeni zastępują miejsce Boga, że wszelkie ich rozporządzenia są woli Bożej objawem, nie doznasz nigdy słodkości jarzma Pańskiego. Jeżeli nie będziesz szukała upokorzeń i pragnęła być sługą wszystkich i obierała sobie ostatnie miejsce w sercu, nie znajdziesz spoczynku w Zakonie. Jeżeli nie będziesz miała wszystkie siostry za święte i lepsze od Ciebie, jeżeli nie nabędziesz dla nich miłości szczerej, pokornej, uprzejmej, usłużnej, jeżeli nie będziesz wszystkich szanować […]” (brak zakończenia listu). Listy. T. IV. Cz. 5. Listy do różnych sióstr imiennie oznaczonych nr 7 (do S. M. Magdaleny Mazaraki). Por. Gabriel od św. M. Magdaleny, dz. cyt. T. I s. 85.

[144] „[…] – aby Jej użyczył potrzebnego światła do kierowania Zgromadzeniem w tak trudnym jego położeniu, a bardziej jeszcze, aby Jej użyczył Swej pokory, uległości, zaparcia, miłości, cierpliwości i wytrwałości – cnót tak potrzebnych wszystkim przełożonym, a szczególniej tym, którzy służą dzieciom Franciszka Salezego”. Listy. T. IV. Cz. 3. Listy do M. Anny Bielskiej nr 16.

[145] Listy. T. IV. Cz. 1. Listy do M. Angeli Truszkowskiej nr 14.

[146] „Bądźmy przekonani, że wielką rzecz robimy, ile razy spełniamy trudniejsze akty pokory, ile razy przyjmujemy upokorzenia, pogardy z weselem, ile razy znosimy radośnie i miłosiernie wszelki niedostatek, ile razy uda nam się coś pocierpieć dla Boga z ochotą. Te małe na pozór rzeczy mogą być znakiem zbawienia, jeżeli będą wytrwałe i powszechne – wtedy wcześniej czy później ściągną one miłosierdzie Boże dla świata i przeważą szalę sprawiedliwości Bożej, którą bluźniercy i bezbożni na zgubę naszą przechlają, a którą te może akty cnót ewangelicznych złączone z nieskończonymi zasługami Chrystusa stanowczo na stronę litości i zbawienia świata przechylają”. Listy. T. XXI. Cz. 2. Przemówienia i życzenia na Boże Narodzenie nr 1.

[147] „I nie ma nic lepszego, o co byśmy mogli dziś prosić tej Boskiej Dzieciny, jak o tę łaskę stania się malutkimi. Choć przyznać potrzeba, że nie ma nic trudniejszego dla starego człowieka, jak zaprzeć się we wszystkim swego zdania i swojej woli i wierzyć wszystkiemu bez rozbierania, i dać sobą kierować bez oporu, i być prostą, szczerą i otwartą dla starszych i równych, unikając wszelkiej dwoistości”. Listy. T. XXI. Cz. 2. Przemówienia i życzenia na Boże Narodzenie nr 15.

[148] „[…] Dziwię się, że ty tak mało walczysz ze sobą i zamiast publicznie wyznać swoją pychę, to nawet na Spowiedzi nie byłaś gotową to uczynić, chociaż nie przypuszczam, żebyś dotąd się w tym nie przemogła”. Listy. T. IV. Cz. 4. Listy do M. Anieli Jeziorańskiej nr 101.

[149] „Nie ma nic pożyteczniejszego dla duszy, jak poznanie swej nędzy i coraz większe upokarzanie się ze swoich błędów. Dlatego Pan Jezus nawet wybranym duszom zostawia jakieś wady, aby utrzymywać je zawsze w pokorze, bo gdyby czuły się swobodne, zaraz zaczyna się ich upodobanie w sobie, co jest najgorsze. Wyjąwszy pierwszych lat powołania, w których daje im zakosztować słodyczy swej miłości dla ugruntowania w swej służbie – zresztą najczęściej zostawia duszę w oschłości i opuszczeniu – i jak mówił do s. Gertrudy, bardzo Go to cieszy, gdy dusze własnym kosztem Mu służą, to jest, gdy są pozbawione Jego pociech, które bardzo ułatwiają służbę Pańską, Serce Jego ma wielkie politowanie nad naszą nędzą. Jeden akt żalu za popełnione błędy w ciągu dnia dostateczny jest do ich odpuszczenia”. Listy. T. XIV. Cz. 8. Listy do Zgromadzenia Małych Sióstr N. S. M. nr 1377.

[150] „[…] Uważaj przeto sobie za prawdziwe skarby i największą łaskę wszystkie takie upokorzenia i nie ustawaj poty błagać Boga o wewnętrzne światło, póki nie otrzymasz tej łaski, abyś się czuła niewymownie uradowana, ile razy cię spotka jakie upokorzenie – nie trzeba się dopominać o te poufne stosunki, to wszystko przeszkadza do miłości Jezusa, który sam chce być poufałym przyjacielem duszy […]”. Listy. T. IV. Cz. 4. Listy do M. Anieli Jeziorańskiej nr 103.

[151] „[…] Pozostaje jeszcze obowiązek naśladowania tego wyniszczenia (Chrystusowego). Jest to obowiązek najpierwszy służebnic Pańskich, którego Pan Jezus domaga się mówiąc, kto chce pójść za Mną, niech się zaprze siebie samego – […] to powinno być codziennym, owszem ustawicznym ćwiczeniem dusz Bogu poświęconych, aby na każdym kroku zapierały się swego zdania, swojej woli, swoich zachceń, swoich wygód i przyjemności, bez czego żadna dusza Zakonnicą być nie może – ani pokoju w Zakonie nie znajdzie. Powinniście zrozumieć to, że w tern potrzeba wam wyprzedzać wszystkie inne służebnice Pańskie, że to zaparcie ma być główną cechą każdej z was”. Listy. T. XII. Cz. 3. Listy do Zgromadzenia Sług Jezusa nr 423.

[152] Fernando, dz. cyt. s. 193,

[153] Tamże s. 194.

[154] Tamże s. 57 nn.

[155] Adamska, dz. cyt. s. 81.

Wpisy powiązane

Conti Martin OFMCap, Franciszkańskie nawrócenie

Kowalczyk Dariusz SJ, Aktualność Ignacego Loyoli

Oleniacz Tomasz SJ, Ćwiczenia św. Ignacego Loyoli szkołą uczućOleniacz Tomasz SJ, Ćwiczenia św. Ignacego Loyoli szkołą uczuć