o. Mariusz Paczóski OFMConv
WEZWANIE DO ŻYCIE WE WSPÓLNOCIE – BRATERSTWO
Konferencja podczas dnia skupienia przełożonych klasztorów żeńskich, Warszawa, 16 listopada, 1999 r.
Ojciec Święty w swoich refleksjach podczas audiencji ogólnych w r. 1994 – mówiąc o życiu zakonnym – po omówieniu ślubów, podjął temat życia wspólnotowego w ramach życia konsekrowanego. Streszczając swoją wypowiedź do Polaków, m.in. mówił tak: „Nawiązując do tradycji pierwochrześcijańskiej, była dzisiaj mowa o życiu wspólnym, które jest charakterystyczną cechą życia zakonnego. Osoby konsekrowane wzywa Pan Jezus równocześnie do życia we wspólnocie. Jedno i drugie stanowi niejako całość życia zakonnego”.
Często uważamy, że tworzywem życia zakonnego są tylko śluby, które składamy, bądź przyrzeczenia. Papież przypomina w swoim streszczeniu, że i życie wspólnotowe należy do całości życia zakonnego, oczywiście w ramach przepisów, w ramach konstytucji. Nasi współbracia i współsiostry często zapominają, że jeśli mają powołanie zakonne, to nie wystarczą tylko śluby, życie wspólnotowe również należy do całości powołania do życia zakonnego.
Wcześniej jeszcze mówił Ojciec Święty w innym aspekcie: „Oczywiście, praktykowanie miłości braterskiej w życiu wspólnym wymaga wysiłku i znacznych ofiar, a także wielkoduszności; potrzebuje ich również życie według rad ewangelicznych. Dlatego wstąpienie do instytutu zakonnego lub wspólnoty pociąga za sobą poważne zobowiązania do życia miłością braterską w każdym jej aspekcie”.
Mamy tu już niejako program, że życie we wspólnocie wymaga ofiar i zobowiązuje do życia miłością braterską. Dokument, o którym wspominam dzisiaj „Życie braterskie we wspólnocie” mówi: „We wspólnotach zakonnych władza, którą należy szanować i poważać, także ze względu na ślub posłuszeństwa, pozostaje w służbie braterstwa, wyrażającego się w budowaniu wspólnoty oraz dążenia do realizacji jej celów duchowych i apostolskich” (Nr 48).
„Przełożony czy przełożona dokładają starań, aby dom zakonny … był wspólnotą braterską w Chrystusie” (Nr 50).
Niezależnie od tego, że te treści nie podlegają dyskusji, bo jest to dokument Kongregacji ds. Instytutów życia konsekrowanego i stowarzyszeń życia apostolskiego, niemniej widzimy w tych trzech cytatach pewne pomieszanie: wspólnota–braterstwo. W tym dokumencie dość często używa się tych terminów zamiennie, nie zawsze dość klarownie: wspólnota w sensie zbiorowości i w sensie danej wspólnoty zakonnej domu zakonnego czy prowincji; stąd wydaje się wskazane jakieś uściślenie tychże pojęć. Z przytoczonych bowiem cytatów widać, że nie bardzo wiadomo, czym jest wspólnota, a czym jest braterstwo i będzie dla nas bardzo użyteczne to wiedzieć.
Jeśli w tym roku pogłębiamy rozumienie słowa Ojciec w odniesieniu do Ojca w niebie i w ogóle do pojęcia ojca, matki, potrzebna jest świadomość, czym jest braterstwo, a czym jest wspólnota.
Nazywamy Boga Ojcem nie tylko dlatego, że jest Stwórcą wszystkiego, że jest miłosierny, ale i dlatego, że jest Ojcem Syna i że między Ojcem i Synem dokonuje się odwieczna wymiana miłości, która jest aż Osobą. I w imię miłości Ojciec zażądał od Syna by stał się człowiekiem i żeby cierpiał. Ta miłość, która jest istotą życia Bożego, jest miłością niesamowicie wymagającą, mimo, że jest miłością Ojca. Przełożonym jest ta myśl bardzo, potrzebna, bo łatwo idzie się na różne kompromisy.
Mówiąc o Bogu, trzeba myśleć o Jego wielkości, o Jego dobroci, ale trzeba też mieć świadomość, że tenże Ojciec postawił człowiekowi wymagania. Mam na myśli dzisiejsze przedstawianie Boga. Chcąc nieraz rozmydlić odpowiedzialność – również we wspólnotach zakonnych – chcąc uzasadnić pewien relatywizm – nawet etyczny – w przestrzeganiu wszystkiego, co nas obowiązuje, przedstawia się Boga jako nieskończenie dobrego, miłosiernego. To prawda, ale Pan Bóg jest też wymagający. Wymagał od swego Syna, wymaga też od tych, których powołał do szczególnej swojej bliskości, do naśladowania Jego Syna. Naśladowanie bowiem to pójście w ślad za kimś.
Mamy więc tego samego Ojca, Którego miał Jezus Chrystus; mamy tego Ojca, Który jest Miłością, Który jednak często wymaga od nas. Ojciec – jak mówimy – jest w niebie.
I mamy też ojca, matkę, współzałożycieli – jak np. św. Franciszka – i stąd wywodzi się braterstwo. Braterstwo wywodzi się z ojcostwa.
Mówi się o braterstwie powszechnym – wszystkich ludzi – bo faktycznie, wszyscy mamy tego samego Ojca i wszystkich ludzi Jego Syn – w imię miłości – odkupił. To braterstwo w tym najbardziej ogólnym wymiarze przesuwa się później na braterstwo w wymiarze trochę zawężony –w rodzinach naturalnych, a idąc po linii ojcostwa duchowego, jakim jest Bóg, mówimy również o ojcostwie naszych założycieli. W wyniku tego trzeba mieć świadomość, że braterstwa się nie wybiera – bracia, siostry, są nam dani. W rodzinach naturalnych są nam dani w inny sposób, w rodzinach zakonnych w inny sposób; są powołani, muszą więc być przyjęci, zaakceptowani. To jest w ramach braterstwa czy siostrzanej relacji, jeszcze nie w ramach wspólnoty. Relacje siostrzane, braterskie, rodzą się na podstawie najpierw Ojca w niebie, później – założycieli. Przychodzą oni na zasadzie wezwania Bożego, bo – jak mówi Chrystus w Ewangelii – „nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem, abyście przynosili owoc”.
Ten owoc może być i powinien być pozytywny, ale nieraz – jak mówimy w życiu wspólnym, że jedni drugich doświadczają, ale w ten sposób utrwala się powołanie – więc owoc pozytywny przynoszą nawet pewne braki.
Św. Franciszek powiedział: „Gdziekolwiek znajdą się bracia, mają się okazywać jako członkowie jednej rodziny”– czyli znowu przyjęcie, akceptacja, jakieś uznanie, niezależnie, jaki jest ten brat. Są braterstwem, bo mają tego samego ojca.
Gdy rozważam ten temat, przychodzi mi na myśl List św. Pawła do Tessaloniczan /5,12/: „Prosimy was, bracia /można mówić siostry/ abyście uznawali tych, którzy wśród was pracują, którzy przewodzą wam i w Panu was napominają”. Potrzebny jest ten cytat dla przełożonych, aby mieli na uwadze, że przewodzą z obowiązku jako przełożeni, ale też mają obowiązek napominania nie w poczuciu lepszości własnej, bo często jesteśmy słabsi od naszych współsióstr czy współbraci; ale chodzi o to, że dzisiaj często unika się tego obowiązku upominania, o czym mówi też cytowany poprzednio dokument „Życie braterskie we wspólnocie”. Bo właśnie z braterstwa mają powstać wspólnoty. Czym jest wspólnota? Wspólnota po prostu zależy od celu wspólnego, do jakiego jest powołana przez Boga. Dlatego są różne wspólnoty. I od razu trzeba powiedzieć, że jeśli chodzi o wspólnoty chrześcijańskie, a tym bardziej o wspólnoty życia konsekrowanego, iż celem tych wspólnot musi być zawsze chęć naśladowania Chrystusa. W przeciwnym razie nie będzie wspólnoty zakonnej. Podstawowym bowiem celem wspólnoty – jak w ogóle celem życia konsekrowanego – jest chęć naśladowania Chrystusa u wszystkich, tworzących wspólnotę. Rozróżnienie jest proste: bracia, siostry, bo wspólny Ojciec. Braterstwo. Wspólnota – bo wspólny cel w ramach wezwania podążania do Ojca.
Są więc różne wspólnoty, ale zakonne winny mieć zawsze ten cel: naśladowanie Chrystusa, a w ramach charyzmatu Założycieli będzie też naśladowanie Chrystusa według wskazań założycieli. To jest właśnie zróżnicowanie charyzmatów. Wszyscy naśladujemy Chrystusa, a każdy w trochę innym aspekcie, w oparciu o określoną duchowość. I właśnie w ramach życia konsekrowanego Chrystus winien być zawsze w centrum. Teoretycznie znamy to dobrze, ale – jak podkreślał kiedyś o. Roztworowski, że dokąd wszyscy nie zrozumieją, że Chrystus ma być celem naszych dążeń w każdym domu zakonnym, w każdym klasztorze – wtedy nie ma wspólnoty. Gdy przychodzą dzieła apostolskie, wtedy też przychodzą różne zachcianki bardzo indywidualne. Jedynym kryterium, na ile faktycznie w naszych dążeniach jest szukanie Chrystusa jest to, czy rzeczywiście Chrystus jest centrum naszych dążeń, myśli, zaangażowania. Stąd też w naszych wspólnotach powinno się szukać wyłącznie samego Chrystusa.
Jest to pewien ogólnik, ale jak się chce konkretu, pytajmy własnego sumienia, co należałoby zrobić w danym momencie, czy Chrystus będzie z tego zadowolony.
Chrystus wyraźnie powiedział, że Jego braćmi i siostrami, Jego Matką, są ci, którzy pełnią wolę Jego Ojca. W naszych wspólnotach, utworzonych z sióstr, z braci, przełożony prezentuje wolę Ojca. Dla przełożonych jest to sprawa bardzo delikatna, żeby powiedzieć wspólnotom: „czy chcecie, czy nie chcecie, w tym okresie ja zastępuję Pana Boga” Wygląda to na wynoszenie się, ale ta świadomość jest potrzebna przełożonym, bo z chwilą podejmowania decyzji muszą się liczyć z tym, że jeśli to ma być wolą Bożą dla podwładnego, to również jest wolą Bożą dla przełożonych. Przełożony musi być w swoim sumieniu przekonany, że to jest wolą Bożą. Wtedy bowiem zastępuje miejsce Ojca w niebie, Który tworzy braterstwo i zastępuje założyciela, kiedy on już nie żyje, ale zostawił dar Ducha Świętego, jak określamy charyzmat. Tak więc niezależnie od ludzkich słabości, którym podlegamy, przełożeni winni mieć cały czas na uwadze, że zastępują Ojca.
I trzeba też to rozumieć, że założyciele naszych zgromadzeń też nie przez wszystkich byli rozumiani, nawet przez tych, którzy wstępowali za ich życia. Tworzyli oni braterstwo, bo uznawali ojca czy matkę. Nawet sam Ojciec w niebie przez wielu spośród Jego dzieci nie jest rozumiany. Dzisiaj – w jakiejś mierze – jest powszechne krytykowanie Pana Boga. Nie łudźmy się więc, że i przełożeni nie będą krytykowani. Ale nie trzeba upadać na duchu, bo – jak się mówi – nie wszystkim można dogodzić. Nie mamy możliwości wczytywania się w myśli innych – naszych braci czy sióstr. Ta świadomość powinna pomagać przełożonym, bo nawet jeśli kiedyś pobłądzą czy ktoś ich skrytykuje, świat się nie zawali z tego powodu. Dzięki Bogu, że przełożeni nie wiedzą o wszystkich krytykach, bo wtedy można by się rzeczywiście zachwiać. Często, gorsi są ci, którzy donoszą wszystko przełożonym niż ci, którzy krytykują. Jeśli, bowiem się nie wie, to przełożeni postępują jak potrafią, oby z jak najlepszą dobrą wolą.
Dlatego przełożeni winni pamiętać z pozycji dobra własnego jak i z pozycji podwładnych o nadprzyrodzoności zadania przełożonych. Chodzi o to, aby wykorzystać posłuszeństwo i ślub posłuszeństwa. Wszyscy powinni szanować, poważać przełożonych także ze względu na złożony ślub posłuszeństwa. Właśnie dzisiaj, kiedy już wkrada się do naszych wspólnot tak wiele z demokracji, często zaczynamy iść na kompromis. Przełożeni to nie koordynatorzy, animatorzy, dyrektorzy wspólnot. Oni są – powtarzam – zastępującymi Ojca w niebie i tego ojca, tę matkę, którzy utworzyli daną wspólnotę. Jako przełożeni są odpowiedzialni nie tylko o to, żeby zatroszczyć się o dobro dla ciała swoich współpracowników, ale – jako dobrzy pasterze, są zobowiązani do wybierania tego, co najlepsze, zatem o troskę dla dusz.
Często w ramach tak zwanej demokracji, poszukujemy jakiegoś kompromisu, uzgodnień. Kompromis jest potrzebny i w zakonie, ale raczej mówimy o dialogu, który dzisiaj jest powszechny w zgromadzeniach zakonnych i ma służyć temu, by nie zagubić nadprzyrodzoności naszego życia. Dialog ma służyć lepszemu poznaniu woli Bożej, a nie kompromisowi. Dialog ma być tylko możliwością lepszego poznania woli Bożej.
Wiadomo, że nie jesteśmy wszechwiedzący, że ktoś może być lepiej przygotowany w danej dziedzinie, a więc i lepiej zorientowany w konkretnej sytuacji. Ma więc możliwość, a nawet obowiązek doinformować nią przełożoną czy wspólnotę, kiedy np. przychodzi do tak zwanych demokratycznych decyzji. Trzeba uświadamiać i wspólnotę, która w ramach dyskusji, głosowania, ma obowiązek rozpoznać jak najlepiej wolę Bożą i według tego głosować, niezależnie od innych, cichych uzgodnień. To nie jest łatwe, ale uświadamianie, uczulanie przed jakąś wspólną decyzją jest ważne, bo wtedy wyczula się także trochę sumienie. Zakrada się bowiem pewien rodzaj demokracji. Nie wykorzystujemy ślubu posłuszeństwa wtedy, bo jeśli opieramy się tylko na uzgodnieniach, to skąd będzie płynęła łaska nadprzyrodzona w wykonywaniu tego ślubu, który złożyliśmy? Przecież ślubowi, tej naszej ofierze, Bóg daje łaskę. Przecież posłuszeństwo Jezusa Chrystusa przyniosło aż taki skutek. Nasze ślubowane posłuszeństwo jest włączeniem się w posłuszeństwo Chrystusa i tylko wtedy, gdy korzystamy z niego, a więc przełożeni, gdy coś polecają, gdy uznają, że taka jest wola Boża, a podwładni ze słuchania i spełniania danych poleceń. Tylko takie posłuszeństwo przynosi nadprzyrodzone owoce. Nieraz są takie przejawy, że rzeczywiście posłuszeństwo przyniosło nieprzewidywane przez normalne posłuszeństwo owoce. Dam prosty przykład.
Jeden z zakonników bardzo nie chciał się przenieść. Trwało to ze trzy miesiące. Po rozmowie z nim, po pełnym rozważeniu, nie ustąpiłem; chciałem zrobić tak jak uważałem za słuszne i dobre. Kiedy byłem starszym prowincjałem, dołączyły się już pewne politykowania, żeby jakoś wyjść na przeciw. Wtedy sam odczuwałem, że nie ma poparcia nadprzyrodzonego. Ale to było tylko dla mnie czytelne. Zakonnik ten groził nawet wcześniej odejściem, wystąpieniem. W miarę możliwości przetrwałem to wszystko. W końcu ten zakonnik przeniósł się. Po kilku miesiącach potem odwiedziłem ten klasztor, gdzie przeniósł się ów zakonnik. Przyszedł z miną zmieszaną i powiedział, że chce przeprosić Ojca Prowincjała, bo nigdy w zakonie nie czuł się tak dobrze, jak teraz. I do tej pory jest w tym klasztorze, czuje się dobrze, choć minęło już dwadzieścia parę lat. Tak zaowocowało jego posłuszeństwo, kiedy faktycznie się potwierdziło, że taka była dla niego wola Boża. Chcę więc upewnić Siostry Przełożone, że nie mają się czego obawiać, ale powinny korzystać z tego, że mają prawo polecać. Oczywiście, trzeba to czynić w sposób pełen miłości. W ramach ślubu trzeba wymagać, bo życie zakonne zaczyna wtedy owocować nadprzyrodzonością, jest bowiem wtedy włączone w posłuszeństwo Chrystusa. Mówię to głównie dlatego, aby nie zatracić w imię dialogu, w imię demokracji, nadprzyrodzoności naszych wspólnot. Nasze wspólnoty to nie czysto społeczne grupy, gdzie – jak się dziś mówi – przełożony jest animatorem. Wśród wielu obowiązków jest on i animatorem, bo powinien podsuwać i poszukiwać tego, co lepiej dynamizuje wspólnotę. Ale nie tylko ten dynamizuje, kto więcej działa, ale który rozważa, w jaki sposób będzie mógł lepiej służyć Chrystusowi, bo On jest w centrum naszych wspólnot. Więc w tym aspekcie może jest animatorem, ale mówienie o przełożonych, że są animatorami, bądź koordynatorami, jest niewłaściwe. Oni są po prostu ojcami, matkami, duszpasterzami. A jeśli – w sytuacji sióstr – są matkami, to wiemy, że dobrą matką nie może być ta, która nie stawia wymagań. W przeciwnym bowiem razie będzie tak, jak to powiedział św. Paweł „Jeśli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania” /1 Kor 15,19/. Bo przecież przyjęliśmy wskazania Chrystusa, ale jeśli tylko w tym życiu w tych wskazaniach Chrystusa pokładam nadzieję, będziemy bardziej godni politowania od wszystkich, bo pozbawiliśmy się tych możliwości, jakie daje świat.
Na zakończenie przypomnijmy sobie, co św. Paweł pisał do Galatów: „O nierozumni! Któż was urzekł, was, przed których oczami nakreślono obraz Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego? /3,1/ I dalej: „Czyż jesteście aż tak nierozumni, że zacząwszy duchem, chcecie teraz kończyć ciałem? /3,33/.
I my zaczęliśmy duchem w ramach organizacji braterskich wspólnot, zaczęliśmy w oparciu o motywację nadprzyrodzoną, a później a później uciekamy się do tych tylko wyrozumowanych, wypolitykowanych racji. W takim przypadku mogłoby się to i do nas odnosić.
Czyż jesteście aż tak nierozumni, że zacząwszy duchem, chcecie teraz kończyć ciałem? Któż was tak urzekł? Współczesny świat, współczesne wskazania, współczesne czasem wykłady nawet na uniwersytecie?
Św. Paweł skierował swój swoisty wyrzut do Galatów. Nie chciałbym dzisiaj powtórzyć tego do Sióstr, bo nie mam takiego tytułu, ale jako pewien rodzaj ostrzeżenia. Któż was urzekł, przed których oczyma nakreślono obraz Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego, Tego, od Którego Ojciec tak wiele wymagał.
A więc, Drogie Siostry, nasze wspólnoty są zawsze wspólnotami braterskimi, siostrzanymi, bo mamy wspólnego Ojca, Którego wola ma się pełnić też tutaj, na ziemi. Bo Chrystus, którego naśladowanie jest celem wspólnoty braterskiej czy siostrzanej, przyszedł, aby pełnić wolę Ojca. A my? Obyśmy się stali Jego dziećmi!!! Amen.
(Opracowanie na podstawie zapisu magnetofonowego – nie autoryzowane)
Archiwum KWPŻZZ