“Niech Hiszpania pozostanie ziemią spotkania, kultury, solidarności i nadziei. Niech jej życie publiczne potrafi zawsze łączyć stanowczość przekonań ze szlachetnością dialogu i wielkością służby. Niech Bóg obdarzy wszystkie narody ziemi pokojem, rodziny zgodą, a sumienia spokojem” – wezwał Leon XIV podczas spotkania z członkami hiszpańskiego parlamentu w Kongresie Deputowanych w Madrycie.
Panie Premierze,
Pani Przewodnicząca Kongresu Deputowanych,
Panie Przewodniczący Senatu,
Panie Prezesie Trybunału Konstytucyjnego,
Pani Prezes Sądu Najwyższego i Przewodnicząca Generalnej Rady Władzy Sądowniczej,
Członkowie Kongresu Deputowanych i Senatu,
Panie i Panowie!
Dziękuję Pani Przewodniczącej za życzliwe słowa, jak również za zaproszenie, które Stolica Apostolska otrzymała z okazji mojej podróży do tego kraju, a także za uprzejme przyjęcie mnie w tym historycznym Pałacu Kongresu Deputowanych, będącym szacownym miejscem życia instytucjonalnego, prawnego i demokratycznego Królestwa Hiszpanii. Staję dziś przed Państwem jako Biskup Rzymu i Pasterz Kościoła katolickiego, świadomy, że misja powierzona Następcy Apostoła Piotra jako zasadzie i fundamentowi jedności biskupów oraz wiernych (por. Lumen gentium, 23) stawia Stolicę Apostolską w szczególnej relacji dialogu z narodami i państwami.
Moja obecność pośród Państwa ma być gestem bliskości wobec Hiszpanii w duchu wzajemnej współpracy, a także słowem ofiarowanym w służbie osobie ludzkiej. Kościół „pielgrzymuje razem z ludzkością”, dzieli jej nadzieje i rany, wsłuchuje się w pytania każdej epoki i pozwala, „by przemawiało do niego wszystko to, co dotyczy życia mężczyzn i kobiet naszych czasów”. Dlatego, gdy zabiera głos w sprawach życia publicznego, czyni to z poszanowaniem właściwej misji instytucji oraz prawowitej odpowiedzialności tych, którym powierzono mandat stanowienia prawa. Uznaje „autonomię rzeczywistości ziemskich” oraz „rozróżnienie między wspólnotą eklezjalną a wspólnotą polityczną”; właśnie dzięki tej świadomości wnosi refleksję zrodzoną z pragnienia służby dobru wspólnemu i przypominania tego, co czyni współistnienie naprawdę ludzkim (por. Enc. Magnifica humanitas, 18–19).
W tej Sali Posiedzeń nadaje się formę prawną współżyciu społecznemu. Tutaj wysłuchuje się różnic zdań, porządkuje je i – gdy jest to możliwe – przekształca we wspólną decyzję. Dlatego też, ponad uprawnioną różnorodnością stanowisk, każde działanie ustawodawcze staje ostatecznie wobec zasadniczego pytania: jaka koncepcja osoby ludzkiej inspiruje stanowione prawa i jaki rodzaj społeczeństwa prawa te budują.
Wobec tej kwestii Hiszpania posiada szczególnie bogatą pamięć. Jej tożsamość geograficzna i polityczna splatała się z dziejami, w których wiara i rozum, sztuka i prawo, tradycja i myśl potrafiły spotykać się w sposób owocny. W jej katedrach i uniwersytetach, w nieśmiertelnej literaturze, w instytucjach prawnych oraz w samym duchu narodu pozostaje żywe dziedzictwo, które ukształtowało określony sposób przeżywania wolności, urzeczywistniania sprawiedliwości i organizowania wspólnego życia.
Od uniwersalnych kart Don Kichota, gdzie Cervantes pisał, że „wolność jest jednym z największych darów, jaki niebo ziemi dać mogło” (Don Quijote de la Mancha, II, 58) (1), po duchową głębię św. Teresy z Ávili; od wielkiej hiszpańskiej tradycji prawnej po metafizyczny niepokój Miguela de Unamuno, który przypominał, że człowiekowi „nie godzi się umrzeć całkowicie” (Del sentimiento trágico de la vida, I) (2) – Hiszpania potrafiła patrzeć na człowieka jako na coś więcej niż element porządku społecznego, gospodarczego czy politycznego. Uznawała go za stworzenie otwarte na prawdę, obdarzone wolnością i poruszane pragnieniem wieczności, którego żadna rzeczywistość doczesna nie jest w stanie zgasić; jednym słowem, za kogoś, którego godność poprzedza wszelką użyteczność i któremu ma służyć działalność legislacyjna.
Dlatego też, mówiąc dziś o osobie ludzkiej, pamięć ta prowadzi nas w sposób naturalny do Salamanki i do myśli, która tam dojrzała. Symboliczna obecność w tej sali królów Izabeli i Ferdynanda przywołuje moment, w którym Hiszpania stanęła wobec historycznej odpowiedzialności o wymiarze powszechnym. Kilka lat później Salamanka podjęła – z wyjątkową przenikliwością – refleksję moralną i prawną, jakiej wymagała nowa sytuacja. W tym ośrodku uniwersyteckim, pięćset lat temu, gdy otwierały się nowe światy i ogromne możliwości w relacjach między ludami ziemi, niektórzy mistrzowie zrozumieli, że nie można odwoływać się do rozumu po to, by nadawać pozory legalności temu, co siła lub interes przedstawiały jako korzystne. Wprowadzili oni do historycznego rozeznawania pytanie o niezbywalna wartość każdej istoty ludzkiej oraz o moralne granice władzy. Trzeba przyznać, że społeczeństwo, a także sam Kościół, nie zawsze potrafiły sprostać intuicjom, które znajdowały oddźwięk w ich własnej tradycji chrześcijańskiej.
Jednak to pytanie otworzyło horyzont intelektualny i moralny, który znacznie przekroczył ramy własnej epoki. Intuicja totus orbis – wspólnoty ludzkiej szerszej niż jakakolwiek poszczególna władza – pozwalała afirmować istnienie więzi prawnych i moralnych między ludami. Refleksja Szkoły z Salamanki w Hiszpanii – a w szczególności brata Franciszka z Vitorii, wraz z innymi dominikanami i jezuitami – przyczyniła się do ukształtowania świadomości prawnej i moralnej zdolnej przypominać, że każda władza zawsze niesie ze sobą odpowiedzialność, a każdy człowiek powinien być uznawany za podmiot praw i obowiązków. To pragnienie przemawia również dzisiaj: aby godność, sprawiedliwość i dobro wspólne były miarą relacji społecznych zarówno na poziomie krajowym, jak i międzynarodowym.
Jest to jedno z wielkich dziedzictw Hiszpanii: połączenie działania historycznego z jasnością rozumu moralnego. Ten wkład, zrodzony nad brzegami rzeki Tormes, wykroczył poza aule uczelni i biblioteki, stając się częścią szerszej świadomości, podzielanej przez wspólnotę międzynarodową, która nadal zadaje sobie pytanie, jak budować pokój oparty na poszanowaniu osoby, a nie na narzucaniu siły. Dziedzictwo to żyje również w tych Kortezach, ilekroć ustawodawca zastanawia się, jak sprawić, aby to, co możliwe, było zarazem sprawiedliwe; aby to, co legalne, było prawdziwie ludzkie oraz aby wola większości strzegła tych dóbr, które należą do wszystkich, i szanowała to, czego żadna większość nie może zgodnie z prawem naruszyć.
Pytanie z Salamanki nadal towarzyszy tym, którzy służą życiu publicznemu. Dziś nowe światy otwierające się przed nami nie są już kreślone na mapach; rozpościerają się one w dziedzinie techniki, ekonomii, biomedycyny i świata cyfrowego, gdzie ludzka moc sięga coraz bardziej delikatnych obszarów życia osobistego i społecznego.
Postęp stwarza wspaniałe możliwości, a widzimy to dziś szczególnie wyraźnie w rozwoju sztucznej inteligencji i nowych technologii. Jak przypomniałem w mojej ostatniej Encyklice, technologia sama w sobie „nie jest jednak neutralna, ponieważ przyjmuje ona oblicze tych, którzy ją projektują, finansują, regulują i wykorzystują” (Enc. Magnifica humanitas, 9). Dlatego wobec transformacji naszych czasów nasze rozeznawanie powinno koncentrować się na tym, jakie miejsce zajmuje osoba ludzka w podejmowanych przez nas decyzjach oraz w jaki sposób na nowo stawiane są dziś kwestie godności pracy, solidarności, polityki społecznej i dobra wspólnego.
To rozeznawanie rozpoczyna się od podstawowego stwierdzenia: każde prawdziwie sprawiedliwe społeczeństwo buduje się na poszanowaniu nienaruszalnej godności osoby ludzkiej. Godność ta istnieje wcześniej niż jakiekolwiek przyznanie czy uznanie jej przez państwo i nie może być podporządkowana zmiennym konsensusom społecznym ani wahaniom większości w danym momencie (por. Benedykt XVI, Przemówienie w Bundestagu, 22 września 2011) (3). Przysługuje ona każdemu człowiekowi już z samego faktu istnienia i dlatego powinna stanowić punkt odniesienia dla całego porządku prawnego. Wiara chrześcijańska głosi tę prawdę na podstawie Objawienia; rozum ludzki może ją rozpoznać jako wymóg wpisany w prawdę o człowieku (por. tamże). Gdy przekonanie to pozostaje żywe, prawo staje się ochroną dla wszystkich i gwarancją przed narzucaniem partykularnych interesów oraz doraźnych agend.
Na tym fundamencie wypada mi dziś skierować spokojne, a zarazem stanowcze słowo do tych, na których spoczywa poważna odpowiedzialność za prawne kształtowanie współżycia społecznego. Współżycie to może być zagrożone przez kulturę odrzucenia, przed którą tak często przestrzegał Papież Franciszek (por. Przemówienie do Zgromadzenia Plenarnego Papieskiej Akademii Życia, 27 września 2021). W tym kontekście należy zapytać: jeśli życie przestaje być uznawane za wartość fundamentalną, jaką przyszłość mogą mieć nasze społeczeństwa? Czy można nazwać w pełni sprawiedliwą wspólnotę, która pozostawia w cieniu dziecko jeszcze nienarodzone, osobę starszą, chorego, cierpiącego w milczeniu lub człowieka całkowicie zależnego od opieki innych? Obrona życia ludzkiego nie jest kwestią poboczną ani interesem wyznaniowym; jest celem cywilizacji. Każde życie ludzkie powinno być szanowane i chronione od poczęcia aż do naturalnej śmierci, w każdej sytuacji swojej egzystencji. Gdy pewność ta zostaje zachwiana, najbardziej narażeni na zranienie stają się pierwszymi ofiarami, a prawo traci swoje najgłębsze znaczenie: służbę każdej osobie i jej ochronę. Dlatego moralna wielkość narodu objawia się przede wszystkim w jego zdolności do towarzyszenia, chronienia i miłowania tych istnień, które doświadczają największej kruchości.
Dobro wspólne jest w pewnym sensie „społecznym kształtem ludzkiej godności” (Enc. Magnifica humanitas, 59). Nie polega ono na zwykłej sumie interesów jednostkowych, lecz stanowi „sumę tych warunków życia społecznego, które pozwalają bądź to grupom, bądź poszczególnym ich członkom pełniej i szybciej osiągnąć ich własną doskonałość” (Gaudium et spes, 26). Kiedy dobro wspólne przestaje być wspólną perspektywą, działalność publiczna narażona jest na rozbicie na partykularne interesy, niezdolne do ochrony tego, co należy do wszystkich.
W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera rodzina – podstawowa rzeczywistość ludzka i naturalny fundament wspólnoty. To w rodzinie splatają się pokolenia i przekazywana jest żywa pamięć, która zapewnia społeczeństwu wewnętrzną ciągłość. Tam, gdzie rodzina jest wspierana, umacnia się również duchowa i społeczna stabilność narodów. Rodzina pozostanie zawsze pierwszą szkołą człowieczeństwa, w której człowiek uczy się – wcześniej niż gdziekolwiek indziej – elementarnej gramatyki współżycia ludzkiego: przyjmowania życia, troski o drugiego, przebaczania, służby i przynależności.
Również instytucje edukacyjne zajmują w tym zadaniu miejsce o zasadniczym znaczeniu. To w nich nowe pokolenia mogą uczyć się poszukiwania i umiłowania prawdy, stawiania pytań o sens życia i godność każdej osoby. Dlatego wielu rodziców, pragnących, aby ich dzieci nauczyły się budowania relacji z innymi, krytycznego myślenia oraz przyswajania trwałych wartości, pokłada w tych instytucjach wielkie nadzieje, uznając je za cennych sprzymierzeńców w procesie wychowania. Współpraca ta powinna zawsze respektować „pierwszorzędne i niezbywalne prawo” rodziców do „wyboru rodzaju nauczania i formacji, jakie mają być przekazane ich dzieciom, zgodnie z własnymi przekonaniami moralnymi, kulturowymi i religijnymi” (Enc. Magnifica humanitas, 143; por. Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych, art. 18, ust. 4).
Afirmacja godności człowieka nie może pozostać jedynie abstrakcyjną zasadą, gdy tak wiele osób jest zmuszonych pozostawić wszystko, aby szukać pokoju, bezpieczeństwa i przyszłości. Także tragiczny dramat migracji stawia dziś przed sumieniem narodów i przed etycznymi podstawami ładu międzynarodowego poważne wyzwanie. Liczni mężczyźni, kobiety i dzieci są zmuszani – często wskutek dramatycznych okoliczności – do opuszczania swoich wspólnot oraz pozostawiania bliskich, własnej historii i więzi. Rzeczywistość ta wykracza poza wszelkie interpretacje wyłącznie demograficzne czy ekonomiczne: stanowi kwestię przede wszystkim moralną i prawną. Tam, gdzie osoba jest dyskryminowana z powodu swojego pochodzenia narodowego, etnicznego, religijnego lub językowego, albo ze względu na swoją sytuację ekonomiczną czy społeczną, dochodzi do poważnego naruszenia uniwersalnej zasady równej godności wszystkich istot ludzkich.
Sytuacja migrantów i uchodźców wymaga odpowiedzi skoncentrowanej na osobach, stawiającej czoła przyczynom, które zmuszają ich do opuszczenia domu, i wykraczającej poza samo zarządzanie przepływami migracyjnymi. Stąd wynika podwójny wymóg sprawiedliwości społecznej: z jednej strony oferowanie bezpiecznych i legalnych dróg migracji, godnego przyjęcia oraz rzeczywistych możliwości integracji; z drugiej zaś wspieranie prawa do pozostania na własnej ziemi poprzez działania zmierzające do tego, aby nikt nie był zmuszony opuszczać swojego miejsca zamieszkania z powodu braku pokoju, bezpieczeństwa lub godnych warunków życia, z powodu nierówności ekonomicznych czy skutków kryzysu klimatycznego (por. Enc. Magnifica humanitas, 81).
W ostatnich latach coraz bardziej niebezpieczne szlaki uwidoczniły, jak wysoką cenę niesie ta rzeczywistość, tak często ukrywana lub ignorowana. Wiele osób nadal pada ofiarą handlarzy ludźmi i przemytników wykorzystujących ich desperację. Konieczne jest wzmocnienie działań prewencyjnych, ratowniczych oraz pomocy ofiarom, zwłaszcza w ramach współpracy regionalnej i multilateralnej.
Żadne państwo nie jest w stanie samodzielnie stawić czoła wyzwaniu tej skali. Dlatego niezbędna jest odpowiedź skoordynowana, solidarna i skuteczna, zdolna zapewnić ochronę, przyjęcie i rzeczywiste możliwości integracji tym, którzy migrują. Gdy odpowiedź instytucji staje się bliska człowiekowi, sprawiedliwa i skoordynowana, granice przestają być miejscami opuszczenia i mogą stać się przestrzeniami odpowiedzialnej ochrony ludzkiej godności.
Panie i Panowie!
Świat przeżywa głęboki kryzys duchowy i kulturowy, który przejawia się w licznych formach przemocy, polaryzacji i wzajemnej nieufności. W tym kontekście pokój jawi się jako aspiracja polityczna, a jeszcze bardziej jako prawdziwy wymóg moralny. Domaga się on języka publicznego szanującego tych, którzy myślą inaczej; instytucji służących spotkaniu; pamięci historycznej poszukującej prawdy i pojednania; a także życia społecznego zdolnego podtrzymywać obywatelską przyjaźń i wzajemny szacunek pomimo różnicy poglądów.
Na płaszczyźnie międzynarodowej pokój wymaga odwagi dyplomatycznej, odpowiedzialności etycznej oraz wizji przyszłości opartej na poszanowaniu tożsamości każdego ludu i na obowiązku państw, by rozwiązywać spory drogami pokojowymi przewidzianymi przez prawo międzynarodowe. Każda wojna stanowi ostatecznie bolesną porażkę zdolności do negocjacji, a także porażkę tej wspólnej świadomości ludzkości, która uznaje istnienie więzi sprawiedliwości między narodami. Broń może narzucić czasowe milczenie, lecz nigdy nie będzie w stanie zbudować autentycznego i trwałego pokoju.
Dlatego niepokój budzi fakt, że w różnych częściach świata, również w Europie, zbrojenia ponownie przedstawiane są jako niemal nieunikniona odpowiedź na niestabilność sytuacji międzynarodowej. Prawdziwe bezpieczeństwo rodzi się natomiast ze sprawiedliwości, cierpliwego dialogu, poszanowania prawa międzynarodowego oraz z polityki zdolnej stawiać życie ludów ponad interesami tych, którzy czerpią korzyści z wojny. Także rozwój nowych technologii i sztucznej inteligencji w zastosowaniach wojskowych wymaga ścisłego nadzoru etycznego, aby decyzje dotyczące życia i śmierci nigdy nie były powierzane automatyzmom ani wyłączane spod moralnej odpowiedzialności osoby ludzkiej (por. Przemówienie na Uniwersytecie „Sapienza” w Rzymie, 14 maja 2026).
Wspólnota międzynarodowa jest wezwana do ponownego odkrycia niezastąpionej wartości dialogu jako cierpliwej drogi prowadzącej do sprawiedliwych i trwałych porozumień, opartych na poszanowaniu traktatów, przejrzystości działań dyplomatycznych oraz szczerej woli przedkładania pokoju nad użycie siły. To właśnie z tego rodzą się zaufanie i nadzieja.
Jak przypomina motto Unii Europejskiej, In varietate concordia („Zjednoczona w różnorodności”), prawdziwa jedność nie oznacza uniformizacji, lecz spójność w różnorodności, czyniąc z kultur, wrażliwości i tradycji okazję do wzajemnego ubogacenia.
Również wewnątrz samych społeczeństw pilnie potrzebne jest budowanie kultury wzajemności. Pluralizm polityczny nie powinien przeradzać się w nieustanne dyskredytowanie przeciwnika. W dojrzałym społeczeństwie nawet konflikt może stać się drogą do pokoju, gdy różnice łagodzone są przez wzajemne słuchanie, a następnie ukierunkowane na uznanie potrzeb, aspiracji i możliwości wszystkich.
Pokój nie jest jednak wyłącznie rzeczywistością polityczną czy instytucjonalną. Rodzi się również w sumieniu, tam gdzie uraza, obojętność i nienawiść ustępują miejsca pojednaniu. Dlatego buduje się go i chroni także poprzez język. Słowa mogą otwierać drogi albo je zamykać; mogą rozjaśniać rzeczywistość albo ją zniekształcać do tego stopnia, że spotkanie staje się niemożliwe. Ci, którzy sprawują odpowiedzialność publiczną, mają zatem szczególny obowiązek strzec słowa, aby „rozbrajać język” (Orędzie na Wielki Post 2026, 5 lutego 2026). Stanowczość nie wymaga pogardy, a różnica zdań nie musi prowadzić do upokarzania.
Z szacunku wobec drugiego człowieka rodzi się także obowiązek ochrony przestrzeni, w której dojrzewają jego przekonania, sumienie i relacja z Bogiem. Troska o ten wymiar wewnętrzny pozwala lepiej zrozumieć kwestię zasadniczą dla każdego prawdziwie demokratycznego społeczeństwa: wolność myśli, sumienia i religii – fundamentalne prawo chroniące najbardziej wewnętrzną sferę osoby ludzkiej. Wolność, na której opiera się współczesne państwo, jeśli jest autentyczna, uznaje religijny wymiar człowieka, szanuje go i zapewnia mu ochronę prawną; nie dopuszcza również do sytuacji, w której ktoś musiałby z powodu swojej wiary rezygnować z udziału w życiu społecznym.
Nie mieszając porządku prawnego z moralnym, warto także przypomnieć, że wolność wymaga pełnego zrozumienia samej siebie. Być wolnym nie oznacza jedynie braku przymusu ani posiadania wielu możliwości wyboru; oznacza zdolność rozpoznania dobra i odpowiedzialnego przylgnięcia do niego. Dlatego każde społeczeństwo rzeczywiście wolne wymaga również właściwego wyznaczenia granic władzy publicznej, tak aby wolność osób, wspólnot i stowarzyszeń nie była bezpodstawnie ograniczana (por. Dignitatis humanae, 1). Z tej perspektywy uprawniona autonomia porządku doczesnego nie może być nigdy interpretowana jako wrogość wobec zjawiska religii. Wiara nie dąży do narzucania się za pomocą przywilejów ani przymusu; nie może jednak zostać zepchnięta do milczenia, jak gdyby była czymś nieistotnym dla życia publicznego.
W tym kontekście szczególne znaczenie dla Kościoła katolickiego ma sakramentalna tajemnica spowiedzi. Wpisuje się ona w szerszą sferę wolności religijnej, która gwarantuje wspólnotom wierzących własną przestrzeń życia, organizacji i wewnętrznej dyscypliny (por. Konferencja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, Akt Końcowy z Helsinek, 1 sierpnia 1975, Zasada VII). Ochrona tej tajemnicy w porządku prawnym – analogicznie jak ma to miejsce w niektórych zawodach – oznacza zachowanie świętej przestrzeni wolności wewnętrznej, w której wierzący może otworzyć swoją duszę przed Bogiem bez lęku przed zewnętrznymi presjami, co uznają również normy międzynarodowe (por. Międzynarodowy Trybunał Karny, Reguły procesowe i dowodowe, Reguła 73.3).
Panie i Panowie!
Pozwólcie, że zatrzymam się na chwilę przy kilku obrazach zdobiących tę Izbę. W tej Sali Posiedzeń światło dzienne wpada przez świetlik wieńczący salę. To światło przychodzące z góry może przypominać, że również polityka potrzebuje uznać istnienie miary, która ją poprzedza i przekracza.
Także malowidła przedstawiające – w górnej części głównej ściany – przyjęcie Ewangelii i Dekalogu przypominają coś zasadniczego. Nie mieszając porządku politycznego z religijnym, znaki te zachęcają do uznania, że nowoczesna wolność została przygotowana również przez długotrwałe wychowanie sumienia, głęboko naznaczone tradycją chrześcijańską. W tej wewnętrznej szkole narody uczyły się, że prawo powinno służyć dobru, że sprawiedliwość wyznacza granice sile, że władza potrzebuje legitymacji, że ubodzy są pełnoprawnymi członkami wspólnoty, że cudzoziemca należy przyjmować z poszanowaniem jego godności oraz że życie ludzkie nigdy nie może być traktowane jak towar.
Ustawa nie osiąga swojej prawdziwej wielkości jedynie dlatego, że została formalnie uchwalona; osiąga ją dopiero wtedy, gdy – oprócz formalnej ważności – potrafi stanąć wobec godności osoby ludzkiej i wyjść z tej próby bez wstydu.
Zachęcam więc Państwa, abyście podnieśli wzrok – nie po to, by oddalić się od rzeczywistości, lecz by pamiętać, że każda decyzja władz publicznych dotyka ludzi z krwi i kości, zwłaszcza tych, którzy mają najmniejszą możliwość, by ich głos został usłyszany. Dalekowzroczność polega bowiem właśnie na tym, by głębiej dostrzegać to, co jest stawką każdej decyzji publicznej. Dlatego obok rozwiązań technicznych i reform prawnych potrzebna jest również odnowa moralna.
Hiszpania może odegrać ważną rolę na tej drodze. Dysponuje językiem, który łączy kontynenty; tradycją kulturową, prawną i duchową, która potrafiła wprowadzać w dialog wiarę i rozum, prawo i sumienie, jedność i różnorodność. To doświadczenie historyczne przypomina również wartość zgody oraz cierpliwego wysiłku na rzecz budowania pokojowego i sprawiedliwego współżycia społecznego.
Niech ten szlachetny naród nigdy nie utraci pamięci o swoich korzeniach ani odwagi patrzenia w przyszłość. Niech Hiszpania pozostanie ziemią spotkania, kultury, solidarności i nadziei. Niech jej życie publiczne potrafi zawsze łączyć stanowczość przekonań ze szlachetnością dialogu i wielkością służby.
Niech Bóg obdarzy wszystkie narody ziemi pokojem, rodziny zgodą, a sumienia spokojem. A na Królestwo Hiszpanii – naznaczone apostolskim śladem św. Jakuba oraz macierzyńską obecnością Matki Bożej z Pilar – niech zstąpią dni pomyślności, sprawiedliwości i trwałego pokoju.
Bardzo dziękuję!
Przypisy.
1. Don Kichot z La Manchy, tłum. W. Zakrzewski, księga 8, rozdz. VI; la libertad jest przełożona jako swoboda.
2. O poczuciu tragiczności życia wśród ludzi i wśród narodów, I.
3. Benedykt XVI, Przemówienie w Bundestagu. Serce rozumne. Refleksje na temat podstaw prawa, „L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, nr 10-11 (337)/2011, s. 38-41.