Bp Jacek Kiciński CMF, Homilia podczas spotkania KWPZM – Kraków, 20 października 2021

Czuwajcie i bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie Syn człowieczy przyjdzie (Łk 12, 39-48). Słowa te streszczają istotę życia osób konsekrowanych – czuwać i być gotowym na spotkanie Pana.

Od tych słów rozpoczyna się Testament św. Jana Pawła II. Na samym początku Ojciec święty pisze: czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy Pan przybędzie – te słowa przypominają mi ostateczne wezwanie, które nastąpi wówczas, kiedy Pan zechce (Testament św. Jana Pawła II).

Drodzy bracia w powołaniu kapłańskim i zakonnym!

Wezwanie do czuwania – tak bardzo obecne w słowie Bożym – jest wezwaniem do gotowości i otwartości na przychodzącego Pana. Ma ona trzy zasadnicze wymiary:

  1. gotowość na spotkanie z Panem,
  2. gotowość na przyjęcie Jego planu,
  3. gotowość na zmianę swojego życia.

Z postawą czuwania łączy się postawa wierności. Czuwanie bez wierności staje się okazjonalnym wydarzeniem, które szybko przechodzi w zapomnienie.

Osoba konsekrowana jest wiec powołana do wiernego czuwania. To wierne czuwanie wino być obecne w:

– wiernym słuchaniu Słowa Bożego,

– wiernym rozeznawaniu woli Bożej,

– w wiernym działaniu – spełnianiu posłannictwa.

Okazuje się jednak, że osoby konsekrowane podobnie jak współczesny świat, współczesny świat, mają problem z:

– wiernym słuchaniem,

– wiernym rozeznawaniem,

– wiernym działaniem.

Wobec zaistniałej sytuacji potrzeba nam wszystkim wrócić do istoty życia konsekrowanego, które od samego początku nastawione było na czuwanie. To czuwanie wyrażało się nieustanną gotowością do dalszej drogi wiary. Było ono swoistego rodzaju antidotum na jawiącą się acedię. Zresztą i dziś jesteśmy świadkami jej obecności w naszym życiu osobistym i w życiu naszych wspólnot. Jest ona nazwana przez Ojców Kościoła demonem południa. Objawia się w pewnej ospałości duchowej, letniości, braku duchowej wrażliwości, niechęci do zmian, letargu duchowym, czy wreszcie w tzw. świętym spokoju. Czuwanie zaś wprowadza pewne napięcie między tym, co jest tu i teraz, i tym, co będzie w przyszłości – perspektywą wieczności. Stąd też czuwanie prowadzi w ostateczności do postawy Bożego niepokoju.

Warto przy okazji wspomnieć tzw. wigilantów – nieśpiących, którzy nieustannie oczekiwali na spotkanie z Panem. Oczywiście nie brakowało tu wypaczeń, ale sama postawa czuwającej gotowości jest godna pochwały.

Jako osoby konsekrowane jesteśmy powołani do gotowości, by pójść dalej i głębiej na drodze wiary, by dać się poprowadzić Duchowi Świętemu. Jak czytamy w Liście do Diogeneta – chrześcijanie żyją tu na ziemi, ale ich ojczyzną jest niebo. Czuwanie jest zatem postawą nadziei, którą przekracza horyzont doczesności. I tą nadzieją należy dzielić się z innymi, zwłaszcza z tymi, pośród których żyjemy, i do których jesteśmy posłani. Czuwając sami mamy uczyć czuwania innych.

Spoglądając na codzienność życia wspólnot zakonnych należy stwierdzić, że pierwszą osobą, która winna czuwać jest przełożony wspólnoty, prowincji zgromadzenia. Winien być on pierwszym, który:

– słucha,

– rozeznaje,

– podejmuje właściwe decyzje.

W tym też kontekście należy patrzeć na rozpoczęty Synod, który według życzenia papieża Franciszka ma być szkołą wiernego słuchania, które prowadzi do wiernego rozeznawania i w konsekwencji do wiernego działania. W całości jest to komunia słuchania Boga – wraz z siostrami i braćmi, prowadząca do wspólnoty zaangażowania i wspólnoty posłania.

Wzorem dla nas wszystkich są Dzieje Apostolskie – począwszy od wspólnoty zgromadzonej w wieczerniku, poprzez jedność w modlitwie i entuzjazm w głoszeniu Bożych dzieł miłości. 

Należy zatem słuchać wiernie tego, co Bóg mówi do mnie i do mojej wspólnoty. Co Duch mówi do Kościoła, którym jest nasze zgromadzenie (warto sięgnąć do Apokalipsy i Listów do siedmiu Kościołów).

Słuchanie osobiste i wspólnotowe jest podstawą właściwego procesu rozeznawania. Warto tu sięgnąć do reguł rozeznawania św. Ignacego Loyoli. Papież Franciszek w jednym z pierwszych przemówień na początku pontyfikatu zaznaczył, że każdy biskup – pasterz – winien odbyć ćwiczenia św. Ignacego. Pożytecznym byłoby, by każdy przełożony zakonny, zwłaszcza prowincjalny i generalny odbył takie rekolekcje. Są one niezwykle ważne i przydatne w kontekście rozeznawania duchowego. Ojciec święty dzieląc się doświadczeniem własnego rozeznawania zaznacza, że pierwsza myśl, która mu przychodzi do głowy na ogół jest nietrafiona, dlatego rozeznaje przez dłuższy czas. Ten czas staje się niejako Bożym wysłannikiem, który pomaga w procesie rozeznawania.

Nie wystarczy słuchanie i rozeznawanie ale potrzebne jest także potwierdzenie ze strony autorytetu, by uniknąć subiektywizmu duchowego. A gdy chodzi o sprawy ważne, to potwierdzenie winno przyjść od Kościoła. W tym względzie przykładem jest dla nas św. Franciszek, który słysząc słowa Pana, rozeznawał je na modlitwie jednak dopiero błogosławieństwo papieża stało się dla niego pieczęcią dla podjętej decyzji. To jest bardzo ważne, by mieć błogosławieństwo i potwierdzenie ze strony pasterzy, a zwłaszcza najwyższego pasterza. Dla osób konsekrowanych niezwykle istotna jest łączność z Kościołem powszechnym i lokalnym. W ten sposób unikamy tworzenia niebezpieczeństwa stania się “kościołem” w Kościele.

Dochodzimy w ten sposób do postawy wierności w działaniu. Istotnym jest, by widzieć w tym wszystkim cel naszego posłania. Dla kogo coś czynimy i jakie środki w to angażujemy? Celem naszym jest chwała Boża, a w konsekwencji osiągniecie królestwa niebieskiego. W realizacji takiego celu mogą się pojawić przeszkody takie jak: zniechęcenie, obawy, nastawienia, pokusa zabezpieczeń, niechęć do zmian. Zresztą należy stwierdzić, że każdy ustabilizowany system ma tendencję do opierania się wszelkim zmianom, a zwłaszcza związanym z radykalizmem ewangelicznym. Dlatego trzeba postawić sobie pytanie – przy okazji realizacji naszych celów:

 

Na kogo my, jako konsekrowani liczymy? Dotyczy to zarówno wymiaru duchowego jak i materialnego.

 

Przykładem są dla nas pierwsi chrześcijanie – ich życie ukazane w Dziejach apostolskich. Jesteśmy tam świadkami niesamowitego dynamizmu działania pod wpływem Ducha Świętego. Koniecznym jest dziś powrót do radykalizmu ewangelicznego. Dotyczy to zarówno dziedziny czystości, ubóstwa jak i posłuszeństwa. Obecnie wydaje się niezwykle ważnym uwolnienie się od różnego rodzaju zniewoleń materialnych i zależności sponsoringowych, które wprowadzają nas w kalkulację zysków i strat. Zachętą dla nas – osób konsekrowanych – jest postawa papieża Franciszka, który wskazuje na ubogich, jako prawdziwe bogactwo Kościoła. Potrzeba więc ryzyka oddania “pięciu chlebów i dwóch ryb”, by mocą Chrystusa nakarmić rzesze ludzi. By się to stało najpierw trzeba dać Chrystusowi, to co się ma i wierzyć, że On może to pomnożyć i w ten sposób nikomu, niczego nie zabraknie.

Bywa niekiedy i tak, że wiele osób świeckich potrafi zawstydzić nasze wspólnoty zakonne radykalizmem swego życia, wiarą przeżywaną w codzienności, zaufaniem wobec Boga i troską o każdego człowieka.

Zachęcam, by na nowo – przemyśleć nasz sposób działania! I nie zawsze chodzi o to, by działać i czynić dobro dla innych, ale warto postawić sobie pytanie, co my dziś możemy zrobić dla siebie samych? Jak powrócić do pierwszej gorliwości? Jak – nawet troszcząc się o zbawienie innych – samemu nie zejść z drogi błogosławieństwa?

Czas pandemii przyczynił się do wspaniałych inicjatyw dobroci ale obnażył też słabości w naszym zakonnym życiu. Wiele wspólnot zakonnych podjęło decyzję o zamknięciu swoich klasztorów, miejsc posługi duszpasterskiej, motywując chęcią głębszej refleksji nad swoim życiem, duchowością, oddaniem się modlitwie i życiu wspólnotowemu. Jakie są efekty? Czy staliśmy się lepsi i bardziej braterscy? Okazuje się, że niekiedy ten czas zaowocował większymi konfliktami, brakiem wzajemności oraz pogłębionym indywidualizmem.

Jezus mówi dziś do nas: szczęśliwy sługa, którego Pan zastanie przy rozdawaniu żywności. Żywności tej materialnej i tej duchowej. Trzeba nam dziś dzielić się pokarmem fizycznym i pokarmem wiary. Słyszymy także ostrzeżenie Jezusa. Nie mówić «Panie, Panie», ale prawdziwie żyć Ewangelią. Komu bowiem wiele dano od tego wiele wymagać się będzie, a temu komu wiele powierzono tym więcej żądać będą (Łk 12, 39-48).

Podsumowaniem, naszych rozważań o wiernym czuwaniu niech będą słowa św. Pawła Apostoła z Listu do Rzymian, które usłyszeliśmy w pierwszym czytaniu:

Niech grzech nie króluje w waszym śmiertelnym ciele poddają nas różnym pożądliwością. Oddajcie się na służbę Bogu. Jako ci, którzy przeszli ze śmierci do życia (Rz 6, 12-18).

Czuwajcie i bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie Syn człowieczy przyjdzie.

Wpisy powiązane

Przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Misji apeluje o udział w misyjnej Akcji św. Krzysztof – 1 gr za 1 km

Pamięci bohaterskich sióstr nazaretanek z Nowogródka

Z nadzieją – przyszli pątnicy „od paulinów” z krakowskiej Skałki