Kościół w Polsce od 1984 r. proponuje w sierpniu katolikom zachowywanie trzeźwości. 31 lipca, czyli dzień przed rozpoczęciem miesiąca trzeźwości, w kalendarzu liturgicznym wypada wspomnienie św. Ignacego Loyoli. Tego świętego można uznać za nauczyciela i patrona wstrzemięźliwości: nie tylko od nadużywania alkoholu, ale od wszelkich uzależnień i kompulsywnych zachowań – piszą autorzy tekstów w najnowszym wydaniu jezuickiego kwartalnika „Manreza”.
Św. Ignacy Loyola w „Ćwiczeniach duchowych”, czyli wskazówkach dotyczących organizowania rekolekcji, które po jego śmierci nazwano rekolekcjami ignacjańskimi, zawarł wiele praktycznych wskazówek. Znajdziemy w tej książeczce nie tylko porady duchowe, takie jak tematy poszczególnych rozważań czy zasady prowadzenia medytacji i rachunku sumienia; ale również konkrety dotyczące całkiem przyziemnych spraw, w tym „Reguły służące do zaprowadzenia ładu w jedzeniu” (punkty 210-217).
Dlaczego jedzenie?
Ewagriusz z Pontu, jeden z najbardziej znanych ojców pustyni, tworząc listę ośmiu logismoi, które tłumaczy się jako „duchy zła” albo „myśli namiętne”, na pierwszym miejscu umieścił obżarstwo (pozostałe to: nieczystość, chciwość, smutek, gniew, znużenie duchowe, czyli acedia; szukanie ludzkiej chwały; pycha). Spis ośmiu „duchów zła” stał się później podstawą do opracowania nauki Kościoła o siedmiu grzechach głównych.
Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu wydaje się powszechnym zagrożeniem w czasach przesytu, w których teraz żyjemy. Dla Ewagriusza było czymś jeszcze gorszym: furtką do wszystkich innych logismoi – zauważa we wstępie do „Manrezy” redaktor naczelny pisma o. Marek Kruszyński SJ. „Wiele drewna roznieca wielki płomień, zaś mnóstwo pokarmów karmi pożądliwość. Płomień przygasa, gdy zabraknie materii, a niedostatek pokarmów uśmierza pożądliwość” – pisał Ewagriusz. Tak jak początkiem życia prawego i uporządkowanego jest asceza, podobnie początkiem wszelkich pożądliwości i chaosu jest nieumiarkowanie.
Łacińskie słowo appetitus odnosi się nie tylko do potrzeby zaspokojenia głodu. Oznacza ono przede wszystkim „dążenie”, „pożądanie”, „skłonność”, „pragnienie”. „A zatem proste reguły, które Ignacy podaje do użycia względem jedzenia, mają o wiele szersze zastosowanie. Można je odnieść do wszelkiego rodzaju naszych apetytów, głodów i dążeń – do wszystkiego, co domaga się ładu, uporządkowania, a przede wszystkim do tego, co pozbawia nas wewnętrznej wolności” – pisze o. Kruszyński.
Hulaka i uwodziciel
Kluczowe jest to, co św. Ignacy pisze w jednym z pierwszych punktów swojej książki:
„Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją. Inne zaś rzeczy na obliczu ziemi są stworzone dla człowieka i aby mu pomagały do osiągnięcia celu, dla którego jest on stworzony. Z tego wynika, że człowiek ma korzystać z nich w całej tej mierze, w jakiej mu one pomagają do jego celu, a znów w całej tej mierze winien się od nich uwalniać, w jakiej mu są przeszkodą do tegoż celu”.
Nie chodzi o perfekcjonizm. Chodzi o miłość!
Św. Ignacy Loyola może być dobrym patronem dla osób, które chcą zaprowadzić ład w sferze swoich popędów, bo właśnie wejście na drogę porządkowania nieuporządkowanych przywiązań doprowadziło go do nawrócenia. Od hulaki i uwodziciela uzależnionego od gier i turniejów rycerskich przeszedł on proces przemiany poprzez szukanie i znajdowanie Boga w sobie (nazwał to poruszeniami duchowymi) i w znakach Bożej obecności wokół siebie. Zaowocowało to bezpośrednim spotkaniem z Jezusem i poddaniem się Jego prowadzeniu.
Mechanizm uzależnienia
Uzależnić się możemy od wszystkiego, co tylko zapewni naszemu mózgowi zastrzyk dopaminy. Dzisiaj najpopularniejsze uzależnienia – wylicza o. Dariusz Michalski SJ – to cyfrowe używki (np. wielogodzinne przewijanie ekranu smartfona, przeglądanie mediów społecznościowych, pornografia itp.), zakupy, tradycyjne używki (np. alkohol, papierosy, narkotyki), ale też nadmierne jedzenie.
Jaki jest mechanizm powstawania uzależnienia? O. Michalski tłumaczy: nasz umysł działa tak, że potrzebuje nieustannie jakichś form przyjemności. Odpowiada za to układ nagrody, którego kluczowym elementem jest dopamina, która jako neuroprzekaźnik jest odpowiedzialna za odczuwanie motywacji i przyjemności. Kiedy robimy coś, co sprawia nam przyjemność, np. jemy coś smacznego, dostajemy lajka w internecie, pijemy alkohol, gramy w grę, oglądamy serial czy uprawiamy seks, to nasz mózg „nagradza” nas wyrzutem dopaminy do organizmu, co odczuwamy jako stan dobrego samopoczucia. To naturalny mechanizm, który ma nas zachęcać do powtarzania zachowań sprzyjających przetrwaniu lub poczuciu satysfakcji.
Problem pojawia się wtedy, gdy mózg zaczyna uzależniać się od tych „nagrodowych” bodźców i stanów, które po nich następują. Im częściej sięgamy po szybkie źródło dopaminy (np. przewijanie ekranu, granie na telefonie, alkohol, pornografię), tym bardziej nasz układ nagrody ulega przeciążeniu. Mózg staje się coraz mniej wrażliwy na codzienne, odpowiednio dawkowane i naturalne, czyli zdrowe źródła radości, i domaga się coraz mocniejszych lub częstszych bodźców, które mogą nie zgadzać się z uznawanym przez nas systemem wartości. Wywołuje to wewnętrzny konflikt prowadzący do napięcia, które… znów próbuje się rozładować. I tak wpadamy w błędne koło. Tracimy kontrolę, bo spada nasz poziom samoregulacji trudnych emocji. Nasze wybory przestają być wolne, a stają się wyborami z wewnętrznego przymusu. Rodzące się poczucie winy paradoksalnie staje się powodem do sięgnięcia po kolejną przyjemność, która wywołuje kolejny konflikt wartości. I koło się zamyka…
Przyjemność i ból
Św. Ignacy pisze: „Nade wszystko trzeba się strzec, żeby cały nasz umysł nie był zajęty jedzeniem, i żeby jedząc nie dać się porwać apetytowi, lecz żeby mieć panowanie nad sobą tak w sposobie jedzenia, jak i w ilości pokarmów”. Zachęca też do planowania kolejnego posiłku tuż po poprzednim, kiedy jesteśmy jeszcze syci.
Chodzi o wolność wewnętrzną, by nie funkcjonować w trybie automatycznym i nie być popychanym przez pragnienia i apetyty – tłumaczy o. Michalski. Nadmierna konsumpcja jest odbiciem tego, co mamy w głowie. Jeśli jesteśmy nastawieni na bezproblemowy, bezstresowy model życia, w ciągłym poszukiwaniu przyjemności, to wcześniej czy później popadniemy w nieuporządkowane spożywanie czy zaspokajanie się. Tymczasem Jezus mówi: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje”. „Nie można być chrześcijaninem i nie nieść krzyża codzienności: mniejszych czy większych przykrości, zranień. Nie chodzi o to, by ich szukać, ale chodzi o to, że kiedy wkraczają one w nasze życie, to trzeba się z nimi zmierzyć, podjąć je, a nie uciekać w przyjemności” – pisze współbrat św. Ignacego.
O. Michalski przytacza ciekawostkę: ośrodki w mózgu odpowiedzialne za odczuwanie przyjemności i bólu są ze sobą powiązane, a w wielu przypadkach nawet nakładają się na siebie. Nadużywanie dopaminowych bodźców może więc z czasem zwiększać wrażliwość na cierpienie psychiczne i emocjonalne. Innymi słowy – uciekając od cierpienia w przyjemności, możemy nieświadomie powiększać w sobie obszar cierpienia.
Prostota
Św. Ignacy zaczyna swoje rady dotyczące jedzenia dość paradoksalnie – stwierdza, że nie ma potrzeby specjalnie powstrzymywać się od chleba. „Nie jest on bowiem pokarmem, na który miałoby się tak nieumiarkowaną chęć, albo ku któremu doznawałoby się tak uporczywych pokus jak ku innym pokarmom” – tłumaczy.
W szerszym kontekście życiowym jest to zachęta do docenienia normalności – zauważa o. Marcin Pietrasina SJ. Dzisiaj cenimy życie na wysokich obrotach, pełne nowych doznań i „fajerwerków”. Tymczasem Ignacy sugeruje, że wolność rodzi się w akceptacji tego, co zwykłe, codzienne i niewyszukane. Nie chodzi o jednorazowy akt, ale budowanie trwałego nawyku prostoty – świadome kształtowanie swoich upodobań w taki sposób, aby to, co proste i podstawowe, stało się dla nas naturalnym i wystarczającym źródłem zaspokojenia.
Kolejna rada św. Ignacego brzmi: jeśli pokarmy są wyszukane, warto je spożywać w małych ilościach. To dość realistyczne podejście – komentuje o. Pietrasina: „Ignacy nie nakazuje całkowitej rezygnacji z przyjemności. Mówi: jeśli masz do czynienia z czymś, co bardzo cię pociąga, co jest wyszukane czy wykwintne, zachowaj szczególną ostrożność. Zjedz mało. Dlaczego? Bo właśnie tutaj ‘pokusa daje się bardziej odczuć’”.
Alkohol
O napojach alkoholowych św. Ignacy wspomina tylko raz i to nie używając tego określenia ani jego synonimów: „Wstrzemięźliwość od napoju wydaje się bardziej wskazana niż od jedzenia chleba. Dlatego trzeba się bardzo zastanowić, co pomaga, żeby to zastosować, a co szkodzi, żeby to odrzucić”.
W XVI w. i jeszcze przez kilka kolejnych wieków głównym napojem mieszkańców Europy wcale nie była woda, która często była zanieczyszczona i mogła powodować choroby. Najczęściej pito sfermentowane napoje, np. piwo i wino, niekiedy mocno rozcieńczone, ewentualnie napary ziołowe albo napoje mleczne. Jednak nawet w tych realiach św. Ignacy radzi, żeby dobrze się zastanowić, co nam pomaga, a co szkodzi. Nie potępia alkoholu, ale zauważa, że uważność i ostrożność w tej sprawie jest szczególnie wskazana.
Głody niefizyczne
Św. Ignacy radzi: „Podczas jedzenia myśleć o Chrystusie, Panu naszym, jakby się Go widziało jedzącego z apostołami swymi, jak pije, jak spogląda, jak mówi, i starać się Go naśladować”. Dobry pomysł to także kierowanie myśli ku życiu świętych, pobożnej kontemplacji albo „sprawie duchowej, którą ma się załatwić”
„W naszym życiu karmimy się nie tylko fizycznie dietą składającą się z białek, węglowodanów i tłuszczów. Karmimy się także relacjami, karmimy się emocjonalnie, duchowo, psychicznie – pisze w „Manrezie” o. Łukasz Wysocki SJ. – Pojawiają się od razu pytania: czym, jak i kiedy karmimy nasze głody niefizyczne? Czy te pokarmy, jakich sobie dostarczamy, nam służą, czy nam nie służą? W tym kontekście warto wrócić do reguł danych przez św. Ignacego i zapytać, czy karmiąc się w tych różnych obszarach, jestem w stanie wyobrazić sobie Pana Jezusa”.
Źródło: “Manreza. Pismo poświęcone duchowości ignacjańskiej” 3/2026, Wydawnictwo Rhetos (https://manreza.pl).