Od trzech miesięcy posługuję w nowej parafii w Villa Alemana w Chile, gdzie dołączyłem do o. Adama Ługowskiego SVD – misjonarza z ponad dwudziestoletnim stażem. W pierwszy piątek każdego miesiąca kościół św. Mikołaja z Bari wypełnia się ciszą całonocnej adoracji Najświętszego Sakramentu. Ludzie przychodzą i zostają. Sami wyznaczają sobie godziny, siedzą, klęczą, milczą. To dla mnie jedno z najpiękniejszych doświadczeń w Chile – nigdzie wcześniej tutaj nie spotkałem czegoś takiego.
Wtedy na mediach społecznościowych napisałem: „Jezus powiedział do św. Małgorzaty Marii Alacoque: „Przystępującym przez dziewięć z rzędu pierwszych piątków miesiąca do Komunii Świętej dam łaskę pokuty ostatecznej…”. Pięknie. Tylko że pierwszy piątek to nie tylko świece i cisza. To przede wszystkim spowiedź. I właśnie tutaj zaczyna się moja największa chilijska bolączka.
W Chile bardzo poważnie podchodzi się do ochrony małoletnich – i słusznie. Niestety te same przepisy nie są stosowane z równą troską wobec sakramentu pojednania. Prawo kanoniczne wyraźnie gwarantuje penitentowi prawo do kratki i pełnej anonimowości. W praktyce taka możliwość jest jednak rzadkością. Do tej pory katedra w Santiago jest jedynym miejscem, w którym spotkałem się z tym standardem – sam z niej korzystałem i od razu poczułem się jak w domu.
Z nostalgią wspominam dominikański kościół na Służewcu w Warszawie. Tam spowiedź była zorganizowana po mistrzowsku: stałe miejsce, stała godzina, solidna kratka. I co? Zawsze kolejka. Sama świadomość, że „jest ksiądz”, działała jak magnes. Ludzie przychodzili, bo wiedzieli, że mogą.
Kardynał Grzegorz Ryś w wywiadzie u redaktora Rymanowskiego przyznał, że sam ma stałego spowiednika. I bardzo dobrze. Jest to jednak luksus dostępny tylko dla nielicznych. Większość wiernych nie potrzebuje niczego więcej – wystarczy podstawowy, godny standard: kratka, pełna anonimowość i kapłan, który po prostu siedzi i czeka.
Problem nie ogranicza się tylko do Chile. W Zambii, gdzie posługiwałem w parafii, sam zbudowałem konfesjonał – nie było żadnego, a potrzebowałem godnego i wygodnego miejsca do spowiedzi. W Iquique, na pustynnej północy w Chile, brałem zwykłe krzesło, wychodziłem przed kościół i czekałem. Na szczęście na pustyni nie pada.
Mój współbrat, o. Waldemar Wesoły SVD, na zajęciach z teologii pastoralnej w seminarium w Pieniężnie często powtarzał prostą, genialną zasadę: „Siadaj do konfesjonału i czekaj, nawet jeśli nikogo nie ma. Widząc kapłana gotowego, wierni nie mają wyjścia – przyjdą”. Miał absolutną rację. Gdy tylko proponujemy „można w każdej chwili, wystarczy zadzwonić”, niemal zawsze w ostatniej sekundzie odzywa się szatan: „Może następnym razem… Ksiądz pewnie jest zajęty”.
Tutaj, w Villa Alemana, najlepsze miejsce do spowiadania jest w klasztorze Sióstr Służebnic Ducha Świętego od Wieczystej Adoracji. Mały pokoik tuż przy wejściu, dwa krzesła, stuła – i tyle. Idealnie. To właśnie tam najmocniej czuję ducha świętego Arnolda Janssena i moc jego modlitwy: „Przed światłością Słowa i Duchem łaski niech ustąpią ciemności grzechu i noc niewiary, a Serce Jezusa niech żyje w sercach ludzi!”. Szkoda tylko, że klasztor leży na skraju miasta i przychodzi tam zaledwie garstka osób.
Dziś dużo mówi się o synodalności i sztuce słuchania. Biskupi mają słuchać świeckich, księża wiernych, wszyscy razem – Ducha Świętego. Bardzo ładnie. Tylko że ja nie znam lepszej szkoły słuchania niż konfesjonał. Tam człowiek nie opowiada „narracji swojego życia”, tylko klęka i mówi: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Wyznaje grzechy – prawdziwe, brzydkie, swoje. A po drugiej stronie kratki ktoś naprawdę słucha.
Może więc zamiast tworzyć kolejne synodalne struktury, wystarczy wrócić do tego, co najprostsze i najstarsze: kratka konfesjonału, anonimowość, stały czas i kapłan gotowy słuchać. Bo prawdziwa synodalność nie zaczyna się od wielkich sali moderowanych dyskusji. Wszystko zaczyna się dokładnie w tym momencie: gdy ktoś klęka i drżącym szeptem wypowiada swoje najgłębsze „przebacz mi”.
I wtedy naprawdę słychać Ducha Świętego. Bez mikrofonów, bez powerpointa i bez okrągłych stołów.
Komunikaty SVD, Czerwiec 2026, str. 17-18.
Zdjęcie: Pierwszy piątek – całonocna adoracja Najświętszego Sakramentu w Villa Alemana, Chile. Fot. Jacek Gniadek SVD